30.10.2013

Denko z ostatnich miesięcy :)

Cześć dziewczyny!

Nie lubię robić denek z każdego miesiąca, bo kosmetyki zużywam powoli i zwykle pod koniec miesiąca mogę pochwalić się kilkoma raptem pustymi opakowaniami. Ostatnio i tak wzięłam się w obroty, bo postanowiłam zminimalizować swoje kosmetyczne zapasy, więc staram się aktywnie i regularnie denkować to co stoi na półkach :)
Dlatego to co dziś Wam pokazuję, to większe denko, takie z kilku miesięcy :)



Kosmetyki do ciała:



1. Fennel: Cukrowy peeling z kokosem
Pięknie pachnący i dobrze ścierający peeling. Często zmieniam peelingi i ich zapachy, więc nie wiem, czy kupię ponownie, ale jest to produkt godny polecenia.
Recenzja: KLIK
Ponowny zakup: MOŻE
Dla kogo: Dla fanek kokosa i ciasteczek - naprawdę pachnie tak, że chciałoby się go zjeść!


2. Ziaja: Antyperspirant Bloker
Mój faworyt w zakresie blokowania potu. Używałam Antidrala, Etiaxilu i zdecydowanie Ziaja wygrywa. Do tego jest śmiesznie tani. Używam go raz na tydzień, jesienią i zimą nawet rzadziej i w zupełności to wystarcza.
Recenzja: KLIK
Ponowny zakup: TAK
Dla kogo: Dla osób, które mają problem z nadmiernym poceniem.


3. AA Ciało szczupłe: Kremowe serum modelujące brzuch, uda i pośladki
Serum nie robi nic, ani nie modeluje, ani nawet nie napina w jakiś odczuwalny sposób skóry. Jeden z najsłabszych produktów z tej kategorii, jaki miałam okazję używać.
Ponowny zakup: NIE
Dla kogo: Dla nikogo, są lepsze preparaty (np. koncentraty Tołpy - KLIK)


4. Pharmaceris AT: Delikatny balsam do ciała dla niemowląt i dzieci
Nawet nie pamiętam, skąd go mam, ale naprawdę fajnie nawilża skórę. Niestety, bardzo mnie drażnił jego zapach. Do tego jest rzadki i idzie jak woda.
Ponowny zakup: NIE
Dla kogo: Myślę, że dla maluszków ze skórą suchą i atopową będzie właśnie w sam raz.


5. OnLine: Pieniąca sól do kąpieli Oliwka
Po nazwie i po SLS-ie w składzie spodziewałam się większej piany, tymczasem jest ona bardzo mała, wręcz minimalna. Ot, sól do kąpieli, jakich wiele. Ale jeśli ktoś lubi sole, to czemu nie? Ja osobiście nie przepadam.
Ponowny zakup: NIE
Dla kogo: Dla fanów soli kąpielowych :)


6. Orientana: Naturalny peeling do ciała z olejkami: jaśmin, szafran, zielona herbata
Kompletna pomyłka, jedyne co mnie w nim zachwyciło to cudowny zapach.
Recenzja: KLIK
Ponowny zakup: NIE 
Dla kogo: Dla cierpliwych fanek eko-produktów... Ja - chociaż fanką eko jestem - to jednak nie okazałam się cierpliwa ;)


Kosmetyki do włosów:



7. Isana: Lakier do włosów o neutralnym zapachu
Mój ulubiony, odpowiednio trwały i - co najważniejsze - nieśmierdzący.
Recenzja: KLIK
Ponowny zakup: TAK 
Dla kogo: dla osób, które nie znoszą lakierowych zapachów :)


8. Timotei: Anti Frizz Spray dyscyplinujący do włosów
Bardzo fajna, lekka odżywka do włosów. Przyjemnie pachnąca, w sam raz gdy się spieszymy i nie mamy czasu nakładać odżywki d/s czy maski.
Recenzja: KLIK
Ponowny zakup: TAK
Dla kogo: Dla osób, które szukają szybkiej odzywki w sprayu bez spłukiwania, która nie obciąży nawet cienkich włosów. 


9. Joanna: Odżywka do włosów przetłuszczających Zielona herbata
Nic specjalnego nie robiła z włosami. Ani ich nie odżywiała, ani nie ułatwiała rozczesywania. Ot, nakładałam dla samego nakładania, żeby nie mieć wyrzutów sumienia :P
Ponowny zakup: NIE
Dla kogo: Dla dziewczyn, które nie mają zbyt dużych problemów z włosami i szukają lekkiej odżywki bez spłukiwania. 


10. John Masters Organics: Odżywka do włosów cytrus & gorzka pomarańcza
Duże rozczarowanie za duże pieniądze. Odżywkę tak działającą (a nawet i lepiej) można kupić w przedziale 10-15 zł, nie trzeba wydawać na nią prawie 100 zł. Do tego z czasem zaczęła okropnie obciążać mi włosy (a niby jest polecana do włosów cienkich...). No cóż - mam nauczkę, że nie wszystko złoto, co się świeci.
Recenzja: KLIK
Ponowny zakup: NIE
Dla kogo: Dla dziewczyn, które nie mają pomysłu co zrobić z nadprogramową stówką ;)


11. Hegron: Żel w sprayu (mocny)
Nakładany na mokro całkiem nieźle radził sobie z poskramianiem mojej fryzury i wizualnie dodawał jej objętości, ale niestety, z czasem zauważyłam, że wysusza włosy (Żel Hegron jest na bazie alkoholu denaturowanegi). Na szczęście udało mi się znaleźć coś równie skutecznego i nie wysuszającego - mowa oczywiście o szczotce z włosia dzika :) - pisałam o niej tutaj: KLIK
Recenzja: KLIK
Ponowny zakup: NIE
Dla kogo: Dla osób, które szukają poskromienia swoich niesfornych włosów i mogą sobie pozwolić na środki na bazie alkoholu.


Kosmetyki do twarzy:



12. Biochemia Urody: Olejek myjący drzewko herbaciane
Zdecydowany ulubieniec i faworyt - idealnie oczyszcza skórę z makijażu i zanieczyszczeń, nie wysusza, a wręcz nawilża. Trzyma skórę w ryzach i zmniejsza ilość niespodzianek. 
Recenzja: KLIK
Ponowny zakup: TAK
Dla kogo: Dla tych, którzy szukają łagodnego dla skóry, a zarazem skutecznego środka do oczyszczenia twarzy. Dla osób z cerą tłustą, mieszaną, trądzikową.
 

