07.12.2014

"Mam uporczywy tradzik i nic nie pomaga!", czyli dlaczego nie myje twarzy kosmetykami z SLS/SLES

Od ponad 3 lat nie myję twarzy środkami zawierającymi SLS*. I nie ukrywam, że uważam to za jedną z najlepszych decyzji pielęgnacyjnych, jakie podjęłam. Ile razy na forach czy blogach, czytam posty typu "mam problemy z trądzikiem, nic nie działa, pomóżcie", mam ochotę wejść do łazienki takiej dziewczyny i zrobić jej porządek na półkach ;)

Uwaga, post jest dość długi, ale mam nadzieję, że dla osób, które zmagają się z problematyczną skórą będzie choć trochę przydatny :)


Żelów z SLS używałam właściwie chyba od zawsze, kto by tam jako nastolatka czytał składy kosmetyków! Wszystko, co w drogerii miało na opakowaniu napis "antybakteryjny", "beztłuszczowy" czy "przeciwtrądzikowy" zaraz lądowało w moim koszyku. Moja skóra przetłuszczała się masakrycznie w strefie T i ochoczo produkowała coraz to nowe wypryski ;) Ale przecież takie problemy miała co druga koleżanka, dojrzewanie bez trądziku wydawało mi się wyjątkową rzadkością i darem od losu. Toteż młodzieńcze lata z trądzikiem jako tako przetrwałam i nie robiłam z tego problemu.
Problemy zaczęły się jednak wtedy, kiedy lata mijały, buzie koleżanek robiły się coraz gładsze, a u mnie wciąż twarz błyszcząca jak choinka i kolejny pryszcz gonił zaskórnika. Do tego od agresywnych (teraz to wiem, wtedy jeszcze nie) środków, pojawiały mi się przesuszenia i trudne do ukrycia suche skórki.


Mając 22 lata wyglądałam gorzej niż niejedna 15-latka, serio. Bardzo żałuję, że nie mam z tamtego okresu żadnych zdjęć dokumentujących stan mojej cery. Nie prowadziłam wtedy jeszcze bloga, więc nie przypuszczałam, że będą mi potrzebne. A zdjęcia, na których wyglądam źle, zwykle od razu kasuję, więc mam tylko same odpicowane, w pełnym makijażu itp... Szkoda, bardzo żałuję.

Wracając jednak do historii - oczywiście, chodziłam do dermatologa, przepisywane specyfiki pomagały, a i owszem, ale tylko na czas ich stosowania. Później znów wszystko wracało. Któregoś jednak razu pewna pani dermatolog oglądając moją skórę stwierdziła, że wygląda to na trądzik kosmetyczny. Wypytała, jakich kosmetyków używam, większość kazała odstawić, uznając, że to one doprowadzają do wysuszenia skóry i reakcji jej w postaci trądziku. Pani dermatolog nie wspomniała wtedy o SLS, jednak ja tak wkręciłam się w ten temat, że przekopałam pół Internetu w poszukiwaniu informacji o trądziku kosmetycznym. Trafiłam m.in. na stronę łuskiewnik.strefa.pl, gdzie kontrowersyjny nieco dr T. Różański tak pisze o SLS (i zapewniam Was, że jako cytat wybrałam i tak najłagodniejszy fragment jego wypowiedzi, więcej możecie znaleźć u źródła):
Typowe detergenty syntetyczne, stosowane od dawna w przemyśle do odtłuszczania i mycia urządzeń oraz pomieszczeń. Obecnie są niemal w każdym toniku, balsamie, żelu myjącym, zmywaczu, szamponie i płynie do kąpieli. Powodują przesuszenie skóry, zaburzają wydzielanie łoju i potu, upośledzają czynności gruczołów apokrynowych, podrażniają skórę, wywołują świąd i wypryski. Przyczyniają się do powstawania plam, guzków zapalnych i cyst ropnych (w tym prosaków). Szczególnie szkodliwie działają na skórę dzieci, niemowląt oraz na skórę w okolicach narządów płciowych.
 (źródło: http://luskiewnik.strefa.pl/acne/toksyny.htm)

