Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty

1.05.2014

Fitomed: Szampon ziołowy do włosów tłustych

Cześć dziewczyny :)

W ramach współpracy z Fitomedem miałam już okazję przetestować kilka produktów z ich oferty. Większość z nich przypadła mi szczerze do gustu, w niektórych z nich się wręcz zakochałam (mowa tu o maseczce-peelingu K+K - KLIK). Postanowiłam więc wypróbować tym razem produkt, który szeroko zachwalają dziewczyny w całym Internecie. I niestety, tym razem nie zaiskrzyło :(
Zapraszam Was na krótką recenzję:


Fitomed: Szampon ziołowy do włosów tłustych (mydlnica lekarska)

Fitomed: Szampon ziołowy do włosów tłustych





Szampon, który zbiera wiele pochlebnych opinii na blogach czy Wizażu, u mnie niestety się nie sprawdził. Słabo się pieni, ma dość tępą konsystencję, która sprawia, że moje włosy po myciu są baaardzo splątane i trudne do rozczesania. Nawet mimo użycia sporej ilości odżywki. Nie odczułam również żadnego wpływu na przetłuszczanie się włosów - nadal muszę myć włosy codziennie, by móc cieszyć się świeżą czupryną. Poza tym, szampon nie wpływa na wygląd włosów - ani ich nie odżywia, ani nie przesusza. Nie dodaje blasku, nie zmniejsza wypadania, ot, myje i tyle.

Niestety, ziołowe szampony widać nie są dla mnie. Szampon Fitomedu może fajnie sprawdza się przy grubych, mocnych włosach, ale przy cienkich i delikatnych powoduje jedynie plątaninę.
Na plus należy zaliczyć jednak fakt, że nawet mimo słabego pienienia, szampon jest niesamowicie wydajny. Ma również miły, ziołowy zapach i całkiem konkretny skład (choć - niestety - nie wolny od takich smaczków jak SLeS, Propylene Glycol czy DMDM Hydantoin). Same popatrzcie:

Skład: Aqua, Saponaria Officinalis Root Extract, Urtica Dioica Extract, Salvia Officinalis Extract, Equisetum Arvense Extract, Humulus Lupulus Cone Extract, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract, Coco Glucoside, Sodium Laureth Sulfate, Cocamide DEA, Cocamidopropyl Betaine, Propylene Glycol, Trilaureth-4-Phos-phate, Cytric Acid, Parfum, Dmdm Hydantoin, Methylisothiazo-linone, Methylchloroisothiazolinone

Cena: 11 zł/250 ml - dostępność: KLIK

Fitomed: Szampon ziołowy do włosów tłustych

Fitomed: Szampon ziołowy do włosów tłustych

Fitomed: Szampon ziołowy do włosów tłustych


Znacie ten szampon? Ciekawa jestem Waszych wrażeń :)

12.01.2014

Zioła i plony Agafii: Naturalne syberyjskie białe mydło - moja opinia

Cześć Dziewczyny!
Dziś będzie o kosmetyku, który kusił mnie od czasu, kiedy tylko po raz pierwszy o nim usłyszałam. Wiedziałam, że jeżeli coś z rosyjskich kosmetyków kiedyś wypróbuję - będzie to właśnie mydło Agafii :) Nic dziwnego: uwielbiam mydła, zwłaszcza te "inne", nietypowe, uwielbiam też piękne, bogate w naturę składy. Kiedy więc białe mydło Agafii znalazło się w moim domu, od razu przystąpiłam do testów. Mydełko jest już ze mną dwa miesiące, czas więc na podsumowanie. Zapraszam :)


Zioła i plony Agafii: Naturalne syberyjskie białe mydło 



Opakowanie: Duży, plastikowy słoik, dodatkowo zabezpieczony plastikowym wieczkiem pod nakrętką. W środku opakowania znajdziemy też ulotkę, ale niestety tylko po rosyjsku. Mydełko wygląda ładnie, biało-niebiesko-srebrny motyw bardzo trafnie wpisuje się w jego syberyjski charakter :)

Konsystencja, zapach: Białe mydło Agafii ma gęstą konsystencję pasty. Trochę ciężko nabiera się je ze słoika, ale idzie się przyzwyczaić. Zapach jest śliczny, delikatny, cudownie świeży, przypomina trochę polne kwiaty. Lubię sobie odkręcać to mydełko i wąchać je jak jestem w łazience ;)

Skład: Aqua, Cedrus Deodara Oil, Linum Usitassimum Oil, Amaranthus Caudatus Oil, Arcticum Lappa Oil, Cucurbita Pepa Oil, Chamomilla Recutita Oil, Rosa Canina Oil, Viburnum Prunifolium Oil, Triticum Vulgare Oil, Achillea Millefolium Intractum, Arnica Montana Intractum, Salvia Officinalis Intractum, Trifolium Pratense Intractum, Crataegus Cuneata Intractum, Jasminum Officinale Intractum, Padus Racemosa Intractum, Salix Alba Intractum, Chamomilla Recutita Intractum, Taraxucum Officinale Intractum, Sodium Laureth Sulfate, Sorbitol, Cocamide DEA, Melilotus Albus Extract, Ballota Nigra Extract, Leucojum Aestivum Extract, Adonis Vernalis Extract, Salix Alba Extract, Scutellaria Baicalensis Extract, Inula Helenium Extract, Althea Officinalis Extract, Glycyrrhiza Glabra Extract, Saponaria Alba Officinalis Extract, Soponaria Rubra Officinalis Extract, Pinus Palustris Extract, Lamium Album Root Extract, Goat Milk, Beeswax, Royal Jelly, Oryza Sativa Strach, Water Avena Sativa Kernel, Kathon CG.
(ale pięknie zielono, prawda? :))

