Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biochemia urody. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biochemia urody. Pokaż wszystkie posty

25.01.2015

Biochemia Urody: Tonik z kwasami AHA/BHA 10%

Dziś opowiem Wam o jednym z moich ulubieńców zeszłego roku, który w ogromnym stopniu pomógł mi poradzić sobie z zaskórnikami. Mowa o Toniku z kwasami AHA/BHA 10% z Biochemii Urody, o którym już wiele razy Wam wspominałam i obiecywałam jego recenzję ;)
Być może pamiętacie, że wcześniej w okresie zimowym stosowałam serum z kwasem migdałowym 10%, także z Biochemii Urody, ale zaobserwowałam niestety, że moja cera powoli zaczyna się do tego serum przyzwyczajać i nie działa już ono na nią tak spektakularnie jak kiedyś. Nie chciałam na razie zwiększać stężenia kwasu powyżej 10%, więc postanowiłam spróbować nieco z drugiej strony - i skusiłam się po prostu na produkt z innymi kwasami niż migdałowy.

Biochemia Urody: Tonik z kwasami AHA/BHA 10%


Tonik - jak sama nazwa wskazuje - zawiera dwa kwasy: 8% kwas mlekowy (AHA) i 2% kwas salicylowy (BHA). Oba kwasy mają działanie złuszczające, a mlekowy dodatkowo wykazuje działanie nawilżające. Bazą toniku jest hydrolat lawendowy, znany z właściwości gojących i antybakteryjnych. Właściwości antyseptyczne, przeciwzapalne, antybakteryjne i łagodzące wzmacnia również dodatek ekstraktu z rozmarynu. Oprócz tego w składzie mamy również glikol butylenowy (środek rozpuszczający, konserwujący, zwiększający wchłanialność substancji) oraz emulgator - glyceryl cocoate. Do toniku musimy dodać również alkohol - spirytusu rektyfikowany, jest go jednak w całej objętości niewiele, bo tylko 6,5%.
Producent deklaruje, że zestaw posiada pH = 2.8 - 3.0, co przekłada się na jego wysoką skuteczność i siłę działania. Więcej informacji o tym toniku znajdziecie bezpośrednio na stronie producenta.

Tonik - jak to w przypadku kosmetyków z Biochemii Urody bywa - otrzymujemy w postaci dokładanie odmierzonych półproduktów, które łączymy samodzielnie w domu. Wykonanie jest naprawdę proste i zajmuje ok. 10 minut. Do przechowywania kosmetyku służy nam prosta butelka z ciemnego plastiku.
Tonik kosztuje 18,80 zł za 110 ml i jest przydatny do użycia przez 8 m-cy. Producent zaleca jego stosowanie 1-2x w tygodniu - nie jest to standardowy tonik do codziennego przemywania skóry. Ja początkowo stosowałam go co drugi dzień wieczorem, teraz, gdy osiągnęłam już oczekiwane rezultaty, stosuję go zgodnie z zaleceniami - 2x w tygodniu dla potrzymania efektów.

Tonik jest przezroczystą barwę i praktycznie niewyczuwalny aromat. Mi w trakcie przelewania kwasu mlekowego do butelki lekko drgnęła ręka i czysty stężony kwas rozlał się po ściankach, nieco "wyżerając" zewnętrzną powierzchnię butelki (zdjęcie). Wtedy wiedziałam już, że tonik ten to nie będą przelewki ;)



I faktycznie - połączenie tych dwóch kwasów okazało się dla mojej skóry prawdziwym, oczyszczającym lekarstwem. W połowie zeszłego roku zaczęłam obserwować na niej coraz więcej zaskórników zamkniętych zwłaszcza w okolicach brody i linii żuchwy. Zaskórniki te były praktycznie nie do ruszenia, a nierzadko również przekształcały się w bolące podskórne gulki. Tonik z kwasami AHA/BHA w przeciągu 2 m-cy wyeliminował ten problem praktycznie w 99%. Zaskórniki i gule zniknęły, a moja skóra znów stała się gładka i czysta! To naprawdę ogromny sukces i jestem z działania tego toniku baaardzo zadowolona :) Dodatkowo zauważyłam, że tonik przyspiesza znikanie ewentualnych wyprysków, goją się one szybciej i nie pozostawiają uciążliwych blizn. Po prawie 4 miesiącach kuracji moja skóra jest czysta, gładsza, rozjaśniona, pozbawiona blizn.
Dodam, że właściwie obyło się u mnie bez żadnego widocznego i dokuczliwego złuszczania. Raz tylko po wieczornej aplikacji, rano skóra na nosie zaczęła mi się nieco łuszczyć, ale zwykły peeling wystarczył, by pozbyć się zbędnych skórek.
Czasami po aplikacji czułam delikatne pieczenie, czasem skóra była nieco podrażniona, ale w takich sytuacjach wystarczyło zmniejszenie częstotliwości stosowania toniku i wszystko wracało do normy. Z czystym sumieniem mogę jednak przyznać, że tonik nie działa wysuszająco - zwykle nie nakładałam po nim już żadnego kremu, a mimo to rano budziłam się bez żadnego dyskomfortu - ze świeżą, nieściągniętą w żaden sposób skórą.


Zaciekawiła mnie jeszcze jedna rzecz, o której pisze producent - zaleca on stosowanie toniku również po depilacji, by zapobiegać wrastaniu włosów w skórę oraz na skórę głowy, by wyeliminować łuszczenie, rogowacenie i przesuszanie się skóry. Osobiście nie mam żadnego z tych problemów, więc nie wypowiem się, czy to działa, ale być może jest to jakiś pomysł także dla Was jeśli zmagacie się z wrastającymi włoskami albo rogowaceniem skóry głosy czy przedramion :)

Ja bez kwasów nie wyobrażam sobie pielęgnacji cery tłustej/mieszanej i ten tonik z przyjemnością wpisuję na listę swoich ulubieńców. Mam nadzieję, że jeszcze długo będzie ta nasza przyjaźń trwała :)


Ciekawa jestem, czy znacie ten tonik :) 
Jakie inne produkty z kwasami polecacie?

5.01.2015

Ulubieńcy roku 2014

O dziwo, ulubieńców minionego roku nie mam wcale aż tak wielu. Chciałam zebrać 14 pozycji, bo to rok 2014, ale ostatecznie zrezygnowałam. Nie chciałam doszukiwać się na siłę. Chciałam, żeby były to kosmetyki, które naprawdę towarzyszyły mi przez większość roku 2014 i zachwyciły na tyle, że z przyjemnością sięgnę po nie ponownie.