Byłam mocno zdziwiona takimi teoriami, bo niby jak środek, który ma na opakowaniu "przeciwtrądzikowy", może mieć w składzie coś, co przyczynia się do powstawania wyprysków. Brzmi przecież trochę, jak nabijanie ludzi w butelką... Jednak tak naprawdę, nie ryzykowałam niczym. Jeśli odstawię SLS i problem będzie się dalej utrzymywał, widać to nie on jest u mnie winowajcą, więc po prostu do niego wrócę.
Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Wtedy też również trafiłam na stronę p. Basi Kwiatkowskiej z BU (dziś ta strona już chyba nie istnieje) i wkręcając się powoli w tematykę naturalnej, świadomej pielęgnacji, postanowiłam do mycia twarzy zakupić właśnie olejek myjący (hydrofilny) z Biochemii Urody.
Ponieważ wówczas dosyć drastycznie zmieniłam swoją pielęgnację twarzy, wiem, że na pewno nie tylko odstawienie SLS miało wpływ na poprawę jej stanu. Wiem jednak, że ten czynnik miał wpływ ogromny.
Wystarczy wspomnieć, że wraz z ostawieniem SLS stan mojej cery poprawił się ogromnie, pryszcze jednak wciąż pojawiały się w dwóch miejscach (przy linii włosów - włosy wciąż myłam szamponem z SLS oraz przy ustach (zęby myłam pastą z SLS - tak, nasze pasty też zawierają SLS). Przypadek? Nie sądzę ;)

W 3 lata po odstawieniu SLS mogę śmiało powiedzieć, że trądzik nie jest już moim problemem. Owszem, wciąż mam mieszaną skórę, która lubi płatać figle, jednak już dawno zapomniałam co to czoło pokryte "kaszką" z zaskórników, policzki w czerwonych pryszczowych kropach albo broda pełna bolesnych, ropnych gul. Pryszcze zdarzają mi się dziś praktycznie tylko na własne życzenia i czasem przy okazji okresu. Co więcej mimo iż moja pielęgnacja nie jest jakoś szczególnie nastawiona na nawilżanie, nie mam już żadnego problemu z przesuszeniami i suchymi skórkami, nawet podczas kuracji kwasami, a wiem, że wiele dziewczyn ma wówczas na twarzy prawdziwą suchą masakrę.
Produktem bez SLS, który najlepiej sprawdził się u mnie jest właśnie olejek hydrofilny, czyli mój pierwszy strzał. Mieszanina oleju (w myśl zasady olej rozpuszcza olej) i łagodnego, naturalnego detergentu sprawia, że skóra jest nie tylko świetnie oczyszczona, ale i miękka, nieściągnięta, wręcz nawilżona.
Środków bez SLS jest jednak mnóstwo i warto eksperymentować, szukać najlepszego dla siebie. Jeśli będziecie chciały, przygotuję dla Was posta z ciekawymi kosmetykami do twarzy bez SLS. Dajcie znać w komentarzach :)

Tyle mojej historii, teraz pora na argumenty bardziej naukowe ;)


Jak działa SLS?
Nasza skóra pokryta jest warstwą ochronną po łacinie zwaną sebum, a po polsku po prostu łojem skórnym ;) Sebum to podstawowy składnik płaszcza hydrolipidowego. Natłuszcza skórę, aby chronić ją przed działaniem czynników zewnętrznych. Jest więc naturalnym lubrykantem skóry, wydzielanym przez gruczoły łojowe, zapewniającym miękkość skóry i tworzy na niej warstwę ochronną antybakteryjną i przeciwgrzybiczą.
Jego wydzielenie jest różne w zależności od rodzaju skóry, czynników atmosferycznych, stosowanej pielęgnacji itp. Przy cerach tłustych i mieszanych jego wydzielanie jest zwykle na tyle silne i uciążliwe, że chcemy jak najszybciej "odtłuścić" naszą skórę, i szukamy jak najlepszych sposobów, które pomogą nam to nieszczęsne sebum usunąć.
I cóż, najlepiej w tej roli sprawdza się SLS, który jest silnym detergentem i na skórze działa podobnie jak w mieszaninie oleju i wody. Oznacza to, że zmniejsza napięcie między wodą i tłuszczem (sebum). Rozszczelnia naturalną barierę ochronną naskórka i dochodzi do utraty wody i nawilżenia wewnątrz skóry.
I tu zaczyna się błędne koło. Bo nasz organizm dostaje sygnał, że utracił właśnie naturalną ochroną skóry i należy ją jak najszybciej ponownie odbudować. Więc organizm produkuje wzmożoną ilość łoju, cera błyszczy się jeszcze bardziej, a nagromadzony łój u ujść mieszków włosowych powoduje ich zatkanie i powstawanie wszelkiej maści zaskórników, gul i pryszczy.
Proste? Bardzo proste! Tylko czemu przemysł kosmetologiczny dostarczający na rynek produkty z SLS ma się wciąż tak dobrze i wciąż na najlepszy środek na trądzik jest uważany żel antytrądzikowy z SLSem na drugim miejscu w składzie...