 
Działanie: Uwielbiam takie wielozadaniowe kosmetyki! Mydło świetnie oczyszcza nie tylko ciało, ale także włosy i skórę twarzy. Można się nim umyć dosłownie od stóp do głów :) Mydełko dobrze się pieni, nie ściąga ani nie przesusza skóry. Jest ona bardzo ładnie oczyszczona, co szczególnie mnie cieszy, jeśli chodzi o skórę twarzy. Nie do końca - co prawda - jestem przekonana do tego SLSu w składzie, ale póki co nie zrobił mi krzywdy, więc uznaję, że jego zawartość jest na tyle niska, że nie działa na moją twarz drażniąco.
Jest to pierwsze mydło, które sprawdza się u mnie do mycia włosów, oczyszcza równie dobrze co szampon, nie podrażnia skalpu, nie plącze ani nie przesusza włosów. Świetnie sprawdza się na wyjazdy, bo nie musimy brać ze sobą kilku butelek, wystarczy przełożyć porcję mydła do mniejszego pojemnika i możemy spokojnie zastąpić nim żel pod prysznic, szampon i żel do twarzy :)
Mydełko trochę kosztuje, ale jest przy tym tak szalenie wydajne, że naprawdę nie szkoda na nie pieniędzy :)

Cena: 49,90 zł/500 ml

Ocena: +5/6 (daję maleńki minusik za SLS w składzie)






Z serii naturalnych mydeł Agafii są jeszcze: czarne (zachwalane m.in. przez Anwen i Imprevisivel) i kwiatowe. W niedalekim czasie chętnie wypróbuję również te dwie wersje i porównam je z wersją białą :)


Ciekawa jestem, czy znacie te mydła i które: białe, czarne czy kwiatowe lubicie najbardziej :)

27.09.2013

Pervoe Reshenie: Przepisy Babci Agafii - Syberyjski szampon do włosów nr 3 na łopianowym propolisie przeciw wypadaniu włosów

Cześć Dziewczyny!

Rosyjskie kosmetyki szturmem zdobyły blogosferę i przysporzyły sobie zarówno zwolenników, jak i przeciwników. Ja długo stałam z boku, ale w końcu propozycja współpracy, z jaką wyszedł do mnie sklep SkarbySyberii.pl, skusiła mnie do przetestowania kilku z nich. Dziś opowiem Wam o jednym z nich:


Pervoe Reshenie: Przepisy Babci Agafii - Syberyjski szampon do włosów nr 3 na łopianowym propolisie przeciw wypadaniu włosów


Opakowanie: Butla jest duża, ale wygodna, z otwarciem typu press. Stylistyka z pisaną cyrylicą i rysunkiem rodem z podręcznika do biologii, ma swój urok, kojarzy mi się z dawnymi kosmetykami.

Konsystencja, zapach: Szampon ma zielonkawą, gęstą konsystencję, która dobrze się pieni. Zapach ziołowy, ale ładny. Utrzymuje się na przez kilka godzin na włosach, co mnie osobiście odpowiada, bo zapach mi się podoba ;)

Skład: Szampon nie zawiera silikonów, parabenów, SLSu (ma jego łagodniejszą wersję: Magnesium Laureth Sulfate), oprócz tego zawiera mnogość roślinnych olejów i ekstraktów - duże WOW!
Aqua with infusions of: Pinus Palustris Wood Tar, Beeswax, Pollen Extract, Lappa Seed Oil, Saponaria Officinalis Root Extract, Mel, Althaea Officinalis Root Extract, Salvia Officinalis Oil, Carum Carvi Oil, Salix Alba, Bud Tar, Magnesium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Cocamide DEA, Glycol Distearate, Lauryl Glucoside, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Parfum, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid,  Panthenol, Niacinamide, Citric Acid.

Działanie: Szampon dobrze oczyszcza włosy. Pieni się średnio, ale przy tak dużej pojemności to żaden problem. Nie plącze włosów jakoś szczególnie, bez większych problemów można je później rozczesać, nawet bez odżywki. Niestety, nie robi z włosami nic spektakularnego - ani nie sprawia, że są miękkie, ani lśniące, ani jakoś szczególnie odżywione. Czy hamuje wypadanie? Ja nie zauważyłam żadnego odczuwalnego efektu w tej materii. Generalnie - uważam, że to dobry szampon do codziennego użytku, w rozsądnej (jak za tak dużą pojemność) cenie, być może jest nawet bardziej wartościowy dla włosów niż niejeden szampon z drogerii. Jednak mnie osobiście nie zachwycił na tyle, bym sięgnęła po niego ponownie.

