28.08.2013

Rossmannowe nowości nr 1 - co warto kupić? Mexx, Perfecta, Tołpa, Timotei, Dove, Bourjois, Astor

Nie tak dawno pisałam Wam o moim pierwszym pudełeczku z nowościami od Rossmanna, które będą dostępne w sprzedaży od września, a które ja miałam okazję przetestować już wcześniej. Obiecałam podzielić się z Wami moimi opiniami, co też dzisiaj z przyjemnością czynię :)
Dlaczego z przyjemnością? Ano dlatego, że na 7 produktów kosmetycznych, jakie otrzymałam, aż z 6 jestem zadowolona, z czego 1 dodatkowo okazał się moim absolutnym faworytem w swojej kategorii :)


1) Bourjois - Maskara Twist up the Volume


Maskara Twist Up the Volume posiada innowacyjną szczoteczkę 2w1 - prostą do wydłużania rzęs oraz skręconą do ich pogrubiania i zagęszczania. Wystarczy przekręcić końcówkę i szczoteczka z prostej robi się grubsza, skręcona.
Pierwsze moje przygody z tą maskarą to była droga przez mękę - tusz był tak świeży i mokry, że nie robił nic poza sklejaniem rzęs. Kiedy jednak nieco podsechł - pokazał na co naprawdę go stać! Maskara pozwala kilkoma ruchami uzyskać efekt, na który zwykle muszę pracować dobre kilka minut i to różnymi maskarami jednocześnie. Tusz Bourjois idealnie rozdziela i podkreśla każdą rzęsę z osobna. Do tego pogrubia ją i wydłuża. Oko wygląda świetnie, wiem, co mówię, bo moje rzęsy to prawdziwe kikuty ;) Wytrzymuje w nienagannym stanie cały dzień, bez kruszenia i osypywania.
Produkt wart zakupu!



2) Astor - Podkład matujący Anti Shine



Podkład rozprowadza się lekko, bez żadnego smużenia. Przyzwoicie kryje i ładnie wyrównuje koloryt skóry, ale jednocześnie nie tworzy efektu maski. Właściwie jest na skórze niemal niewidoczny i niewyczuwalny, za co bardzo duży plus - wyglądamy bowiem bardzo naturalnie i świeżo. Bałam się, że kolor 201 Sand będzie dla mnie za ciemny (jestem dość blada) – nic bardziej mylnego, jest idealny! Ani za pomarańczowy, ani za różowy, świetnie stapia się ze skórą, dopasowując się do niej kolorem. Nie ciemnieje w ciągu dnia, nie waży się, nie spływa (!) – za co kolejny duży plus.
Z przyjemnością informuję, że nie zatyka porów –  a jestem pod tym względem bardzo wyczulona :)
Niestety, jeśli chodzi o właściwości matujące, to nie jestem nimi zachwycona. W moim przypadku mat utrzymuje się ok. 2-3 h, przynajmniej w tak upalne dni, w jakich przyszło mi go stosować.Mimo wszystko uważam, że to naprawdę dobry podkład, ale polecam go bardziej do cer, które nie mają większych problemów z błyszczeniem – będą naprawdę zadowolone.
- See more at: http://www.rossnet.pl/Produkt/Astor-Anti-Shine-nr201-podklad-30-ml,112218,1650#sthash.sP6DYFPj.dpuf
Podkład rozprowadza się lekko, bez żadnego smużenia. Przyzwoicie kryje i ładnie wyrównuje koloryt skóry, ale jednocześnie nie tworzy efektu maski. Właściwie jest na skórze niemal niewidoczny i niewyczuwalny, za co bardzo duży plus - wyglądamy bowiem bardzo naturalnie i świeżo. Bałam się, że kolor 201 Sand będzie dla mnie za ciemny (jestem dość blada) – nic bardziej mylnego, jest idealny! Ani za pomarańczowy, ani za różowy, świetnie stapia się ze skórą, dopasowując się do niej kolorem. Nie ciemnieje w ciągu dnia, nie waży się, nie spływa (!) – za co kolejny duży plus.
Z przyjemnością informuję, że nie zatyka porów –  a jestem pod tym względem bardzo wyczulona :)
Niestety, jeśli chodzi o właściwości matujące, to nie jestem nimi zachwycona. W moim przypadku mat utrzymuje się ok. 2-3 h, przynajmniej w tak upalne dni, w jakich przyszło mi go stosować.Mimo wszystko uważam, że to naprawdę dobry podkład, ale polecam go bardziej do cer, które nie mają większych problemów z błyszczeniem – będą naprawdę zadowolone.
- See more at: http://www.rossnet.pl/Produkt/Astor-Anti-Shine-nr201-podklad-30-ml,112218,1650#sthash.sP6DYFPj.dpuf
Podkład rozprowadza się lekko, bez żadnego smużenia. Przyzwoicie kryje i ładnie wyrównuje koloryt skóry, ale jednocześnie nie tworzy efektu maski. Właściwie jest na skórze niemal niewidoczny i niewyczuwalny, za co bardzo duży plus - wyglądamy bowiem bardzo naturalnie i świeżo. Bałam się, że kolor 201 Sand będzie dla mnie za ciemny (jestem dość blada) – nic bardziej mylnego, jest idealny! Ani za pomarańczowy, ani za różowy, świetnie stapia się ze skórą, dopasowując się do niej kolorem. Nie ciemnieje w ciągu dnia, nie waży się, nie spływa (!) – za co kolejny duży plus.
Z przyjemnością informuję, że nie zatyka porów –  a jestem pod tym względem bardzo wyczulona :)
Niestety, jeśli chodzi o właściwości matujące, to nie jestem nimi zachwycona. W moim przypadku mat utrzymuje się ok. 2-3 h, przynajmniej w tak upalne dni, w jakich przyszło mi go stosować.Mimo wszystko uważam, że to naprawdę dobry podkład, ale polecam go bardziej do cer, które nie mają większych problemów z błyszczeniem – będą naprawdę zadowolone.
- See more at: http://www.rossnet.pl/Produkt/Astor-Anti-Shine-nr201-podklad-30-ml,112218,1650#sthash.sP6DYFPj.dpuf
Podkład matujący Astor Anti Shine świetnie się rozprowadza, nie zostawia smug. Ładnie wyrównuje koloryt skóry i delikatnie kryje (na większe niedoskonałości potrzebny korektor). Jest bardzo lekki, właściwie wcale nie czuć go na skórze - dzięki temu zyskujemy także naturalny i świeży wygląd. Kolor 201 - Sand - okazał się idealny dla mojej jasnej skóry, bałam się, że będzie ciemny, ale miło się zaskoczyłam. Podkład nie ciemnieje na skórze, nie waży się i nie spływa.
Nie zatykał mi porów - a że mnie zatyka jakieś 90% podkładów, to nie lada wyczyn.
Generalnie podkład byłby naprawdę super, tylko jest jeden problem - podkład z nazwy matujący matuje w stopniu minimalnym, wręcz żadnym.
Jeśli więc nie zależy Wam na jakimś super matowaniu, a szukacie po prostu fajnego podkładu, to jest to
produkt wart zakupu!
Jeśli natomiast szukacie podkładu, który zmatuje Was skutecznie i na długo, to jest to