Środki do mycia twarzy bez SLS są dużo łagodniejsze dla skóry, co nie zawsze znaczy, że pod względem oczyszczania są mniej skuteczne. Łatwiej jednak nawrzucać do kosmetyku najtańszego detergentu i dać klientce chwilowe wrażenie dobrze oczyszczonej skóry.

Idąc dalej, zobaczcie, jaki skład ma pierwszy lepszy środek chemii gospodarczej w Waszym domu.

Dla przykładu skład płynu do naczyń (wersja cytrynowa) marki Ludwik:
Aqua, Sodium Laureth-2 Sulfate, Cocamide DEA, Sodium Chloride, Cocamidopropyl Betaine, Sodium C14-16 Olefin Sulfonate, Cocamidopropylamine Oxide, Parfum, Acetic Acid, Limonene, Citral, Tetrasodium EDTA, Polyquaternium 39, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Propylene glycol, Camellia Sinensis Leaf Extract, Polysorbate 20, Tocopherol, Linoleic Acid, PABA, Retinyl Palmitate, Colorant

SLS na drugim miejscu, podobnie jak w przypadku większości żeli do mycia twarzy dostępnych w drogeriach. Jest to więc główny detergent odpowiedzialny za doprowadzenie naszych zaschniętych talerzy i tłustych patelni do porządku. Zwróćcie uwagę, że w składzie Ludwika znajdziemy też wyciąg z zielonej herbaty, a także witaminę E i A ;) Co prawda na samym końcu, ale w przeciętnych środkach do mycia twarzy także zwykle nie znajdują się one wyżej.


SLS znajdziemy też w chemii większego kalibru, np. mleczku do czyszczenia łazienki (znów) marki Ludwik:
Aqua, Sodium Citrate, Sulfamic Acid, Isopropyl Alcohol, Capryl Glucoside, Sodium Lauryl Sulfate, Styrene Acrylic Copolymer, Alkylpolyglycoside, Parfum, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Colorant.
Tutaj podstawowym detergentem jest sulfamic acid, ale nasz SLS jest jego pierwszym w kolejności pomocnikiem ;)


Co ważne - jestem bardzo daleka od demonizowania SLS i robienia z niego winowajcy wszystkich problemów cywilizacyjnych XXI w. Nie znam żadnych naukowych publikacji, jakoby SLS wpływał na powstawanie raka, szkodził kobietom w ciąży itp. Wiem natomiast aż za dobrze, jak moja skóra reaguje na SLS i jak bardzo przez lata namęczyłam się poszukując winnego mojemu trądzikowi, gdzie przez myśl mi nie przeszło, że winny może być składnik żelu do mycia twarzy. Mam też na tyle zdrowego rozsądku, by spojrzeć od czasu do czasu na pierwszy lepszy skład środka chemii gospodarczej i porównać go z tym, co znajdziemy w większości drogeryjnych żeli.