W dalszym ciągu wśród moich ulubieńców utrzymuje się ogromna część ulubieńców z 2013 r. Róże z Annabelle Minerals, tint z Bell, piaski z Wibo, drewniany grzebień z The Body Shop, kamuflaż w kremie z Catrice, cynamonowa pomadka z Sylveco, Color Tattoo z Maybelline czy perfumy Bijan Black towarzyszyły mi często również i w 2014 r., a po pozostałych ulubieńców z zeszłego roku na pewno również jeszcze sięgnę, jak tylko zużyję obecne zapasy.
Tymczasem w 2014 r. odkryłam i szczególnie mocno pokochałam następujące perełki:


1) Bania Agafii: Maseczki: dziegciowa, oczyszczająca niebieska, odświeżająca


Jak być może już wiecie, jestem fanką maseczek i w ciągu roku używam ich naprawdę wiele. Te stały się niekwestionowanymi liderami i nie wyobrażam sobie już bez nich mojej pielęgnacji. Świetne, naturalne składy, rewelacyjne działanie, miłe dla nowa zapachy i praktyczne opakowania w formie zakręcanych saszetek. Więcej pisałam o nich TUTAJ.


2) Bania Agafii: Biała glinka do mycia włosów i ciała


Kolejny saszetkowy kosmetyk, który skradł moje serce. Glinka do mycia jest na tyle praktyczna, że możemy umyć się nią dosłownie od stóp do głów. Ja szczególnie lubię nią myć twarz, bo ma bardzo dobre działanie na moją cerę, ale doceniam ogromnie jej uniwersalność w każdej podróży, gdy zamiast 3 butelek, biorę ze sobą tylko jedną małą, 100 ml saszetkę. Jeśli jeszcze nie czytałyście pełnej recenzji, zapraszam - KLIK.


3) Biochemia Urody: Tonik z kwasami AHA/BHA 10%


Produkt, który w dużej mierze rozprawił się z moimi zaskórnikami zamkniętymi, na które nic nie działało. Oprócz tego doczyścił i wyregulował moją skórę na tyle, że coraz częściej zdarza mi się wychodzić z domu bez podkładu i korektora, co długo było wręcz nie do pomyślenia. To kolejny produkt BU, który skradł moje serce. Mam nadzieję, że znajdę w nowym roku chwilę, by napisać Wam o nim coś wiecej.


4) Ziaja Liście Manuka: Krem mikrozłuszczający na noc


Nigdy nie sądziłam, że polubię krem Ziaji, ale stało się i tak :) Krem z dodatkiem kwasu migdałowego świetnie koi moją skórę nocą, sprawia, że rano budzę się z świeżą, czystą, delikatną i ładną cerą. Wpływa na rzadsze powstawanie wyprysków i regularnie stosowany naprawdę poprawia stan skory. Również mam nadzieję, że i o nim uda mi się napisać Wam coś więcej.

5) Annabelle Minerals: Cień mineralny Vanilla


Podstawa praktycznie każdego mojego makijażu obecnie. Świetny kolor bazowy, dobrze kryjący, napigmentowany, z delikatnym połyskiem, trwały i niesamowicie wydajny. Bardzo się cieszę, że Annabelle Minerals wprowadziło do swojej oferty cienie i mam nadzieję, że w tym roku uda mi się poznać także kilka innych odcieni. Pełną recenzję tego ślicznego nudziaka znajdzicie TUTAJ.
 

6) Etre Belle: Tusz Lash-x-press & Hyaluronic


Rzadko kiedy tusz do rzęs robi na mnie takie wrażenie jak ten. Wystarczy jednak zerknąć do posta z pełną recenzją - KLIK - by przekonać się dlaczego tak go polubiłam. Szybko potrafi wyczarować na moich kikutach prawdziwy wachlarz rzęs, a do tego jest trwały i nie kruszy się i nie osypuje.


7) Alverde: Poczwórne cienie do powiek


Pierwsze naturalne cienie w mojej kolekcji, które przekonały mnie do tego, że naturalna kolorówka wcale nie musi ustępować miejsca tej tradycyjnej. Za ok. 16 zł dostajemy świetną paletkę brązów, które sprawdzą się zarówno na dzień, jak i na wieczór. Zdecydowanie najmocniej eksploatowana paletka w tym roku, must have na każdym moim wyjeździe. Po więcej szczegółów zapraszam do recenzji - KLIK.


8) Kolorowka.com: Perłowe pigmenty mineralne



Poznałam w zeszłym roku 4 kolory - Whisper of Angels, Apricot, Oriental Beige oraz Pale Tan i z pewnością będę chciała kontynuować poznawanie kolejnych. Uwielbiam ich za cudowną trójwymiarowość, niejednoznaczność i trwałość. Pełny ich opis oraz zdjęcia znajdziecie TUTAJ


9) Primer DYI z półproduktów z Kolorowka.com


Dzięki Italianie przestałam bać się silikonów w produktach do twarzy i ukręciłam sobie całkiem silikonowy primer pod podkład, który stosuję, gdy zależy mi na tym, by moja cera wyglądała mocno nieskazitelnie ;) Działa trochę jak photoshop w proszku, fajnie zmiękcza rysy twarzy, wygładza, odbija światło, dzięki czemu niedoskonałości i nierówności nie rzucają się w oczy. No i oczywiście, poprawia trwałość podkładu - zarówno mineralnego, jak i zwykłego. Na pewno jeszcze Wam o nim napiszę :)


A co znalazło się wśród Waszych zeszłorocznych ulubieńców?

30.12.2014

Moja pielęgnacja twarzy - stan na koniec 2014 r.

Zanim opowiem Wam o moich kosmetycznych ulubieńcach mijającego roku, chciałabym najpierw przedstawić moją obecną pielęgnację twarzy. Robię to także w dużej mierze dla siebie - ku pamięci, by na wypadek gdyby stan mojej cery się pogorszył - odpukać! ;) - wiedzieć, co mi służyło i do czego warto wrócić. Zachęcam i Was do robienia takich notatek, zwłaszcza jeśli macie z jakichś względów problematyczną cerę. Dobrze wówczas wiedzieć, kiedy nasza skóra wyglądała najlepiej, a kiedy najgorzej i jakie kosmetyki mogły mieć na to wpływ.

Ostatnio o mojej pielęgnacji twarzy pisałam we wrześniu - TUTAJ. Nie zmieniło się od tego czasu wiele, ale kilka perełek przybyło.