produkt niewart zakupu!



3) Mexx - Woda toaletowa Energizing woman


Woda toaletowa Mexx Energizing Woman jest zapachem idealnym na co dzień, świeżym i faktycznie energetyzującym. Jest też idealna na lato - zapach jest bardzo w moim guście, więc na pewno w przyszłym roku znów po niego sięgnę. Jeśli chodzi o nuty zapachowe, to wyczuwam przede wszystkim pomarańczę, melona i odrobinę gałki muszkatołowej. Jest więc świeżo, rześko i nieco zadziornie przy końcu. Trwałość też niczego sobie - do 6 h na skórze.
 Produkt wart zakupu!



4) Dove Color Repair – 60-sekundowa terapia do włosów
 
 60-sekundowej terapii do włosów od Dove użyłam od razu po farbowaniu i muszę przyznać, że praktycznie wcale nie było widać na włosach żadnych zniszczeń wywołanych farbą. Włosy po aplikacji są miękkie i wygładzone, ładnie błyszczą i dobrze się układają. 15 ml opakowanie wystarcza na kilka sporych aplikacji - wbrew pozorom jest baaardzo wydajne. Jeśli nie przeszkadzają Wam silikony w produktach do włosów (mnie nie przeszkadzają), to:
produkt wart zakupu!

5) Perfecta Slim Fit – Serum antycellulitowe wyszczuplające 
 
Serum antycellulitowe i wyszczuplające Perfecta Slim Fit to - jak dla mnie - najsłabszy kosmetyk w tym box-ie i jeden z najsłabszych kosmetyków, jakie miałam okazję używać z tej kategorii. Nie liczyłam, że serum będzie wyszczuplać czy redukować cellulit, ale miałam nadzieję, że choć minimalnie napnie i ujędrni skórę. Nic z tego! On nie robi ze skórą praktycznie nic! Do tego dość długo się wchłania.
Produkt niewart zakupu! 