Być może Ty również nie możesz dociec, skąd u Ciebie wciąż te uporczywe pryszcze, skąd suche skórki i i nieprzyjemnie napięta, przesuszona skóra. Jeśli tak, to dla Ciebie właśnie piszę tego posta. Produkty z SLS możesz odstawić na próbę, może u Ciebie także - tak jak w moim przypadku - okaże się, że to ten środek myjący właśnie na skórze wywołuje spustoszenie. Nie przekonasz się jednak, póki nie spróbujesz. Proponuję byś przez kilka miesięcy nie myła twarzy produktami, które zawierają SLS i jego "braci". Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielisz się później ze mną swoimi wrażeniami z takiej kuracji :)

Nie mówię, że SLS działa drażniąco i aknegennie (aknegenność? - KLIK) na każdego. Nie podaję Ci uniwersalnego sposobu na trądzik. Dzielę się jednak doświadczeniem, bo mnie, gdy szukałam pomocy przy swoim trądziku, nie miał kto doradzić.

Tak jak wspomniałam, nie mam żadnych zdjęć, które by dokumentowały lata mojego uporczywego trądziku. Postanowiłam jednak zrobić mały eksperyment i po 3 latach bez SLS powrócić do niego na trochę. Na efekty nie musiałam długo czekać... Pryszcze pojawiły się niemal z dnia na dzień, eksperyment przerwałam, zanim doszło do natworzenia zaskórników, bo z nimi musiałabym walczyć o wiele dłużej.

Po lewej mój normalny, wyleczony z trądziku policzek, po prawej policzek po kilkunastu regularnych myciach środkiem z SLS (przepraszam wrażliwców):



Ciekawa jestem Waszych doświadczeń z trądzikiem i produktami z SLS. Czekam na Wasze komentarze :)



*pisząc "SLS" mam na myśli także jego braci, czyli inne silne detergenty reklamowane jako alternatywa dla SLS, tj. SLES, ALS itp.


Edit: Bardzo dziękuję wszystkim za głos w dyskusji! :) Umacniacie mnie w przekonaniu, jak ważna jest mądra, świadoma pielęgnacja przy problematycznej skórze. Nie mówię, że odstawienie SLS pomoże każdemu, ale jeśli pomoże choć kilku osobom, będę się bardzo cieszyć ;) To tylko jeden z możliwych powodów trądziku kosmetycznego, ale - być może dotyczy właśnie Ciebie. Nie przekonasz się jednak dopóki nie sprawdzisz! 
PS. Trzymam kciuki za wszystkich walczących z trądzikiem! :)

36 komentarzy:

  1. Doświadczyłam bardzo podobnej historii. Długo i namiętnie ( przez ponad 10 lat ) walczyłam z trądzikiem, przy ''pomocy'' drogeryjnych kosmetyków. Od kiedy przeszłam na naturalną pielęgnację, trądzik przestał być moja zmorą. Oczywiście zajęło to wiele miesięcy, skóra musiała się przestawić na lepsze tory:) Teraz jest naprawdę dobrze, oczywiście twarz nie jest idealna, jednak mam duże skłonności do trądziku, ąle to zupełnie inna skóra. Używam naturalnych mydeł z glinkami, eko żeli, a także samodzielnie wykonuję toniki (wspomagam się kwasami) Ja czasem mam ochotę zaczepić dziewczynę w drogerii z dużym trądzikiem, która sięga po tą siekerę, w postaci żelu naładowanego detergentami:)
    Bardzo pożyteczny i ważny wpis, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że i Tobie pomogła zmiana pielęgnacji na naturalną! :) U mnie też dużo dała zmiana podkładów i pudrów na minerały.
      A takie dziewczyny też mam często ochotę w drogerii zaczepić ;)

      Usuń
  2. Bardzo fajny wpis. Popieram w 100 %. Strony łuskiewnik i różańskiego znam bardzo dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że tak uważasz. Naprawdę serdecznie polecam olejki myjące, jeśli jeszcze nie próbowałaś :)

      Usuń
    2. Olejków myjących jeszcze nie miałam. Na razie wspiera mnie mleczko Martina Gebhard.

