Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Annabelle Minerals. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Annabelle Minerals. Pokaż wszystkie posty

5.01.2015

Ulubieńcy roku 2014

O dziwo, ulubieńców minionego roku nie mam wcale aż tak wielu. Chciałam zebrać 14 pozycji, bo to rok 2014, ale ostatecznie zrezygnowałam. Nie chciałam doszukiwać się na siłę. Chciałam, żeby były to kosmetyki, które naprawdę towarzyszyły mi przez większość roku 2014 i zachwyciły na tyle, że z przyjemnością sięgnę po nie ponownie.



W dalszym ciągu wśród moich ulubieńców utrzymuje się ogromna część ulubieńców z 2013 r. Róże z Annabelle Minerals, tint z Bell, piaski z Wibo, drewniany grzebień z The Body Shop, kamuflaż w kremie z Catrice, cynamonowa pomadka z Sylveco, Color Tattoo z Maybelline czy perfumy Bijan Black towarzyszyły mi często również i w 2014 r., a po pozostałych ulubieńców z zeszłego roku na pewno również jeszcze sięgnę, jak tylko zużyję obecne zapasy.
Tymczasem w 2014 r. odkryłam i szczególnie mocno pokochałam następujące perełki:


1) Bania Agafii: Maseczki: dziegciowa, oczyszczająca niebieska, odświeżająca


Jak być może już wiecie, jestem fanką maseczek i w ciągu roku używam ich naprawdę wiele. Te stały się niekwestionowanymi liderami i nie wyobrażam sobie już bez nich mojej pielęgnacji. Świetne, naturalne składy, rewelacyjne działanie, miłe dla nowa zapachy i praktyczne opakowania w formie zakręcanych saszetek. Więcej pisałam o nich TUTAJ.


2) Bania Agafii: Biała glinka do mycia włosów i ciała


Kolejny saszetkowy kosmetyk, który skradł moje serce. Glinka do mycia jest na tyle praktyczna, że możemy umyć się nią dosłownie od stóp do głów. Ja szczególnie lubię nią myć twarz, bo ma bardzo dobre działanie na moją cerę, ale doceniam ogromnie jej uniwersalność w każdej podróży, gdy zamiast 3 butelek, biorę ze sobą tylko jedną małą, 100 ml saszetkę. Jeśli jeszcze nie czytałyście pełnej recenzji, zapraszam - KLIK.


3) Biochemia Urody: Tonik z kwasami AHA/BHA 10%


Produkt, który w dużej mierze rozprawił się z moimi zaskórnikami zamkniętymi, na które nic nie działało. Oprócz tego doczyścił i wyregulował moją skórę na tyle, że coraz częściej zdarza mi się wychodzić z domu bez podkładu i korektora, co długo było wręcz nie do pomyślenia. To kolejny produkt BU, który skradł moje serce. Mam nadzieję, że znajdę w nowym roku chwilę, by napisać Wam o nim coś wiecej.


4) Ziaja Liście Manuka: Krem mikrozłuszczający na noc


Nigdy nie sądziłam, że polubię krem Ziaji, ale stało się i tak :) Krem z dodatkiem kwasu migdałowego świetnie koi moją skórę nocą, sprawia, że rano budzę się z świeżą, czystą, delikatną i ładną cerą. Wpływa na rzadsze powstawanie wyprysków i regularnie stosowany naprawdę poprawia stan skory. Również mam nadzieję, że i o nim uda mi się napisać Wam coś więcej.

5) Annabelle Minerals: Cień mineralny Vanilla


Podstawa praktycznie każdego mojego makijażu obecnie. Świetny kolor bazowy, dobrze kryjący, napigmentowany, z delikatnym połyskiem, trwały i niesamowicie wydajny. Bardzo się cieszę, że Annabelle Minerals wprowadziło do swojej oferty cienie i mam nadzieję, że w tym roku uda mi się poznać także kilka innych odcieni. Pełną recenzję tego ślicznego nudziaka znajdzicie TUTAJ.
 

6) Etre Belle: Tusz Lash-x-press & Hyaluronic


Rzadko kiedy tusz do rzęs robi na mnie takie wrażenie jak ten. Wystarczy jednak zerknąć do posta z pełną recenzją - KLIK - by przekonać się dlaczego tak go polubiłam. Szybko potrafi wyczarować na moich kikutach prawdziwy wachlarz rzęs, a do tego jest trwały i nie kruszy się i nie osypuje.


7) Alverde: Poczwórne cienie do powiek


Pierwsze naturalne cienie w mojej kolekcji, które przekonały mnie do tego, że naturalna kolorówka wcale nie musi ustępować miejsca tej tradycyjnej. Za ok. 16 zł dostajemy świetną paletkę brązów, które sprawdzą się zarówno na dzień, jak i na wieczór. Zdecydowanie najmocniej eksploatowana paletka w tym roku, must have na każdym moim wyjeździe. Po więcej szczegółów zapraszam do recenzji - KLIK.