Cena: 24,90 zł/600 ml (po rabacie 30% - 17,43 zł)

Do kupienia: TUTAJ

Ocena: 4/6


Jednocześnie zachęcam Was gorąco do skorzystania z rabatu -30% na zakupy w sklepie skarbysyberii.pl - wystarczy pod koniec zamówienia wpisać hasło: BALSAMOWO. Rabat dotyczy całego asortymentu!

Znacie rosyjskie szampony? Jak sprawdziły się u Was? Może podpowiecie, które są warte zakupu? :)

19.09.2013

Szczotka z włosia dzika, czyli szczotkowy ideał dla cienkich i rzadkich włosów :)

Cześć dziewczyny!

Jak wiecie (albo i nie ;)) mam proste włosy, do tego cienkie i rzadkie. Smutno leżą przy głowie, nie chcą od niej choćby na milimetr... Od zawsze szukałam więc czegoś, co choćby wizualnie doda im nieco objętości. No i w końcu znalazłam :)

Szczotka z włosia dzika

To niepozorne cudo to szczotka z włosia dzika ze sklepu Szczotkarnia.pl



Dotychczas miałam mało udane doświadczenia ze szczotkami do włosów - plątały mi włosy, elektryzowały, no i niestety - przetłuszczały... Szczotka z włosia dzika okazała się jednak kompletnie  inna - ona dosłownie sunie po włosach! Bez szarpania, bez wyrywania - no naprawdę jak nie szczotka :) Włosy nie elektryzują się przy tym ani odrobinę :)
A co najważniejsze i co zaskoczyło mnie maksymalnie - po czesaniu szczotką z dzika moje włosy stają się puszyste i lśniące, zyskują na objętości i sprawiają wrażenie jakby ich było więcej! Wręcz muszę tę szopę ujarzmiać lekko palcami :) Kiedy więc tylko widzę, że moja fryzura straciła na objętości i wygląda nijako, biorę szczotkę z dzika, czeszę włosy głową do dołu i wyglądam od razu o niebo lepiej!

Ta szczotka - wraz z drewnianym grzebieniem z The Body Shop (pisałam o nim TUTAJ) - to mój duet idealny do włosów. Odkąd je poznałam, nie wyobrażam sobie powrotu do innych grzebieni i szczotek!

Szczotka, którą ja posiadam, pochodzi ze sklepu Szczotkarnia - jest ona polecana do włosów krótkich i średniej długości. Kosztuje 33 zł i jest inwestycją na naprawdę długie lata. Z czystym sumieniem mogę ją polecić - moja siostra, która posiada szczotkę z dzika innej firmy, kiedy spróbowała mojej, nie chciała mi jej oddać :D Szczotka może nie poraża urodą, ale nadrabia za to działaniem :) To moja druga szczotka ze Szczotkarni - mam od nich jeszcze szczotkę do szczotkowania ciała, o której pisałam  TUTAJ. Z obu szczotek jestem bardzo zadowolona, jakość idzie w parze z tradycją - szczotki są robione ręcznie przez osobę, która siedzi w tym fachu od ponad 40 lat.

Szczotka z włosia dzika


Sekretem szczotek z dzika jest keratyna zawarta we włosiu, która rozprowadza sebum na powierzchni włosów oraz nadaje im połysk. Szczotki z włosia dzika świetnie nadają się także do masażu skóry głowy. Wbrew pozorom włosie - chociaż dość szorstkie - przyjemnie i delikatnie masuje głowę oraz rozczesuje włosy.


Jak czyścić szczotkę z naturalnego włosia? Przede wszystkim - dość często. Ja usuwam najpierw patyczkiem nagromadzone włosy, a następnie wyczesuję to, co zostało czystym grzebieniem z wąsko rozstawionymi zębami. Następnie włosie szczotki oczyszczam wacikiem nasączonym spirytusem. Raz na jakiś czas piorę także szczotkę w wodzie z szamponem, uważając jednak by nie moczyć zbytnio drewnianej rączki.

I to chyba na tyle :)


Jestem ciekawa, czy używacie szczotek z dzika? I czy tak samo jak ja jesteście nimi oczarowane?


16.06.2013

Ulubiony lakier do włosów: Isana, Lakier o nautralnym zapachu

Nienawidzę zapachu lakierów do włosów, a Wy? Chmura drażniących kropelek, która wżera się w śluzówkę i od której nie sposób uciec - to efekt typowy dla niemal wszystkich lakierów, jakie znam.
Ale kiedyś, przypadkiem zobaczyłam w Rossmannie lakier z magicznym napisem "parfum neutral", który z miejsca skutecznie mnie skusił. I tak odkryłam mój ulubiony lakier, który jest już ze mną kilka dobrych lat. Wypróbowałam też inne wersje tego lakieru, ale tylko ten jest wart uwagi - i pod względem zapachowym, i pod względem działania.


Isana, Lakier do włosów o neutralnym zapachu

Opakowanie: Nie za duże, nie za małe, poręczne, rozpryskuje odpowiednią ilość lakieru na całych włosach bez "kropelkowania".

