30.12.2014

Moja pielęgnacja twarzy - stan na koniec 2014 r.

Zanim opowiem Wam o moich kosmetycznych ulubieńcach mijającego roku, chciałabym najpierw przedstawić moją obecną pielęgnację twarzy. Robię to także w dużej mierze dla siebie - ku pamięci, by na wypadek gdyby stan mojej cery się pogorszył - odpukać! ;) - wiedzieć, co mi służyło i do czego warto wrócić. Zachęcam i Was do robienia takich notatek, zwłaszcza jeśli macie z jakichś względów problematyczną cerę. Dobrze wówczas wiedzieć, kiedy nasza skóra wyglądała najlepiej, a kiedy najgorzej i jakie kosmetyki mogły mieć na to wpływ.

Ostatnio o mojej pielęgnacji twarzy pisałam we wrześniu - TUTAJ. Nie zmieniło się od tego czasu wiele, ale kilka perełek przybyło.



Najpierw jednak kilka słów o tym, jak obecnie prezentuje się moja cera:

Muszę przyznać, że na tę chwilę jestem baaardzo zadowolona ze stanu mojej cery.
Na koniec 2014 r. prezentuje się ona naprawdę zdrowo. Wciąż jest mieszana i nigdy nie przestanie taka być, ale cera mieszana także może wyglądać ładnie i myślę, że w dużej mierze udało mi się to osiągnąć. Niespodzianki pojawiają mi się sporadycznie - właściwie tylko przed okresem albo na własne życzenie, gdy użyję nieodpowiednich dla mnie kosmetyków. Strefa T znacznie ograniczyła wydzielanie sebum, powiedziałabym nawet, że przetłuszcza się na tę chwilę bardzo umiarkowanie, jest delikatny błysk, ale nie muszę już kilka razy dziennie poprawiać makijażu, używać bibułek ani mocno matujących kremów. W 99% pozbyłam się zaskórników zamkniętych, co uważam za ogromny sukces, bo zaczynałam już szczerze wątpić, czy te w okolicach brody i czoła są w ogóle do usunięcia. Ten 1% zaskórników, które pozostały to naprawdę tyle co nic, wyjątkowo uporczywe uparciuchy, które myślę, że z czasem i tak się poddadzą ;)
Nie udało mi się pozbyć zaskórników otwartych - na nosie wciąż mam sporo czarnych kropek, na które najlepiej działa, niestety, mechaniczne oczyszczanie. Doraźnie pomagają także maseczki z glinką, ale nie jest to aż tak dogłębny efekt, jakiego potrzebuję.
Wciąż zmagam się z nierównym kolorytem skóry i rozszerzonymi naczynkami, i na tę chwilę to właśnie uważam za największy problem mojej skóry. W nowym roku chciałabym skupić się bardziej właśnie na poprawie kolorytu, wzmocnieniu naczynek. Na pewno jednym z moich pierwszych zakupów będzie teraz olej marchewkowy.


A teraz o tym, co w dużej mierze sprawia, że moja cera wygląda tak dobrze, czyli o kosmetykach :)

Moja pielęgnacja twarzy prezentuje się obecnie tak:


Oczyszczanie:



Biochemia Urody: Olejek myjący drzewko herbaciane - oczywisty ulubieniec, którego nie mogłoby zabraknąć w mojej pielęgnacji, czyli olejek hydrofilowy. Rewelacyjnie oczyszcza, nie naruszając warstwy hydrolipidowej skóry. Stosuję do wieczornego oczyszczania, czasem także rano, jedna butelka wystarcza mi - uwaga - na pół roku!

Sylveco: Żel do mycia twarzy rumiankowy - stosuję go tylko do porannego oczyszczania, bo na wieczór jest za słaby, mam już dosłownie resztkę w opakowaniu i lada dzień wyzionie pewnie ducha ;) Ten żel nie podbił jednak mojego serca na tyle, bym chciała do niego wrócić.