      Usuń
    3. Oj, lata już nie używałam mleczek do demakijażu, ciekawa jestem, jakby się teraz sprawdzały na mojej skórze :)

      Usuń
  3. To wszystko prawda i dobrze ze o tym napisalas ale sls do ludwika dodaje sie ylko tpo to zeby sie pienil, srodek myjacy w nim to jonowe czy tam niejonowe detergenty silnie drazniace ktore sa wysoko w skladzie, nie potrzeba tam sls do mycia. Tych detergentow nie dodaje sie do srodkow do mycia twarzy bo sa mega silne. Nie porownuj ze w zelach sls jest 2 a w ludwiku 6 bo ludwik przed tym slsem ma takie skladniki ze szczeka opada. Konserwanty i zapach to tez rzeczy ktore sie powtarzaja w zelach do mycia twarzy i mleczkach do czyszczenia ale przesada jest twierdzic ze to one za cos w tym mleczku odpowiadaja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mille, zwróć uwagę, że wkleiłam skład mleczka do szorowania łazienki, a nie zwykłego płynu do naczyń. Mleczko się nie pieni (a przynajmniej mi się nigdy żadne mleczko nie pieniło), więc nie sądzę, żeby SLS miał w nim rolę pianotwórczą.

      Jak najbardziej jestem świadoma, że SLS nie odwala całej roboty w tym mleczku, głównym detergentem jest sulfamic acid, jednak pozostałe 3 substancje wymienione przed SLS w tym mleczku, to dość łagodne związki chemiczne (i nie detergenty, a konserwanty, stabilizatory, rozpuszczalniki) stosowane powszechnie w kosmetyce. Jeśli więc do szorowania toalety mam jeden silny detergent i drugim w kolejności detergentem jest SLS to powinno to wzbudzić naszą wątpliwość.

      Dziękuję jednak za uwagę, post edytuję, bo może faktycznie niepotrzebnie wprowadzać w błąd. Może faktycznie wkleję lepiej przykładowy skład płynu do naczyń (gdzie SLS jest na drugim miejscu w składzie i tym samym bardzo zbliża nam taki środek do mycia patelni do żelu do twarzy).

      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Oooo, moje oba policzki to katastrofa! Szczerze to nigdy nie sprawdzałam.kosmetyków pod tym kątem, wiec pora będzie to zrobić. Niby wiedziałam że sls to nic dobrego ale jakoś zbytnio się nim nie przyjmowałam. A teraz 30 tka na karku a buzia jak u 15latki. Mam nadzieje że napiszesz posta o kosmetykach bez sls i to jak najszybciej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To koniecznie wypróbuj pielęgnację bez SLS, a nuż może się sprawdzi :) Postaram się jak najszybciej napisać takiego posta :)

      Usuń
  5. Muszę sprawdzić składy moich żeli :) A jeśli znajdę w nich SLS to odstawiam natychmiast. Mam w tym samym miejscu problem co u Ciebie się pojawia jak stosujesz SLS, więc może to będzie rozwiązanie. Czy oprócz olejeku myjącego z Biochemii Urody masz jeszcze coś bez SLS, dostępnego stacjonarnie, a równie dobrego ( lub prawie tak dobrego :p)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anya, możesz spróbować np. Ziaja Med Fizjoderm Żel (dostępny w aptece), Lirene Dermoprogram Nawilżający żel do twarzy albo któryś z żeli marek własnych z Biedronki/Lidla/rossmannowy Rival de Loop - zawierają one znacznie łagodniejsze detergenty. Pamiętaj jednak - jeśli używasz kosmetyków kolorowych - by robiąc demakijaż wpierw przetrzeć twarz płynem micelarnym, a dopiero później umyć żelem. No i jak tylko będziesz miała okazję, to skuś się na olejek hydrofilowy, dla mnie to prawdziwa torpeda :)

      Usuń
    2. Byłam dzisiaj w trzech drogeriach. W Rossmanie, Hebe i w Superpharm. Przeglądnęłam chyba wszystkie żele jakie były na półkach w poszukiwaniu czegoś bez SLS. I jedyne dwa które miały kwas salicylowy i nie miały sls to był żel z Olay i drugi clean&clear.
      To naprawdę straszne, że te wszystkie żele które mają leczyć cery skłonne do trądziku tak naprawdę mogą go powodować. Strasznie mi się to nie podoba.
      Chyba się skuszę na olejek hydrofilowy. Ja stosuje w tym momenie visibly clear 2in1 z neutrogeny - jest świetny, ale niedostępny w Polsce i sprowadzam go sobie przez rodzinę z zagranicy no i nie ma on właśnie sls, a lubię jak czyściki mają kwas salicylowy :) Wypróbuję ten olejek hydrofilowy co polecasz, przy okazji zamówię sobie hydrolat oczarowy, który już od dawna mam w planach z Biochemii Urody.