Zapach: Lakier z założenia jest bezzapachowy, ale jakiś tam zapach ma. Poprzednia wersja tego lakieru nie pachniała wcale, ten nie wiedzieć dlaczego wzbogacono o delikatny, ale zawsze -  "lakierowy smrodek". Jednak w porównaniu do innych lakierów dostępnych na rynku, ten wciąż bije je na głowę. Zapach jest delikatny, nie nachalny i nie duszący, dość szybko również znika.

Działanie: Moje włosy są bardzo nie podatne na układanie, dlatego, jeśli chcę zrobić nawet najzwyklejszy kucyk muszę go utrwalić lakierem. Isana bezzapachowa czyni to wystarczająco skutecznie - fryzura wytrzymuje przez ok. 6-8 h bez większych uszczerbków. Nie jest to utrwalenie typu "hełm", dlatego na większe wyjście raczej się nie nada, ale dla lekkiego codziennego utrwalenia - jak najbardziej. Ogromny plus za to, że lakier nie jest "mokry" i nie skleja włosów, nie tworzy również strąków. Fryzura wygląda z nim bardzo naturalnie. Nie zauważyłam również, by wysuszał włosy bądź robił im jakąś większą krzywdę.

Cena: 7 zł/250 ml

Ocena: +5/6

Czy kupiłabym ponownie: TAK




*Używacie lakierów do włosów? Jakie są Wasze ulubione?*

10.06.2013

Love Me Green: Organiczny witalizujący szampon do włosów

Bardzo się ucieszyłam, kiedy jakiś czas temu zaproponowano mi testowanie kosmetyków Love Me Green. Chyba nie muszę mówić, że uwielbiam naturalne kosmetyki, a kosmetyki Love Me Green do takich właśnie należą. Ta francuska marka jest bowiem zielona nie tylko z nazwy :) - składy są piękne, z bardzo wysoką zawartością składników naturalnych (powyżej 95%). Do testów przystąpiłam więc z prawdziwą przyjemnością, a dziś czas na pierwszą recenzję.


Love Me Green: Organiczny witalizujący szampon do włosów



Opakowanie: Szampon mieści się w przezroczystej butelce z otwarciem na zatrzask, które dodatkowo jest zabezpieczone naklejką. Butla niewielka i poręczna. Dodatkowo muszę przyznać, że podoba mi się estetyka opakowań Love Me Green - proste butelki z ładną grafiką plus minimum informacji. Producent nie kusi obietnicami z kosmosu - jest krótko, rzeczowo, z widocznym od razu składem kosmetyku.

Konsystencja, zapach: Konsystencja szamponu jest dla mnie w sam raz - nie za gęsta, nie za rzadka i dość dobrze się pieni. Jeśli chodzi o zapach, producent podaje iż jest to zapach egzotycznego kwiatu frangipani. Wg mnie jest bardzo ładny, ciekawy i oryginalny - takiego zapachu jeszcze nigdy nie spotkałam - kojarzy mi się trochę z kwiatami zanurzonymi w miodzie.

Skład: Aqua, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Ammonium Lauryl Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Inulin, Parfum, Sodium Chloride, Caprylyl/Capryl Glucoside, Gluconolactone, Sodium Benzoate, Mel (Honey) Extract, Potassium Sorbate, C12-16 Alkohols, Ammonium Sulfate, Sodium Hydroxide, Citric Acid, Calcium Gluconate

Działanie: Jest to pierwszy szampon, po którym naprawdę widzę na moich włosach efekt nawilżenia! Włosy po myciu odczuwalnie stają się miękkie i delikatne. Nic dziwnego - sok aloesowy jest na drugim miejscu w składzie :) Moim zdaniem szampon świetnie nadaje się do codziennego stosowania, jest bowiem dość delikatny. Nieco plącze co prawda włosy, ale ja i tak zawsze używam później odżywki :) Nie obciąża włosów ani nie przyspiesza ich przetłuszczania.

Cena: 49,90 zł/200 ml (do kupienia TUTAJ)

Ocena: 5/6




Znacie tę markę? Lubicie organiczne szampony czy raczej nie zwracacie uwagi na skład?


Zachęcam do polubienie mnie na Facebooku - kosmetyczna nagroda niespodzianka czeka! :)

10.05.2013

Drewniany grzebień z The Body Shop

Czy można zachwycać się grzebieniem do włosów? Ano można! :)


Odkąd posiadam drewniany grzebień z The Body Shop, wszystkie inne poszły w odstawkę. A trzeba przyznać, że mam fioła na punkcie grzebieni i zawsze miałam wokół siebie przynajmniej z 5 :)
Drewniany grzebień z TBS jest antystatyczny, dlatego też jest polecany do włosów z tendencją do elektryzowania. I faktycznie - odkąd używam drewniaka z TBS, moje włosy nie elektryzują się WCALE, co wcześniej było wręcz nie do pomyślenia - elektryzowały się jak szalone.
Grzebień świetnie rozczesuje włosy, i te suche, i te mokre. Ma szeroko rozstawione ząbki, dzięki czemu jest delikatny, nie szarpie i nie wyrywa włosów, tylko gładko po nich sunie. Nadaje się również do rozprowadzania masek, odżywek i olei. Na dłuższą metę wpływa pozytywnie na wygląd i jakość włosów.
Jest bardzo starannie wykonany, nie ma mowy o drzazgach czy zadziorach. Jest również trwały - raczej nie zapowiada się, żeby kiedykolwiek miał mi się zniszczyć. 
Posiada certyfikat FSC (Forest Stewardship Council), co oznacza, że drewno z którego jest wykonany pochodzi z lasu, w którym gospodarka uwzględnia zasady ochrony środowiska, aspekty społeczne i ekonomiczne.