Bania Agafii: Biała glinka do mycia - ze względu na to, że jest kosmetykiem bardzo uniwersalnym, stosuję go głównie na wyjazdach, gdzie zastępuje mi szampon, żel pod prysznic i czyścik do twarzy. Dobrze oczyszcza skórę zarówno rano, jak i wieczorem. Zdecydowanie wart polecenia kosmetyk.

Garnier: Płyn micelarny - używam co wieczór do wstępnego oczyszczania twarzy z makijażu. To mój pierwszy kontakt z tym płynem i na tę chwilę jestem z niego zadowolona - duża butla dobrego płynu w niskiej cenie.

e-naturalne.pl: Tonik do cery tłustej, łojotokowej - jeden z niewielu toników do cery tłustej, jakie znam, który nie zawiera wysuszającego alkoholu, za to posiada w składzie mocznik znany z właściwości nawilżających - taką pielęgnację cery tłustej i mieszanej to ja rozumiem!


Peelingi:


Sylveco: Wygładzający peeling do twarzy - dobry zdzierak, ale dla mojej naczynkowej skóry dość inwazyjny, więc używam raz na dwa tygodnie, by dokładnie złuszczyć naskórek.

Apis: Enzymatyczny peeling żurawinowy - bardzo fajny peeling enzymatyczny świetnie nadający się do częstego stosowania. Polska firma, naturalny skład, myślę, że to nie ostatnie moje opakowanie.


Maseczki:


Bania Agafii: Maseczki odświeżająca, dziegciowa, oczyszczająca niebieska - pisałam o nich już kilka razy, jeśli chcecie dowiedzieć się więcej, to zapraszam TUTAJ. Dla mnie to jedne z najlepszych maseczek do twarzy jakie znam i bardzo chętnie po nie sięgam.

Balm Balm: Hibiskusowa maseczka do twarzy - to właściwie maseczka i peeling w jednym. Bardzo porządnie oczyszcza i złuszcza. Skład ma króciutki i zaskakujące, że w takiej ilości składników tkwi taka moc. Na dniach napiszę Wam jej recenzję.

Love Me Green: Regenerująca maseczka do twarzy - kolejna, fajna, naturalna maska. Tym razem dla odmiany nie oczyszczająca, ale regenerująca. Skóra po aplikacji jest miękka, wygładzona, faktycznie zregenerowana.


Kremy i olejki:


Alva Rhassoul: Aktywny krem oczyszczający - stosuję stosunkowo od niedawna, ale na chwilę obecną postrzegam go jako świetny krem do stosowania i na dzień, i na noc. Bardzo dobrze utrzymuje w ryzach mieszaną skórę, w mig wygaja ewentualne niespodzianki. Wchłania się do matu, ale nie ściąga skóry, wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że jest ona świetnie nawilżona po nim. Ten krem zdecydowanie zachęcił mnie do dalszych przygód z tą serią Alvy.

Ziaja Liście Manuka: Krem mikrozłuszczający - jeden z niewielu kremów Ziai, który odważyłam się nałożyć na twarz (nie mam nic do Ziaji, natomiast mam problematyczną skórę, która najlepiej się czuje w towarzystwie naturalnych kosmetyków, stąd moja ostrożność) i właściwie jedyny kosmetyk z serii Manuka, który chciałam wypróbować. I cieszę się, że to zrobiłam. Nakładam go na noc, rano budzę się z odświeżoną, rozjaśnioną skórą, ma korzystne działanie na wypryski, przy regularnym stosowaniu stan cery ma szansę się poprawić. Muszę mu w końcu napisać recenzję, bo zasłużył na to ;)

Tołpa botanic amarantus: Nawilżający krem rozświetlający pod oczy - rozświetlenia żadnego nie zauważam, ale jest to naprawdę porządnie nawilżający krem. Nie zostawia tłustego filmu, jest dobry pod makijaż, nie podrażnia i nie uczula. Na pewno jeden z lepszych kremów, jakie stosowałam pod oczy, choć myślę, że ulubieniec w kategorii kremów pod oczy jeszcze przede mną.