6) Timotei Anti Frizz - Spray dyscyplinujący
 
Spray Timotei Anti Frizz z mocno silikonowym składem okazał się moim wybawieniem w upały, kiedy nie chciałam dodatkowo włosów obciążać jeszcze odżywką, bo i bez tego bardzo szybko się przetłuszczają. Sprayu Timotei  używałam więc jako szybkiej odżywki bez spłukiwania - szybko spryskuję nią włosy, rozczesuję (grzebień sunie jak po maśle) i włosy są właściwie gotowe - lekkie, świeże, zdrowo wyglądające. Do tego odżywka przepięknie pachnie - kokosowo-wanioliowo-słodziutko!
Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się, że tak polubię silikonową odżywkę w sprayu, a tymczasem póki co nie mam ochoty wracać do mojego arsenału naturalnych odżywek bez silikonów :P
Produkt wart zakupu! 

7) Tołpa Botanic – Delikatny żel pod prysznic Białe kwiaty

Delikatny żel pod prysznic Tołpa Białe Kwiaty to mój osobisty hit jeśli chodzi o to pudełeczko, dlatego jemu poświęcę całą osobą notkę - już niebawem wypatrujcie recenzji :) Póki co mogę powiedzieć tylko tyle, że
produkt absolutnie wart zakupu!


I jak skusicie się na coś? :)

25.08.2013

Bingo Spa: Maska błotna do twarzy z błotem z Morza Martwego, białą glinką i cynkiem

Cześć Dziewczyny!

Bardzo lubię maseczki oczyszczające i najchętniej przygotowuję je samodzielnie z sypkiej glinki. Ostatnio jednak trochę znudziło mi się to rozrabianie i babranie, więc postanowiłam zmierzyć się z dwoma gotowymi maseczkami oczyszczającymi, które w swoim składzie zawierają m.in. ową cudowną glinkę (oraz różne inne cuda i cudeńka ;). Jako pierwsza na warsztat poszła Maska błotna z Bingo Spa, która zarazem jest moim pierwszym kosmetykiem z tej popularnej wśród blogerek firmy. Jeśli jesteście ciekawe, czy się polubiłyśmy i czy ją polecam, to zapraszam do lektury:


Bingo Spa: Maska błotna do twarzy z błotem z Morza Martwego, białą glinką i cynkiem



Opakowanie: Niestety, opakowanie tej maski to słoik; osobiście bardziej odpowiadają mi maseczki w tubce - uważam, że są bardziej higieniczne. Tym bardziej, że zawartość maski Bingo Spa nie jest zabezpieczona żadną folią czy sreberkiem - dla mnie to dość istotny minus, bo lubię mieć pewność, że kosmetyk jest sterylnie zamknięty.
 
Konsystencja, zapach: Maseczka ma jasny kolor, nie przypomina błota, a raczej dość "zbity" mus. Nakłada się bezproblemowo, dobrze przylega do twarzy. Równie dobrze się zmywa, bez brudzenia wszystkiego dookoła (kto choć raz zmywał glinkę, ten wie, o czym mówię ;)). Pachnie ziemiście, nieco błotnie, mięta jest prawie niewyczuwalna, nad czym bardzo ubolewam, bo zapach mięty wręcz uwielbiam ;)

Skład: Aqua, Dead Sea Mud, Kaolin Clay, Zinc Oxide, Cetearyl Alcohol (and) Ceteareth-20, Cetyl Alcohol, Peppermint Oil, Citric Acid, DMDM-Hydrolatin, Methyl Paraben, Ethyl Paraben

Działanie: Tuż po nałożeniu maski czuć na twarzy lekkie szczypanie - nie powoduje ono jednak żadnego dyskomfortu, a już na pewno nie powoduje podrażnienia czy zaczerwienienia. Po zmyciu maski pory są mniej widoczne, a sama skóra - miękka i wygładzona. Czuć także bardzo przyjemną świeżość skóry. Maska sama z siebie może nie oczyszcza jakoś rewelacyjnie, ale za to rewelacyjnie "wypycha" na wierzch wszystkie zanieczyszczenia. Jest więc idealna przed mechanicznym oczyszczaniem twarzy i osobiście przed takim zabiegiem najbardziej lubię ją stosować.

Cena: 12,99 zł/150 g (do kupienia np. TUTAJ)

Ocena: +4/6





Powyższy preparat wybrałam sobie do testów w ramach wygranej w Rozdawajce. Serdecznie Was tam zapraszam, bo często organizują bardzo fajne rozdania:
http://rozdawajka.blogspot.com/

Razem z tą maską wybrałam sobie również do testów inną błotną maseczkę oczyszczającą - firmy Apis. Jej recenzja już niebawem, a przy okazji małe porównanie działania obu tych masek :)


Znacie kosmetyki Bingo Spa? A może używałyście tej maski i możecie powiedzieć, jak sprawdziła się u Was?

