Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Balm Balm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Balm Balm. Pokaż wszystkie posty

6.01.2015

Balm Balm: Oczyszczająca maseczka z hibiskusa

Dziś pora na recenzję jednego z najbardziej rozpoznawalnych produktów marki Balm Balm. Zapowiadałam Wam ją już od jakiegoś czasu, gdy pokazywałam ten kosmetyk i w mojej aktualnej pielęgnacji twarzy, i w ulubieńcach grudnia, w końcu się zmobilizowałam i oto jest :) Mowa oczywiście o maseczce, a do tego maseczce w pełni naturalnej, czyli połączeniu dwóch rzeczy, które uwielbiam. Od dawna chciałam ją wypróbować i w końcu się skusiłam :)
Przyznaję, że ostatnio trochę się rozleniwiłam jeśli chodzi o maski do twarzy. Nie za bardzo chciało mi się bawić w rozrabianie, mieszanie, kombinowanie, więc glinkowe maski poszły na jakiś czas w odstawkę, a ja chętniej sięgałam po gotowe już maseczki. Maska z Balm Balm na nowo zachęciła mnie do takiej formy masek, bo zdecydowanie jest warta tej zabawy w rozrabianie ;)


Balm Balm: Oczyszczająca maseczka z hibiskusa

Balm Balm: Oczyszczająca maseczka z hibiskusa


Maseczka ma postać proszku umieszczonego w plastikowym, zakręcanym słoiczku, charakterystycznym dla kremów. Opakowanie jest proste, minimalistyczne, ale praktyczne. Odmierzamy porcję i szczelnie zakręcamy, bez obaw, że pozostała zawartość zwietrzeje z czasem. W opakowaniu znajdziemy 40 g proszku. Nie jest to wcale mało zważywszy na to, że rozrabiamy ją z wodą i w ten sposób zwiększa się objętość właściwego produktu. Dodatkowo dzięki temu, że kosmetyk ma formę proszku, a nie gotowego już produktu, zwiększa się jego trwałość i przydatność do użycia. Producent nie musiał również szprycować swojego kosmetyku niepotrzebnymi konserwantami. Trwałość maseczki po otwarciu to aż 24 m-ce, naprawdę sporo, bo większość znanych mi masek muszę zużyć w przeciągu 6-9 m-cy od otwarcia.

Maseczka to właściwie zaledwie trzy składniki - puder ryżowy z brązowego ryżu, puder z kwiatów hibiskusa oraz olejek eteryczny z geranium, z dodatkiem kompozycji zapachowych. Aż dziw, że taka mała ilość składników daje taką torpedę :)

Skład: Oryza Sativa (Rice) Powder, Hibiscus Sabdariffa Flower Powder, Pelagonium Graveolens Flower Oil, Citral, Geraniol, Linalool, Citronellol, Limonene
Składniki są w 100% naturalne i w 100% pochodzą z upraw ekologicznych. Maska posiada certyfikat Soil Association (certyfikat rolnictwa ekologicznego Wielkiej Brytanii).

Balm Balm: Oczyszczająca maseczka z hibiskusa


Jak już wspomniałam, maseczka ma postać białego, pachnącego kwiatowo  proszku, który mieszamy z wodą. Po zmieszaniu z wodą dzieją się cuda i maseczka z białego zmienia kolor na cudnie różowy :) Ja na łyżeczkę proszku daję mniej więcej łyżkę wody i w ten sposób uzyskuję najlepszą konsystencję. Z takiej ilości otrzymujemy porcję wystarczającą na całą twarz. Po rozrobieniu maseczka przypomina średnio gęstą, niejednorodną, różową papkę z drobinkami płatków hibiskusa. 
Nakładamy na twarz i trzymamy ok. 10 min. Kiedy czujemy, że maseczka zaczyna zasychać, zwilżamy ją odrobiną wody i masujemy delikatnie (!) skórę, dzięki czemu dodatkowo ją wypeelingujemy. Jeśli mamy naczynkową cerę, etap masowania można pominąć.
Spłukujemy wodą i możemy cieszyć się efektami.