Blisko Natury: Olejek bawełniany - bezzapachowy olejek, świetny do nocnego nawilżania. Wyraźnie odżywia skórę, wygładza ją i regeneruje tak, że rano budzimy się naprawdę piękni i wypoczęci :)


Kwasy:


Biochemia Urody: Tonik z kwasami AHA/BHA 10% - myślę, że za usunięcie zaskórników zamkniętych w mojej twarzy odpowiada w największym stopniu właśnie ten kosmetyk. Stopniowo, choć mało inwazyjnie (łuszczenie zdarzało mi się tylko przy zbyt częstym jego stosowaniu), wygładza skórę, oczyszcza ją i odnawia. To kolejny - po serum migdałowym - kosmetyk z kwasami z Biochemii Urody, z którego jestem bardzo zadowolona.



Oprócz tego, myślę, że warte uwagi są także kosmetyki kolorowe, które nakładam na twarz, a które bez wątpienia również wpłynęły na poprawę jej stanu, bo są w dużej mierze mineralne i naturalne.


Obecnie używam tylko podkładu mineralnego - aktualnie mam dla cery tłustej/mieszanej z Kolorowka.com, który nieco podrasowałam na własne potrzeby. Korektor również mam z Kolorowki, a na większe problemy do ukrycia (czyli dość rzadko) stosuję kamuflaż z Catrice. Jako primer nakładam także własną mieszankę półproduktów z Kolorowka.com (mikrosfery silikonowe+sfery velvetowe+puder jedwabny+antiredness mica+mica oriental beige+stearynian magnezu), który działa jak photoshop. Jedyny puder, jaki stosuję to zwykła skrobia ziemniaczana bez żadnych dodatków.


Nie używam również żadnych innych niż mineralne róży oraz bronzerów. Róże mam z Annabelle Minerals, bronzer własnej roboty z półproduktów z Kolorowka.com. Jeśli chodzi o rozświetlacz - od niedawna mam również własnej produkcji z półproduktów z Kolorowki, ale czasem zdarza mi się używać rakże drogeryjnego Essence z limitki Circus Circus, bo uwielbiam efekt jaki daje, a na szczęście nie zawiera on czerwonych, syntetycznych pigmentów.



I to tyle. Kończę rok 2014 z naprawdę fajną cerą i mam nadzieję utrzymać ją w takim stanie również w przyszłym roku :) Wam również w nowym roku życzę pięknych, zadbanych cer i jak najmniej problemów skórnych :)


17.12.2014

Kreatywna środa! czyli garść ispiracji :) wydanie świąteczne nr 3

Został już ostatni tydzień, żeby zadbać o świąteczną atmosferę w naszych domach, kupić i zapakować prezenty, upiec wyjątkowe słodkości. Jeśli jeszcze tego nie zrobiliście i szukacie inspiracji, to serdecznie Was zapraszam na obejrzenie tego, co dla Was przygotowałam.

1. Zwykła papierowa torebka może być świetnym opakowaniem na prezent świąteczny, jeśli użyjemy odrobiny wyobraźni. Mnie aż same usta się śmieją, jak widzę ten pocieszny ryjek :)



2. Jak zdążyłyście już może zauważyć, bardzo lubię kreatywnie zapakowane prezenty. Oto pomysł jak ze zwykłych rolek po papierze lub ręczniku papierowym można wyczarować śliczne cukierkowe tubki na drobne prezenty:


3. Nigdy bym nie wpadła a to, że kieliszek może być opakowaniem na prezent, ale sami zobaczcie, jak świetnie prezentuje się takie rozwiązanie. Można także do kieliszków podczas wigilijnej kolacji nałożyć samych cukierków w ładnych papierkach - będzie słodko i uroczo :)



4. A oto świetny pomysł na to, żeby spersonalizować prezenty - wystarczy wydrukować, jakieś zabawne zdjęcia obdarowanych osób i dołączyć do prezentów zamiast bilecika.