8) Kolorowka.com: Perłowe pigmenty mineralne



Poznałam w zeszłym roku 4 kolory - Whisper of Angels, Apricot, Oriental Beige oraz Pale Tan i z pewnością będę chciała kontynuować poznawanie kolejnych. Uwielbiam ich za cudowną trójwymiarowość, niejednoznaczność i trwałość. Pełny ich opis oraz zdjęcia znajdziecie TUTAJ


9) Primer DYI z półproduktów z Kolorowka.com


Dzięki Italianie przestałam bać się silikonów w produktach do twarzy i ukręciłam sobie całkiem silikonowy primer pod podkład, który stosuję, gdy zależy mi na tym, by moja cera wyglądała mocno nieskazitelnie ;) Działa trochę jak photoshop w proszku, fajnie zmiękcza rysy twarzy, wygładza, odbija światło, dzięki czemu niedoskonałości i nierówności nie rzucają się w oczy. No i oczywiście, poprawia trwałość podkładu - zarówno mineralnego, jak i zwykłego. Na pewno jeszcze Wam o nim napiszę :)


A co znalazło się wśród Waszych zeszłorocznych ulubieńców?

30.12.2014

Moja pielęgnacja twarzy - stan na koniec 2014 r.

Zanim opowiem Wam o moich kosmetycznych ulubieńcach mijającego roku, chciałabym najpierw przedstawić moją obecną pielęgnację twarzy. Robię to także w dużej mierze dla siebie - ku pamięci, by na wypadek gdyby stan mojej cery się pogorszył - odpukać! ;) - wiedzieć, co mi służyło i do czego warto wrócić. Zachęcam i Was do robienia takich notatek, zwłaszcza jeśli macie z jakichś względów problematyczną cerę. Dobrze wówczas wiedzieć, kiedy nasza skóra wyglądała najlepiej, a kiedy najgorzej i jakie kosmetyki mogły mieć na to wpływ.

Ostatnio o mojej pielęgnacji twarzy pisałam we wrześniu - TUTAJ. Nie zmieniło się od tego czasu wiele, ale kilka perełek przybyło.



Najpierw jednak kilka słów o tym, jak obecnie prezentuje się moja cera:

Muszę przyznać, że na tę chwilę jestem baaardzo zadowolona ze stanu mojej cery.
Na koniec 2014 r. prezentuje się ona naprawdę zdrowo. Wciąż jest mieszana i nigdy nie przestanie taka być, ale cera mieszana także może wyglądać ładnie i myślę, że w dużej mierze udało mi się to osiągnąć. Niespodzianki pojawiają mi się sporadycznie - właściwie tylko przed okresem albo na własne życzenie, gdy użyję nieodpowiednich dla mnie kosmetyków. Strefa T znacznie ograniczyła wydzielanie sebum, powiedziałabym nawet, że przetłuszcza się na tę chwilę bardzo umiarkowanie, jest delikatny błysk, ale nie muszę już kilka razy dziennie poprawiać makijażu, używać bibułek ani mocno matujących kremów. W 99% pozbyłam się zaskórników zamkniętych, co uważam za ogromny sukces, bo zaczynałam już szczerze wątpić, czy te w okolicach brody i czoła są w ogóle do usunięcia. Ten 1% zaskórników, które pozostały to naprawdę tyle co nic, wyjątkowo uporczywe uparciuchy, które myślę, że z czasem i tak się poddadzą ;)
Nie udało mi się pozbyć zaskórników otwartych - na nosie wciąż mam sporo czarnych kropek, na które najlepiej działa, niestety, mechaniczne oczyszczanie. Doraźnie pomagają także maseczki z glinką, ale nie jest to aż tak dogłębny efekt, jakiego potrzebuję.
Wciąż zmagam się z nierównym kolorytem skóry i rozszerzonymi naczynkami, i na tę chwilę to właśnie uważam za największy problem mojej skóry. W nowym roku chciałabym skupić się bardziej właśnie na poprawie kolorytu, wzmocnieniu naczynek. Na pewno jednym z moich pierwszych zakupów będzie teraz olej marchewkowy.


A teraz o tym, co w dużej mierze sprawia, że moja cera wygląda tak dobrze, czyli o kosmetykach :)

Moja pielęgnacja twarzy prezentuje się obecnie tak:


Oczyszczanie:



Biochemia Urody: Olejek myjący drzewko herbaciane - oczywisty ulubieniec, którego nie mogłoby zabraknąć w mojej pielęgnacji, czyli olejek hydrofilowy. Rewelacyjnie oczyszcza, nie naruszając warstwy hydrolipidowej skóry. Stosuję do wieczornego oczyszczania, czasem także rano, jedna butelka wystarcza mi - uwaga - na pół roku!

Sylveco: Żel do mycia twarzy rumiankowy - stosuję go tylko do porannego oczyszczania, bo na wieczór jest za słaby, mam już dosłownie resztkę w opakowaniu i lada dzień wyzionie pewnie ducha ;) Ten żel nie podbił jednak mojego serca na tyle, bym chciała do niego wrócić.