Najpierw jednak kilka słów o tym, jak obecnie prezentuje się moja cera:

Muszę przyznać, że na tę chwilę jestem baaardzo zadowolona ze stanu mojej cery.
Na koniec 2014 r. prezentuje się ona naprawdę zdrowo. Wciąż jest mieszana i nigdy nie przestanie taka być, ale cera mieszana także może wyglądać ładnie i myślę, że w dużej mierze udało mi się to osiągnąć. Niespodzianki pojawiają mi się sporadycznie - właściwie tylko przed okresem albo na własne życzenie, gdy użyję nieodpowiednich dla mnie kosmetyków. Strefa T znacznie ograniczyła wydzielanie sebum, powiedziałabym nawet, że przetłuszcza się na tę chwilę bardzo umiarkowanie, jest delikatny błysk, ale nie muszę już kilka razy dziennie poprawiać makijażu, używać bibułek ani mocno matujących kremów. W 99% pozbyłam się zaskórników zamkniętych, co uważam za ogromny sukces, bo zaczynałam już szczerze wątpić, czy te w okolicach brody i czoła są w ogóle do usunięcia. Ten 1% zaskórników, które pozostały to naprawdę tyle co nic, wyjątkowo uporczywe uparciuchy, które myślę, że z czasem i tak się poddadzą ;)
Nie udało mi się pozbyć zaskórników otwartych - na nosie wciąż mam sporo czarnych kropek, na które najlepiej działa, niestety, mechaniczne oczyszczanie. Doraźnie pomagają także maseczki z glinką, ale nie jest to aż tak dogłębny efekt, jakiego potrzebuję.
Wciąż zmagam się z nierównym kolorytem skóry i rozszerzonymi naczynkami, i na tę chwilę to właśnie uważam za największy problem mojej skóry. W nowym roku chciałabym skupić się bardziej właśnie na poprawie kolorytu, wzmocnieniu naczynek. Na pewno jednym z moich pierwszych zakupów będzie teraz olej marchewkowy.


A teraz o tym, co w dużej mierze sprawia, że moja cera wygląda tak dobrze, czyli o kosmetykach :)

Moja pielęgnacja twarzy prezentuje się obecnie tak:


Oczyszczanie:



Biochemia Urody: Olejek myjący drzewko herbaciane - oczywisty ulubieniec, którego nie mogłoby zabraknąć w mojej pielęgnacji, czyli olejek hydrofilowy. Rewelacyjnie oczyszcza, nie naruszając warstwy hydrolipidowej skóry. Stosuję do wieczornego oczyszczania, czasem także rano, jedna butelka wystarcza mi - uwaga - na pół roku!

Sylveco: Żel do mycia twarzy rumiankowy - stosuję go tylko do porannego oczyszczania, bo na wieczór jest za słaby, mam już dosłownie resztkę w opakowaniu i lada dzień wyzionie pewnie ducha ;) Ten żel nie podbił jednak mojego serca na tyle, bym chciała do niego wrócić.

Bania Agafii: Biała glinka do mycia - ze względu na to, że jest kosmetykiem bardzo uniwersalnym, stosuję go głównie na wyjazdach, gdzie zastępuje mi szampon, żel pod prysznic i czyścik do twarzy. Dobrze oczyszcza skórę zarówno rano, jak i wieczorem. Zdecydowanie wart polecenia kosmetyk.

Garnier: Płyn micelarny - używam co wieczór do wstępnego oczyszczania twarzy z makijażu. To mój pierwszy kontakt z tym płynem i na tę chwilę jestem z niego zadowolona - duża butla dobrego płynu w niskiej cenie.

e-naturalne.pl: Tonik do cery tłustej, łojotokowej - jeden z niewielu toników do cery tłustej, jakie znam, który nie zawiera wysuszającego alkoholu, za to posiada w składzie mocznik znany z właściwości nawilżających - taką pielęgnację cery tłustej i mieszanej to ja rozumiem!


Peelingi:


Sylveco: Wygładzający peeling do twarzy - dobry zdzierak, ale dla mojej naczynkowej skóry dość inwazyjny, więc używam raz na dwa tygodnie, by dokładnie złuszczyć naskórek.

Apis: Enzymatyczny peeling żurawinowy - bardzo fajny peeling enzymatyczny świetnie nadający się do częstego stosowania. Polska firma, naturalny skład, myślę, że to nie ostatnie moje opakowanie.


Maseczki:


Bania Agafii: Maseczki odświeżająca, dziegciowa, oczyszczająca niebieska - pisałam o nich już kilka razy, jeśli chcecie dowiedzieć się więcej, to zapraszam TUTAJ. Dla mnie to jedne z najlepszych maseczek do twarzy jakie znam i bardzo chętnie po nie sięgam.

Balm Balm: Hibiskusowa maseczka do twarzy - to właściwie maseczka i peeling w jednym. Bardzo porządnie oczyszcza i złuszcza. Skład ma króciutki i zaskakujące, że w takiej ilości składników tkwi taka moc. Na dniach napiszę Wam jej recenzję.

Love Me Green: Regenerująca maseczka do twarzy - kolejna, fajna, naturalna maska. Tym razem dla odmiany nie oczyszczająca, ale regenerująca. Skóra po aplikacji jest miękka, wygładzona, faktycznie zregenerowana.


Kremy i olejki:


Alva Rhassoul: Aktywny krem oczyszczający - stosuję stosunkowo od niedawna, ale na chwilę obecną postrzegam go jako świetny krem do stosowania i na dzień, i na noc. Bardzo dobrze utrzymuje w ryzach mieszaną skórę, w mig wygaja ewentualne niespodzianki. Wchłania się do matu, ale nie ściąga skóry, wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że jest ona świetnie nawilżona po nim. Ten krem zdecydowanie zachęcił mnie do dalszych przygód z tą serią Alvy.

Ziaja Liście Manuka: Krem mikrozłuszczający - jeden z niewielu kremów Ziai, który odważyłam się nałożyć na twarz (nie mam nic do Ziaji, natomiast mam problematyczną skórę, która najlepiej się czuje w towarzystwie naturalnych kosmetyków, stąd moja ostrożność) i właściwie jedyny kosmetyk z serii Manuka, który chciałam wypróbować. I cieszę się, że to zrobiłam. Nakładam go na noc, rano budzę się z odświeżoną, rozjaśnioną skórą, ma korzystne działanie na wypryski, przy regularnym stosowaniu stan cery ma szansę się poprawić. Muszę mu w końcu napisać recenzję, bo zasłużył na to ;)

Tołpa botanic amarantus: Nawilżający krem rozświetlający pod oczy - rozświetlenia żadnego nie zauważam, ale jest to naprawdę porządnie nawilżający krem. Nie zostawia tłustego filmu, jest dobry pod makijaż, nie podrażnia i nie uczula. Na pewno jeden z lepszych kremów, jakie stosowałam pod oczy, choć myślę, że ulubieniec w kategorii kremów pod oczy jeszcze przede mną.

Blisko Natury: Olejek bawełniany - bezzapachowy olejek, świetny do nocnego nawilżania. Wyraźnie odżywia skórę, wygładza ją i regeneruje tak, że rano budzimy się naprawdę piękni i wypoczęci :)


Kwasy:


Biochemia Urody: Tonik z kwasami AHA/BHA 10% - myślę, że za usunięcie zaskórników zamkniętych w mojej twarzy odpowiada w największym stopniu właśnie ten kosmetyk. Stopniowo, choć mało inwazyjnie (łuszczenie zdarzało mi się tylko przy zbyt częstym jego stosowaniu), wygładza skórę, oczyszcza ją i odnawia. To kolejny - po serum migdałowym - kosmetyk z kwasami z Biochemii Urody, z którego jestem bardzo zadowolona.