      Usuń
    3. Niestety, zgadzam się, że w drogeriach niełatwo znaleźć coś do mycia twarzy bez SLS :( Ja na szczęście jestem zakochana w olejku i nie mam zamiaru go zmieniać, ale wiem, że to ogromne utrudnienie dla dziewczyn zmienić pielęgnację na bez SLSową, gdy w drogerii nie sposób znaleźć takich kosmetyków...
      Bardzo mnie zaciekawiła ta Neutrogena, o której piszesz, sprawdziłam i faktycznie ma niezły skład i sama chętnie bym go wypróbowała. Szkoda, że niedostępny w Polsce :(
      Dzięki, że piszesz o tym Olayu i Clean&Clearze, przyjrzę się im :)

      Usuń
  6. U mnie od razu dermatolog powiedział abym przestała myć twarz wszystkimi żelami do mycia twarzy a zwłaszcza Vichy i LRP a zaczęła myć twarz zwykłym mydełkiem palmolive rumiankowym. Po twarzy aż tego nie zauważyłam ale jak zmieniłam jeszcze mycie ciała to wszystkie moje małe krostki na dekolcie, plecach lub ramionach w magiczny sposób zniknęły po jakimś czasie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie mydełka nie sprawdziły się przy myciu twarzy, chociaż ostatnio kupiłam Aleppo i spróbuję dać mu jeszcze szansę ;) Daj znać, jeśli wypróbujesz do twarzy, jak się sprawdza :)

      Usuń
  7. ja z ciekawości sięgnęłam kiedyś po olejek myjący i zauważyłam, że nigdy nie miałam tak czystej skóry, jak podczas ch używania. Później pojawiła się dziwna alergia i dziś na przykład wiem, że sls (sles, als etc) w niektórych produktach mi służy, w niektórych nie. Np występuje w mydle dziegdziowym, a p nim mam skórę jak niemowlak. Nie służy mi natomiast żel jakikolwiek z drogerii. Stąd w sumie nie widzę slsa jako takiego. Śmiem twierdzić, że u mnie to trochę bardziej skomplikowana sprawa.
    Niemniej muszę przyznać, że odkąd uprościłam składy kosmetyków, w końcu wyglądam jak człowiek. Chrostki miewam sporadycznie i raczej typowo hormonalne, a skóra przede wszystkim wygląda zdrowiej - mniejsze pory, brak błyszczenia. Dzięki temu zdarza mi się wychodzić z domu bez makijażu i nie czuję wstydu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, największe znaczenie ma świadoma pielęgnacja i obserwacja stanu skóry w korelacji z kosmetykami, których używamy.
      Nie wiem, o którym mydle dziegciowym mówisz, niemniej bez wątpienia istotne znaczenie ma także reszta składu kosmetyku. SLS może działać drażniąco, ale przede wszystkim działa wysuszająco i w towarzystwie substancji nawilżających (a podejrzewam, że w dziegciowym takich nie brakuje) na pewno jego wysuszające działanie zostaje złagodzone. No ale właśnie, w przypadku takich siekier, jakie mamy zwykle w drogeriach, SLS działa zdecydowanie wysuszająco.

      Usuń
    2. A, jeszcze tak mi się przypomniało :) Mam białe mydło Agafii, którego skład to praktycznie same roślinne wyciągi i oleje, a gdzieś po środku składu mamy SLS. Nie używam go często do mycia twarzy, bo wolę na zimne dmuchać, ale nigdy nie zrobił mi żadnej masakry, tak jak zwykły SLSowy żel, co widać na zdjęciu powyżej.