22.08.2013

Fitomed: Koncentrat na naczynka z liposomami + tonik przygotowany na jego bazie

Cześć Kochane!

Śpieszę donieść, że ślub już za mną i ja od 5 dni jestem szczęśliwą mężatką :) Wszystko wyszło prawie tak idealnie, jak sobie zaplanowaliśmy; ślub był wspaniałym przeżyciem, a wesele - naprawdę udaną zabawą. Jak tylko dostanę od fotografa zdjęcia, to przygotuję dla Was jakąś ślubną relację. Tymczasem pora wrócić do regularnego blogowania :)


Na początek produkt, który testuję już od dłuższego czasu, bo bardzo chciałam móc ocenić jego długofalowe działanie w pielęgnacji. Mowa o jednym z kosmetyków Fitomedu. Moją przygodę z Fitomedem rozpoczęłam stosunkowo niedawno, a już przekonałam się, że to kolejna polska marka warta polecenia. Po oczarowaniu ich hydrolatem oczarowym, przyszła pora na wypróbowanie Koncentratu na naczynka z liposomami. Nigdy z tego typu koncentratem nie miałam do czynienia, więc bardzo mnie zaciekawił. Oto, jak przedstawia go producent:

Koncentrat stanowi zawiesinę liposomów z wyciągami z kasztanowca, oczaru wirginijskiego i arniki o działaniu wzmacniającym ścianki naczyń włosowatych oraz witaminy C i rutyny. Podczas specjalnego procesu powstawania liposomów (puste kuleczki otoczone błoną lipidową) z lecytyny sojowej w ich wnętrzu zostały zamknięte aktywne składniki płynu.

Brzmi fantastycznie, więc czas by przekonać się, jak działa w rzeczywistości :)


Fitomed: Koncentrat na naczynka z liposomami




Opakowanie: Typowe dla półproduktów, a więc bardzo proste: butla, nalepka z nazwą i składem + kartonik. Niemal identyczne opakowanie, różniące się tylko nalepką, jak w przypadku hydrolatu oczarowego (KLIK)

Zapach: Pachnie ziołowo, ale delikatnie, zapach mnie nie drażni ani trochę.

Skład: aqua, herb extracts: aesculus hippocastanum, hamamelis virginiana, arnica montana; glycerin, lecithin, D-panthenol, trilaureth-4-phosphate, sorbitol, lactic acid, diazolidynyl urea, ascorbic acid, rutin, Phenethyl Alcohol, Caprylyl Glycol

Działanie:

Można używać go jako dodatek do toniku, kremu bądź serum. Ja zdecydowałam się na tonik, wg następującej receptury.



Tonik do cery naczynkowej 



  • 60 ml - woda oczarowa
  • 45 ml - woda
  • 45 ml - koncentrat liposomowy na naczynka Fitomed.
  • 10 kropli olejku herbacianego (uwielbiam toniki z olejkiem, więc musiałam go dodać, ale nie jest obowiązkowy; więcej o olejku pisałam TUTAJ)

  • Fitomed zaleca jeszcze dodatek 5 ml gliceryny, ale jako że moja cera nie przepada za gliceryną, to ją pominęłam :)

    Tak przygotowanym tonikiem przemywam twarz 2x dziennie od prawie 3 miesięcy. Mogę stwierdzić z całą pewnością, że przepięknie koi on podrażnienia i przesuszenia, łagodzi zmiany naczynkowe i trzyma skórę w ryzach, dzięki czemu nie czerwieni się ona tak bardzo w ciągu dnia. Wiadomo - nie jest to laser, więc naczynek nam nie pozamyka, niemniej bardzo dobrze je "unieszkodliwia".
    Dodatkową zaletą tego toniku jest fakt, że delikatnie nawilża on skórę (czyżby D-panthenol?), co w przypadku toniku jest dość niespotykaną cechą!
    Koncentrat jest bardzo wydajny, 1 butelka wystarczy na przygotowanie ponad 350 ml toniku, a można go przecież także stosować do kremów, serów czy balsamów :) Ja w przyszłości planuję dodać go do balsamu do ciała, żeby zobaczyć jak sprawdzi się w przypadku moich naczynek na udach.

    Cena: 19 zł/150 ml

    Ocena:  5/6 - serdecznie polecam naczynkowcom :)

    Można go kupić TUTAJ




    Znacie kosmetyki Fitomed? Macie jakieś ulubione?

