Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyczne patenty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyczne patenty. Pokaż wszystkie posty

28.11.2012

Pielęgnacja cery tłustej i mieszanej - moje doświadczenia i porady :)

Pomyślałam, że spiszę to wszystko, czego nauczyłam się sama - metodą prób i błędów - walcząc o zdrową skórę. Moja cera jest mieszana, mocno przetłuszczająca się w strefie T i normalna na policzkach. Uwielbia się zapychać i w większości przypadków na niewłaściwie dobrany kosmetyk reaguje powstawaniem zaskórników i krost.
Od jakiegoś czasu udaje mi się ją jednak szczęśliwie okiełznać. Pomyślałam więc, że podzielę się z Wami zasadami, którymi kieruję się w pielęgnacji, a które być może pomogą komuś w  trudnej walce o zdrowie skóry mieszanej bądź tłustej.
Źródło: lula.pl

Polub swoją skórę!
Przede wszystkim należy sobie uświadomić, że cera tłusta czy też mieszana to stan trwały. Nie ma sposobu, by jakimikolwiek środkami zmienić swój typ skóry. Jeśli Twoja skóra jest tłusta, zawsze taka będzie, bo taka już Twoja uroda :) Stosując jednak odpowiednią pielęgnację możesz sprawić, by Twoja skóra była przede wszystkim zdrowa, a zdrowo wyglądająca skóra, czy to sucha, czy tłusta czy też mieszana, zawsze wygląda ładnie!

Bądź systematyczna!
Twoi sprzymierzeńcy to systematyczność i regularność. Absolutnie ważna rzecz, łącząca się trochę z tym, o czym pisałam wyżej. Bardzo często wydaje się nam, że kiedy stosując jakiś kosmetyk, zaczynamy zauważać pozytywne jego efekty (np. skóra tłusta mniej się przetłuszcza albo mniej wyskakuje na niej niedoskonałości), wydaje nam się, że osiągnęłyśmy już swój cel, dotychczasową pielęgnację można już zarzucić, bo odtąd nasza skóra już zawsze będzie wyglądać dobrze. Nic bardziej mylnego, skóra tłusta wymaga bowiem stałej pielęgnacji! Jeżeli więc widzisz, że jakieś kosmetyki działają na nią szczególnie pozytywnie, wpisz je na stałe do swojej kosmetyczki i nie rezygnuj z nich, nawet jeśli wydaje Ci się, że Twoja skóra funkcjonuje już jak skóra normalna.

Nie przesuszaj!
Absolutnie nigdy, pod żadnym pozorem nie przesuszaj swojej skóry. Agresywne środki (alkohol, SLS, silne środki antybakteryjne) pozbawiają skórę naturalnej warstwy lipidów. Nagły brak warstwy ochronnej spowoduje, że przerażona skóra zacznie ją wytwarzać ze wzmożoną siłą. W efekcie mamy błędne koło: tłusta skóra -> przesuszenie -> jeszcze bardziej tłusta skóra itd.

Mądrze oczyszczaj!
Część łoju należy jednak ze skóry systematycznie usuwać, żeby mogła ona zdrowo funkcjonować. Oczyszczanie jest bardzo ważne, bo pomaga usunąć ze skóry zanieczyszczenia i bród przyczyniający się do powstawania zaskórników i pryszczy. Najlepiej robić to max. 2x dziennie łagodnymi środkami oczyszczającymi (np. olejkami, mleczkami). Należy wykonywać także peeling, jednak nie częściej niż 2x w tygodniu (peeling także pozbawia skóry naturalnej bariery ochronnej!). Polecam również maseczkę z glinki - 1x w tygodniu na 15 min. - to rozsądny czas i częstotliwość - w sam raz na oczyszczanie i odtłuszczenie skóry i za mało, by móc ją przesuszyć.

Sięgnij po kwasy!
Kwasy. Moim zdaniem, jest to kuracja, której potrzebuje każda skóra zanieczyszczona. O ile środki, które polecam do stosowania na co dzień dobrze radzą sobie z oczyszczaniem, o tyle ciężko od nich wymagać, by działały jak środek silnie udrażniający. To trochę tak, jakby próbować spore zanieczyszczenie kanalizacji np. w umywalce usunąć płynem do naczyń. Niemożliwe, prawda? W takiej sytuacji, by porządnie "przetkać" przewód, sięgamy po "Kreta" :) Kretem dla skóry mieszanej (tłustej) są kwasy, które pozwalają "odetkać" przyblokowaną skórę.
Oczywiście, kwasy nie nadają się do ciągłego stosowania, niemniej raz na jakiś czas (raz na rok?) warto zrobić sobie kilkumiesięczną kurację w okresie jesienno-zimowym. Kwasy złuszczają wierzchnie, zanieczyszczone warstwy naskórka, odblokowując w ten sposób przytkane pory i przywracając świeżość i zdrowy wygląd skórze. Z własnego doświadczenia polecam Serum migdałowe AHA 10%  z Biochemii Urody. Dobrze sprawdzi się także kwas mlekowy, salicylowy czy glikolowy.