Bania Agafii: Biała glinka do mycia - ze względu na to, że jest kosmetykiem bardzo uniwersalnym, stosuję go głównie na wyjazdach, gdzie zastępuje mi szampon, żel pod prysznic i czyścik do twarzy. Dobrze oczyszcza skórę zarówno rano, jak i wieczorem. Zdecydowanie wart polecenia kosmetyk.

Garnier: Płyn micelarny - używam co wieczór do wstępnego oczyszczania twarzy z makijażu. To mój pierwszy kontakt z tym płynem i na tę chwilę jestem z niego zadowolona - duża butla dobrego płynu w niskiej cenie.

e-naturalne.pl: Tonik do cery tłustej, łojotokowej - jeden z niewielu toników do cery tłustej, jakie znam, który nie zawiera wysuszającego alkoholu, za to posiada w składzie mocznik znany z właściwości nawilżających - taką pielęgnację cery tłustej i mieszanej to ja rozumiem!


Peelingi:


Sylveco: Wygładzający peeling do twarzy - dobry zdzierak, ale dla mojej naczynkowej skóry dość inwazyjny, więc używam raz na dwa tygodnie, by dokładnie złuszczyć naskórek.

Apis: Enzymatyczny peeling żurawinowy - bardzo fajny peeling enzymatyczny świetnie nadający się do częstego stosowania. Polska firma, naturalny skład, myślę, że to nie ostatnie moje opakowanie.


Maseczki:


Bania Agafii: Maseczki odświeżająca, dziegciowa, oczyszczająca niebieska - pisałam o nich już kilka razy, jeśli chcecie dowiedzieć się więcej, to zapraszam TUTAJ. Dla mnie to jedne z najlepszych maseczek do twarzy jakie znam i bardzo chętnie po nie sięgam.

Balm Balm: Hibiskusowa maseczka do twarzy - to właściwie maseczka i peeling w jednym. Bardzo porządnie oczyszcza i złuszcza. Skład ma króciutki i zaskakujące, że w takiej ilości składników tkwi taka moc. Na dniach napiszę Wam jej recenzję.

Love Me Green: Regenerująca maseczka do twarzy - kolejna, fajna, naturalna maska. Tym razem dla odmiany nie oczyszczająca, ale regenerująca. Skóra po aplikacji jest miękka, wygładzona, faktycznie zregenerowana.


Kremy i olejki:


Alva Rhassoul: Aktywny krem oczyszczający - stosuję stosunkowo od niedawna, ale na chwilę obecną postrzegam go jako świetny krem do stosowania i na dzień, i na noc. Bardzo dobrze utrzymuje w ryzach mieszaną skórę, w mig wygaja ewentualne niespodzianki. Wchłania się do matu, ale nie ściąga skóry, wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że jest ona świetnie nawilżona po nim. Ten krem zdecydowanie zachęcił mnie do dalszych przygód z tą serią Alvy.

Ziaja Liście Manuka: Krem mikrozłuszczający - jeden z niewielu kremów Ziai, który odważyłam się nałożyć na twarz (nie mam nic do Ziaji, natomiast mam problematyczną skórę, która najlepiej się czuje w towarzystwie naturalnych kosmetyków, stąd moja ostrożność) i właściwie jedyny kosmetyk z serii Manuka, który chciałam wypróbować. I cieszę się, że to zrobiłam. Nakładam go na noc, rano budzę się z odświeżoną, rozjaśnioną skórą, ma korzystne działanie na wypryski, przy regularnym stosowaniu stan cery ma szansę się poprawić. Muszę mu w końcu napisać recenzję, bo zasłużył na to ;)

Tołpa botanic amarantus: Nawilżający krem rozświetlający pod oczy - rozświetlenia żadnego nie zauważam, ale jest to naprawdę porządnie nawilżający krem. Nie zostawia tłustego filmu, jest dobry pod makijaż, nie podrażnia i nie uczula. Na pewno jeden z lepszych kremów, jakie stosowałam pod oczy, choć myślę, że ulubieniec w kategorii kremów pod oczy jeszcze przede mną.

Blisko Natury: Olejek bawełniany - bezzapachowy olejek, świetny do nocnego nawilżania. Wyraźnie odżywia skórę, wygładza ją i regeneruje tak, że rano budzimy się naprawdę piękni i wypoczęci :)


Kwasy:


Biochemia Urody: Tonik z kwasami AHA/BHA 10% - myślę, że za usunięcie zaskórników zamkniętych w mojej twarzy odpowiada w największym stopniu właśnie ten kosmetyk. Stopniowo, choć mało inwazyjnie (łuszczenie zdarzało mi się tylko przy zbyt częstym jego stosowaniu), wygładza skórę, oczyszcza ją i odnawia. To kolejny - po serum migdałowym - kosmetyk z kwasami z Biochemii Urody, z którego jestem bardzo zadowolona.



Oprócz tego, myślę, że warte uwagi są także kosmetyki kolorowe, które nakładam na twarz, a które bez wątpienia również wpłynęły na poprawę jej stanu, bo są w dużej mierze mineralne i naturalne.