    09.08.2013

    Testuję z Maliną - Eveline: ExtraSoft bioOlejek arganowy - Luksusowy balsam odżywczo-energizujący

    Cześć Kochane!
    Dziś przedstawię Wam drugi balsam Eveline, jaki otrzymałam do testów w ramach Malinowego Klubu tj. Luksusowy balsam odżywczo-energizujący. Od razu zdradzę, że w porównaniu do pierwszego balsamu, który testowałam (recenzja TUTAJ), ten podoba mi się bardziej. Co oczywiście nie znaczy, że tamten był słaby :) Oceniłam go jako bardzo dobry i ocenę tę podtrzymuję. Balsam z dzisiejszej notki uwiódł mnie jednak swoim zapachem do tego stopnia, że mając do wyboru te dwa balsamy, na pewno wybrałabym ten Luksusowy ;)



    Eveline ExtraSoft bioOlejek Arganowy - Luksusowy balsam odżywczo-energizujący



    Opakowanie: Tutaj, tak samo jak w przypadku jego brata, również mamy dużą butlę wyposażoną w pompkę, dzięki czemu balsam jest wygodny w stosowaniu.

    Konsystencja, zapach: Balsam ma kremową konsystencję, na skórze rozsmarowuje się lekko i przyjemnie, a do tego szybko się wchłania. Pachnie ślicznie, świeżo, cytrusowo, niesamowicie przyjemnie. Zapach nie utrzymuje się jednak długo na ciele, a szkoda, bo nie pogardziłabym takimi perfumami ;) Cytrusowa nuta dodaje jednak energii, więc balsam spełnia swoją energizującą funkcję.

    Skład:


    Działanie: Balsam porządnie nawilża, miękką i gładką skórą mogę się cieszyć nawet bardzo długo po aplikacji. Nie jest tłusty, nie zostawia na skórze filmu (naprawdę cieszę się, że Eveline zrezygnowała z parafiny w tych nowych balsamach i zastąpiła ją naturalnym olejem!). Z prawdziwą przyjemnością używam tego balsamu latem, głównie ze względu na rewelacyjne nawilżenie, szybkość wchłaniania i ten cudny cytruskowy zapach.

    Cena: 14 zł/350 ml

    Ocena: +5/6





    Nie spodziewałam się, że tak polubię balsam z drogerii i jestem bardzo mile zaskoczona :) Dziękuję Malinie za możliwość testów, bo pewnie sama nie zwróciłabym na niego uwagi. A Wam serdecznie go polecam :)
     

    07.08.2013

    Kreatywna środa! - czyli garść inspiracji :) - cz. 9

    U mnie przygotowania weselne idą pełną parą, więc przygotowałam wcześniej kilka postów, żeby móc Wam tu od czasu do czasu co nieco wrzucić :) Dzisiaj środa, więc oczywiście czas na cotygodniowy post z środowego cyklu. Zapraszam :)


    1. Nie wszyscy lubią, jak się do nich mówi z rana, ale miłe słówko na porannym toście ucieszyłoby na pewno każdego :)


    2. Uwielbiam modny ostatnio motyw liter we wnętrzach. Tu dodatkowo przyjemne połączono z pożytecznym. A że książki uwielbiam, mam nadzieję, że uda mi się znaleźć takie literowe półki do nowego mieszkania.


    3. Recykling może być naprawdę prosty i efektowny! Nie potrafię przejść obojętnie wobec tych wazonów z butelek po winie - zwłaszcza te skośne są urocze :)



    4. Na jednym z blogów wpadł mi w oko genialny pomysł na handmade etui na pędzle. Uwielbiam takie proste i nietuzinkowe pomysły :)



    5. I absolutnie przepiękny stolik na koniec. Prawdziwe designerskie cudo, prawda? :)


    Miłej środy Wam życzę!

    04.08.2013

    TAG: 50 faktów o mnie

    TAG "50 faktów o mnie" to jeden z niewielu TAGów w blogosferze, które czytam z prawdziwą przyjemnością. To bardzo fajne, móc poznać Was bliżej, z nieco innej niż kosmetycznej strony. Postanowiłam i ja odsłonić przed Wami kawałek siebie, mając nadzieję, że będzie się Wam czytać go równie przyjemnie, co mi - Wasze :)


    1. Jestem naturalną blondynką, ale już od ponad 7 lat farbuję włosy na średni brąz.

    2. Uwielbiam ryby w każdej postacią, od tej zwykłej w puszce, przez smażoną, gotowaną, pieczoną, wędzoną, aż po surową w sushi.