Nie daj się zapchać!
Cera tłusta i mieszana ma niestety przykrą tendencję do zapychania i powstawania niedoskonałości. Odpowiednio oczyszczana i pielęgnowana trzyma się w ryzach, należy jednak pamiętać, by nie dokładać jej dodatkowych składników, które odpowiadają za zapychanie, bo nie zawsze środki oczyszczające mogą sobie z tym poradzić. W kosmetykach do pielęgnacji i makijażu unikaj przede wszystkim silikonów, parafiny, talku, miki,

Nie zapomnij o nawilżaniu!
Nie powinniśmy także zapominać o nawilżaniu skóry. Sięgajmy jednak po lekkie kremy, niezawierające olejów mineralnych, wosków, substancji potencjalnie komedogennych (zapychających): olej kokosowy, masło kakaowe, lanolina... Na noc zamiast kremu można sięgać po olejki przyjazne skórze tłustej np. olej z wiesiołka, olej konopny.


Kosmetyki, które polecam do skóry tłustej, mieszanej:
- Biochemia Urody Serum migdałowe AHA 10%,
- Biochemia Urody Olejek myjący,
- mydło Aleppo,
- Ziaja Ulga Kremowy olejek myjący twarzy i ciała,
- Corine de Farme, Mleczko do demakijażu,
- glinki sypkie - zielona, czerwona, biała,
- FlosLek BeEco Krem do twarzy na dzień / Krem do twarzy na noc,
- Tołpa Huminea Strefa T Maska-peeling-żel,
- Gal, Dermogal A+E (kapsułki z olejem z wiesiołka)
- Niezmydlana frakcja sojowa (naprawdę matuje!)
- skrobia ziemniaczana lub kukurydziana (do matowania skóry)
- oleje: z wiesiołka, konopny, z dzikiej róży...
 Źródło: tajemniceurody.pl

Życzę Wam powodzenia w walce o zdrową skórę - jak widać, jest to niewielki wysiłek, a rezultaty naprawdę mogą Was zaskoczyć! :)

16.09.2012

Biochemia Urody - Puder bambusowy (jedwab + owies) + puder ze skrobi ziemniacznej = porównanie

Dziś będzie pudrowo: opowiem Wam o kolejnym kosmetyku z mojego ostatniego zamówienia z BU (wcześniej pisałam o: serum migdałowym i peelingu enzymatycznym) i porównam go z innym pudrem niedostępnym w żadnej drogerii :)



Biochemia Urody - Puder bambusowy (jedwab+owies)

Opakowanie: biały słoiczek typowy dla BU, mało wygodny w użyciu, ja swój puder przesypałam do wygodniejszego pudełeczka po jakimś pudrze z sitkiem. W osobnych fiolkach otrzymujemy jedwab i mączkę owsianą. - ja swój puder kupiłam już jakiś czas temu, teraz widzę na stronie BU, że opakowania, w których jest sprzedawany są dużo wygodniejsze :)

Konsystencja, zapach: puder jest biały, ale na twarzy staje się niewidoczny, nie bieli, jest bezzapachowy.

Działanie: Kupiłam ten puder na etapie walki z trądzikiem, kiedy odchodziłam od różnych zapychających mnie kosmetyków. Bardzo chciałam więc, żeby ten puder u mnie się sprawdził, tym bardziej, że zdecydowana większość dziewczyn go chwali. Niestety, nie polubiłam się z nim. Po pierwsze - matował na bardzo krótko, już po godzinie musiałam robić poprawki. Po drugie - wyglądał na twarzy mega-nienaturalnie - buzia była obrzydliwie płaska, nie pomagało cieniowanie bronzerem i rozświetlaczem. Mając ten puder zrozumiałam, co oznacza, że "puder jest tępy". Twarz wygląda ciężko i tak właśnie - tępo.
Nie mogę jednak powiedzieć, że ten puder ma tylko minusy - naturalny i bezpieczny skład sprawia, że puder jest przyjazny dla cery, nie zapycha i nie powoduje wysypu niespodzianek.