Oprócz tego, myślę, że warte uwagi są także kosmetyki kolorowe, które nakładam na twarz, a które bez wątpienia również wpłynęły na poprawę jej stanu, bo są w dużej mierze mineralne i naturalne.


Obecnie używam tylko podkładu mineralnego - aktualnie mam dla cery tłustej/mieszanej z Kolorowka.com, który nieco podrasowałam na własne potrzeby. Korektor również mam z Kolorowki, a na większe problemy do ukrycia (czyli dość rzadko) stosuję kamuflaż z Catrice. Jako primer nakładam także własną mieszankę półproduktów z Kolorowka.com (mikrosfery silikonowe+sfery velvetowe+puder jedwabny+antiredness mica+mica oriental beige+stearynian magnezu), który działa jak photoshop. Jedyny puder, jaki stosuję to zwykła skrobia ziemniaczana bez żadnych dodatków.


Nie używam również żadnych innych niż mineralne róży oraz bronzerów. Róże mam z Annabelle Minerals, bronzer własnej roboty z półproduktów z Kolorowka.com. Jeśli chodzi o rozświetlacz - od niedawna mam również własnej produkcji z półproduktów z Kolorowki, ale czasem zdarza mi się używać rakże drogeryjnego Essence z limitki Circus Circus, bo uwielbiam efekt jaki daje, a na szczęście nie zawiera on czerwonych, syntetycznych pigmentów.



I to tyle. Kończę rok 2014 z naprawdę fajną cerą i mam nadzieję utrzymać ją w takim stanie również w przyszłym roku :) Wam również w nowym roku życzę pięknych, zadbanych cer i jak najmniej problemów skórnych :)


1.12.2014

Kosmetyczne buble i rozczarowania

Sporo bubli ostatnio przewinęło się przez moje ręce. Zazwyczaj staram się być dość "łagodna" do kosmetyków i nawet gdy nie bardzo mi pasują, doszukuję się jakichś plusów, ale czasami po prostu się nie da. Tak też jest w przypadku tych kosmetyków, które prezentuję dziś.




L'Oreal: SuperLiner GelMatic


Pisałam już o tym rozczarowaniu na Instagramie. Automatyczna czarna kredka od L'Oreala przez pierwsze miesiące użytkowania sprawowała się bardzo dobrze i nie miałam większych powodów, by narzekać. Dosyć słabo radziła sobie jednak z linią wodną, więc gdy kilka miesięcy później odkryłam świetną miękką czarną kredkę z Essence, L'Oreal na jakiś czas poszedł w odstawkę. Po mniej więcej 3 miesiącach, sięgnęłam ponownie po GelMatic i... nie mogłam uwierzyć w to, co widzę. Rysik w przeciągu raptem 3 miesięcy stał się suchy, tępy, twardy i nie sposób było namalować nim jakąkolwiek kreskę. Jeszcze nigdy nie zdarzyła mi się podobna sytuacja z ŻADNĄ kredką do oczu, a niektóre mam już ponad 2 lata. Zresztą, producent na opakowaniu podaje, iż trwałość kosmetyku to 24 m-ce od otwarcia... W moim przypadku po 7 m-cach kredka za prawie 40 zł nadaje się już tylko do wyrzucenia.
Poinformowana o tym na FB marka L'Oreal poleciła mi złożyć reklamację w sklepie. Dziękuję L'Oreal, za jakże cenną radę, w końcu nie od dziś wiadomo, że gromadzę paragony wszystkich kosmetyków, jakie nabyłam 7 m-cy temu z myślą o tym, że a nuż trzeba będzie je reklamować... -,-




Mariza: Odżywka do włosów Makadamia i jedwab



Jestem mało wymagająca jeśli chodzi o odżywki do włosów, tak naprawdę muszą jedynie wygładzać i nie obciążać. Ta odżywka na włosach nie robiła nawet tego. Nakładając ją na włosy miałam wrażenie, że nic nie nakładam. Absolutne zero wygładzenia i śliskości, która pomogłaby rozczesać włosy. Do tego umieszczona jest w tak niepraktycznej butli, że wyciśnięcie choćby odrobiny gęstej odżywki z tak twardego plastiku wymaga ode mnie mięśni na miarę Pudziana.


Biochemia Urody: Serum antyoksydacyjne flavo+C15EF


Wiem, że to serum ma rzeszę fanów i prawdopodobnie narażę im się swoją opinią, ale mnie to serum - niestety - rozczarowało. Miało rozjaśnić - nie rozjaśniło, miało poprawić koloryt - nie poprawiło, miało wygładzić - nie wygładziło, miało wzmocnić naczynka - nie wzmocniło. Właściwie moja skóra po używaniu tego serum wyglądała tak samo, jak gdybym go nie używała. No może ciut szybciej się przetłuszczała. I niestety - reagowała na nie powstawaniem podskórnych gul... Długo sprawdzałam, czy to na pewno ono powoduje u mnie takie problemy, ale za każdym razem, jak je włączałam do pielęgnacji, gule niemal od razu się pojawiały. Nie pomagało zmniejszenie częstotliwości stosowania, skóra zawsze reagowała tak samo. W końcu zrezygnowana wyrzuciłam gagatka do kosza...


Wibo: Lakier do ust Rock with me


Skusiłam się na niego w ciemno podczas ostatniej promocji w Rossmannie. Liczyłam, że będzie choć trochę podobny do Bourjois Rouge Edition Velvet i niestety, srogo się rozczarowałam. Lakier jest fatalny. Ma okropną konsystencję, którą nie sposób równo zaaplikować na usta. Tu go więcej, tam go mniej, tu prześwity, tam wyjechał poza kontur ust. Do tego znika z ust w tempie błyskawicznym i oczywiście - kompletnie nierównomiernie. Nawet tych kilku złotych żal na niego.



A co Was najbardziej rozczarowało w ostatnim czasie? Czego radzicie unikać?

1.11.2014

Ulubiency pazdziernika

Pora na kilka ulubionych kosmetyków, których w październiku używałam regularnie i z prawdziwą przyjemnością. Ciekawa jestem, czy znacie te produkty i jak się u Was sprawdzają :) Zapraszam do lektury :)



1. Ziaja Manuka: Krem mikrozłuszczający na noc z kwasem migdałowym
Z całej serii Manuka, to właśnie krem mikrozłuszczający  przykuł najbardziej moją uwagę. Intuicja mnie nie zawiodła - moja skóra go bardzo polubiła. Krem jest lekki, szybko się wchłania, nie zostawia filmu na skórze. Rano budzę się z jasną, świeżą i czystą skórą. Przy regularnym stosowaniu skóra jest lepiej oczyszczona, a niespodzianki rzadziej się pojawiają. Krem nie podrażnił mnie, ani nie zapchał.