      Usuń
    3. ogólnie muszę przyznać, że np kremy make me bio robią mi z twarzy masakrę, a ruska babuszka - miód na skórę.
      Mydło dziegciowe?
      Patrz sama na skład ;)
      Aqua, Ammonium Lauryl Sulfate, Sodium Laureth Sulfate, Cocamide DEA, Lauryl Glucoside, Sodium Chloride, Betula Tar, Disodium EDTA, Citric Acid, Methylisothiazolinone
      a pozbyłam się dzieki niemu potówek na ciele, twarz jak złoto, a z psów schodzą wszelkie problemy skórne.
      Z drugiej strony niby łagodne żele YR z serii du monde dają mi efekt natychmiastowego obrzmienia - taka opuchlizna w każdym miejscu kontaktu ze skórą na 3-4mm grubości, plus zaczerwienienie i groszkowatość na skórze.
      I jak to wyjaśnić?
      Nie umiem.
      Widzę natomiast, że niektóre ruskie specyfiki leżą mi lepiej niż dobrze :) i to pomimo ich slsów.

      Usuń
    4. O kurczę, naskoczyłaś mnie :) Przyznaję, że sama bym tego mydełka nie użyła, bo skład jak dla mnie odpychający :) Ale bardzo fajnie, że znalazłaś kosmetyk, który Ci faktycznie pomaga, słyszałam wiele dobrego o dziegciu i sama jestem bardzo zadowolona z maseczki dziegciowej Agafii. Generalnie ja też bardzo doceniam rosyjskie kosmetyki, zwłaszcza gdy widzę, ile cennej, dobroczynnej natury zostało tam wpakowane za naprawdę śmieszną cenę, gdzie np. krem Shiseido to sama woda i silikony a kosztuje 350 zł. Zresztą te słynne żele YR też wcale nie są dla mnie łagodne, sama chemia...

      Usuń
  8. Witaj, mam ponad 20 lat i dalej zmagam się z uporczywym trądzikiem. Czasami na krótko pomagał olej kokosowy. . Z chęcią przeczytałabym post o kosmetykach bez SLS! Już dłuższy czas szukam ratunku dla mojej skóry..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam, post już w przygotowaniu, mam nadzieję, że ukaże się niebawem :) U mnie trądzik kosmetyczny nasila wiele kosmetyków, więc żeby w pełni go wyeliminować, naprawdę sporo zmieniłam w swojej pielęgnacji i makijażu. Być może też kiedyś więcej o tym napiszę.
      Olej kokosowy może działać komedogennie na dłuższą metę, choć wiadomo - nie każda substancja na wszystkich działa tak samo, niemniej zalecam ostrożność :)
      Trzymam kciuki za walkę z trądzikiem, też kiedyś nie wierzyłam, że go pokonam, ale się udało :)

      Usuń
    2. Od tej pory czekam z niecierpliwością na każdy post o pielęgnacji skóry! Próbuję już co mogę i chętnie wezmę z Ciebie przykład :D Zdesperowana już czytam Twojego bloga z telefonu, bo mój komputer leci do serwisu, a drugi jest wspólny. Cieszę się, że znalazłam Cię poprzez instagram. Wierzę, że wyeliminowanie SLS może w dużym stopniu mi pomóc, bo poleciałam do łazienki i zaraz sprawdziłam czy ma go produkt, który ostatnio stosowałam a z moich obserwacji zamiast pomóc to spowodował jeszcze gorsze zmiany skórne. Okazało się, że SLS jest na drugim miejscu w jego składzie. Wszystkie moje szampony i ulubione żele też go mają, ale tylko skóra twarzy reaguje u mnie tak alergicznie na różne produkty. Od tej pory postaram się więc przy myciu głowy, by szampon nie miał styczności ze skórą twarzy. Mam też pytanie odnośnie produktów gojących zmiany skórne... możesz coś polecić? Zazwyczaj używam maści cynkowej, bo świetnie wysusza i w dwa dni znikają ślady. Mam również straszny problem z zaskórnikami i zupełnie nie wiem jak sobie z nimi poradzić. Może jakieś maseczki? Albo oczyszczanie u kosmetyczki? :) Bardzo dziękuję za każdą wskazówkę! :)