Cena: 17,80 zł/16,5 g

Ocena: 3/6

Czy kupiłabym ponownie: NIE




Puder ze skrobi ziemniaczanej:

Osobiście, pudrowi z Biochemii Urody zawdzięczam jeszcze jedną rzecz - kiedy walczyłam z trądzikiem nie umiałam się długo przekonać do pudru innego niż drogeryjne, kolorowe pudry. Dzięki pudrowi bambusowemu z BU odważyłam się nałożyć na twarz coś innego. Puder z BU, co prawda, nie sprawdził się w moim przypadku, ale ja eksperymentowałam dalej - z mąką ryżową, ziemniaczaną, kukurydzianą. Najlepiej w moim przypadku sprawdziła się skrobia ziemniaczana, której używam już od roku. Nie wyobrażam sobie powrotu do drogeryjnych pudrów - skrobia matuje na kilka dobrych godzin (co w przypadku mojej niesamowicie przetłuszczającej się skóry jest nie lada wyczynem!), nie zapycha nic a nic (brak zaskórników, pryszczy, podskórnych gul), świetnie wykańcza makijaż, nie bieli, wygląda na twarzy bardzo naturalnie, świetnie współgra z każdym podkładem, a także z samym kremem. Nałożona na "gołą" twarz, bez podkładu - daje świetny, satynowy efekt. Taki puder kosztuje grosze (za opakowanie 500 g skrobi zapłacimy ok. 3 zł) , a jest niesamowicie wydajny, mnie na rok codziennego używania wystarcza ok. 50 g, co daje cenę 30 groszy za roczny zapas pudru :) Śmiech na sali, a jednak jest o niebo lepsza od wszystkich klasycznych pudrów :)

11.09.2012

Kosmetyczne patenty: golenie proste i przyjemne :)

Kochane! Dziś post z serii: Kosmetyczne patenty. Podejrzewam, że chyba nie ma między nami kobiety, która lubiłaby depilację. Ja bardzo długo poszukiwałam mojej ulubionej metody depilacji i koniec końców, niestety, zawsze wracałam do nieszczęsnej maszynki. Depilator i wosk powodują u mnie koszmarne wrastanie włosków mimo regularnych peelingów, a kremy do depilacji to w ogóle jedna wielka pomyłka. A więc pozostawała tylko maszynka... Nie lubiłam jednak tej maszynki, bo albo zawsze się gdzieś pozacinałam, albo podrażniła mi niemiłosiernie skórę, albo też ścięła włoski w taki sposób, że już po kilku godzinach dawało się je wyczuć. I chociaż używałam zawsze pianki do golenia, to i tak zawsze coś było nie tak.
Któregoś razu skończyła mi się pianka, a potrzebowałam szybko ogolić nogi. Na "sucho" bałam się ryzykować, a pod ręką miałam tylko oliwkę dla dzieci. Nie miałam za bardzo wyjścia, więc zaryzykowałam.

I w ten sposób odkryłam moją ulubioną metodę usuwania włosków! Oliwka w połączeniu z maszynką jednorazową działa rewelacyjnie:
- daje świetny poślizg - maszynka dosłownie sunie po ciele ścinając wszystkie włoski tuż przy skórze,
- nigdy nie zdarzyło mi się zaciąć stosując oliwkę, chociaż w przypadku pianki miało to często miejsce,
- zero podrażnień, zero przesuszonej skóry,
- perfekcyjnie gładka skóra, miękka i nawilżona (ale nie tłusta!) skóra przez wiele godzin! Czasem aż nie mogę przestać jej dotykać :)
Wiem, że do golenia niektóre dziewczyny polecają także odżywki do włosów, ale osobiście uważam, że oliwka jest o niebo lepsza - cudowne uczycie nawilżonych nóg jest nie do podrobienia!

Ja akurat używam oliwki firmy BAN, ale każda oliwka w płynie będzie się w tej roli sprawować rewelacyjnie :)


Znacie ten patent? Jeśli nie to gorąco zachęcam do wypróbowania, każda pianka się przy nim chowa!


30.08.2012

Co to takiego metoda kubeczkowa?

W ostatnim poście wspomniałam o metodzie kubeczkowej. Wiele z was było bardzo ciekawych, co to takiego, dlatego postanowiłam przygotować osobny post :)

Co to takiego metoda kubeczkowa?