13. SVR: Xerialine Krem do twarzy - próbki
Do twarzy mi się nie sprawdził, bo był za ciężki, ale za to świetnie nawilżał przesuszone dłonie. Mimo iż miałam tylko próbki ( łącznie 10 ml) - krem okazał się szalenie wydajny, wystarczył mi na 2-3 aplikacje na twarz i kilka porządnych aplikacji na dłonie.
Ponowny zakup: NIE
Dla kogo: Dla osób z mocno przesuszoną skórą, szukających bardzo dobrego nawilżenia.


14. Avon Planet Spa: Kojące serum do pielęgnacji okolic oczu z śródziemnomorską oliwą z oliwek
Jeśli to jest serum, to ja jestem Angelina Jolie :))) On nawet na miano kremu nie zasługuje - nie nawilża, nie odżywia, nie zmniejsza cieni, nie łagodzi obrzęków - właściwie nie robi ze skórą nic mimo regularnej aplikacji.
Ponowny zakup: NIE
Dla kogo: Dla nikogo.


15. Lovely: Maskara Spectacular Me
Bardzo fajna maskara w śmiesznej cenie. Ładna czerń, wyraźne pogrubienie i delikatne wydłużenie.
Ponowny zakup: TAK
Dla kogo: Jeśli szukacie niedrogiej, ale przyzwoitej maskar, to ta z Lovely jest właśnie dla Was :)



16. BeBeauty: Płyn micelarny
Nie rozumiem zachwytów nad nim. Z makijażem radzi sobie może i całkiem dobrze, ale ma jedną wadę, która dyskwalifikuje w moich oczach każdy płyn micelarny: piecze w oczy! Jeśli dostanie się do oka choć odrobinka tego płynu, mam ochotę wyć z bólu, tak bardzo piecze :/
Ponowny zakup: NIE
Dla kogo: U wielu osób się sprawdza, ja polecam go co najwyżej do przemywania samej twarzy.


17. Marilou BIO: Organiczny krem na noc
Nie zachwycił. Okazał się dla mnie za ciężki, więc po pewnym czasie po prostu poddałam się i zużyłam go do kremowania rąk.
Recenzja: KLIK
Ponowny zakup: NIE
Dla kogo: Dla osób, które szukają odżywczego kremu i nie przeszkadza im jednoczesne natłuszczanie.
 
18. Applause: Cienie do powiek Pure
Cienie bardzo słabej jakości i marnej pigmentacji. Nakładane pędzelkiem są prawie niewidoczne. Dałam im kilka szans, w końcu wyrzucam, bo zabierają mi tylko miejsce w kosmetyczce.
Ponowny zakup: NIE
Dla kogo: Dla nikogo.


19. BeautyEver: Niezmydlana frakcja sojowa
Najlepszy produkt matujący, jaki znam. Ma kilka wad, to prawda, ale pod względem matowania nie ma sobie równych. Obecnie moja skóra nie potrzebuje aż tak silnego matowienia, ale jeśli tylko problemy z błyszczeniem znów się pojawią, na pewno sięgnę właśnie po nią.
Recenzja: KLIK
Ponowny zakup: TAK

Dla kogo: Dla osób, które bezskutecznie szukają czegoś, co skutecznie zmatuje ich skórę.

 

20. DeBa Bio Vital Algae: Oczyszczający i nawilżający tonik do twarzy
Nie wiem, jak nawilżający tonik do twarzy może mieć na drugim miejscu w składzie alkohol denaturowany! I o ile rzadko mnie który produkt z alkoholem wysusza, to ten tonik faktycznie to robi! Do tego drażni naczynka i nic dobrego ze skórą nie czyni w zamian. Nie lubię wyrzucać kosmetyków, ale tu niestety nie mam wyjścia.
Ponowny zakup: NIE
Dla kogo: Może dla osób z tłustą skórą, którym alkohol nie straszny? Sama nie wiem...


21. Grashka: Wydłużający tusz do rzęs
Całkiem fajny, przy dwóch warstwach faktycznie wydłużający, ale niestety bardzo szybko mi wysechł. Do tego dostępny tylko przez internet...
Ponowny zakup: NIE
Dla kogo: Dla dziewczyn, które szukają naprawdę wydłużającej maskary, a nie tylko z nazwy.

 
22. Avon Planet Spa: Wygładzające serum z minerałami z Morza Martwego
Liczyłam na fajne działanie kwasu glikolowego, ale się przeliczyłam. Serum ewidentnie działało na mnie aknegennie, wystarczyło posmarować na wieczór skórę, a rano już były wypryski. Dawałam mu kilka szans, w końcu powiedziałam dość i serum ląduje w koszu.
Ponowny zakup: NIE
Dla kogo: Dla nikogo, są lepsze sera.

I to tyle :)

Znacie coś z tych kosmetyków? Jak Wasze wrażenia?

29.10.2013

Femi: Olejek zmysłowy dla Niej

Cześć dziewczyny! 

Używałyście kosmetyków Femi? Jeśli nie, to polecam, myślę, że warto trochę przyoszczędzić i wybrać się do ich sklepu na małe zakupy :) Femi to prawdziwie magiczna kraina naturalnych kosmetyków, orientalnych połączeń i niezwykłych zapachów. Co ciekawe, to polska firma, tym bardziej - moim zdaniem - warta jest uwagi. Dodatkowo w Femi ujęło mnie to, że śmiało można napisać do p. Hani, właścicielki tego królestwa, a ona z dużą życzliwością i fachowością doradzi i dobierze produkty odpowiednie do naszej skóry. Mi doradziła olejek. Nie bylejaki, bo zmysłowy. Z przyjemnością dzielę się więc z Wami moją opinią o nim.