      Usuń
    3. Bardzo mi miło, że do mnie trafiłaś :)
      Na wypryski do tej pory najlepiej sprawdzała mi się taka kuracja na pryszcze z Lavery 2w1, ale ona jest dosyć droga i mało praktyczna, bo oprócz części wysuszającej ma korektor w totalnie ciemnej, pomarańczowej barwie. Natomiast sama część wysuszająca jest super. Polecam też olejek z drzewka herbacianego albo rozmarynowy, oba mają działanie antybakteryjne i całkiem nieźle sobie radzą z ewentualnymi niespodziankami, ale tutaj nie wolno przesadzać z ilością, wystarczy naprawdę ocipinka :)
      Z maseczek dla mnie obecnie najlepsze są 3 z serii Bania Agafii: dziegciowa, niebieska oczyszczająca i odświeżająca. Pisałam o nich, więc poszukaj recenzji, jak jesteś zainteresowana. Ja naprawdę długo szukałam tak dobrze oczyszczających masek.
      U mnie z zaskórnikami najlepiej radzą sobie produkty z kwasami - np. serum migdałowe albo tonik AHA/BHA z BU, zawsze w okresie jesienno-zimowym robię sobie taką kurację i chociaż trzeba się trochę uzbroić w cierpliwość, to zwykle 90% zaskórników zamkniętych znika :)
      Jakbyś miała jakieś pytania to śmiało pisz :)

      Usuń
  9. Ja na szczęście nie miałam nigdy dużych problemów z trądzikiem, ale chrostki oczywiście się pojawiały. Twarz również była maltretowana kosmetykami z SLS , :/ mną szczęście na drodze pojawił się wizaż i blogi i od ponad roku unikam prrzesuszaczy i twarz myślę, że jest teraz w lepszej kondycji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że i u Ciebie świadoma pielęgnacja odniosła sukces :) Stop wysuszaczom, kochajmy nasze twarze! :)

      Usuń
  10. Bardzo przydatny post. Ja także zauważyłam sporą poprawę stanu mojej cery używając bardziej naturalnych kosmetyków. Niestety w dzisiejszych czasach wszystko jest napakowane chemią i można zwariować od czytania wszystkich etykietek ;-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Też mam teraz 22 lata i wyglądam jak gimbus, jeżeli chodzi o trądzik. Do mycia używam tylko mydła aleppo, albo mieszanki olejowych, ale mój trądzik ma uwarunkowania hormonalne i bardzo ciężko się go pozbyć :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, no to niestety, w takich wypadkach chyba tylko dermatolog i jakaś silniejsza kuracja jest w stanie pomóc :(

      Usuń
  12. Ja akurat nie mam problemów z trądzikiem więc stosowanie takowych produktów mi nie przeszkadza - ale faktycznie jeśli ktoś ma podobne problemy jak Ty powinien najpiery odstawić to co może być bezpośrednia przyczyna wyprysków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie mam nadzieję, że może akurat komuś ten post pomoże :)

      Usuń
  13. Mam podobny problem. Co prawda nie wiem, czy mam unikać akurat SLS czy może czegoś innego, ale jeżeli użyję zbyt mocno oczyszczających kosmetyków do mycia twarzy, to kończę po paru dniach z wysypem pryszczy. Dlatego unikam jak ognia żeli do mycia twarzy. Makijażu pozbywam się olejkiem (na razie to jakaś tam mieszanka, ale planuję kupić olejek myjący z Biochemii Urody), który potem zmywam pianką Pharmaceris do skóry wrażliwej (jest świetna! kończę trzecie opakowanie i to mój hit:)). A rano do oczyszczania wystarczy jakiś płyn micelarny. Łagodnie i skutecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i super! Olejki są naprawdę świetne do demakijażu (i nieważne, czy to olejek hydrofilny, OCM, czy po prostu czysty olej) i jeśli tylko dobierzemy taki, który na dłuższą metę nie będzie nam zapychał skóry, to można uznać, że znalazłyśmy środek idealny :)
      Jak sama na swoim przykładzie zauważyłaś, mocne oczyszczanie jest dobre tylko raz na jakiś czas, tymczasem codzienne mycie twarzy żelami z SLS zdecydowanie należy do mocnego oczyszczania.
      Pozdrawiam Cię serdecznie!

      Usuń
  14. Też "odstawiłam" SLSy, bo widzę różnicę między cerą po ich użyciu i użyciu delikatniejszych kosmetyków. Dodatkowo łykam Neoglandynę w kapsułkach. Może Tobie też zacznie pomagać.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję serdecznie za każdy komentarz. Potrzebujesz o coś zapytać - śmiało, chętnie odpowiem :)