Metoda kubeczkowa to nic innego jak specjalna metoda mycia włosów. Polega na zmieszaniu w kubeczku (albo innym pojemniku, najlepiej zamykanym) szamponu z wodą, po to, by wytworzyć pianę. Robimy to przed myciem włosów :)
Każda dziewczyna, która stosuje szampony bez SLSu wie, że z reguły są one "tępe", słabo się pienią, a w efekcie są nie tylko mało wydajne, ale także - co najgorsze - plączą włosy. Metoda kubeczkowa pozwala wytworzyć pianę przed nałożeniem szamponu na głowę, dzięki czemu nie musimy jej wytwarzać poprzez mechaniczne tarcie, które prowadzi do plątania włosów. Efekt? Włosy są dobrze umyte i niesplątane, a do tego zaoszczędziliśmy szampon :)

Metoda kubeczkowa udoskonalona

Szampon można zmieszać z wodą w kubeczku, ale można także zmieszać go w specjalnym pojemniku pianotwórczym, czyli pojemniku z dozownikiem wypluwającym pianę. Jest to udoskonalona metoda, ponieważ łatwiej i sprawniej pozwala "wyczarować" pianę niż metoda tradycyjna. My tylko dajemy składniki, a pojemnik pianę wytwarza sam.

Skąd wziąć pojemnik pianotwórczy? 

Najlepiej z jakiegoś kosmetyku, który w ten sposób jest opakowany. Może to być np. pianka do mycia twarzy (np. Rival de Loop - dostępna także w mini wersji za bodajże 4-5 zł w Rossmannie, Lirene, Douglas), farba do włosów w piance (Schwarzkopf, L'oreal, Marion), pianka do higieny intymnej (np. Baifem).  Ważne jest jednak to, że opakowanie musi być rozkręcane, nie sprawdzi się więc np. opakowanie po piance do włosów, bo nie damy radę go napełnić.

W jakich proporcjach rozrobić szampon z wodą?

Wspominałam na początku, że rozrabiamy szampony bez SLSu, ale równie dobrze można rozrobić też te, które zawierają SLS (po to, żeby były wydajniejsze i lepiej się pieniły). Różnica jest tylko w proporcjach. Jeżeli jest to szampon bez SLS - dajemy ok. 3-4 łyżki stołowe szamponu na 70 ml wody, jeżeli szampon zawiera SLS - wystarczy 1 łyżka. To, czy mieszanka ta wystarczy na jedno umycie włosów, czy na więcej, zależy już tylko od długości naszych włosów :)

Jak z tego korzystać?

Pojemnikiem z szamponem i wodą wystarczy lekko potrząsnąć. Otrzymaną w ten sposób pianę nakładamy na wilgotne włosy i postępujemy dokładnie tak samo jak przy normalnym myciu :) Jeżeli zostanie nam trochę mieszanki (piany z reguły jest naprawdę dużo) możemy ją zużyć w przeciągu ok. 4-5 dni.

Zalety metody kubeczkowej:

- niesplątane, łatwe do rozczesania włosy,
- nie trzemy włosów tak intensywnie jak ma to miejsce w przypadku tradycyjnego mycia, a więc mniej są narażone na złamanie, wyrwanie itp.
- ekonomiczne zużycie szamponu.


Moje efekty z użyciem szamponu Babydream:

Ja postanowiłam wypróbować metodę kubeczkową na szamponie Babydream i opakowaniu po piance oczyszczającej Rival de Loop. Babydream nakładany tradycyjnie tj. bezpośrednio na włosy plątał je niesamowicie, po spłukaniu miałam jeden wielki kołtun, nawet mimo nałożenia odżywki. Babydream z metodą kubeczkową wytworzył taką pianę, że wystarczyłaby na 3-krotne umycie mojej głowy :) Włosy nie splątały się i bez problemu dało się je rozczesać! Szok, przecież to dokładnie ten sam szampon, a kompletnie różne efekty! :)


 Ponieważ mam dość krótkie włosy użyłam tylko 2 łyżki Babydreama i ok. 50 ml wody - zobaczcie ile otrzymałam piany!
 3-krotne naciśnięcie pompki dało mi taką oto ilość piany, a w pojemniku cały czas pozostaje jeszcze jej olbrzymia ilość:

Ciekawostki:

Metodę tę można wykorzystać także np. z użyciem żelu do kąpieli albo... płynu do naczyń. Wiem, że niektóre dziewczyny takie pojemniczki pianotwórcze wykorzystują także właśnie w tym celu - w ten sposób mogą dłużej cieszyć się swoim ulubionym żelem, a mniejsze zużycie płynu do naczyń oznacza mniej zanieczyszczeń dostających się do naszej wody ;)

Zachęcam Was bardzo serdecznie do spróbowania. To bardzo prosty patent, a skutecznie ochroni nasze włosy :)