Można go kupić w sklepach firmowych The Body Shop za ok. 20 zł bądź na Allegro.

Dla porównania dodam, że miałam wcześniej inny drewniany grzebień, marki no name, kupiony kiedyś na eBayu. Zdecydowanie nie może się równać z tym grzebieniem z TBS! Ten przewyższa go jakością wykonania, ale także samym działaniem - naprawdę dużo lepiej czesze włosy, bo tamtemu mimo iż był drewniany zdarzało się elektryzowanie i szarpanie.



Ja z tym grzebieniem na pewno się już nigdy nie rozstanę i również Wam serdecznie go polecam! Zwłaszcza jeśli tak jak ja, macie problem z elektryzującymi się i plączącymi włosami :)


Udanego weekendu Wam życzę! :)

1.04.2013

Mythos - Szampon do włosów farbowanych



Jakiś czas temu otrzymałam do testów 3 kosmetyki greckiej firmy Mythos. A skoro Grecka to oczywiście drzewo oliwne! Dziś pora na pierwszą recenzję z tej oliwkowej serii:

Mythos - Szampon do włosów farbowanych



Opakowanie: Prosta butelka z wysuwanym dziubkiem – wygodna w użyciu i estetyczna.

Konsystencja, zapach: Konsystencja szamponu odpowiednia, nie za rzadka, nie za gęsta, przejrzysta, ale niestety - dość słabo się pieni. Na jednorazowe umycie włosów zużywam go całkiem sporo, co przekłada się na słabą wydajność. Szampon pachnie delikatnie i przyjemnie, zapach nie utrzymuje się na włosach.

Skład: W składzie dużo ciekawych roślinnych wyciągów - m.in. wasabi (:D), czerwone winogrono, pastwin trójpręcikowy, miód, likopen, proteiny pszenicy czy pro-witaminę B5



Działanie: Szampon dzięki zawartości SLS dobrze oczyszcza włosy. Nie zauważyłam, by przyspieszył ich przetłuszczanie. Z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że chroni kolor - zaczęłam używać go zaraz po farbowaniu i faktycznie kolor dłużej pozostał ładny i świeży. Szczerze dziwiłam się, że moje włosy, które zwykle po 3-4 tyg. domagały się już ponowienia koloryzacji, teraz nawet po 5 tyg. wciąż wyglądały naprawdę dobrze. Niestety, szampon ma też wadę - dość mocno plątał moje cienkie włosy i za każdym razem musiałam się trochę namęczyć przy rozczesywaniu, nawet mimo użycia odżywki.

Cena: 32zł/300 ml

Ocena: +4/6


Czy kupiłabym ponownie: BYĆ MOŻE, staram się często zmieniać szampony, by skóra głowy się nie przyzwyczajała, ale ten szampon z pewnością jest godny uwagi





Szampon zakupić można TUTAJ: 



Znacie kosmetyki Mythos? Macie swoje ulubione szampony do włosów farbowanych?

____________________________________________________

Przy okazji zapraszam na wiosenne rozdanie do Eco Piekno!
 

12.02.2013

John Masters Organics Odżywka z cytrusem i gorzką pomarańczą

Miałam na tę odżywkę ogromną chrapkę. Opinie na wizażu wręcz krzyczały, jaka to jest genialna, a do tego na jej korzyść przemawiał rewelacyjny, naturalny skład. Tylko ta cena... No ale - z pomocą przyszedł mi św. Mikołaj ;) w postaci mojego Narzeczonego, który to sprezentował mi gorąco polecaną na blogach odżywkę John Masters Organics z cytrusem i gorzką pomarańczą. Jesteście ciekawe, czy pokochałam ją tak bardzo, jak inne dziewczyny? Zapraszam do recenzji:

John Masters Organics Odżywka do włosów z cytrusem i gorzką pomarańczą


Opakowanie: Prosta, estetyczna butla, wygodna w użytkowaniu.

Konsystencja, zapach: Konsystencja jest dość rzadka, co przekłada się na średnią wydajność odżywki. Zapach przyjemny, acz bardzo delikatny, spodziewałam się cudownej woni cytrusów, która na długo otuli moje włosy, jak to w wielu recenzjach czytałam, no ale niestety - tutaj tego na pewno nie mamy.