Femi: Olejek zmysłowy dla Niej 

Femi: Olejek zmysłowy dla Niej



Co mówi producent:

Olejek zmysłowy dla Niej nasycony jest zmysłową kompozycją eterycznych afrodyzjaków z paczuli, ylang-ylang oraz jaśminu, wzbogaconych nutą dojrzałych owoców i przypraw z Dalekiego Wschodu. Olejek zawiera wyciąg z pączków kaparów i ujędrniający ekstrakt z Centella asiatica. Pozostawia skórę gładką, jak atłas i niewymownie przyjemną w dotyku. Wonne ciało wytwarza feromony i wodzi na pokuszenie. Ten w pełni naturalny kosmetyk służy do masażu i pielęgnacji całego działa, w każdym momencie, w którym zechcesz.


Moja opinia:

Opakowanie: Olejek zmysłowy Femi zamknięty jest w buteleczce z ciężkiego, matowego szkła i dodatkowo zapakowany w kartonik. Bardzo podoba mi się estetyka opakowania - fajnie oddaje orientalny zapach, jaki drzemie w olejku. Uważam jednak, że otwór w butli jest nieco za duży i dość ciężko kontrolować wylewaną ilość - przydałby się dozownik w butelce.

Zapach: Zdecydowanie orientalny, kojarzy się z ciepłym, kolorowym i odległym Dalekim Wschodem. Pachnie indyjskimi przyprawami, paczulą, jest intensywny i na pewno nietypowy. Nie jest to zapach dla przeciętnej Europejki, ja sama robiłam do niego kilka podejść i dopiero za którymś razem "zaskoczyło" ;) Polubiłam ten zapach na swojej skórze, faktycznie jest taki zmysłowy, intrygujący i bardzo otulający. W sam raz na jesienne i zimowe wieczory. Dzięki jego intensywności, czasem wcieram odrobinę w nadgarstki i tym samym funduję sobie prawdziwe, długotrwałe orientalne perfumy.

Skład: Skład faktycznie w 100% naturalny i - znowu - bardzo orientalny :)
Buxus Chinensis (olej jojoba), Squalane (skwalan), Parfum, Ubiquinone (koenzym Q10), Tocopherol (wit. E), Octyldodecyl Myristate, Capparis Spinosa Fruit Extract (ekstrakt z kaparów ciernistych), Helianthus Annus Seed Oil (olej słonecznikowy), Centella Asiatica Extract (ekstrakt z wąkrotki azjatyckiej), Cananga Odorata Oil (olejek z jagodlinu wonnego), Jasminum Officinale Oil (olejek  jaśminowy), Pogostemon Cablin Oil (olejek paczuli), Benzyl Benzoate, Benzyl Salicylate, Cinnamal, Citronellol.

Działanie: Olejek świetnie nawilża, rozświetla i wygładza skórę, czyni ją bardzo przyjemną, aksamitną w dotyku i taką kuszącą :) Nie jest ciężki jak niektóre oleje, nie czuję żebym się do wszystkiego kleiła po jego aplikacji. Czuję przyjemną miękkość, nawilżenie, ale nie tłustość. Co więcej efekt nawilżenia skóry utrzymuje się naprawdę długo. Olejek Femi świetnie radzi sobie z suchą skórą dłoni czy stóp. Od czasu do czasu stosuję go także na twarz i tu również muszę go pochwalić - skóra jest po nim miękka i delikatna. Olejek idealnie sprawdza się do codziennej pielęgnacji całego ciała (właściwie od stóp do głów), ale także do masażu. Jest wydajny, niewielka ilość wystarczy na wysmarowanie całego ciało. Myślę, że wydajność oraz naturalny skład rekompensują nam wysoką cenę olejku.

Cena: 168 zł/125 ml (do kupienia: TUTAJ)

Ocena: +5/6

Femi: Olejek zmysłowy dla Niej
Femi: Olejek zmysłowy dla Niej
Femi: Olejek zmysłowy dla Niej
Femi: Olejek zmysłowy dla Niej


Olejek czasem można upolować w promocji, dlatego warto śledzić promocje w Femi. Ja serdecznie go polecam :)

25.10.2013

Pervoe Reshenie: Przepisy Babci Agafii - Krem do twarzy na noc Zatrzymanie młodości (do lat 35)

Cześć dziewczyny!

Odkąd znalazłam swój kremowy ideał (KLIK) dość niechętnie podchodzę do próbowania nowych kremów.
Krem na noc Babci Agafii Zatrzymanie młodości skusił mnie jednak fajnym składem i postanowiłam dać mu szansę. Czy w parze z fajnym składem idzie coś jeszcze? Jeśli jesteście ciekawe, zapraszam do recenzji :)


Pervoe Reshenie: Przepisy Babci Agafii - Krem do twarzy na noc Zatrzymanie młodości (do lat 35)



Opakowanie: Mała, wygodna, miękka tubka. Zapakowana w kartonik i zabezpieczona srebrną naklejką. Przyjemna dla oka i taka trochę retro :) Napisy są w języku rosyjskim, jednak jest także nalepka z polskim tłumaczeniem.

Konsystencja, zapach: Krem pachnie delikatnie cytrusowo, prawie niewyczuwalnie. Ma lekką, łatwą do rozsmarowania konsystencję, która szybko się wchłania i nie pozostawia na skórze żadnego tłustego filmu. Nie cierpię filmów na buzi, nawet na noc, no chyba że decyduję się na olej, ale to wiadomo - inna baja, to i inne doznania :) Tak czy siak, konsystencja tego kremu jak dla mnie baaardzo na plus!

Skład:
Aqua with infusions of organic extract of Angelica Archangelica (woda z ekstraktem z arcydzięgla), Rosa Daurica Pallas Extract (ekstrakt z białej dzikiej róży), Phellodendron Amurens Extract (ekstrakt z korkowca amurskiego), Coco-Caprylate/Caprate, Cetearyl Alcohol, Organic Butyrospermum Parkii, (masło shea) Glycerin (roślinna gliceryna), Cetearyl Glucoside, Sodium Stearoyl Glutamate, Simmondsia Chinensis Seed Oil (olej jojoba), Orbignya Oleifera Seed Oil (olej babassu), Olea Europaea Oil Unsaponifiables (niezmydlane frakcje oliwy z oliwek), Crambe Abyssinica Seed Oil (olej abisyński), Meadowfoam Estolide, Rubus Chamaemorus Extract (ekstrakt z maliny moroszki), Ribes Aurum Seed Oil (olej z białej porzeczki), Malva Alcea Extract (ekstrakt z malwy różowej), Tocopherol (witamina E), Disodium Ruthinyl Disulfate, Glyceryl Linoleate, Clyceryl Oleate, Inositol, Ascorbic Acid Polypeptide, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Organic Parfum, Limonene.