Balm Balm: Oczyszczająca maseczka z hibiskusa
Balm Balm: Oczyszczająca maseczka z hibiskusa


A efekty zdecydowanie zasługują na uwagę :) Skóra jest cudownie wygładzona, delikatnie złuszczona, oczyszczona i mięciutka. Pory są delikatnie zwężone, a ewentualne niespodzianki podsuszone i ukojone. Cera nie jest przy tym ściągnięta, a ewentualne zaczerwienienie zależy od intensywności peelingu, jaki wykonaliśmy. Świetne w tym produkcie jest zwłaszcza to, że szybko i prosto możemy osiągnąć podwójny efekt - peelingu i maski. To również bardzo fajna alternatywa dla osób, którym znudziły się już glinkowe czy algowe maseczki i poszukują czegoś równie dobrze oczyszczającego.

Tak jak wspomniałam, maseczka ma pojemność 40 g, kosztuje ok. 40 zł i można ją kupić np. w sklepie Matique. Warto też na stronie sklepu zobaczyć, ile pozytywnych opinii ma ta maska :) Jeśli i Wy lubicie takie uniwersalne, naturalne kosmetyki, z pewnością ta maska podbije również Wasze serca.

Balm Balm: Oczyszczająca maseczka z hibiskusa

Ciekawa jestem, czy znacie tę maskę? A może inne produkty marki Balm Balm możecie polecić?

2.01.2015

Kosmetyczni ulubiency grudnia

Nim zbiorę do kupy ulubieńców z całego roku i wybiorę najlepszych, pora podsumować jeszcze grudzień i królujące w minionym miesiącu kosmetyki. To zaczynamy! :)



Balm Balm: Oczyszczająca maseczka hibiskusowa 


Przyznaję, że trochę się rozleniwiłam w ostatnim czasie i odzwyczaiłam się już od maseczek w proszku i samodzielnego ich rozrabiania, ale hibiskusowa maseczka od Balm Balm zdecydowanie jest tego warta. Ma śliczny różowy kolor, ładnie pachnie, a w swoim działaniu łączy skuteczny peeling z oczyszczającą maską. W 100% naturalna, świetna alternatywa dla glinkowych masek. Pełna recenzja już na dniach.


Dove: Szampon do włosów Nourishing Oild Care


Rzadko mi się zdarza sięgać po produkty Dove, po ten szampon też raczej bym nie sięgnęła sama. Dostałam go od Rossmanna w paczce z nowościami i... pokochałam od pierwszego użycia. Nigdy jeszcze nie spotkałam szamponu, który robiłby dla włosów coś więcej niż tylko je mył. Tymczasem ten myjąc, działa lepiej niż niejedna odżywka. Włosy po myciu są miękkie, lekkie, błyszczące, wygładzone i fajnie się układają.Nawet gdy nie użyję po nim odżywki moje włosy są w świetnej formie i bez problemu jestem (byłam*) je w stanie rozczesać.
*W połowie grudnia rozjaśniłam włosy i teraz są one na tyle suche i podniszczone, że bez odżywki ani rusz, niemniej wcześniej właśnie jak miałam do wyboru umyć włosy Dove i nie dawać żadnej odżywki albo umyć innym szamponem i nałożyć odżywkę, wolałam dużo bardziej pierwszą opcję. Teraz również po ten szampon sięgam najczęściej, choć już bez odżywki się nie obejdzie, bo włosy są po prostu zbyt suche.
Nie wiem, czy Dove zmieniało coś w składzie, bo na wizażu szampon ten ma zupełnie inny skład niż na moim opakowaniu. U mnie są wysoko w składzie aż 3 wartościowe dla włosów oleje! Serdecznie polecam ten szampon, ale sprawdźcie, czy na pewno ma taki skład, jak na mojej butli.