5. Kule śnieżne w nietypowej odsłonie. Dla mnie bomba i jak tylko zaopatrzę się w takie figurki, na pewno tę dekorację przygotuję:



6. Ja wiem, że Boże Narodzenie to niekoniecznie jajeczne święta, ale czy te bałwanki nie są przeurocze? :)



7. Bileciki do prezentów ze ślicznymi reniferkami z łupinek od orzechów:



8. Nie mam pojęcia, co skrywają te pudełeczka, ale dają szerokie pole dla wyobraźni i kreatywności. Radość z rozpakowywania i poznawania zawartości wszystkimi zmysłami, musi być równie duża, co samo przygotowanie takiej niespodzianki!



9. Las papierowych choinek skąpanych w śniegu prezentuje się znakomicie i jest bardzo prosty do samodzielnego wykonania:



10. Kolejny pomysł na wykorzystanie rolki po papierze, tym razem w charakterze świątecznej obręczy na sztućce:



11. Prawdziwy recyklig! Bombki-płatki śniegu z denek od plastikowych butelek.



12. A na koniec słodkości, bo jakże by inaczej ;) Bezowe choinki są tak cudne, że nie sposób im się oprzeć:



A jeśli nie widziałyście, bądź chcecie sobie przypomnieć poprzednie inspiracje z cyklu Bożonarodzeniowego, to znajdziecie je pod poniższymi linkami:
- Świąteczne dekoracje
- Pomysły na choinkę i świąteczne ozdoby 
- Pakowanie świątecznych prezentów
- Świąteczny misz-masz
- Świąteczny misz-masz cz. 2

11.12.2014

Evree: Regenerujący krem do rąk do bardzo suchej i podrażnionej skóry oraz Balsam regenerujący do bardzo suchej skóry

Jakiś czas temu marka Evree zaproponowała mi zapoznanie się z ich produktami. Nie miało to charakteru standardowej współpracy, nikt ode mnie nie wymagał recenzji, a ja bardzo lubię takie akcje "bez ciśnienia", gdzie mogę swobodnie poznać produkt i samodzielnie zdecydować, czy chcę o nim pisać, czy nie, więc się zgodziłam. Liczyłam na jakiś olejek do twarzy, bo najbardziej tę markę kojarzę właśnie z olejków i szczerze przyznaję, że nie bardzo się ucieszyłam, gdy w paczce znalazłam nie olejek, a krem do rąk i balsam do ciała ;)



Początkowo miałam więc ten zestaw wrzucić do szafki z zapasami, bo miałam właśnie otwartą tubkę kremu i kilka balsamów, ale miałam też akurat mały problem ze skórą dłoni, a obecny krem nie bardzo dawał radę, więc chwyciłam krem Evree i...  pokochałam go od pierwszego użycia!
Miałam wówczas na dłoniach kilka suchych, czerwonych "placków" na skutek podrażnienia jakimś detergentem. Poprzedni krem, jak wspomniałam, nie bardzo sobie z tymi plackami dawał radę - coś tam nawilżał, ale placki jak były, tak były nadal. I aż nie chciało mi się wierzyć, kiedy następnego dnia po posmarowaniu rąk kremem Evree placki po prostu zwyczajnie zniknęły! Po jednej aplikacji, no naprawdę duże WOW!

To sprawiło, że duet Evree nie powędrował do szafki z zapasami, tylko od razu ochoczo przystąpiłam do dalszych testów. Dziś opowiem Wam więcej o tych produktach, tym bardziej, że myślę, iż w takim zimowym okresie sprawdzą się one szczególnie dobrze


Evree: Regenerujący krem do rąk do bardzo suchej i podrażnionej skóry



Krem zamknięty jest w miękkiej, czerwonej tubie, z której łatwo go wycisnąć. Ten czerwony kolor bardzo mi się podoba, bo ja nie jestem zbyt regularna w kremowaniu dłoni, krem zwykle leży u mnie na toaletce, ale często zapominam, że mam go użyć. A tu ta intensywnie czerwona tuba wręcz krzyczy do mnie z toaletki i zawsze kiedy wejdę do sypialni muszę jej użyć ;)