Działanie: Mam cerę mieszaną, obecnie bardziej w kierunku słuchej niż tłustej (ale wciąż nie suchą!) i naczynkową.
Nie lubię tego, jak wygląda moja skóra wieczorem. Jest zmęczona, z widocznymi rozszerzonymi porami, bliznami po krostach i nierównym kolorytem (naczynka!). Nałożenie tego kremu sprawia jednak, że moja skóra od razu wygląda o niebo lepiej! Ten krem działa wręcz jak dobra, silikonowa baza - serio. Bardzo długo nie mogłam uwierzyć, że tam nie ma silikonów i wielokrotnie sprawdzałam opakowanie :) Krem sprawa, że skóra wygląda na wygładzoną, matową, po prostu - zdrową, a pory nie rzucają się w oczy. Co więcej - skóra jest ukojona, a w duecie z wodą różaną ten krem sprawia, że na kilka godzin zapominam o tym, że mam problem z naczynkami. Mogę śmiało wyjść z łazienki wieczorem i nawet gdyby nagle wpadli niespodziewani goście, nie czułabym, że straszę ich swoich wyglądem ;) Czasem sięgam po niego także rano, zamiast kremu na dzień. Nic nie poradzę na to, naprawdę lubię, jak wygląda po nim moja skóra.
Jeśli chodzi o działanie nawilżające - jest ono dla mnie w sam raz. Krem nawilża, ale nie tłuści. Nie jest ciężki, nie czuję, że moja skóra się pod nim dusi. Nie jestem jednak pewna, czy krem dałby sobie radę z suchą skórą. Tak jak pisałam - moja skóra jest mieszana i to nawilżenie, jakie daje krem Babci Agafii, jest dla mnie idealne.

Cena: 19,90 zł/50 ml (aktualnie trwa promocja i krem ten można kupić za 12,90 zł)

Ocena: +5/6 - bardzo fajny, naturalny krem dla cery mieszanej, a do tego niedrogi :)



Krem możecie kupić TUTAJ

Przy okazji przypominam i zachęcam do korzystania z rabatu blogowego, jaki sklep SkarbySyberii.pl przygotował dla moich czytelników. Po wpisaniu kodu rabatowego "BALSAMOWO" otrzymacie rabat 30% na cały asortyment. Rabat nie dotyczy tylko produktów, które są aktualnie w promocji i z tej racji mają już poobniżane ceny :)
Aktualnie w sklepie trwa także darmowa dostawa przy zamówieniu za min. 60 zł - szczegóły pod linkiem: http://skarbysyberii.pl/pl/content/38-pazdziernikowa-dostawa-darmowa

Znacie ten krem? Jakie kosmetyki Babci Agafii możecie jeszcze polecić?

23.10.2013

Kreatywna środa! - czyli garść inspiracji :) cz. 12

Cześć Dziewczyny!

Mam nadzieję, że u Was dzisiaj równie słonecznie jak u mnie :) Bez względu na pogodę, zapraszam Was serdecznie na kolejną część inspiracji wygrzebanych gdzieś w czeluściach Internetu :)


1. Chyba każda z nas ma taki okres, że marzy o własnej piwniczce z winem. Ja mam swój właśnie teraz :) i jak zobaczyłam tę piwniczkę aż zaniemówiłam z wrażenia!



2. Jeden z najpiękniejszych pomysłów na portret, jaki kiedykolwiek widziałam. Przepiękna pamiątka dla całego pokolenia :)



3. Trochę alchemii kosmetycznej dostępnej dla każdego. Urzekł mnie bardzo prosty, ale szalenie efektowny sposób na jej przedstawienie :)



4. Meble z euro-palet pokazywałam już Wam kilka razy. Musicie mi wybaczyć tego małego bzika, ale naprawdę uwielbiam recykling starych przedmiotów :) Dziś kolejna odsłona - tym razem prosta, oryginalna i absolutnie urocza ława do salonu. Gdyby ktoś miał niepotrzebne palety i był z okolic Wrocławia - bardzo chętnie przygarnę ;)



5. A na koniec garść pomysłów na sernik z niespodzianką. Czy jest na sali ktoś, kto mógłby się oprzeć takim sernikom?!



Przy okazji zapraszam na mojego Facebooka, jeśli jeszcze mnie nie lubicie , a chcecie być na bieżąco i popodglądać mnie czasem trochę od kuchni ;)



Miłego, słonecznego dnia! :*

21.10.2013

Róże z Annabelle Minerals - recenzja + swatche odcieni

Ponad pół roku temu zamówiłam swój pierwszy podkład mineralny, a także - za jedną przesyłką od razu - róże mineralne. Wybór padł na Annabelle Minerals i - jak być może pamiętacie - z ich podkładu jestem bardzo zadowolona i stosuję go do dziś (pisałam o nim TUTAJ). A jak sprawdziły się róże? Jeśli jesteście ciekawe, to zapraszam na recenzję i swatche.

Róże mineralne Annabelle Minerals kolory


Na początek trochę liczb :)

Róże Annabelle Minerals występują w 6 kolorach, kosztują 30 zł za sztukę i zapakowane są w plastikowe, solidne pudełeczka z sitkiem o pojemności 4 g. Na stronie firmy można zamówić również próbki (zarówno różów jak i podkładów) - jedna próbka kosztuje 7,50 zł i ma pojemność 1 g.

Ja zdecydowałam się na zakup pełnowymiarowego opakowania różu w odcieniu Rose, który wydał mi się najbardziej odpowiedni dla mojego typu urody, natomiast pozostałych 5 kolorów postanowiłam przetestować w formie próbek.

Róże mineralne Annabelle Minerals odcienie



Wrażenia ze stosowania

Zacznę od tego, że róże są szalenie wydajne - zapas, który posiadam wystarczy mi spokojnie na kilka lat - mam wrażenie, że ich w ogóle nie ubywa z opakowania mimo codziennego stosowania ;)

Wszystkie odcienie są matowe, a gama kolorystyczna jest na tyle neutralna, że każdy powinien znaleźć coś dla siebie.