    3. Za 2 tygodnie wychodzę za mąż :)))

    4. Ogromnie podobają mi się brązowe oczy, zachwycam się nimi u każdej napotkanej dziewczyny i marzę o tym, by moja córka odziedziczyła oczy po swoim brązowookim ojcu.

    5. Lubię zarówno psy, jak i koty. Ciężko by mi było wybrać, które bardziej.

    6. Nie mogłabym być włosomaniaczką. Moje włosy bez względu na to, co na nie nałożę, wyglądają zawsze tak samo :P

    7. W podstawówce uwielbiałam uczyć się wierszy na pamięć i przychodziło mi to bardzo łatwo. Potrafiłam nauczyć się długiego na 2 strony wiersza w przerwie między lekcjami. Do dzisiaj zresztą pamiętam np. wszystkie wierszyki z lekcji rosyjskiego w 6 klasie, mimo iż po rosyjsku nie umiem złożyć dobrze nawet pół zdania :P

    8. Chciałabym schudnąć parę kilo, ale nie mam w sobie za grosz motywacji.

    9. W życiu nie jadłam flaków, salcesonu i galarety z nóżek. I w życiu nie spróbuję :P

    10. Nie umiałabym żyć bez czekolady. Są jednak dwie marki, których nie znoszę i ich jedzenie nie sprawia mi ani grama przyjemności: Terravita i - o dziwo, uwielbiany przez wielu - Wedel.

    11. Bardzo wiele wspomnień kojarzy mi się z jakimś konkretnym zapachem. Wystarczy, że go poczuję, a już staje przede mną jak prawdziwa scenka sprzed kilku lat.

    12. Lubię gotować, ale tylko jeśli mam dla kogo. Jak jestem sama, to nie widzę w gotowaniu żadnej przyjemności.

    13. Nienawidzę rosołu.

    14. Niestety, często się spóźniam, obojętnie jak bardzo bym się nie starała, by zdążyć na czas.

    15. Mam dwoje rodzeństwa, młodszego brata i starszą siostrę.

    16. Mogłabym godzinami przeglądać rzeczy w dziale a artykułami papierniczymi, mimo że już dawno temu przestałam być dzieckiem :D

    17. Nie umiem kłamać, zawsze to po mnie widać.

    18. Zawsze płaczę na filmie "Love story", nawet jeśli oglądam go już po raz dwudziesty.

    19. Kiedyś uczyłam się chińskiego, ale dziś potrafię po chińsku powiedzieć tylko kilka prostych słów.

    20. W dzieciństwie byłam straszną beksą.

    21. Uwielbiam sukienki, mam ich całą szafę.

    22. Dużo bardziej niż "Galę" czy inny "Show" wolę poczytać "Newsweeka" bądź "Politykę".

    23. Jestem uzależniona od serialu "Gra o tron". Czekanie do kwietnia na kolejny sezon to dla mnie katorga.

    24. Z owoców najbardziej lubię pomarańcze, potrafię zjeść kilkanaście naraz.

    25. Zawsze marzyłam o tym, by być dziennikarką.

    26. Nigdy w życiu nie miałam papierosa w ustach.

    27. Mówię francuskie "r".

    28. Noszę okulary/soczewki od 15 lat, jestem krótkowidzem.

    29. Kupowanie butów to dla mnie prawdziwa mordęga. Nigdy(!) nic(!) mi się nie podoba. A jak już mi się jakimś cudem coś spodoba, to albo nie ma mojego rozmiaru, albo nie da się w tym w ogóle chodzić. Kupno 1 pary zajmuje mi średnio 2 miesiące :P Za to jak już je kupię, będę w nich chodzić aż do całkowitego zdarcia (w końcu nigdy nie wiadomo, kiedy uda mi się znaleźć następną równie dobrą parę...).

    30. Mam 1 parę adidasów i są to jedyne buty na płaskiej podeszwie, jakie posiadam :P

    31. Nie przywiązuję wagi do telefonu, nie kręcą mnie super bajeranckie modele z funkcją prania i gotowania, wystarczy mi, żeby telefon dzwonił, wysyłał sms-y oraz miał budzik :)

    32. Miałam kiedyś okazję przeprowadzić wywiady z Aliną Rose oraz Anwen, które ukazały się na jednym z portali internetowych ;)

    33. Szczytem moich manicure'owych umiejętności jest pomalowanie paznokci na jeden kolor :P

    34. Mogę godzinami oglądać Kabaret Moralnego Niepokoju. Sama mimika i ruchy Roberta Górskiego wywołuje u mnie niekontrolowaną radość :D

    35. Jestem zakochana w Krakowie i zawsze tam jeżdżę z prawdziwą przyjemnością.

    36. Nie lubię oglądać siebie na zdjęciach.

    37. Jestem uczulona na słońce, dlatego rzadko się opalam.

    38. W dniu, w którym zakochałam się w moim przyszłym mężu, byłam umówiona na randkę z innym facetem. Randkę oczywiście odwołałam :P

    39. Zawsze się waham, gdzie jest prawo, a gdzie lewo - na egzaminie na prawo jazdy zapisałam to sobie na paznokciach, ale i tak pojechałam źle ;)

    40. Łatwo wybaczam innym i nie umiem się długo gniewać.