 2. Kneipp: Radosna chwila relaksu Płyn do kąpieli Czerwony mak i konopie
Zdecydowanie najczęściej w październiku gościł u mnie w kąpieli ten właśnie umilacz. Ma niespotykany, oryginalny zapach (jeśli jesteście jak ja znudzone tymi wszystkimi truskawkami, brzoskwiniami i różami, to ten produkt na pewno polubicie). Nie wiem, czy to faktycznie ten czerwony mak i konopie, ale kąpiel wyraźnie relaksuje ;) Przyjemności dopełnia trochę surrealistyczna zafarbowana na czerwono woda. To zdecydowanie płyn kąpielowy dla odważnych ;)


3. FussWohl: Krem do stóp redukujący zrogowacenia skóry
Krem kosztuje jakieś 5 zł w Rossmannie, czasem można go nawet upolować na promocji za 3 zł. Jak go wypatrzycie, bierzcie - nawet się nie zastanawiajcie ;) Jak dla mnie - to najlepszy dotąd krem do stóp. Przyzwoicie nawilża, nie pozostawiając przy tym nieprzyjemnej, tłustej warstwy na stopach (brr, nie cierpię tego uczucia ;)), a do tego pachnie tak ślicznie cytrusowo, że aż się nadziwić nie mogę, że krem do stóp może tak ładnie pachnieć! Nie poradzi sobie raczej z super suchą skórą, ale do codziennej profilaktyki przed przesuszeniami jest idealny.


4. Bania Agafii: Biała glinka do mycia twarzy i ciała
Pisałam Wam o niej niedawno (KLIK) i zdanie oczywiście podtrzymuję. Glinka to uniwersalny produkt - do twarzy, do ciała, do włosów. W każdej z tych ról sprawdza się rewelacyjnie. Świetne rozwiązanie zwłaszcza w podróży!


5. Biochemia Urody: Tonik z kwasami AHA/BHA 10%
 Cieszę się, że tej jesienio-zimy zamieniłam swoje ulubione serum z kwasem migdałowym z BU, na ten właśnie tonik. Taka odmiana bardzo dobrze mi zrobiła. Skóra po miesiącu stosowania jest pięknie oczyszczona, wygładzona i widać, że się regeneruje. Niestety, tonik nie poradził sobie jeszcze z uporczywymi zaskórnikami zamkniętymi na linii brody, ale przed nami jeszcze cała zima :)



A Wy co polubiłyście w październiku?

16.09.2014

Moja aktualna pielęgnacja twarzy (cera mieszana)

Dziś przedstawię Wam produkty, których aktualnie używam do pielęgnacji twarzy. Sama bardzo lubię takie posty, bo zawsze można czymś nowym, ciekawym się zainspirować i mam nadzieję, że Wam także posłuży jako inspiracja. Niektóre z tych produktów znam bardzo dobrze, inne są jeszcze w fazie testów, bo cały czas staram się udoskonalać swoją pielęgnację.
Będę starała się wrzucać aktualizację mojej pielęgnacji raz na jakiś czas, w miarę zużycia kosmetyków i uzupełniania jej o nowe perełki. Mam nadzieję, że seria Wam się spodoba :)


Jaką mam skórę?
Mieszaną, skłonną do zanieczyszczeń, z roku na rok coraz mniej się przetłuszczającą w strefie T, na policzkach natomiast dość normalną. Mam tendencję do zaskórników otwartych w okolicach nosa, zamkniętych w okolicach brody i czoła, okazjonalnie pojawiają się pryszcze. Bardzo rzadko zdarzają mi się przesuszenia skóry. Mam również cerę naczynkową z widocznymi w kilku miejscach rozszerzonymi naczynkami. Podrażnienia zdarzają mi się sporadycznie.

No to zaczynamy:


Do demakijażu używam najczęściej 4 produktów:

Bourjois: Woda micelarna - jeden z niewielu płynów, który nie podrażnia mi oczu i do którego regularnie wracam. Świetnie radzi sobie z większością znanej mi kolorówki, nie szczypie w oczy, nie zostawia lepkiej warstwy, a do tego jest niedrogi :) Więcej pisałam o nim TUTAJ.

Sylveco: Rumiankowy żel do twarzy - używam go tylko rano, wg mnie do wieczornego demakijażu jest zbyt delikatny i nie usunąłby wszystkich pozostałości kosmetyków kolorowych. Cieszy mnie w nim dodatek 2% kwasu salicylowego, który - w co gorąco wierzę - przy regularnym stosowaniu przyniesie efekty. Jego recenzja już niebawem.

Biochemia Urody: Olejek myjący Drzewko herbaciane - mój ulubieniec do wieczornego makijażu od wielu już lat, nawet jeśli go zdradzam, to na bardzo krótko i zaraz znów do niego wracam. Niezwykle skuteczny w usuwaniu makijażu, a dodatek olejku z drzewka herbacianego dodatkowo działa antybakteryjnie i wspomaga oczyszczanie skóry. Więcej pisałam o nim TUTAJ.

Eva Natura: Tonik do twarzy Czerwona koniczyna - kupiłam go zachęcona pozytywnymi opiniami. Faktycznie jest to bardzo przyjemny tonik z wcale gorszym składem. Pachnie koniczyną, łąką, dzieciństwem :) Skutecznie domywa pozostałości kosmetyków oraz przygotowuje skórę na przyjęcie kremów.



Od czasu do czasu pozwalam sobie na bardziej dogłębne oczyszczanie. Aktualnie testuję dwa peelingi:

Apis: Enzymatyczny peeling do twarzy z żurawiną - używam go do częstego stosowania, bo jako enzymatyczny jest mało inwazyjny dla naczynek, a jednocześnie skuteczny. Na pewno pojawi się jego recenzja.

Soraya: So pretty! Peeling orzechowo-morelowy - naprawdę dobry peeling mechaniczny, choć niestety ma w składzie SLS, więc pozwalam sobie na niego tylko od czasu do czasu. Buzia jest po nim cudownie wygładzona, miękka i dobrze oczyszczona. Będzie recenzja niebawem :)

Drugim kosmetykiem z SLS, jakim od czasu do czasu sobie pozwalam sobie umyć twarz jest:

Zioła i plony Agafii: Naturalne syberyjskie białe mydło - gdy zależy mi na naprawdę skutecznie oczyszczonej i zmatowionej skórze twarzy sięgam właśnie po nie. Pięknie oczyszcza i rozjaśnia cerę. Cudnie pachnie. Więcej pisałam o nim TUTAJ.

Oprócz tego, korzystając z okazji, że idzie jesień i mogę sobie w końcu pozwolić na większe "kwasy" w pielęgnacji całkiem niedawno ukręciłam:

Biochemia Urody: Tonik z kwasami AHA/BHA 10% - lubię produkty BU z kwasami, ale tego toniku jeszcze nie stosowałam. Użyłam go dopiero parę razy, więc na szerszą recenzję będziecie musieli jeszcze trochę poczekać :)

Do oczyszczania twarzy stosuję też ostatnio najczęściej dwie maski od Babuszki Agafii:

Bania Agafii: Maska oczyszczająca do twarzy dziegciowa - obecnie mój nr 1 jeśli chodzi o maski oczyszczające. Uwielbiam jej skuteczność i na pewno kupię ją ponownie. Więcej pisałam o niej TUTAJ.