Róże nakładają się bardzo łatwo, dobrze się rozcierają i ciężko przesadzić z ilością. Wyglądają naprawdę ładnie  i naturalnie na skórze. Efekt oczywiście można stopniować, a same róże mają bardzo dobrą pigmentację. Na plus zasługuje także fakt, że nie pylą się, choć w przypadku próbek małe opakowania sprawiają, że łatwo jest rozsypać kosmetyk dookoła. W przypadku pełnowymiarowego opakowania nie ma już takiego problemu.

Na mojej mieszanej skórze róże trzymają się bardzo dobrze i nie muszę robić poprawek w ciągu dnia. Kolory nie bledną ani nie zmieniają odcienia. Róże dobrze współpracują z każdym podkładem, jaki stosowałam, nie robią na skórze tzw. "placków" :)




Odcienie

Annabelle Mineral róże odcienie swatche



Nude - jasny róż przełamany beżem, daje bardzo delikatny, naturalny efekt. Jest bardzo neutralny i pasuje świetnie do makijaży, które same w sobie już bardzo przykuwają uwagę.

Annabelle Mineral róż kolor Nude 
Romantic - bardzo, bardzo jasny, chłodny róż. Moim zdaniem najsłabszy ze wszystkich kolorów, który będzie pasował chyba tylko osobom ekstremalnie bladym. Mimo iż sama mam jasną karnację, tego różu właściwie nie widać na moich policzkach. Muszę się sporo nagimnastykować, by zobaczyć jakiś efekt, a i tak uważam, że nie jest on wart świeczki.

Annabelle Mineral róż kolor Romantic


Rose - delikatnie brudny, przyjemny i naprawdę ładny róż. Nie jest ostry ani "świński", nie tworzy rumieńców jak u lalki - ten kolor to mój faworyt i cieszę się, że zaryzykowałam i to właśnie jego zamówiłam w pełnowymiarowym opakowaniu.

Annabelle Mineral róż kolor Rose


Coral - najbardziej nietypowy, dość ciemny brąz zmieszany z czerwienią, nieco ceglasty; sięgam po niego od czas do czasu, gdy mam ochotę na bardziej wyraziście podkreślone policzki.

Annabelle Mineral róż kolor Coral


Sunrise - pomarańczowa brzoskwinia przełamana delikatnie różem, fajnie sprawdza się zwłaszcza latem, na opalonej skórze.

Annabelle Mineral róż kolor Sunrise


Honey - Annabelle Minerals nie ma w swojej ofercie brązera, ale ten kolor zdecydowanie może spełniać jego funkcje. Brązowawo-pomarańczowy fajnie modeluje i ociepla twarz. Jeśli skończy mi się próbka, kupię pełne opakowanie i będę używać go właśnie jako brązera.

Annabelle Mineral róż kolor Honey


Róże mineralne a poprawa stanu skóry

Jeśli mimo wszystko wciąż nie jesteście przekonane, to najlepsze zostawiłam na koniec. Odkąd stosuję róże Annabelle Minerals (a będzie to już ponad pół roku) ANI RAZU nie wyskoczył mi żaden pryszcz na policzkach. Wcześniej pryszczate policzki były moją zmorą - nie tylko małe krostki, ale i duże, podskórne gule, które nie tylko tygodniami bolały, ale także tygodniami goiły się. Długo nie mogłam dociec, co jest przyczyną ich powstawania. Wyeliminowałam przecież SLS i parafinę, zrezygnowałam z ciężkich, silikonowych podkładów, postawiłam na bardziej naturalną pielęgnację, a mimo to pryszcze na policzkach wciąż się pojawiały.

Dopiero - kiedy wczytałam się w temat aknegenności (o której cały artykuł napisałam Wam TUTAJ) - oświeciło mnie, że przyczyną mogą być używane przeze mnie dotąd róże i brązery, zawierające czerwone, syntetyczne pigmenty, które wykazują właśnie działanie aknegenne. Ja wiem, że to brzmi trochę niewiarygodnie, że przez róż czy brązer można mieć trądzik, ale na własnej skórze przekonałam się, że to naprawdę możliwe.

Jak się zapewne domyślacie wyrzuciłam wszystkie róże i brązery, jakie miałam wcześniej i zaczęłam używać tylko różów Annabelle Minerals, które są wykonane z samych naturalnych barwników tj. z czystych minerałów. Na efekt nie musiałam długo czekać, pryszcze zaczęły znikać z dnia na dzień i po niedługim czasie mogłam się cieszyć gładkimi policzkami. Mija pół roku stosowania różów mineralnych, a na moich policzkach dalej nie pojawiają się żadne niespodzianki.

Zdaję sobie sprawę, że nie na wszystkie osoby tak właśnie działają barwniki syntetyczne zawarte w drogeryjnych różach i pudrach. Wiele osób może stosować te kosmetyki i nigdy nie wyskoczy im żadna nawet niespodzianka. Jeżeli jednak macie problemy z krostami i wypryskami na policzkach i nie możecie sobie z nimi poradzić, warto spróbować zamianę różów sklepowych na te mineralne. Mnie się to bardzo opłaciło i w drogeriach nawet już nie patrzę w stronę półek z różami :)

Annabelle Mineral róże kolory swatche


Ciekawa jestem, czy używacie różów mineralnych? A może któraś z Was ma doświadczenia podobne do moich? :)

19.10.2013

Fitomed: Maseczka - peeling K+K - czyli mój maseczkowy hit :)

Cześć dziewczyny!

Znacie kosmetyki Fitomedu? Ja dzięki współpracy z Fitomedem poznałam już hydrolat oczarowy (KLIK) oraz koncentrat liposomowy na naczynka (KLIK). Oba produkty sprawdziły się u mnie bardzo dobrze i nadal ich używam, ale dzisiejszy produkt, o którym Wam opowiem, to mój zdecydowany faworyt tej firmy. A mowa o:

Fitomed: Maseczka - peeling K+K

Fitomed: Maseczka - peeling K+K


Co o maseczce mówi producent?