Składowo krem również prezentuje się przyzwoicie i naprawdę sporo w nim składników nawilżających i odżywczych - wysoko, bo na trzecim miejscu w składzie mamy mocznik, dalej glicerynę, a jeszcze dalej i wciąż dość wysoko w składzie olej migdałowy, wosk pszczeli, masło shea, olej z awokado, olej sojowy, w gdzieś w drugiej połowie składu (ale wciąż przed silikonami) olej arganowy, panthenol i alantoinę. Warto dodać, że użyte w kremie surowce roślinne w większości zostały zaaprobowane przez EcoCert, co świadczy o tym, że firma do produkcji nie użyła wcale najtańszych surowców, tylko te z ciut wyższej półki. Krem nie zawiera parabenów, barwników i parafiny. Same zobaczcie:


Skład: Aqua (Water), Caprylic/Capric Triglyceride, Urea, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Glyceryl Stearate, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Cera Alba (Beeswax), Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Glycine Soja (Soybean) Oil, Glycine Soja (Soybean) Sterols, Hexyl Laurate, Sodium Acrylate/Acryloyldimethyltaurate Copolymer, Isehexadecane, Polysorbate 80, Argania Spinosa Kernel (Argan) Oil, Panthenol, Allantoin, Dimethicone, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Xanthan Gum, Disodium EDTA, Propylene Glycol, Diazolidinyl Urea, Iodopropynyl Butylcarbamate, Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Linalool, Parfum (Fragrance).


Wiecie już, że krem pomógł mi pozbyć się uciążliwego podrażnienia, ale jak sprawuje się w codziennym używaniu?
Równie dobrze. Krem, jak na tak bogaty skład, ma ma bardzo dobrze wchłanialną konsystencję i nie zostawia na skórze tłustego filmu, choć moim zdaniem zostawia bardzo delikatną warstwę ochronną, która nie jest jednak w żaden sposób lepka czy odczuwalna.
Przez wiele długich godzin po aplikacji wciąż czuję, że mam nawilżoną, miękką skórę, a ta delikatna warstewka o której pisałam daje mi poczucie, że moja skóra jest dobrze chroniona przed czynnikami zewnętrznymi.

Moja siostra, będąc u mnie niedawno, po posmarowaniu rąk tym kremem od razu zażyczyła sobie takiego na Gwiazdkę :) Myślę, że to też o czymś świadczy :)



To teraz jeszcze kilka słów o drugim produkcie, czyli o balsamie, który otrzymałam razem z kremem.


Evree: Balsam regenerujący do bardzo suchej skóry


Balsam z tej samej serii stanowi świetne uzupełnienie zimowej pielęgnacji.
Ukryty jest w dużej, równie czerwonej co krem, butelce, która jest jednak trochę kanciasta i wg niezbyt poręczna.

Składowo - podobnie jak w kremie - nie jest źle, choć wiadomo, że balsam naturalny nie jest i trochę chwastów też w nim znajdziemy. Mamy tu jednak na drugim miejscu w składzie glicerynę, a dalej olej migdałowy, słonecznikowy i masło shea. Jeszcze dalej, już za silikonem, olej arganowy, lipidy mleczne, ekstrakt z liści rozmarynu, witaminę E i A oraz pathenol. Balsam - podobnie jak krem - nie zawiera parabenów, barwników i parafiny.
Skład: Aqua, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Helianthus Annuus Oil, Urea, Butyrosperumum Parkii Butter, Cetaeryl Alcohol, Ceteareth-20, Glyceryl Stearate, Dimethicone, Argania Spinosa Kernel Oil, Milk Lipids, Ceramide 3, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract, Polysorbate 20, PEG-20 Glyceryl Laurate, Tocopherol, Linoleic Acid, Retinyl Palmitate, Panthenol, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyltaurate Copolymer, Isohexadecane, Polysorbate-60, PEG-8, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Disodium EDTA, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Parfum, Citronellol, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Hydroxycitronellal, Butylphenyl Methylpropional, Linalool, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Alpha-Iosmethyl Ionone.