Obecnie używam tylko podkładu mineralnego - aktualnie mam dla cery tłustej/mieszanej z Kolorowka.com, który nieco podrasowałam na własne potrzeby. Korektor również mam z Kolorowki, a na większe problemy do ukrycia (czyli dość rzadko) stosuję kamuflaż z Catrice. Jako primer nakładam także własną mieszankę półproduktów z Kolorowka.com (mikrosfery silikonowe+sfery velvetowe+puder jedwabny+antiredness mica+mica oriental beige+stearynian magnezu), który działa jak photoshop. Jedyny puder, jaki stosuję to zwykła skrobia ziemniaczana bez żadnych dodatków.


Nie używam również żadnych innych niż mineralne róży oraz bronzerów. Róże mam z Annabelle Minerals, bronzer własnej roboty z półproduktów z Kolorowka.com. Jeśli chodzi o rozświetlacz - od niedawna mam również własnej produkcji z półproduktów z Kolorowki, ale czasem zdarza mi się używać rakże drogeryjnego Essence z limitki Circus Circus, bo uwielbiam efekt jaki daje, a na szczęście nie zawiera on czerwonych, syntetycznych pigmentów.



I to tyle. Kończę rok 2014 z naprawdę fajną cerą i mam nadzieję utrzymać ją w takim stanie również w przyszłym roku :) Wam również w nowym roku życzę pięknych, zadbanych cer i jak najmniej problemów skórnych :)


15.03.2014

Annabelle Minerals: Cień mineralny Vanilla

Cześć dziewczyny!
Pamiętacie, jak pisałam Wam o podkładach i różach od Annabelle Minerals? Jestem z nich bardzo zadowolona  i właściwie nie wyobrażam sobie bez nich makijażu. Moje opinie na temat tych produktów możecie przeczytać TUTAJ I TUTAJ.
Z wielką radością przyjęłam więc informację, że firma rozpoczęła produkcję cieni mineralnych i postanowiłam wypróbować, jak się sprawują. To mój pierwszy kontakt z cieniami mineralnymi, ale pomyślałam sobie, że jak się sprawdzą, to chętnie zamienię tradycyjne cienie na te zdrowsze, bo naturalne. Na początek wybrałam odcień Vanilla, w sam raz do codziennego makijażu.



Cień znajduje się w plastikowym przezroczystym słoiczku z czarną nakrętką i trzeba przyznać, że prezentuje się bardzo ładnie. Sprawia wrażenie solidnie wykonanego. Słoiczek posiada zakrywane, przesuwane siteczko, dzięki czemu można łatwo zabezpieczyć cień przed wysypywaniem i nie ma problemu np. przy ich przewożeniu.



Sam cień ma oczywiście formę sypką, jest lekki i delikatny. Trzeba mieć na uwadze, że przy takich cieniach trzeba nabrać trochę wprawy przy nakładaniu. Namiar cienia należy zawsze strzepać z pędzelka, by zapobiec ich osypywaniu. Cień nie pyli się przy nakładaniu i bardzo ładnie przylega do powieki. Efekt nasycenia koloru można stopniować poprzez nakładanie kolejnej warstwy, cień bardzo ładnie rozciera się i blenduje.




Ogromnym plusem jest jego lekkość, przez co cień na powiece wygląda bardzo delikatnie i naturalnie, co nie jest tak oczywiste w przypadku tradycyjnych cieni.
Jeśli chodzi o trwałość - nie mogę się wypowiedzieć, jak cienie sprawują się solo, bo zawsze używam cień na bazę i nakładany w ten sposób wytrzymuje w stanie idealnym od rana do wieczornego demakijażu.



Sam kolor Vanilla jest jasnym, ciepłym, delikatnie złocistym odcieniem. Pięknie wygląda jako baza codziennego makijażu i jest bardzo uniwersalnym kolorem - myślę, że większość z Was by go polubiła :) Pigmentację ma bardzo dobrą, świetnie zakrywa wszystkie żyłki, jakie mam na powiece i idealnie wyrównuje jej koloryt. Powieka staje się rozświetlona, a spojrzenie zyskuje świeżości.

(po lewej goła powieka, po prawej - z cieniem Vanilla)

Skład jest krótki i jak najbardziej "mineralny": Mica, Titatnium Dioxide, Kaolin, Silk, CI 77492, CI 77491.

Na koniec muszę wspomnieć o wydajności. Cień ma całkiem sporą pojemność (niestety, ani na stronie producenta, ani na opakowaniu brak dokładnej informacji, jaką), na moje oko ok. 3 g. Jest przy tym szalenie wydajny, podobnie zresztą jak wszystkie inne produkty mineralne.
Cena pojedynczego cienia to 29,90 zł i przy takiej wydajności i jakości jest naprawdę w porządku.