W maseczce zastosowano kwas mlekowy o działaniu rozluźniającym spoiwo międzykomórkowe i złuszczającym nadmiar zrogowaciałych komórek. Usunięcie zrogowaciałej warstwy spłyca istniejące zmarszczki i odsłania „młodsze”, jaśniejsze warstwy naskórka. Koloryt skóry staje się jaśniejszy i bardziej wyrównany. Dodatek korundu – zmikronizowanego bardzo twardego minerału przyspiesza i pogłębia proces złuszczania. Maseczka działa na zasadzie podobnej do popularnego zabiegu kosmetycznego pod nazwą mikrodermabrazja. Pozbawiony warstwy zrogowaciałych komórek "młody" naskórek kilkakrotnie lepiej wchłania substancje odżywcze.
Maseczka K+K jest hydrożelem bez dodatków tłuszczowych - oczyszcza skórę, rozjaśnia naskórek, spłyca zmarszczki. Działa powierzchownie. Polecamy stosować maseczkę do cery mieszanej, tłustej i trądzikowej (bez czynnych wykwitów ropnych), oraz do cery tłustej, zmęczonej i dojrzałej. Doskonale się sprawdza w okolicach skroni, spłyca tak zwane „kurze łapki”. Nie zaleca się stosowania do cery suchej, łuszczącej się i naczynkowej, oraz pod oczy.


Co o maseczce mówię ja:

Opakowanie: Maseczka znajduje się w plastikowym słoiczku, charakterystycznym dla kremów. Biały, prosty, wygodny w użyciu, choć ja osobiście wolę maseczki w tubkach ;)

Konsystencja, zapach: Maseczka Fitomedu ma konsystencję hydrożelu, jest lekka i delikatna, łatwo się rozprowadza i nie spływa z twarzy. W maseczce ukryte są maleńkie drobinki korudu, które uaktywniają swoje działanie podczas masowania twarzy. Maseczka ma dość nieprzyjemny zapach, ale na szczęście jest on słabo wyczuwalny i po nałożeniu nie czuć go już wcale.

Skład: aqua, korund, lactic acid, glycerin, hydroxyethyl acrylate, sodium hyaluronate, sodium acryloyldimethyl taurate copolymer, D-panthenol, trilaureth-4-phosphate caprylic/capric triglyceride, peg-7 glyceryl cocoate, phenoxyethanol, ethylhexylglycerine.

Działanie: Uczciwie przyznaję, że maseczka okazała się najlepszą maseczką oczyszczająco-wygładzającą, jaką stosowałam. Wyraźnie oczyszcza skórę, odblokowuje zatkane pory, pozostawiając twarz gładką i odświeżoną. Sprawia, że nałożone później kosmetyki wchłaniają się zdecydowanie lepiej, przez co działają też efektywniej.
Maseczka nie podrażnia skóry. Nie wywołuje pieczenia ani zaczerwienienia, co ostatnio na mojej skórze jest dość częste w przypadku większości maseczek.
Na plus zasługuje także krótki czas aplikacji - po 2-3 min od nałożenia, możemy zrobić krótki masaż skóry, by dać pole do popisu drobinkom korundu, a następnie spłukujemy maseczkę letnią wodą. To faktycznie  działanie ekspresowe, ale zadziwiająco skuteczne.

Cena: 27 zł/50 ml (do kupienia: TUTAJ)

Ocena: 6/6

Fitomed: Maseczka - peeling K+K

Fitomed: Maseczka - peeling K+K

Dodam, że maseczka ta ze względu na brak konserwantów i troskę o jak najlepszą świeżość produktu - jest sporządzana w limitowanych seriach - więc czasami zdarza się, że maseczka jest niedostępna i trzeba czekać na nową partię. Ma też dość krótką datę przydatności - należy ją zużyć w przeciągu 3 miesięcy od otwarcia słoiczka. Maseczka jest wydajna i 50 ml w zupełności wystarczy na te 3 miesiące.

Bardzo się cieszę, kiedy kosmetyki ze współprac okazują się moimi hitami - tu tak właśnie się stało, dzięki współpracy z Fitmedem udało mi się odkryć najlepszą jak dotąd maseczkę do mojej cery. Pobiła nawet moje ukochane glinki, a to naprawdę jest już coś :)


Ciekawa jestem, czy znacie tę maseczkę? A może macie znacie inne produkty Fitomedu warte polecenia?

15.10.2013

Trzecia paczka z Rossmannowego Programu Nowości :)

Cześć Dziewczyny!

Kolejna paczka z Rossmannowego Programu Nowości już u mnie :)
Paczka trochę inna niż pozostałe, bo znalazło się w dodatkowo i coś dla męża, i do sprzątania. W sumie, całkiem fajna odmiana, mam nadzieję, że będę zadowolona :)



A oto co dokładnie znalazłam w październikowych nowościach:


1) Rimmel: Podkład Stay Matte - kolor 100 (Ivory)

Rimmel Stay Matte podkład Ivory


2) L'oreal Elseve: Szampon Fibralogy do włosów pozbawionych gęstości

Loreal Elseve Szampon Fibralogy


3) L'oreal Elseve: Odżywka Fibralogy do włosów pozbawionych gęstości

Loreal Elseve Odżywka Fibralogy


4) Lirene Youngy 20+: Peeling gruboziarnisty do ciała Indyjska harmonia
Lirene Youngy 20+ Peeling do ciała Indyjska harmonia


5) Bourjois: Woda perfumowana Kobako Sensuelle

Bourjois Kobako Sensuelle Woda perfumowana


6) Elite: Kit ou double - Zestaw podwójnych pędzli do makijażu

Elite Kit ou double Zestaw pędzli do makijażu

+ Bruno Banani: Pure Man Dezodorant w sprayu
 Cif Degreaser: Spray przeciw tłuszczowi
Ajax: Płyn uniwersalny Mydło Alepp

Rossmann nowości paczka


Coś Was zaciekawiło szczególnie? Jeśli tak, dajcie znać w komentarzach, postaram się mieć to na uwadze przy robieniu recenzji :)

12.10.2013

Orientana: Naturalny peeling z olejkami - jaśmin, szafran, zielona herbata

Peeling Orientany dostałam do przetestowania ze sklepu Blisko Natury. Przyznaję, że od początku wiązałam z nim spore nadzieje, tym bardziej, że to peeling naturalny, a do tego od Orientany, którą już zdążyłam poznać i docenić.
Czy ten peeling również mnie oczarował? Jeśli jesteście ciekawe, zapraszam do recenzji :)

Orientana: Naturalny peeling z olejkami - jaśmin, szafran, zielona herbata

Orientana Naturalny peeling z olejkami jaśmin szafran zielona herbata


Opakowanie: Peeling, który posiadam, znajduje się w maleńkim, plastikowym słoiczku, ZA maleńkim. Bardzo ciężko z takiego maleństwa aplikować peeling, jeszcze o takiej konsystencji, jaką mamy w tym przypadku. Ciężko również mówić o jakiejkolwiek estetyce; na słoiku naklejona jest zwykła, papierowa naklejka, która po już po jednym użyciu peelingu jest żółta i zatłuszczona.