Działanie: Odżywka faktycznie porządnie wygładza włosy, sądzę, że "szorstkowłose" będą nią zachwycone. Włosy po aplikacji są miękkie, przyjemne w dotyku i naprawdę ładnie błyszczą. Problem w tym, że... taki efekt u mnie daje 80% odżywek, bowiem moje włosy z natury są gładkie i  dość miękkie. Od odżywki JMO oczekiwałam więc tego, że faktycznie w jakiś sposób wpłynie na ich kondycję - w końcu tak bogaty, naturalny (i drogi!!!) skład do czegoś zobowiązuje... Tymczasem moim włosom nie pomogła ona w żaden szczególny sposób - dalej są słabe, cienkie, delikatne i mocno się elektryzujące. Nakładałam ją jako odżywkę do spłukiwania, bez spłukiwania, a także jako maskę na godzinę i dłużej - żaden sposób nie podbił mojego serca na tyle, bym zdecydowała się na ponowny zakup.

Cena: 84 zł/237 ml

Ocena: 4/6 - jest to dobra odżywka, ale na pewno nie rewelacyjna, jak można w wielu recenzjach przeczytać.

Czy kupiłabym ponownie: NIE, bo jestem pewna, że za znacznie mniejsze pieniądze można znaleźć coś podobnie działającego

Mojemu św. Mikołajowi dziękuję za tak miły i organiczny prezent :* 

Skład:


Znacie może tę odżywkę? A może jakieś inne produkty JMO godne polecenia?

9.02.2013

Szulfokoll Szampon przeciwłupieżowy z ichtiolem i siarką

Niemiecki Szampon przeciwłupieżowy Szulfokoll otrzymałam do testowania w ramach rozdania organizowanego na blogu Śliwki Robaczywki. Szampon przeznaczony jest do włosów z łupieżem, tłustych i normalnych. Zmniejsza odkładanie się łupieżu, łagodzi swędzenie, przywraca włosom naturalny blask i świeżość. Zawiera dwa składniki aktywne: ichtiol i siarkę, które wykazują wieloetapowe działanie przeciwłupieżowe. Jak się sprawdził? Przeczytajcie same :)

Szulfokoll Szampon przeciwłupieżowy z ichtiolem i siarką 

Opakowanie: Butla bardzo prosta i mało estetyczna w moim odczuciu. No ale - nie o opakowanie tu przecież chodzi ;)

Konsystencja, zapach: Bałam się mocnego siarkowego czy ichtiolowego zapachu, a tymczasem nic takiego nie miało miejsca. Szampon pachnie ani ładnie ani brzydko, nie sądzę, by komukolwiek ten zapach przeszkadzał. Ma brązowy kolor i gęstą konsystencję, całkiem dobrze się pieni.

Działanie: Szampon naprawdę świetnie poradził sobie z łupieżem, który dostałam po ostatniej przygodzie z koszmarnym szamponem firmy Choisee. Muszę przyznać, że po umyciu włosów czuć prawdziwe oczyszczenie - włosy są czyściutkie i świeże. Nie przetłuszczają się też wcale aż tak szybko jak po innych szamponach, co szczególnie mnie cieszy. Jest to jeden z niewielu szamponów,  gdzie w 100% spełniają się obietnice producenta :)

Cena: 15 zł/150 ml

Ocena: 6/6

Czy kupiłabym ponownie: TAK

Szampon można kupić TUTAJ



A Wy znacie takie porządne oczyszczacze do włosów? A może macie swoje skuteczne sposoby na walkę z łupieżem?

17.12.2012

Poskramiacz niesfornych włosów: żel w sprayu Hegron!



 

Dziś recenzja pierwszego produktu, który otrzymałam od Maliny w ramach rozdania Malinowego Klubu. (Dziś, wyjątkowo nie dołączam zdjęć, bo aparat płata mi figle i strasznie prześwietla... :/)

Hegron, Gel Spray - Żel mocny w rozpylaczu





Opakowanie: Zgrabna buteleczka z atomizerem, nic się nie zacina ani nie zapycha.

Konsystencja, zapach: zapach delikatny, nienachalny, niedrażniący, konsystencja - hmm, coś pomiędzy żelem a lakierem do włosów, taki bardziej "wodnisty" żel.

Działanie: Początkowo używałam go na suche włosy jako lakier do włosów, ale za bardzo sklejał mi pasma. Zaczęłam więc stosować go na mokre kosmetyki, zaraz po umyciu - spryskuję i zostawiam do wyschnięcia. Jak wyschną, wyglądają na lekko pozlepiane, ale wystarczy wtedy przeczesać je grzebieniem, by włosy zyskały ładny, naturalny wygląd. Muszę powiedzieć, że ten sposób okazał się w moim przypadku strzałem w dziesiątkę! Moje włosy są bardzo cienkie, niezdyscyplinowane i po umyciu ciężko nad nimi zapanować, każdy odstaje w swoją stronę, a do tego koszmarnie się puszą i elektryzują. Tymczasem po użyciu żelu włosy są odpowiednio "dociążone", wciąż są miękkie i świeże, ale nagle stają się łatwe do ułożenia i zdyscyplinowane. Mam wręcz wrażenie, że żel dodaje im objętości. Efekt szalenie mi się podoba! Zawsze marzyłam o takich włosach. Do tego ładnie błyszczą i absolutnie nie są matowe. Żel nie wpływa również w negatywny sposób na świeżość włosów - same plusy :) 

Cena: 10zł/150 ml

Ocena: 5/5

Czy kupiłabym ponownie: TAK! Znalazłam wreszcie środek, który świetnie dyscyplinuje moje rozwydrzone włosy i z pewnością będę po niego sięgać!