Podsumowując - to kolejny naprawdę udany produkt Annabelle Minerals i chętnie sięgnę po inne odcienie. Tym bardziej, że kolorystyka, jaką proponuje producent, baaardzo wpisuje się w moje gusta :)



Ciekawa jestem, czy próbowałyście już cieni Annabelle Minerals? A może polecacie inne cienie mineralne? :)


1.01.2014

Ulubieńcy roku 2013

Cześć Dziewczyny!
Przyszła pora, by zaprezentować Wam moje największe odkrycia ubiegłego roku. Mam nadzieję, że Was zaciekawią i być może również odkryjecie swoich ulubieńców? :) Oto one:




Ulubione produkty w kategorii TWARZ:




Maybelline 24H Color Tattoo
2 kolory: On and On the Bronze oraz Permanent Taupe i nic więcej mi nie potrzeba do dziennego makijażu oka. No może jeszcze tuszu do rzes :) Złocisty brąz pięknie rozświetla powiekę i wyrównuje jej koloryt, Permanent Taupe z kolei świetnie nadaje się do podkreślania dolnej powieki oraz... brwi! Cienie bez bazy trzymają się ok. 6 h, z bazą - aż do demakijażu w stanie nienaruszonym. Dodatkowym ich atutem jest nakładanie: można pędzelkiem (tak nakładam np. Permanent Taupe na brwi), można palcem (dzięki czemu błyskawicznie mamy podkreśloną powiekę). Odkąd je mam, po inne cienie do makijażu dziennego sięgam już tylko okazjonalnie.


Bell: Lip Tint (wersja biedronkowa)
Pięknie i trwale barwi usta, a przy tym nie wysusza skóry, jak inne znane mi matowe pomadki. Kolor również ładny, ostry róż, w sam raz do delikatnie podkreślonych oczu, ale bez neonowej przesady. To zdecydowanie najczęściej używany przeze mnie produkt do ust w tym roku (zaraz po pomadce z Sylveco oczywiście)


Sylveco: Pomadka ochronna cynamonowa
Ulubiony nawilżacz i natłuszczacz do ust z pięknym, naturalnym składem. Błyskawicznie odżywia suche usta i sprawia, że w mig stają się miękkie i wygładzone. Lubię stosować ją i zimą i latem. Więcej pisałam o niej TUTAJ.


Annabelle Minerals: Podkład i róże mineralne
Piękne, naturalnie wyglądające na skorze kosmetyki. Dobra jakość krycia i pigmentacji, świetny stosunek ceny o wydajności. Dodatkowo moja cera odpłaca mi za minerałki zdrowym wyglądem i mniejszą skłonnością do niespodzianek. Więcej o podkładzie przeczytacie TUTAJ, a o różach TUTAJ.


Catrice: Camouflage Cream - Kamuflaż w kremie
Świetnie kryje nawet najbardziej uporczywe blizny i niedoskonałości. Można stopniować poziom krycia nakładając koleje warstwy. Na większe wyjścia cienka warstwa sprawdzi się także w charakterze podkładu. Po więcej szczegółów zapraszam TUTAJ.


Przepisy Babci Agafii : Krem do twarzy na noc Zatrzymanie młodości (do lat 35)
Krem na noc, który działa jak dobra silikonowa baza, choć nie zawiera ani jednego silikonu! Dobrze nawilża moją mieszaną skórę i zapewnia jej świetny wygląd. Do tego ma bardzo fajny skład i przyjemną cenę. Więcej o kremie pisałam TUTAJ.


Fitomed: Maseczka peeling K+K
Moja ulubiona maseczka od czasów, kiedy nie wiedzieć czamu wycofano ze sprzedaży maskę do skóry tłustej z Lirene. Na szczęście Fitomed równie dogębnie oczyszcza i wygładza skórę. Do tego działa w ekspresowym tempie - wystarczą 3 minuty i po maseczce! Więcej pisałam o maseczce TUTAJ.




Ulubione produkty w kategorii WŁOSY: 



Garnier Ultra doux: Szampon oczyszczający Cytryna i biała glinka
Jedyny szampon, po którym rzeczywiście odczuwam dłuższą niż zazwyczaj świeżość włosów. Do tego dochodzi dobre pienienie się (czyli w moim wypadku - brak splątanych włosów) i fajny, świeży zapach. Zdecydowanie zostanie ze mną na dłużej.


The Body Shop: Drewniany grzebień
Nie umiem już czesać włosów innym grzebieniem - ten idealnie rozczesuje, nie szarpie, nie elektryzuje, nie wyrywa. Bez niego czuję się jak bez ręki ;) Więcej o nim przeczytacie TUTAJ.


Wella: Serum z prowitaminą b5
Jest to odżywka dołączana do farb Wellaton i bardzo ubolewam na tym, że nie jest dostępna w normalnej sprzedaży, bo nigdy nie znalazłam jeszcze równie dobrej odżywki. Cudownie wręcz zmiękcza, wygładza i nabłyszcza włosy - żadna inna odżywka nie daje mi tak spektakularnych efektów, nawet najsłynniejsze polecane przez włosomaniaczki cuda...