Konsystencja: Peeling Orientany składa się z dwóch konsystencji, które nijak chcą się ze sobą łączyć. Na dole osiada warstwa soli, cukru i suszonych roślin, na górze dryfuje warstwa olei. Niby można połączyć te warstwy łyżeczką, ale na krótko i wciąż nie na tyle dokładnie, by mówić o jednej konsystencji.

Zapach: Peeling pachnie nieco inaczej niż opisywany przeze mnie TUTAJ jaśminowy balsam w kostce Orientany. W przypadku balsamu mieliśmy do czynienia z czystym zapachem jaśminu, w peelingu zdecydowanie króluje szafran. Jaśmin jest wyczuwalny dopiero w drugiej kolejności, czuć też trochę zieloną herbatę. Zapach uważam za udany - intensywny, korzenno-kwiatowy, bardzo przyjemny dla nosa, co najlepsze - utrzymuje się na ciele i to całkiem długo.

Skład: Sodium Chloride (sól morska), Sucrose  (cukier trzcinowy), Himalayan Rock Pink Salt (sól himalajska), Magnesium sulfate (sól gorzka), Plant glycerin (gliceryna roślinna), Isopropyl Myristate (mirystynian izopropylu), Helianthus Annuus Seed Oil (olej słonecznikowy), Prunus Amygdalus Dulcis Oil (olej migdałowy),  Triticum Vulgare Germ Oil (olej z kiełków pszenicy), Vitis Vinifera Seed Oil (olej  z pestek winogron), Sodium Benzoate (benzoesan sodu z jagód), Potassium sorbate (kwas sorbowy z jagód), Camellia Sinensis Leaf Extract (zielona herbata), Crocus Sativus flower extract (szafran), Jasminum Officilane Oil (olejek jaśminowy).

Działanie: Jak już wspomniałam - konsystencja tego peelingu jest trudna do ogarnięcia. Za każdym razem wyciągam ze słoiczka albo - przede wszystkim - cukier i sól, albo same oleje. Mało tego - peeling słabo przylega do skóry, opada na dno wanny i właściwie... tyle mamy naszego peelingu. Trzeba się nieźle nagimnastykować, by pomasować trochę nim ciało, bo właściwie jedynie o masowaniu możemy tu mówić, ja nie czuję, by moje ciało było po nim dobrze speelingowane. Do tego spomiędzy ziaren soli i cukru co rusz wypadają suszone liście zielonej herbaty, które może i są miłym gadżetem, ale mocno niepraktycznym - nie robią bowiem nic, a do tego trzeba uważać, żeby nie dostały się do odpływu i nie zapchały syfonu...
Peeling jest również szalenie niewydajny, 100 g opakowanie wystarcza na dwie aplikacje na całe ciało. To mało, zważywszy na całkiem sporą cenę. Czarę goryczy przelewa jednak fakt, że peeling Orientany niesamowicie brudzi i tłuści wannę. Porządne szorowanie gwarantowane! Szkoda tylko, że nie można tego powiedzieć o ciele...

Cena: 27 zł/100 g, 50 zł/250 g

Ocena: 2/6 (i to tylko za zapach)

Orientana Naturalny peeling z olejkami jaśmin szafran zielona herbata
Orientana Naturalny peeling z olejkami jaśmin szafran zielona herbata
Orientana Naturalny peeling z olejkami jaśmin szafran zielona herbata


Dawno już żaden kosmetyk nie okazał się u mnie takim bublem, jak ten peeling. Tym bardziej rozczarowuje, że to produkt naturalny. Nigdy nie byłam fanką peelingu z kawy (za dużo brudzenia jak dla mnie ;)), ale w tym wypadku naprawdę lepiej już zaparzyć sobie filiżankę i wyszorować porządnie fusami ciało. Też naturalnie, a przynajmniej skutecznie! I do tego dużo taniej :)

06.10.2013

Dzbanek filtrujący wodę Dafi - recenzja

Cześć Dziewczyny!

Dziś przychodzę do Was z dość nietypową jak na mnie recenzją, bo recenzją dzbanka ;)
Dzbanek do filtrowania wody Dafi otrzymałam na spotkaniu blogerek i stąd też moje zobowiązanie do jego przetestowania i zrecenzowania.
Jeśli jesteście ciekawe, jak działa taki dzbanek i jak sprawdził się na mojej, wrocławskiej wodzie, to zapraszam do lektury.



Na początek kilka słów od producenta:

Dzbanki filtrujące ATRI o pojemności całkowitej 2,5 l. (pojemności wody przefiltrowanej ok.1,3 l.) z manualnym wskaźnikiem wymiany wkładu są doskonałym sposobem otrzymywania czystej wody, pozbawionej chloru, metali ciężkich (np. ołów , miedź) i in. szkodliwych substancji. Wystarczy napełnić dzbanek filtrujący wodą z kranu i odczekać kilka minut, aż woda się przefiltruje.
Dzbanek filtrujący ATRI wyposażony jest w filtr wymienny DAFI Classic o średniej wydajności około 100-150l* przefiltrowanej wody, przez co poleca się go osobom zużywającym mniejsze ilości wody w kuchni (starsi, single, małe rodziny).
Posiadając dzbanek filtrujący DAFI masz gwarancję, że woda dostarczana do Twojego gospodarstwa domowego stanie się idealna do przgotowywania gorących i zimnych napojów, ale również do przygotowania posiłków dla całej rodziny (szczególnie zup, mlek i kasz dla małych dzieci) czy na przykład kostek lodu, itp.
STOSUJĄC DZBANKI DO FILTROWANIA WODY ZAPOBIEGASZ TWORZENIU SIĘ KAMIENIA KOTŁOWEGO W URZĄDZENIACH AGD TAKICH JAK CZAJNIK CZY ŻELAZKO.
Integralnym elementem każdego dzbanka jest wkład filtrujący. To właśnie zawarta w nim odpowiednio dobrana i systematycznie kontrolowana mieszanka filtrująca znacznie redukuje twardość wody, zawartość niektórych metali ciężkich, związków chloru oraz innych substancji niekorzystnie wpływających na nasze zdrowie. Filtry DAFI poprawiają smak, zapach i barwę wody. Zawarty wewnątrz wkładu węgiel jest impregnowany srebrem, które ma właściwości antybakteryjne i zapobiega rozwojowi drobnoustrojów przez okres 30 dni.
NALEŻY PAMIĘTAĆ O WYMIANIE WKŁADU FILTRUJĄCEGO CO JEDEN MIESIĄC LUB PO PRZEFILTROWANIU 150- 200L*.