    41. Nie mam w domu telewizora i nie brakuje mi go. Ulubione seriale i wiadomości oglądam przez Internet.

    42. Za kilka tygodni czeka mnie urządzanie, a później przeprowadzka do pierwszego w moim życiu M-2 :)

    43. Nie wierzę w przypadki.

    44. Zawsze przed jedzeniem wącham potrawę/produkt, który mam zjeść.

    45. Pisałam pracę magisterską o blogach :)

    46. Kiedyś pracowałam w call center - od tamtego czasu nigdy nie zgadzam się na nic, co mi  proponują konsultanci telefoniczni :P

    47. Marzę o podróży do Nowej Zelandii.

    48. Mam bardzo słabą głowę, jestem więc beznadziejnym kompanem do picia :P

    49. Nigdy w życiu nie byłam w lumpeksie ;)

    50. Mam jedną perukę, której rzecz jasna nie noszę na co dzień ;) Kupiona była z myślą o imprezie przebieranej, a wyglądam w niej tak:


    I tym optymistycznym akcentem, zachęcam Was do zrobienia własnego tagu. Z przyjemnością przeczytam.
    Buziaki :)

    03.08.2013

    Wyniki urodzinowego rozdania :)

    Kochani,
    bardzo serdecznie Wam dziękuję za udział w moim rozdaniu! Zgłoszeń było sporo, ich liczenie i sprawdzanie zajęło mi prawie całe popołudnie :) Żeby nie przedłużać podaję od razu wyniki, bo to ich jesteście przecież najbardziej ciekawi :)


    Zestaw nr 1, przeznaczony dla dotychczasowych moich Obserwatorów...


    ...powędruje do:



    Natomiast zestaw nr 2, przeznaczony dla nowych Obserwatorów...


    ...powędruje do:


    Serdecznie gratuluję!!! I czekam na Wasze adresy do wysyłki :)
    balsamowo@gmail.com


    Wszystkim serdecznie dziękuję za zabawę :) 

    Jeśli nowym Obserwatorom spodobało się u mnie, gorąco zachęcam do pozostania. Jeśli nie polubiliście mojego Balsamowa, śmiało można od-obserwować, nie obrażę się :) Nikogo siłą nie trzymam, nie liczę ilu obserwatorów uciekło, nie tworzę czarnych list,  i nie strzelam fochów :)

    Wszystkim i każdemu z osoba życzę miłego wieczoru :)

    Program Nowości Rossmann - moja paczka


    Jak pewnie większość z Was wie, że Rossmann niedawno poszukiwał testerek do Programu Nowości. Udało mi się szczęśliwie załapać do tej akcji i wczoraj odebrałam pierwszą paczkę z nowościami do testów. Produkty te będą dostępne w Rossmannie od września, a ja wraz z innymi recenzentkami mam za zadanie przetestować je i wystawiać im opinie na stronie www.rossnet.pl. Oczywiście, będę starała się swoimi opiniami dzielić także z Wami, tu na blogu :)

    A tymczasem pokazuję, co znalazłam w tej uroczej, czerwonej paczuszce :)


    Paczka prezentowała się tak:




    A zawartość tak:



    1)    Bourjois - Maskara Twist up the Volume


    2)    Astor - Podkład matujący Anti Shine


    3)    Mexx - Woda toaletowa Energizing woman


    4)    Dove Color Repair – 60-sekundowa terapia do włosów
     

    5)    Perfecta Slim Fit – Serum antycellulitowe wyszczuplające 

     
    6)    Timotei Anti Frizz - Spray dyscyplinujący


    7)    Tołpa Botanic – Delikatny żel pod prysznic Białe kwiaty



    + Rajstopy Gatta 4-ever mine, których nie chciało mi się fotografować :P)




    Jak Wam się podoba ten zestaw? Co Was najbardziej zaciekawiło?

    02.08.2013

    Beauty Face: Regenerująco-nawilżające kolagenowe płatki pod oczy z czerwonym winem

    Cześć Kochane!