Malinie serdecznie dziękuję, że podarowała mi ten produkt do testów, bo nie wiem, czy inaczej sama zwróciłabym na niego uwagę! :)


Znacie ten produkt? Używacie żeli do włosów? A może macie swoje ciekawe sposoby na poskromienie niesfornych kosmyków?


26.11.2012

Kallos Argan - oszukana maska do włosów czy jesienny umilacz? :)

Kallos-owy Argan to takie małe oszustwo producenta. Dlaczego? Bo choćby nawet przez lupę szukali, nie dopatrzymy się w nim niczego, co by choć odrobinę przypominało olej arganowy. Wiem, że wiele dziewczyn ma o to żal do producenta, ja osobiście - nie. Oprócz mylącej nazwy producent nigdzie nie obiecuje olejku arganowego - to raz, a dwa - kupując maskę dobrze wczytałam się w skład i wiedziałam, że nie znajdę tam tego drogocennego olejku. Argana kupiłam więc z pełną świadomością, że "arganem" jest on tylko z nazwy :)


Opakowanie: Ja mam małe opakowanie, które oceniam jako wygodne i estetyczne. Fioletowo-czarne maziaje przyjemnie się odróżniają na łazienkowej półce :)

Konsystencja, zapach: Konsystencja gęsta, przyjemna, nie spływa z włosów. Nie zauważyłam, żeby obciążała włosy. Jeśli zaś chodzi o zapach - to z miejsca podbił moje serce. Maska pachnie gumą balonową i - co więcej! - zapach ten utrzymuje się na włosach jeszcze dobrych kilka godzin po myciu! Uwielbiam wąchać moje włosy po tej masce.

Działanie: O ile zakochałam się w zapachu, o tyle działanie uważam za raczej przeciętne. Maska spisuje się jak klasyczna odżywka - pomaga rozczesać, delikatnie wygładza i nawilża. Cudów nie robi i ten kto od tej maski będzie cudów oczekiwał, będzie raczej zawiedziony. Ja uważam, że w tej cenie dostajemy całkiem fajną, zabójczo pachnącą odżywkę do włosów i jestem zadowolona. Szału nie ma, krzywdy tym bardziej nie, ale za to są przyjemnie pachnące włosy na długi czas. Myślę, że śmiało tę maskę można podciągnąć pod jesienny umilacz z akcji Maliny :)

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Propylene Glycol, Hydrogebated Polysorbutene, Parfume, Panthenol, Dimethicon, Hydrolized Milk Protein, Cyclopentasiloxan, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone.

Cena: 5,50 zł/275 ml, 20 zł/1000 ml

Ocena: 4/6

Czy kupiłabym ponownie: NIE WIEM - podejrzewam, że sięgnę raczej po inne odmiany Kallosa, żeby je wypróbować, ale kto wie, może do Argana też kiedyś wrócę, jak zatęsknię za jego zapachem.



A jakie są Wasze ulubione maski do włosów? A może macie coś godnego polecenia, co nie tylko świetnie pachnie, ale też porządnie regeneruje? Chętnie poczytam :)

10.09.2012

Szampon bez SLS - Alterra Morela i pszenica

Jakiś czas temu (oczywiście pod wpływem Anwen, którą chyba wszyscy znają i nikomu nie muszę jej polecać :)) postanowiłam przerzucić się na zdrowszą pielęgnację włosów. Przede wszystkim w odstawę poszły szampony bez SLS-u. Oczywiście, skoro szampon bez SLS-u, to obowiązkowo musiałam wypróbować słynną Alterrę. Dziś Wam opowiem, jak się u mnie sprawdziła. A skusiłam się na:

Alterra Szampon do włosów matowych i zniszczonych Morela i pszenica


Opakowanie: Estetyczne, poręczne, wygodne w użytkowaniu. Na opakowaniu widnieje oznaczenie, że kosmetyk jest Vegański.

Konsystencja, zapach: Zapach jest śliczny, przypomina mi żelki :) Natomiast konsystencja nie bardzo mi się spodobała - jest bardzo gęsta, żelowata, przez co nieraz prześlizgiwała mi się przez palce i lądowała zamiast na włosach - to pod prysznicem. Gęsta konsystencja przekłada się także na niską wydajność - szampon znika bardzo szybko, ja mam średnio długie włosy i szampon wystarczył mi na ok. 2 tygodnie codziennego mycia.

Działanie: Szampon porządnie oczyszcza, radzi sobie także ze zmywaniem olejów (wystarczy jednorazowe mycie). Pieni się przyzwoicie i nie plącze włosów. Niestety, nie zauważyłam jednak żadnego korzystnego wpływu na moje włosy - ani nie zyskały one blasku, ani też jakoś lepiej się nie układały. Ot, moim zdaniem, szampon jak szampon.

Cena: 9 zł/200 ml

Ocena: 4/6

Czy kupię ponownie: NIE WIEM (Niczym szczególnym mnie nie zachwycił, ale też nie był zły, być może kiedyś po niego sięgnę, ale na pewno póki co postawię na testowanie innych szamponów)

skład




Znacie szampony Alterry? A może znacie jakiś fajny szampon godny polecenia (bez SLS-u)? :)


30.08.2012

Co to takiego metoda kubeczkowa?