Bania Agafii: Maska oczyszczająca do twarzy z niebieską glinką - dobrze oczyszcza, choć nie tak dobrze jak jej siostra wyżej ;) Na pewno będzie jeszcze recenzja.




Kolejne trzy maski od Agafii, które również królują obecnie u mnie w łazience to:

Bania Agafii: Maseczka do twarzy Daurska kojąca
Bania Agafii: Maseczka do twarzy odświeżająca
Bania Agafii: Maseczka do twarzy witaminowa Fitoaktywna 

Spośród  tych trzech, moją ulubioną jest odświeżająca, ale o wszystkich maskach niedługo napiszę Wam obszerną recenzję, bo naprawdę na to zasługują :)

Z kremów:

Ziaja: Oczyszczanie Liście manuka - Krem mikrozłuszający z kwasem migdałowym  - uzupełniająco do kuracji kwasami, przyjemny krem na noc, który na pewno również doczeka się niebawem recenzji.

Gold Water Blue: Gen Factor No 2 - bardzo bogaty, odżywczy krem o zadziwiająco lekkiej konsystencji, świetny pod makijaż, jest na tyle skuteczny, że właściwie nic więcej odżywczego w pielęgnacji nie potrzebuję.

Sylveco: Krem brzozowo-rokitnikowy - jedyny natłuszczacz, jaki obecnie stosuję od czasu do czasu na noc, moja skóra lubi tę wersję bogatą o wiele bardziej niż jego "lekki" odpowiednik. Recenzja i porównanie obu kremów niebawem.

Krem z ekstraktem z zielonej herbaty i wit. E - moja pierwsza samoróbka :) i prawdziwy strzał w 10 - krem idealny dla mojej cery, na dzień, na noc, pod makijaż, dla zmatowienia, dla nawilżenia, naprawdę super :) Minimum składników - maksimum pielęgnacji :)

Tołpa Botanic: Rozświetlający krem pod oczy Amarantus - stosuję go obecnie zbyt krótko, by wydać opinię, ale mogę powiedzieć, że zapowiada się dobrze.

Uzupełniająco:

Biochemia Urody: Serum antyoksydacyjne flavo+C15EF - stosuję je po raz pierwszy, zależy mi na rozjaśnieniu skóry, wyrównaniu kolorytu i delikatnym spłyceniu pierwszych zmarszczek. Z opinią poczekam do końca buteleczki.

Lavera: Kuracja antybakteryjna 2w1 z wyciągiem z mięty i cynku - skuteczny pogromca nagłych niespodzianek. Więcej pisałam o nim TUTAJ.


I to tyle. Ciekawa jestem, czy znacie któreś z tych kosmetyków? Może i Wy zechcecie pochwalić się Waszą pielęgnacją? :)

5.01.2014

Denko z ostatnich miesięcy :)

Cześć dziewczyny!
Pora pożegnać się z pustymi tubkami i słoikami zalegającymi w szafie i pokazać Wam, co w ostatnich miesiącach ubyło z mojej półki :)
Sporo, niestety, trafiło mi się bubli i przeciętniaków, ale było też kilka perełek, do których chętnie wrócę. No to zaczynamy :)





Kosmetyki do twarzy:




1. Femi: Bio-Puritas Maseczka oczyszczająca
Maska delikatnie oczyszcza i odświeża buzię, nie podrażnia, nie zasycha w skorupę. Dla mnie to jednak za mało jak za tak wysoką cenę.
Ponowny zakup: NIE


2. Deba Bio Vital: Mleczko do mycia twarzy
Nie lubię myć mleczkiem twarzy, jeśli już to zużywam je do demakijażu oczu. To mleczko kompletnie się do tego nie nadaje - szczypie, podrażnia, a do tego słabo zmywa.
Ponowny zakup: NIE


3. BioNike: Defence Rosys Intensywne krople do cery naczynkowej
Miło je wspominam, ale raczej nie sięgnę już po nie ponownie, bo znalazłam podobnie działający i znacznie tańszy koncentrat na naczynka z Fitomedu.
Recenzja: KLIK
Ponowny zakup: NIE


4.SVR: Rubialine Krem do cery naczynkowej
Próbki nie zachęciły mnie do zakupu pełnego opakowania. Krem jest bardzo lekki, nie odczułam ani nawilżenia ani jakiegokolwiek łagodzenia i kojenia zmian naczynkowych.
Ponowny zakup: NIE


5. Biochemia Urody Puder bambusowy
Na mojej skórze się nie sprawdził, dawał efekt "płaskiej" skóry i nie matował jakoś rewelacyjnie. Zużyłam go do końca mieszając z moją ulubioną skrobią ziemniaczaną.
Recenzja: KLIK
Ponowny zakup: NIE


6. Hean: Stay On Baza pod cienie
Moja ulubiona baza pod cienie. Wystarczyła mi na blisko 2 lata i cały czas spisywała się tak samo dobrze. Kolejne opakowanie już w użyciu :)
Recencja: KLIK
Ponowny zakup: TAK


7. BioNike: Acteen Płyn regulujący

Szału nie było, ot zwykła pianka do mycia, do tego śmierdząca mleczkiem do szorowania i zawierająca SLS. Oddałam mężowi, on ją zużył do końca.
Recenzja: KLIK
Ponowny zakup: NIE



8. Orientana: Maska z naturalnego jedwabiu na twarz Algi filipińskie i aloes
Spora cena jak za jednorazową przyjemności i dość przeciętne efekty po zastosowaniu - to raczej nie moja bajka.
Recenzja: KLIK
Ponowny zakup: NIE


9. Gal: Dermogal Kapsułki A+E
Rybki to jeden z moich ulubionych kosmetyków. Nie straszny mi nawet ich słynny smrodek, bo w zamian świetnie nawilżają, odżywiają i regenerują skórę.
Recenzja: KLIK
Ponowny zakup: TAK



Kosmetyki do ciała:



11. The Secret Soap Store: Sól do kąpieli Mięta
Dostałam próbkę na spotkaniu blogerek i szczerze mówiąc nie oczarowała mnie wcale (w odróżnieniu do innych produktów TSSS :)) Sól ani nie pachniała, ani nie robiła niczego szczególnego ze skórą.
Ponowny zakup: NIE



12. Love Me Green: Organiczny regenerujący balsam do ciała Makadamia i miód
Działanie dość przeciętne jak na nazwę "regenerujący" i cenę prawie 100 zł... Do tego pompka przestała pompować, kiedy w butli było jeszcze jakieś 4 cm balsamu - i z tego co wiem, nie tylko ja miałam ten problem.
Recenzja: KLIK
Ponowny zakup: NIE