Nawilżenie jest równie dobre, jak w przypadku kremu - na długie godziny i z wyczuwalną leciutką ochronną warstewką. Nie jest przy tym jednak tłusty i wchłania się całkiem szybko.



Oba produkty są szalenie wydaje. Już producent na opakowaniach informuje o bardzo wydajnej formule i o tym, by stosować je w niewielkich ilościach i faktycznie - mi na posmarowanie dłoni wystarczy ilość kremu wielkości ziarnka grochu, balsamu do ciała również nie używam wiele na jednorazową aplikację.

Jeśli jest coś w tych produktach, do czego miałabym się przyczepić, to zapach. Wiem, że wiele osób się nim zachwyca, dla mnie jest on taki "nivea-owy", a to nie bardzo moje klimaty. Zapach jest wyczuwalny na skórze, ale nie jest na szczęście jakoś bardzo inwazyjny czy drażniący. Po prostu to nie moje gusta zapachowe ;)

Krem kosztuje ok. 9 zł za 100 ml. Balsam ok. 17 zł za 400 ml.
Moim zdaniem to naprawdę dobre ceny jak za tak dobre i wydajne kosmetyki.

Podsumowując - uważam oba kosmetyki za prawdziwe hity pielęgnacyjne i nie dziwię się wcale, że zdobyły serca konsumentów i odznaczono je nagrodą Produkt Roku Wybór Konsumentów 2014. Moje serce też zdobyły! :)



Znacie tę markę? Jak się u Was sprawdziła?

10.12.2014

Kreatywna środa! czyli garść inspiracji :) - wydanie świąteczne nr 2

Gotowi na kolejną porcję świątecznych inspiracji? To zapraszam do oglądania i komentowania:


1. Niedawno na Instagramie pokazywałam Wam mój mikołajkowy prezent dla męża. Mój mąż jest fanem nietuzinkowego piwa, więc uznałam, że kreatywnie przyozdobione butelki tego złocistego trunku będą w sam raz. Inspirację czerpałam stąd:


a moje wykonanie prezentuje się następująco:


 2. Bardzo prosty sposób na dekorację zimową - obok choinki można postawić pudełkowego bałwanka - a jeśli w środku będzie skrywał w sobie bożonarodzeniowe prezenty to tym lepiej!



3. Niezwykle pomysłowy pomysł na serwetki na wigilijną kolację - czyż te choinki nie wyglądają uroczo? :)



5. Śliczna górska chatka w  zimowej odsłonie wykonana z... paluszków! Czy nie wygląda jak prawdziwa?


6. Dowód na to, że nawet pieniądze podarowane jako prezent można zapakować w niezwykły, świąteczny sposób!



 7. Piękne bombki DIY - niczym brokatowe cotton balls,cudnie się prezentują i wcale nie wymagają nadludzkiego wysiłku ;)



8. A skoro już przy temacie DYI i brokatu jesteśmy, pora na koleją cudnie brokatową dekorację. Bo w święta nawet zwykłe butelki mogą wyglądać niezwykle (patrz też zdjęcie nr 1 ;))



9. Pierniczki w wydaniu nieco innym niż wszystkie - czy te misie dzierżące w łapkach orzeszka nie są przeurocze?


10. I na koniec pomysł na jedną z najprostszych do wykonania dekoracji świątecznych: cynamonowe świeczniki:



A jak u Was w domach idzie budowanie nastroju zimowo-świątecznego? :)

Zapraszam Was w przyszłą środę po kolejne, ostatnie już w tym roku świąteczne inspiracje :)
A jeśli nie widziałyście, bądź chcecie sobie przypomnieć poprzednie to znajdziecie je pod poniższymi linkami:
- Świąteczne dekoracje
- Pomysły na choinkę i świąteczne ozdoby 
- Pakowanie świątecznych prezentów
- Świąteczny misz-masz