Golden Rose: Matowe pomadki Velvett Matte



Od dawna przyglądałam im się w Internecie, ale dopiero moja tegoroczna Mikołajka (KLIK) sprawiła, że pierwszy raz je wypróbowałam. I jeszcze raz serdecznie dziękuję, Ewelina, bo pokochałam te pomadki miłością absolutną :) Od Eweliny otrzymałam kolor 11, niedawno dokupiłam kolor nr 8 i zapewne na nich nie poprzestanę. Rewelacyjna pigmentacja, świetne, żywe kolory, matowe, bez drobinek. Jeśli chodzi o wysuszanie ust, nie ma tragedii. Maty od Rimmela czy Manhattana wysuszają moje usta w duuuużo większym stopniu. Pomadki te nie są jednak wolne od wad i czasami zdarza im się migracja poza kontur... Dobra konturówka jednak załatwia tę sprawę ;)


Evree: Max Repair Regenerujący krem do rąk


Pisałam Wam o nim TUTAJ. I wciąż podtrzymuję wszystkie pochlebne słowa z tamtego posta. Krem świetnie odżywia i regeneruje skórę dłoni, dobrze się wchłania, rewelacyjnie zabezpiecza. Mój hit na zimę, a być może także na kolejne miesiące.


Isana: Mydło i żel pod prysznic z limitowanej edycji z pingwinkiem


Chyba dawno żaden produkt nie zdobył takim szturmem blogów i instagrama ;) Chociaż sama dużo bardziej od ładnego opakowania cenię sobie dobrą zawartość i nie lubię generalnie owczego pędu, nie byłam w stanie się im oprzeć! Są przesłodkie, wprowadzają świetnie zimowy nastrój do domu i tyle razy, ile wchodzę do łazienki, od razu się do nich uśmiecham ;) I nie ukrywam, że ten produkt trafia do ulubieńców przede wszystkim za sprawą pomysłowego opakowania. Sam żel i mydło są całkiem w porządku, mają całkiem miły zapach i dobrze oczyszczają skórę. Żadnych szczególnych właściwości co prawda nie mają, no ale same rozumiecie - od czasu do czasu każdemu zdarza się kupować oczami ;)


Znacie któreś z tych kosmetyków? Co polubiłyście najbardziej w grudniu?

30.12.2014

Moja pielęgnacja twarzy - stan na koniec 2014 r.

Zanim opowiem Wam o moich kosmetycznych ulubieńcach mijającego roku, chciałabym najpierw przedstawić moją obecną pielęgnację twarzy. Robię to także w dużej mierze dla siebie - ku pamięci, by na wypadek gdyby stan mojej cery się pogorszył - odpukać! ;) - wiedzieć, co mi służyło i do czego warto wrócić. Zachęcam i Was do robienia takich notatek, zwłaszcza jeśli macie z jakichś względów problematyczną cerę. Dobrze wówczas wiedzieć, kiedy nasza skóra wyglądała najlepiej, a kiedy najgorzej i jakie kosmetyki mogły mieć na to wpływ.

Ostatnio o mojej pielęgnacji twarzy pisałam we wrześniu - TUTAJ. Nie zmieniło się od tego czasu wiele, ale kilka perełek przybyło.



Najpierw jednak kilka słów o tym, jak obecnie prezentuje się moja cera:

Muszę przyznać, że na tę chwilę jestem baaardzo zadowolona ze stanu mojej cery.
Na koniec 2014 r. prezentuje się ona naprawdę zdrowo. Wciąż jest mieszana i nigdy nie przestanie taka być, ale cera mieszana także może wyglądać ładnie i myślę, że w dużej mierze udało mi się to osiągnąć. Niespodzianki pojawiają mi się sporadycznie - właściwie tylko przed okresem albo na własne życzenie, gdy użyję nieodpowiednich dla mnie kosmetyków. Strefa T znacznie ograniczyła wydzielanie sebum, powiedziałabym nawet, że przetłuszcza się na tę chwilę bardzo umiarkowanie, jest delikatny błysk, ale nie muszę już kilka razy dziennie poprawiać makijażu, używać bibułek ani mocno matujących kremów. W 99% pozbyłam się zaskórników zamkniętych, co uważam za ogromny sukces, bo zaczynałam już szczerze wątpić, czy te w okolicach brody i czoła są w ogóle do usunięcia. Ten 1% zaskórników, które pozostały to naprawdę tyle co nic, wyjątkowo uporczywe uparciuchy, które myślę, że z czasem i tak się poddadzą ;)
Nie udało mi się pozbyć zaskórników otwartych - na nosie wciąż mam sporo czarnych kropek, na które najlepiej działa, niestety, mechaniczne oczyszczanie. Doraźnie pomagają także maseczki z glinką, ale nie jest to aż tak dogłębny efekt, jakiego potrzebuję.
Wciąż zmagam się z nierównym kolorytem skóry i rozszerzonymi naczynkami, i na tę chwilę to właśnie uważam za największy problem mojej skóry. W nowym roku chciałabym skupić się bardziej właśnie na poprawie kolorytu, wzmocnieniu naczynek. Na pewno jednym z moich pierwszych zakupów będzie teraz olej marchewkowy.