13. Lavea: Balsam z masłem shea Czekolada
Balsam jest sprzedawany z bloku, jest miękki, smarowny i mocno natłuszczający. Pięknie pachnie, słodko i bardzo intensywnie. Na pewno wypróbuję jeszcze inne wersje zapachowe balsamów z bloku, bo balsam wywarł na mnie dobre wrażenie.
Ponowny zakup: TAK


14. Celine Dion: Dezodorant w sprayu
Mam słabość do Celinek, ten zapach także bardzo lubię, ale niestety forma dezodorantu ma jak dla mnie za niską trwałość.
Ponowny zakup: NIE


15. Cosmabell: Skarpetki Foot Peel
Gładkie i naprawdę miękkie stopy bez użycia jakichkolwiek ostrych narzędzi. Naprawdę rewelacja!
Recenzja: KLIK
Ponowny zakup: TAK


16. Bielenda Bikini: Balsam po opalaniu Złota Perła
Bardzo fajny balsam, nie tylko pielęgnuje skórę, ale także pięknie rozświetla ją tysiącem złotych drobinek. Latem chętnie do niego powrócę.
Ponowny zakup: TAK


17. Efektima: Peeling + maska do stóp
Niestety, bez szału. Peeling zdecydowanie za słaby, maska zdecydowanie za tłusta.
Ponowny zakup: NIE


18. Efektima Peeling + maska do dłoni
Peeling naprawdę fajnie ściera, ale maska to straszny tłuścioch! Wchłaniała się ponad pół godziny, a i tak w końcu jej nadmiar musiałam zmyć. Efekty przyzwoite - wygładzona i nawilżona skóra, czyli tak, jak być powinno.
Ponowny zakup: MOŻE



Kosmetyki do włosów:



19. Biały Jeleń: Żel do mycia twarzy z oczarem wirginijskim
Otrzymałam go na spotkaniu blogerek, ale jako że nie używam do twarzy produktów z SLSem, to postanowiłam... myć nim włosy. Słabo się pienił, szybko znikał, ale włosy mył całkiem przyzwoicie ;)
Ponowny zakup: NIE


20. Dove 60sekundowa terapia do włosów farbowanych
Fajna odżywka ("terapia" to za duże słowo), w sam raz po farbowaniu włosów, dla lepszej ochrony koloru.
Recenzja:
Ponowny zakup: TAK




Ciekawa jestem, czy znacie któreś z tych kosmetyków i jakie są Wasze wrażenia :)

30.10.2013

Denko z ostatnich miesięcy :)

Cześć dziewczyny!

Nie lubię robić denek z każdego miesiąca, bo kosmetyki zużywam powoli i zwykle pod koniec miesiąca mogę pochwalić się kilkoma raptem pustymi opakowaniami. Ostatnio i tak wzięłam się w obroty, bo postanowiłam zminimalizować swoje kosmetyczne zapasy, więc staram się aktywnie i regularnie denkować to co stoi na półkach :)
Dlatego to co dziś Wam pokazuję, to większe denko, takie z kilku miesięcy :)



Kosmetyki do ciała:



1. Fennel: Cukrowy peeling z kokosem
Pięknie pachnący i dobrze ścierający peeling. Często zmieniam peelingi i ich zapachy, więc nie wiem, czy kupię ponownie, ale jest to produkt godny polecenia.
Recenzja: KLIK
Ponowny zakup: MOŻE
Dla kogo: Dla fanek kokosa i ciasteczek - naprawdę pachnie tak, że chciałoby się go zjeść!


2. Ziaja: Antyperspirant Bloker
Mój faworyt w zakresie blokowania potu. Używałam Antidrala, Etiaxilu i zdecydowanie Ziaja wygrywa. Do tego jest śmiesznie tani. Używam go raz na tydzień, jesienią i zimą nawet rzadziej i w zupełności to wystarcza.
Recenzja: KLIK
Ponowny zakup: TAK
Dla kogo: Dla osób, które mają problem z nadmiernym poceniem.


3. AA Ciało szczupłe: Kremowe serum modelujące brzuch, uda i pośladki
Serum nie robi nic, ani nie modeluje, ani nawet nie napina w jakiś odczuwalny sposób skóry. Jeden z najsłabszych produktów z tej kategorii, jaki miałam okazję używać.
Ponowny zakup: NIE
Dla kogo: Dla nikogo, są lepsze preparaty (np. koncentraty Tołpy - KLIK)


4. Pharmaceris AT: Delikatny balsam do ciała dla niemowląt i dzieci
Nawet nie pamiętam, skąd go mam, ale naprawdę fajnie nawilża skórę. Niestety, bardzo mnie drażnił jego zapach. Do tego jest rzadki i idzie jak woda.
Ponowny zakup: NIE
Dla kogo: Myślę, że dla maluszków ze skórą suchą i atopową będzie właśnie w sam raz.


5. OnLine: Pieniąca sól do kąpieli Oliwka
Po nazwie i po SLS-ie w składzie spodziewałam się większej piany, tymczasem jest ona bardzo mała, wręcz minimalna. Ot, sól do kąpieli, jakich wiele. Ale jeśli ktoś lubi sole, to czemu nie? Ja osobiście nie przepadam.
Ponowny zakup: NIE
Dla kogo: Dla fanów soli kąpielowych :)


6. Orientana: Naturalny peeling do ciała z olejkami: jaśmin, szafran, zielona herbata
Kompletna pomyłka, jedyne co mnie w nim zachwyciło to cudowny zapach.
Recenzja: KLIK
Ponowny zakup: NIE 
Dla kogo: Dla cierpliwych fanek eko-produktów... Ja - chociaż fanką eko jestem - to jednak nie okazałam się cierpliwa ;)


Kosmetyki do włosów:



7. Isana: Lakier do włosów o neutralnym zapachu
Mój ulubiony, odpowiednio trwały i - co najważniejsze - nieśmierdzący.
Recenzja: KLIK
Ponowny zakup: TAK 
Dla kogo: dla osób, które nie znoszą lakierowych zapachów :)


8. Timotei: Anti Frizz Spray dyscyplinujący do włosów
Bardzo fajna, lekka odżywka do włosów. Przyjemnie pachnąca, w sam raz gdy się spieszymy i nie mamy czasu nakładać odżywki d/s czy maski.
Recenzja: KLIK
Ponowny zakup: TAK
Dla kogo: Dla osób, które szukają szybkiej odzywki w sprayu bez spłukiwania, która nie obciąży nawet cienkich włosów. 


9. Joanna: Odżywka do włosów przetłuszczających Zielona herbata
Nic specjalnego nie robiła z włosami. Ani ich nie odżywiała, ani nie ułatwiała rozczesywania. Ot, nakładałam dla samego nakładania, żeby nie mieć wyrzutów sumienia :P
Ponowny zakup: NIE
Dla kogo: Dla dziewczyn, które nie mają zbyt dużych problemów z włosami i szukają lekkiej odżywki bez spłukiwania. 