08.12.2014

Nowości kosmetyczne

Oj, dawno nie pokazywałam Wam moich nowości kosmetycznych ;) Część z nich mam już ponad 2 miesiące, więc na dniach pewnie będę je już recenzować, część to zupełne świeżynki, niektóre przyszły pocztą dosłownie przed chwilą. Także jak same widzicie, totalny misz-masz i niekoniecznie "nowości" w ścisłym tego słowa znaczeniu ;) Ale jako że sama bardzo lubię oglądać takie posty i zawsze coś fajnego w nich wypatrzę, to i Wam pokażę, co tam u mnie na przełomie kilku ostatnich miesięcy się nagromadziło.
Sporo rzeczy pokazuję też na Instagramie, więc jeśli jeszcze mnie nie śledzicie, to zapraszam - KLIK :)



Jedne z najwcześniejszych nowości to zestaw pielęgnacyjny od Evree, który dostałam w ramach współpracy. Krem i balsam do ciała idealnie wpisują się w obecną jesienno-zimową aurę. Z kolei przypadkiem kiedyś na facebooku wzięłam udział w mini rozdaniu na fanpage'u Gren Pharmacy i wygrałam taki oto balsam Owies i Rumianek Lekarski :)



Od jakiegoś też już czasu są ze mną minerały ze sklepu Kolorowka.com. Zrobiłam zamówienie za ok. 100 zł i w ramach tego otrzymałam całkiem pokaźną ilość kosmetyków mineralnych, bo i podkład, primer, korektor, rozświetlacz, bronzer i 4 sypkie pigmeny, a i tak wciąż jeszcze nieco woreczków z zawartością mam ;) Bez wątpienia jest to najbardziej ekonomiczna forma nabycia minerałów, choć szczerze powiem, że nie ze wszystkich produktów jestem w 100% zadowolona. Ale to już Wam opowiem kiedyś przy okazji recenzji :)



Pozostając w temacie kosmetyków samorobionych, postanowiłam zdradzić moją ulubioną Biochemię Urody i spróbować tym razem asortymentu sklepu e-naturalne.pl. Kupiłam kilka "luźnych" składników, które mi gdzieś tam do czegoś akurat były potrzebne, natomiast z gotowych zestawów postawiłam na Tonik do cery tłustej i łojotokowej oraz oczywiście - Olejek myjący :)



Ale to nie jedyny tonik, jaki się u mnie niedawno pojawił ;) Będąc akurat w pobliżu sklepu ze zdrową żywnością, skusiłam się na dwie wody: różana i z kewry, a w Rossmannie na promocji skusiła mnie woda z Mixy polecana zarówno dla dzieci jak i dla dorosłych:



Ta Mixa do koszyka tak naprawdę wpadła przypadkiem, ;)  bo do Rossmanna poszłam w innym celu, a mianowicie poszaleć na słynnej promocji kolorówki 1+1. Porwałam całą kolekcję brokatowych piasków Wibo, które już dołączyły do grona moich ulubieńców i szminkę z limitowanki Rock with me, która okazała się z kolei totalnym bublem. Paletka Nude od Lovely oraz Lakier WOW! Glamour Satin póki co są w fazie poznawania, ciężko mi jeszcze powiedzieć, czy będzie z tego miłość :)



Skoro już o Rossmannie mówimy, to jako recenzentka oczywiście otrzymałam do testów kolejną paczkę nowości, a w niej kosmetyki, które będą dostępne w drogeriach od stycznia:
- Wellness&Beauty: Sól do kąpieli Lawenda i oliwa
- Perfumy Bruno Banani: Absolute Woman
- Bielenda: Ultraodżywczy olejek do ciała Golden Oils
- Rival de Loop: Krem CC Revital Q10
- Dove: Szampon do włosów Nourishing Oil Care
- Scholl Velvet Smooth: Krem nawilżający do codziennej pielęgnacji stóp
- Scholl Velvet Smooth: Maska do stóp na noc

Póki co najbardziej polubiłam się z solą do kąpieli i produktami Scholla :)