Ulubione produkty w kategorii CIAŁO:



Wibo: Lakier do paznokci WOW! glamour sand
Absolutny ulubieniec w kategorii lakierów, nie tylko w tym roku, ale po prostu zawsze. Chyba nigdy mi się nie znudzi. Pięknie i elegancko wygląda zarówno na długich, jak i krótkich paznokaciach, schnie jak błyskawica i zmywa się całkiem przyzwoicie jak na brokat. Mam nadzieję, że Wibo będzie go produkować zawsze :) Więcej o tym lakierze pisałam TUTAJ.


Zioła Babuszki Agafii: Naturalne syberyjskie białe mydło
Świetny, uniwersalny produkt: do ciała, do włosów, a także do twarzy. Bardzo dobrze oczyszcza, a przy tym cdownie pachnie naturalną świeżością i polnymi kwiatami. Nie mogę się oderwać do tego zapachu :) Skład jest przebogaty w roślinne ekstrakty - mam nadzieję, że na fali zmian w rosyjskich kosmetykach nie ulegnie zmianie i on...


Tołpa: Delikatny żel pod prysznic Białe kwiaty (niestety zabrakło go na zdjęciu, bo przypomniałam sobie o nim dopiero, jak już było po zdjęciach ;))
Mój faworyt w kategorii żeli - delikatny, przyjemnie odświeżający i niewysuszający. Świetnie sprawdza się także w roli żelu do mycia twarzy! Ogromny plus za brak SLSu w składzie. Więcej o tym żelu pisałam TUTAJ.


Cosmabell Foot Peel: Intensywny peeling do stóp
Skarpety nasączone kwasami, które z martwym naskórkiem radzą sobie lepiej niż najlepsza kosmetyczka! Efekt zabiegu: gładkie, miękkie stopy - jak nowe! Więcej o skarpetach Cosmabell pisałam TUTAJ.


The Secret Soap Story: Krem do rąk 20% masła shea Wanilia
Odkryłam go na spotkaniu wrocławskich blogerek i z miejsca pobił moje serce. Rzadko który krem do rąk mnie zachwyca, ale tutaj była miłość od pierwszego wejrzenia. Jest idealny pod każdym względem: składu, zapachu i przede wszystkim - nawilżenia!


Bijan Black: Woda toaletowa dla... mężczyzn
Dobra, przyznaję się, najczęściej w tym roku używałam wody toaletowej dla mężczyzn :P Ale odkąd odkryłam ten zapach, mam na jego punkcie fioła! Co ciekawe, mam także wersję Bijan Black dla kobiet, jednak ona nie działa na mnie aż tak bardzo jak wersja męska. Jest poprawna, ok, ale wersja dla mężczyzn to prawdziwy OGIEŃ. Bergamotka, drzewo sandałowe, musk, sosna, jaśmin, kwiat pomarańczy, ambra, lawenda, wanilia, wetyweria. Prze-dziwaczne połączenie, tak różne od wszystkich słodko-świeżych zapachów, które które królują na ulicach. W ramach ciekawostki zdradzę Wam, że jak mam na sobie tę wodę to faceci zawsze mnie pytają czym pachnę, bo chcieliby kupić ją swoim kobietom :D


Ciekawa jestem, czy znacie moich ulubieńców i czy nasze typy się zgadzają :)


Korzystając z okazji życzę Wam Szczęśliwego Nowego Roku Wam, a w Nowym Roku jak najwięcej ulubieńców i jak najmniej bubli :)

21.10.2013

Róże z Annabelle Minerals - recenzja + swatche odcieni

Ponad pół roku temu zamówiłam swój pierwszy podkład mineralny, a także - za jedną przesyłką od razu - róże mineralne. Wybór padł na Annabelle Minerals i - jak być może pamiętacie - z ich podkładu jestem bardzo zadowolona i stosuję go do dziś (pisałam o nim TUTAJ). A jak sprawdziły się róże? Jeśli jesteście ciekawe, to zapraszam na recenzję i swatche.

Róże mineralne Annabelle Minerals kolory


Na początek trochę liczb :)

Róże Annabelle Minerals występują w 6 kolorach, kosztują 30 zł za sztukę i zapakowane są w plastikowe, solidne pudełeczka z sitkiem o pojemności 4 g. Na stronie firmy można zamówić również próbki (zarówno różów jak i podkładów) - jedna próbka kosztuje 7,50 zł i ma pojemność 1 g.

Ja zdecydowałam się na zakup pełnowymiarowego opakowania różu w odcieniu Rose, który wydał mi się najbardziej odpowiedni dla mojego typu urody, natomiast pozostałych 5 kolorów postanowiłam przetestować w formie próbek.

Róże mineralne Annabelle Minerals odcienie



Wrażenia ze stosowania

Zacznę od tego, że róże są szalenie wydajne - zapas, który posiadam wystarczy mi spokojnie na kilka lat - mam wrażenie, że ich w ogóle nie ubywa z opakowania mimo codziennego stosowania ;)

Wszystkie odcienie są matowe, a gama kolorystyczna jest na tyle neutralna, że każdy powinien znaleźć coś dla siebie.