10. John Masters Organics: Odżywka do włosów cytrus & gorzka pomarańcza
Duże rozczarowanie za duże pieniądze. Odżywkę tak działającą (a nawet i lepiej) można kupić w przedziale 10-15 zł, nie trzeba wydawać na nią prawie 100 zł. Do tego z czasem zaczęła okropnie obciążać mi włosy (a niby jest polecana do włosów cienkich...). No cóż - mam nauczkę, że nie wszystko złoto, co się świeci.
Recenzja: KLIK
Ponowny zakup: NIE
Dla kogo: Dla dziewczyn, które nie mają pomysłu co zrobić z nadprogramową stówką ;)


11. Hegron: Żel w sprayu (mocny)
Nakładany na mokro całkiem nieźle radził sobie z poskramianiem mojej fryzury i wizualnie dodawał jej objętości, ale niestety, z czasem zauważyłam, że wysusza włosy (Żel Hegron jest na bazie alkoholu denaturowanegi). Na szczęście udało mi się znaleźć coś równie skutecznego i nie wysuszającego - mowa oczywiście o szczotce z włosia dzika :) - pisałam o niej tutaj: KLIK
Recenzja: KLIK
Ponowny zakup: NIE
Dla kogo: Dla osób, które szukają poskromienia swoich niesfornych włosów i mogą sobie pozwolić na środki na bazie alkoholu.


Kosmetyki do twarzy:



12. Biochemia Urody: Olejek myjący drzewko herbaciane
Zdecydowany ulubieniec i faworyt - idealnie oczyszcza skórę z makijażu i zanieczyszczeń, nie wysusza, a wręcz nawilża. Trzyma skórę w ryzach i zmniejsza ilość niespodzianek. 
Recenzja: KLIK
Ponowny zakup: TAK
Dla kogo: Dla tych, którzy szukają łagodnego dla skóry, a zarazem skutecznego środka do oczyszczenia twarzy. Dla osób z cerą tłustą, mieszaną, trądzikową.
 

13. SVR: Xerialine Krem do twarzy - próbki
Do twarzy mi się nie sprawdził, bo był za ciężki, ale za to świetnie nawilżał przesuszone dłonie. Mimo iż miałam tylko próbki ( łącznie 10 ml) - krem okazał się szalenie wydajny, wystarczył mi na 2-3 aplikacje na twarz i kilka porządnych aplikacji na dłonie.
Ponowny zakup: NIE
Dla kogo: Dla osób z mocno przesuszoną skórą, szukających bardzo dobrego nawilżenia.


14. Avon Planet Spa: Kojące serum do pielęgnacji okolic oczu z śródziemnomorską oliwą z oliwek
Jeśli to jest serum, to ja jestem Angelina Jolie :))) On nawet na miano kremu nie zasługuje - nie nawilża, nie odżywia, nie zmniejsza cieni, nie łagodzi obrzęków - właściwie nie robi ze skórą nic mimo regularnej aplikacji.
Ponowny zakup: NIE
Dla kogo: Dla nikogo.


15. Lovely: Maskara Spectacular Me
Bardzo fajna maskara w śmiesznej cenie. Ładna czerń, wyraźne pogrubienie i delikatne wydłużenie.
Ponowny zakup: TAK
Dla kogo: Jeśli szukacie niedrogiej, ale przyzwoitej maskar, to ta z Lovely jest właśnie dla Was :)



16. BeBeauty: Płyn micelarny
Nie rozumiem zachwytów nad nim. Z makijażem radzi sobie może i całkiem dobrze, ale ma jedną wadę, która dyskwalifikuje w moich oczach każdy płyn micelarny: piecze w oczy! Jeśli dostanie się do oka choć odrobinka tego płynu, mam ochotę wyć z bólu, tak bardzo piecze :/
Ponowny zakup: NIE
Dla kogo: U wielu osób się sprawdza, ja polecam go co najwyżej do przemywania samej twarzy.


17. Marilou BIO: Organiczny krem na noc
Nie zachwycił. Okazał się dla mnie za ciężki, więc po pewnym czasie po prostu poddałam się i zużyłam go do kremowania rąk.
Recenzja: KLIK
Ponowny zakup: NIE
Dla kogo: Dla osób, które szukają odżywczego kremu i nie przeszkadza im jednoczesne natłuszczanie.
 
18. Applause: Cienie do powiek Pure
Cienie bardzo słabej jakości i marnej pigmentacji. Nakładane pędzelkiem są prawie niewidoczne. Dałam im kilka szans, w końcu wyrzucam, bo zabierają mi tylko miejsce w kosmetyczce.
Ponowny zakup: NIE
Dla kogo: Dla nikogo.


19. BeautyEver: Niezmydlana frakcja sojowa
Najlepszy produkt matujący, jaki znam. Ma kilka wad, to prawda, ale pod względem matowania nie ma sobie równych. Obecnie moja skóra nie potrzebuje aż tak silnego matowienia, ale jeśli tylko problemy z błyszczeniem znów się pojawią, na pewno sięgnę właśnie po nią.
Recenzja: KLIK
Ponowny zakup: TAK

Dla kogo: Dla osób, które bezskutecznie szukają czegoś, co skutecznie zmatuje ich skórę.

 

20. DeBa Bio Vital Algae: Oczyszczający i nawilżający tonik do twarzy
Nie wiem, jak nawilżający tonik do twarzy może mieć na drugim miejscu w składzie alkohol denaturowany! I o ile rzadko mnie który produkt z alkoholem wysusza, to ten tonik faktycznie to robi! Do tego drażni naczynka i nic dobrego ze skórą nie czyni w zamian. Nie lubię wyrzucać kosmetyków, ale tu niestety nie mam wyjścia.
Ponowny zakup: NIE
Dla kogo: Może dla osób z tłustą skórą, którym alkohol nie straszny? Sama nie wiem...


21. Grashka: Wydłużający tusz do rzęs
Całkiem fajny, przy dwóch warstwach faktycznie wydłużający, ale niestety bardzo szybko mi wysechł. Do tego dostępny tylko przez internet...
Ponowny zakup: NIE
Dla kogo: Dla dziewczyn, które szukają naprawdę wydłużającej maskary, a nie tylko z nazwy.

 
22. Avon Planet Spa: Wygładzające serum z minerałami z Morza Martwego
Liczyłam na fajne działanie kwasu glikolowego, ale się przeliczyłam. Serum ewidentnie działało na mnie aknegennie, wystarczyło posmarować na wieczór skórę, a rano już były wypryski. Dawałam mu kilka szans, w końcu powiedziałam dość i serum ląduje w koszu.
Ponowny zakup: NIE
Dla kogo: Dla nikogo, są lepsze sera.

I to tyle :)

Znacie coś z tych kosmetyków? Jak Wasze wrażenia?