W ostatnim poście wspomniałam o metodzie kubeczkowej. Wiele z was było bardzo ciekawych, co to takiego, dlatego postanowiłam przygotować osobny post :)

Co to takiego metoda kubeczkowa?

Metoda kubeczkowa to nic innego jak specjalna metoda mycia włosów. Polega na zmieszaniu w kubeczku (albo innym pojemniku, najlepiej zamykanym) szamponu z wodą, po to, by wytworzyć pianę. Robimy to przed myciem włosów :)
Każda dziewczyna, która stosuje szampony bez SLSu wie, że z reguły są one "tępe", słabo się pienią, a w efekcie są nie tylko mało wydajne, ale także - co najgorsze - plączą włosy. Metoda kubeczkowa pozwala wytworzyć pianę przed nałożeniem szamponu na głowę, dzięki czemu nie musimy jej wytwarzać poprzez mechaniczne tarcie, które prowadzi do plątania włosów. Efekt? Włosy są dobrze umyte i niesplątane, a do tego zaoszczędziliśmy szampon :)

Metoda kubeczkowa udoskonalona

Szampon można zmieszać z wodą w kubeczku, ale można także zmieszać go w specjalnym pojemniku pianotwórczym, czyli pojemniku z dozownikiem wypluwającym pianę. Jest to udoskonalona metoda, ponieważ łatwiej i sprawniej pozwala "wyczarować" pianę niż metoda tradycyjna. My tylko dajemy składniki, a pojemnik pianę wytwarza sam.

Skąd wziąć pojemnik pianotwórczy? 

Najlepiej z jakiegoś kosmetyku, który w ten sposób jest opakowany. Może to być np. pianka do mycia twarzy (np. Rival de Loop - dostępna także w mini wersji za bodajże 4-5 zł w Rossmannie, Lirene, Douglas), farba do włosów w piance (Schwarzkopf, L'oreal, Marion), pianka do higieny intymnej (np. Baifem).  Ważne jest jednak to, że opakowanie musi być rozkręcane, nie sprawdzi się więc np. opakowanie po piance do włosów, bo nie damy radę go napełnić.

W jakich proporcjach rozrobić szampon z wodą?

Wspominałam na początku, że rozrabiamy szampony bez SLSu, ale równie dobrze można rozrobić też te, które zawierają SLS (po to, żeby były wydajniejsze i lepiej się pieniły). Różnica jest tylko w proporcjach. Jeżeli jest to szampon bez SLS - dajemy ok. 3-4 łyżki stołowe szamponu na 70 ml wody, jeżeli szampon zawiera SLS - wystarczy 1 łyżka. To, czy mieszanka ta wystarczy na jedno umycie włosów, czy na więcej, zależy już tylko od długości naszych włosów :)

Jak z tego korzystać?

Pojemnikiem z szamponem i wodą wystarczy lekko potrząsnąć. Otrzymaną w ten sposób pianę nakładamy na wilgotne włosy i postępujemy dokładnie tak samo jak przy normalnym myciu :) Jeżeli zostanie nam trochę mieszanki (piany z reguły jest naprawdę dużo) możemy ją zużyć w przeciągu ok. 4-5 dni.

Zalety metody kubeczkowej:

- niesplątane, łatwe do rozczesania włosy,
- nie trzemy włosów tak intensywnie jak ma to miejsce w przypadku tradycyjnego mycia, a więc mniej są narażone na złamanie, wyrwanie itp.
- ekonomiczne zużycie szamponu.


Moje efekty z użyciem szamponu Babydream:

Ja postanowiłam wypróbować metodę kubeczkową na szamponie Babydream i opakowaniu po piance oczyszczającej Rival de Loop. Babydream nakładany tradycyjnie tj. bezpośrednio na włosy plątał je niesamowicie, po spłukaniu miałam jeden wielki kołtun, nawet mimo nałożenia odżywki. Babydream z metodą kubeczkową wytworzył taką pianę, że wystarczyłaby na 3-krotne umycie mojej głowy :) Włosy nie splątały się i bez problemu dało się je rozczesać! Szok, przecież to dokładnie ten sam szampon, a kompletnie różne efekty! :)


 Ponieważ mam dość krótkie włosy użyłam tylko 2 łyżki Babydreama i ok. 50 ml wody - zobaczcie ile otrzymałam piany!
 3-krotne naciśnięcie pompki dało mi taką oto ilość piany, a w pojemniku cały czas pozostaje jeszcze jej olbrzymia ilość:

Ciekawostki:

Metodę tę można wykorzystać także np. z użyciem żelu do kąpieli albo... płynu do naczyń. Wiem, że niektóre dziewczyny takie pojemniczki pianotwórcze wykorzystują także właśnie w tym celu - w ten sposób mogą dłużej cieszyć się swoim ulubionym żelem, a mniejsze zużycie płynu do naczyń oznacza mniej zanieczyszczeń dostających się do naszej wody ;)

Zachęcam Was bardzo serdecznie do spróbowania. To bardzo prosty patent, a skutecznie ochroni nasze włosy :)