Róże nakładają się bardzo łatwo, dobrze się rozcierają i ciężko przesadzić z ilością. Wyglądają naprawdę ładnie  i naturalnie na skórze. Efekt oczywiście można stopniować, a same róże mają bardzo dobrą pigmentację. Na plus zasługuje także fakt, że nie pylą się, choć w przypadku próbek małe opakowania sprawiają, że łatwo jest rozsypać kosmetyk dookoła. W przypadku pełnowymiarowego opakowania nie ma już takiego problemu.

Na mojej mieszanej skórze róże trzymają się bardzo dobrze i nie muszę robić poprawek w ciągu dnia. Kolory nie bledną ani nie zmieniają odcienia. Róże dobrze współpracują z każdym podkładem, jaki stosowałam, nie robią na skórze tzw. "placków" :)




Odcienie

Annabelle Mineral róże odcienie swatche



Nude - jasny róż przełamany beżem, daje bardzo delikatny, naturalny efekt. Jest bardzo neutralny i pasuje świetnie do makijaży, które same w sobie już bardzo przykuwają uwagę.

Annabelle Mineral róż kolor Nude 
Romantic - bardzo, bardzo jasny, chłodny róż. Moim zdaniem najsłabszy ze wszystkich kolorów, który będzie pasował chyba tylko osobom ekstremalnie bladym. Mimo iż sama mam jasną karnację, tego różu właściwie nie widać na moich policzkach. Muszę się sporo nagimnastykować, by zobaczyć jakiś efekt, a i tak uważam, że nie jest on wart świeczki.

Annabelle Mineral róż kolor Romantic


Rose - delikatnie brudny, przyjemny i naprawdę ładny róż. Nie jest ostry ani "świński", nie tworzy rumieńców jak u lalki - ten kolor to mój faworyt i cieszę się, że zaryzykowałam i to właśnie jego zamówiłam w pełnowymiarowym opakowaniu.

Annabelle Mineral róż kolor Rose


Coral - najbardziej nietypowy, dość ciemny brąz zmieszany z czerwienią, nieco ceglasty; sięgam po niego od czas do czasu, gdy mam ochotę na bardziej wyraziście podkreślone policzki.

Annabelle Mineral róż kolor Coral


Sunrise - pomarańczowa brzoskwinia przełamana delikatnie różem, fajnie sprawdza się zwłaszcza latem, na opalonej skórze.

Annabelle Mineral róż kolor Sunrise


Honey - Annabelle Minerals nie ma w swojej ofercie brązera, ale ten kolor zdecydowanie może spełniać jego funkcje. Brązowawo-pomarańczowy fajnie modeluje i ociepla twarz. Jeśli skończy mi się próbka, kupię pełne opakowanie i będę używać go właśnie jako brązera.

Annabelle Mineral róż kolor Honey


Róże mineralne a poprawa stanu skóry

Jeśli mimo wszystko wciąż nie jesteście przekonane, to najlepsze zostawiłam na koniec. Odkąd stosuję róże Annabelle Minerals (a będzie to już ponad pół roku) ANI RAZU nie wyskoczył mi żaden pryszcz na policzkach. Wcześniej pryszczate policzki były moją zmorą - nie tylko małe krostki, ale i duże, podskórne gule, które nie tylko tygodniami bolały, ale także tygodniami goiły się. Długo nie mogłam dociec, co jest przyczyną ich powstawania. Wyeliminowałam przecież SLS i parafinę, zrezygnowałam z ciężkich, silikonowych podkładów, postawiłam na bardziej naturalną pielęgnację, a mimo to pryszcze na policzkach wciąż się pojawiały.

Dopiero - kiedy wczytałam się w temat aknegenności (o której cały artykuł napisałam Wam TUTAJ) - oświeciło mnie, że przyczyną mogą być używane przeze mnie dotąd róże i brązery, zawierające czerwone, syntetyczne pigmenty, które wykazują właśnie działanie aknegenne. Ja wiem, że to brzmi trochę niewiarygodnie, że przez róż czy brązer można mieć trądzik, ale na własnej skórze przekonałam się, że to naprawdę możliwe.

Jak się zapewne domyślacie wyrzuciłam wszystkie róże i brązery, jakie miałam wcześniej i zaczęłam używać tylko różów Annabelle Minerals, które są wykonane z samych naturalnych barwników tj. z czystych minerałów. Na efekt nie musiałam długo czekać, pryszcze zaczęły znikać z dnia na dzień i po niedługim czasie mogłam się cieszyć gładkimi policzkami. Mija pół roku stosowania różów mineralnych, a na moich policzkach dalej nie pojawiają się żadne niespodzianki.