    Pewnie słyszałyście już o akcji sklepu BeautyFace "STOP SUCHEJ SKÓRZE", która ma na celu zwrócenie uwagi na problem odpowiedniej pielęgnacji skóry pod oczami. Szczególnie jest to ważne w okresie letnim, kiedy promienie słoneczne, znacznie częstsze niż zwykle mrużenie oczu, kąpiele w słonej wodzie czy wiatr i klimatyzacja bardzo ją wysuszają.

    Udział w tej akcji wiązał się z możliwością przetestowania płatków kolagenowych pod oczy z asortymentu firmy, a zwieńczenie akcji ma swój finał właśnie dzisiaj :)


    Na początek kilka słów na temat tego, o co chodzi z płatkami kolagenowymi i jak to w ogóle działa:


    Dzięki nowoczesnej technologii mikromolekuł, substancje aktywne zawarte w płatku są doskonale wchłaniane i wnikają nawet w głębokie warstwy skóry. Opakowanie składa się z hydrożelowych płatków, zatopionych w aktywnym serum, zawierających kolagen najbardziej zbliżony do struktury białka ludzkiej skóry, o cząsteczce 3 tysiące razy mniejszej od zwykłego kolagenu, co sprawia że jest on znacznie silniej wchłaniany oraz przyswajany przez komórki skóry. Płat hydrożelowy spełnia rolę filtra, który w połączeniu z ciepłotą ciała stopniowo uwalnia aktywne składniki i pomaga wnikać im w głębokie warstwy skóry. 
     

    W moje ręce trafiły:
     Regenerująco-nawilżające płatki kolagenowe z czerwonym winem.



    Opakowanie płatków zawiera dwie sztuki, kosztuje ok. 7 zł i można je kupić TUTAJ

    Po otworzeniu opakowania wyjmujemy plastikowy blister z dwoma płatkami zanurzonymi w serum. Płatki przypominają dwa cienkie żelki i pachną winogronami :) Są mięciutkie, wilgotne, a nałożone na skórę przylegają do niej od razu i dobrze trzymają się na swoim miejscu - można w czasie ich aplikacji wykonywać wszelkie domowe czynności, ale najlepiej - po prostu się położyć i zrelaksować - wspólnie z naszą skórą :)

    Skład:
    Aqua, Glycerin (gliceryna), Collagen (kolagen), Wine Extract (ekstrakt wina), Vitis Vinifera Seed Extract (ekstrakt z pestek winogron), Glycyrrhiza glabra (Licorice) Root Extract (ekstrakt z korzenia lukrecji), Hyaluronic Acid (kwas hialuronowy), L-Ascorbic Acid (witamina C), Allantoin (alantoina), Rosa Canina Fruit Oil (olej z owoców dzikiej róży), Glyceryl Acrylate/Acrylic Acid Copolymer (zagęstnik), Butylene Glycol (glikol butylenowy), PVM/MA Copolymer (składnik stabilizujący i wiążący), Glyceryl Stearate (emulgator), PEG 100 Stearate (emulgator), Propylene Glycol (glikol propylenowy), Diazolidinyl Urea (konserwant), Iodopropynyl Butylcarbomate (konserwant)

    (Na zielono zaznaczyłam substancje nawilżające i odżywcze - jak widać - jest ich sporo i to na początku składu. Skład uznaję więc za bardzo przyjemny).




    Na opakowaniu płatków znajdziemy szereg informacji, łącznie ze składem INCI, brak jednak informacji dość istotnej, a mianowicie czasu i sposobu aplikacji... Moim zdaniem, producent powinien to poprawić, a przynajmniej umieścić taką informację na stronie internetowej produktu.
    Trzymałam więc płatki intuicyjnie, 20 min i po tym czasie zdjęłam.

    Efekty: skóra staje się wyraźnie napięta, a zmarszczki mniej widoczne - na serio czułam się jak po liftingu :) Odczuwalne jest też nawilżenie i miękkość skóry. Niestety, płatki nie likwidują cieni pod oczami, ale za to zmniejszają opuchliznę, więc skóra i tak wygląda dużo zdrowiej niż przed zabiegiem. Generalnie jestem bardzo zadowolona, to był mój pierwszy kontakt z płatkami kolagenowymi i już wiem, że warto po nie sięgać :)

    A człowiek z płatkami pod oczami (i głupią miną) wygląda tak:


    Jak widać na załączonym obrazku, wygląda więc po prostu tak, jakby się obłożył plasterkami szynki :D


    Używałyście kiedyś płatków kolagenowych? Jakie są Wasze wrażenia?

    Dziś ostatni dzień rozdania - zapraszam! :)

    Kochani,

    jeśli ktoś jeszcze nie wziął udziału, a chciałby - serdecznie zapraszam! Zgłaszać się można tylko do północy!