Bardzo lubię zapachy B&BW i ogromnie ubolewam, że są dostępne tylko w stolicy! Podczas ostatniej wizyty w Warszawie miałam tak napięty harmonogram, że dosłownie w ostatniej chwili przed odlotem wpadłam do Bath and Body Works w Złotych Tarasach, chwyciłam pierwsze lepsze mydełko, którego zapach mi odpowiadał i wybiegłam ;) Więcej wąchań już nie zdążyłam zrobić ;)



W grudniu już wzbogaciłam się od dwie mikołajkowe przesyłki, jedną od Eweliny z bloga http://lusia22.blogspot.com/, w tym cudowną matową szminkę Golden Rose Velvet Matte w kolorze przepięknej fuksji (nr 11) oraz równie cudowny lakier tej marki w kolorze tak głębokiego fioletu, że oczu nie mogę oderwać :)


Drugim Mikołajem był sklep Blisko Natury, który obdarował mnie zestawem świątecznym pomarańcza-bawełna-kawa. Olejek z nasion bawełny już zdążył rozkochać moją skórę, pomarańczowy olejek eteryczny wzbogaca niejedną aromoterapię, a z kolei mini masełko kawowe ukryte w pięknej metalowej puszce pójdzie do siostry, która uwielbia takie gadżety, a ja mam to szczęście, że mogę się cieszyć już od jakiegoś czasu pełnowartościowym opakowaniem tego masełka :)



Z pozostałych naturalnych kosmetyków, na jakie skusiłam się w ostatnim czasie, muszę wymienić oczyszczająca maskę hibiskusową z BalmBalm (Matique.pl), która jest rewelacyjna i na pewno wkrótce doczeka się recenzji. Oprócz tego postanowiłam w końcu przekonać się na własnej skórze, jak działa mydło Aleppo, do tej pory moje doświadczenia z myciem twarzy mydłem nie były najlepsze, ale fakt, że Aleppo jeszcze nie próbowałam. Krem na noc i Serum ochronne z Absolute Organic mam nadzieję, że dzielnie zastąpią mi wycofaną, a moją ulubioną do tej pory serię BeEco z FlosLeku, bo produkuje je ta sama marka i składowo też są dość podobne.



A, zapomniałabym jeszcze o jednym naturalnym gagatku - peelingu z korundem od Sylveco :) Z Sylveco miewam różne przypadki, niektóre kosmetyki bardzo lubię, innych kompletnie wcale, ale powiem Wam, że jeśli chodzi o peeling to jest mooooc! :)



No i pora na Dzień Darmowej Dostawy, tutaj skusiły mnie rosyjskie smakołyki w sklepie mazidelka.pl - chciałam wypróbować 2 pozostałe maski z serii Banii Agafii, których jeszcze nie znam, ale tylko jedna z nich - liftingująca - była dostępna. Na odmładzającą z mlekiem łosia będę musiała jeszcze polować ;) Dla mojej siostry do prezentu świątecznego dokupiłam z kolei saszetkowy peeling gryczany do ciała oraz szampon odżywczy.



No i czas kończyć, więc oto przesyłka, która dosłownie przed chwilą do mnie trafiła, czyli też zakupy przy okazji DDD w sklepie ezebra. Skusiłam się na próbę na dwie mini buteleczki kultowego wysuszacza SecheVite, by zobaczyć, czy faktycznie jest tak dobry, jak o nim mówią. Akurat kończy mi się zmywacz, więc kliknęłam pierwszy lepszy z Essence, a kremowe cienie Manhattana i zielenie z NYC uśmiechały się tak ładnie, że po prostu nie mogłam ich tam samych zostawić ;)


I to koniec, więcej grzechów nie pamiętam. Możecie mnie teraz wysłać na odwyk ;) Zresztą sama się wyślę, bo zdaje się, że w styczniu Balbina Ogryzek powtórzy akcję "Miesiąc bez zakupów kosmetycznych" i ja bardzo chętnie dołączę :) 
Jedyne, co mnie usprawiedliwia to fakt, że nie są to nabytki z ostatniego miesiąca tylko, ale co najmniej dwóch, jak nie trzech ostatnich;)


A co tam u Was nowego, kosmetycznego? :)