A teraz kilka słów ode mnie:

We Wrocławiu woda jest twarda, choć dość czysta. Widać to nawet w porównaniu przejrzystości wody nalanej prosto z kranu i wody przefiltrowanej dzbankiem Dafi. U innych dziewczyn w recenzjach widziałam dużą różnicę - woda z kranu była bardziej mętna, nieco bardziej żółtawa itp. U mnie różnicy wizualnej nie ma - woda prosto z kranu wygląda tak, jak woda z filtra :)

 
Różnica okazała się jednak widoczna przy zaparzeniu herbaty. W jednym kubku zaparzyłam herbatę wodą prosto z kranu, w drugim - wodą przefiltrowaną dzbankiem Dafi. O ile na powierzchni pierwszej herbatki wyraźnie widać obrzydliwy "kamienny" kożuch, o tyle próżno szukać go na powierzchni herbatki zaparzonej z wody przefiltrowanej.


Jeśli chodzi o walory smakowe - woda przefiltrowana przez dzbanek smakuje nieco lepiej niż ta kranowa, choć moich kubków smakowych, przyzwyczajonych do wody butelkowej, smak ten wciąż zbytnio nie zadowala. Wolę jednak smak wody mineralnej, piję jej dużo, 2-2,5 litra dziennie i pewnie przerzucenie się na wodę filtrowaną byłoby dla mnie sporą oszczędnością, to jednak mój organizm buntuje się i nie chce się przestawić :)

Woda z dzbanka służy mi jednak do kawy czy herbaty - zauważyłam, że w czajniku nie widać kamienia, mimo iż wcześniej musiałam go odkamieniać regularnie. Taką przefiltrowaną wodę leję też bez obaw do żelazka :)

A Wy korzystacie z dzbanków z filtrem? Jesteście zadowolone?

05.10.2013

Manhattan Lotus Effect Glitter - nr 10C i Wibo WOW glamour sand nr 3

Cześć Dziewczyny!

Być może pamiętacie zawartość mojej wrześniowej paczki Nowości z Rossmanna (KLIK). Wśród nich znalazły się dwa lakiery, które w tym miesiącu trafiły na Rossmannowe półki: Wibo WOW glamour sand i Manhattan Lotus Effect Glitter. Wiem, że jesteście ich ciekawe, bo widzę, że często szukacie ich na moim blogu, dlatego dzisiaj pokażę Wam, jak się sprawdzają.

Wibo WOW glamour sand nr 3


Manhattan Lotus Effect Glitter - nr 10C


Manhattan Lotus Effect Glitter 10c

Lakier ten łączy w sobie delikatny kolor i tysiące różnokolorowych, brokatowych drobinek. Daje ciekawy efekt, chociaż może niekoniecznie na co dzień :) Świetnie sprawdzi się natomiast na jakieś większe, szalone wyjścia np. Sylwester czy karnawał. W zależności od naszego widzi mi się, może być albo topperem - nałożony na inny, ciemniejszy lakier (1 warstwa) albo sam w sobie stanowić pełny manicure (u mnie na paznokciach widać 2 warstwy tego lakieru).

Manhattan Lotus Effect Glitter 10c
 
Lakier dobrze się rozprowadza, nie smuży, błyskawicznie zasycha i jest baaardzo trwały! Do 5 dni bez żadnego uszczerbku - a przyznaję, że robiłam z tym lakierem na paznokciach wszystko, nawet panele kładłam ;) Na zdjęciu właśnie widzicie lakier po 4 dniach intensywnego remontu. Jak widać - trzyma się nieziemsko dobrze! Niestety, przez to też - zmywa się koszmarnie...
Cena: 13,99 zł


Wibo WOW glamour sand - nr 3

Wibo WOW glamour sand nr 3

 Wibo zaskoczyło mnie bardzo pozytywnie. Nie sądziłam, że brokatowy lakier może mieć w sobie tyle wykwintności, elegancji, klasy i szyku. Jest właśnie taki, jak się nazywa - "glamour". Piękny głęboki kolor ni to wina, ni ciemnej śliwki w połączeniu z delikatnie iskrzącym, brokatowym piaskiem to prawdziwy strzał w dziesiątkę. Cudnie prezentuje się zarówno na długich, jak i na krótkich paznokciach, na dłoniach, jak i na stopach. Brokat w tym przypadku nie jest ani trochę nachalny ani kiczowaty!
Niestety, moje obecne paznokcie, wymęczone na maxa remontem, nie bardzo nadają się do prezentacji lakieru i żałuję, że nie zrobiłam zdjęcia, jak były dłuższe. Dodatkowo - zdjęcie bardzo "spłaszczyło" efekt. Mimo wszystko, możecie mniej więcej zobaczyć jak prezentuje się lakier na płytce. W rzeczywistości efekt jest jednak o niebo lepszy!

Wibo WOW glamour sand nr 3

Lakier dobrze się rozprowadza, szybko zasycha i całkiem nieźle się zmywa. Trwałość ma dużo słabszą niż jego kolega z Manhattanu, ale mnie i tak mnie Wibo kupiło tymi lakierami. Na pewno będę polować na inne kolory :) 
Cena: 7,69 zł


Upolowałyście już może te lakiery w Rossmannie? Jak Wam się podobają?