Zdaję sobie sprawę, że nie na wszystkie osoby tak właśnie działają barwniki syntetyczne zawarte w drogeryjnych różach i pudrach. Wiele osób może stosować te kosmetyki i nigdy nie wyskoczy im żadna nawet niespodzianka. Jeżeli jednak macie problemy z krostami i wypryskami na policzkach i nie możecie sobie z nimi poradzić, warto spróbować zamianę różów sklepowych na te mineralne. Mnie się to bardzo opłaciło i w drogeriach nawet już nie patrzę w stronę półek z różami :)

Annabelle Mineral róże kolory swatche


Ciekawa jestem, czy używacie różów mineralnych? A może któraś z Was ma doświadczenia podobne do moich? :)

21.06.2013

Annabelle Minerals: Podklad mineralny Kryjący (Natural Light) - moja pierwsza przygoda z minerałami

Dawno, dawno temu zamieniłam zwykłe kremy do twarzy na kremy naturalne, a drogeryjny puder na skrobię ziemniaczaną. Z obu tych zmian jestem niesamowicie zadowolona, zadowolona jest także moja skóra :) Najdłużej jednak wzbraniałam się przed zamianą podkładu na bardziej naturalny. W końcu jednak się odważyłam i kupiłam mój pierwszy podkład mineralny: wybór padł na Podkład kryjący firmy Annabelle Minerals w odcieniu Natural Light. Nie będę czarować: podkład ma swoje wady. Ale zalet ma zdecydowanie więcej.

Annabelle Minerals: Mineralny podkład kryjący (odcień Natural Light)



Podkład dostajemy w plastikowym pudełeczku z sitkiem. Ja posiadam większą pojemność (10 g), można też na początek wybrać sobie mniejszą (4g). Plastik, z którego zrobiono słoik, jest dość solidny, choć podejrzewam, że upadku na płytki raczej by nie przetrwał ;)
Mimo iż z moim podkładem staram się obchodzić dość delikatnie (nie potrząsam nim gwałtownie, nie zabieram go w podróż), to i tak podkład się nieco wysypuje przy odkręcaniu. No ale cóż, taka to już chyba wada sypkich kosmetyków.



Nakładam go zawsze na sucho pędzlem Ecotools kabuki z zestawu pędzli do makijażu mineralnego.  Próbowałam nakładać go na mokro, ale nie podszedł mi w ten sposób.

Wybrałam kolor Natural Light i chociaż wybrałam go w ciemno, to okazał się dla mojej skóry idealny. Świetnie się z nią stapia i jest właściwie niewidoczny.

Zdecydowałam się na wersję kryjącą (są jeszcze: matująca i rozświetlająca). Krycie oceniam jako dobre. Dodatkowym plusem jest fakt, że efekt możemy stopniować, dodając kolejną warstwę. Ja z reguły jednak poprzestaję na jednej warstwie - wystarczająco dobrze kryje moje zaczerwienienia, blizny i inne paskudztwa. Czasem niektóre, pojedyncze niedoskonałości traktuję jeszcze dodatkową warstewką podkładu. Podkład bardzo fajnie wyrównuje koloryt skóry, co świetnie widać na zdjęciu. Mam wrażenie, że delikatnie zmiękcza rysy twarzy. Generalnie - jest to taki lekki photoshop w pudrze :)

(Proszę nie przestraszyć, bo wiem, że bez makijażu straszę :P
Po lewej - bez podkładu, po prawej - z podkładem)

Podkład Annabelle w wersji kryjącej daje efekt matowy, ale jest to taki zdrowy mat, bez uczucia "płaskości". Niestety, na mojej skórze w strefie T mat nie utrzymuje się długo i po max. 3 h niezbędne są bibułki matujące i lekkie poprawki.

Trwałość oceniam jako przeciętną w kierunku dobrej - nie jest to podkład, z którym wyjdę rano z domu i po 8 h wrócę z wciąż idealną buzią. Broń Boże, nie jest to podkład na imprezę - spłynie, zetrze się, zniknie.

I pewnie gdyby był to zwykły, drogeryjny podkład to bym go już skreśliła. No ale właśnie - nie jest. Nie ma parafiny, silikonów i innych dziadostw, których moja skóra nie lubi. I wreszcie naprawdę czuję, że skóra oddycha nawet pod podkładem, nic jej nie zapycha, a i ogólny jej stan wizualny się poprawił.
Same możecie zobaczyć, że na mojej twarzy nie widać praktycznie żadnych zaskórników, które kiedyś były moją zmorą :)

Dlatego wybaczam mu, że nie jest super trwały i że nie daje mi wymarzonego matu. Do tradycyjnych podkładów już nie wrócę, chyba że na jakieś wielkie wyjścia. Na co dzień stawiam na minerały i bardzo się cieszę, że w końcu się odważyłam :) Zerknijcie jeszcze na skład:




Podkład kosztuje 30 zł (4 g) lub 50 zł (10 g). Jest wydajny, jak chyba każdy sypki kosmetyk. W przyszłości z pewnością wypróbuję też podkłady mineralne innych firm. Być może znajdę coś co akurat trwałością i matem przebije Annabelle Minerals. A jeśli nie, to do AM wrócę. Bo mamy jedną wspólną cechę - i ja, i on lubimy moją skórę :)
 

Przy okazji zakupu podkładu, skusiłam się także na zakup róży z Annabelle Minerals. Ale o nich napiszę Wam innym razem, bo też zasługują na osobną notkę.


Dajcie znać, czy próbowałyście podkładów mineralnych i jakie polecacie :)