A teraz o tym, co w dużej mierze sprawia, że moja cera wygląda tak dobrze, czyli o kosmetykach :)

Moja pielęgnacja twarzy prezentuje się obecnie tak:


Oczyszczanie:



Biochemia Urody: Olejek myjący drzewko herbaciane - oczywisty ulubieniec, którego nie mogłoby zabraknąć w mojej pielęgnacji, czyli olejek hydrofilowy. Rewelacyjnie oczyszcza, nie naruszając warstwy hydrolipidowej skóry. Stosuję do wieczornego oczyszczania, czasem także rano, jedna butelka wystarcza mi - uwaga - na pół roku!

Sylveco: Żel do mycia twarzy rumiankowy - stosuję go tylko do porannego oczyszczania, bo na wieczór jest za słaby, mam już dosłownie resztkę w opakowaniu i lada dzień wyzionie pewnie ducha ;) Ten żel nie podbił jednak mojego serca na tyle, bym chciała do niego wrócić.

Bania Agafii: Biała glinka do mycia - ze względu na to, że jest kosmetykiem bardzo uniwersalnym, stosuję go głównie na wyjazdach, gdzie zastępuje mi szampon, żel pod prysznic i czyścik do twarzy. Dobrze oczyszcza skórę zarówno rano, jak i wieczorem. Zdecydowanie wart polecenia kosmetyk.

Garnier: Płyn micelarny - używam co wieczór do wstępnego oczyszczania twarzy z makijażu. To mój pierwszy kontakt z tym płynem i na tę chwilę jestem z niego zadowolona - duża butla dobrego płynu w niskiej cenie.

e-naturalne.pl: Tonik do cery tłustej, łojotokowej - jeden z niewielu toników do cery tłustej, jakie znam, który nie zawiera wysuszającego alkoholu, za to posiada w składzie mocznik znany z właściwości nawilżających - taką pielęgnację cery tłustej i mieszanej to ja rozumiem!


Peelingi:


Sylveco: Wygładzający peeling do twarzy - dobry zdzierak, ale dla mojej naczynkowej skóry dość inwazyjny, więc używam raz na dwa tygodnie, by dokładnie złuszczyć naskórek.

Apis: Enzymatyczny peeling żurawinowy - bardzo fajny peeling enzymatyczny świetnie nadający się do częstego stosowania. Polska firma, naturalny skład, myślę, że to nie ostatnie moje opakowanie.


Maseczki:


Bania Agafii: Maseczki odświeżająca, dziegciowa, oczyszczająca niebieska - pisałam o nich już kilka razy, jeśli chcecie dowiedzieć się więcej, to zapraszam TUTAJ. Dla mnie to jedne z najlepszych maseczek do twarzy jakie znam i bardzo chętnie po nie sięgam.

Balm Balm: Hibiskusowa maseczka do twarzy - to właściwie maseczka i peeling w jednym. Bardzo porządnie oczyszcza i złuszcza. Skład ma króciutki i zaskakujące, że w takiej ilości składników tkwi taka moc. Na dniach napiszę Wam jej recenzję.

Love Me Green: Regenerująca maseczka do twarzy - kolejna, fajna, naturalna maska. Tym razem dla odmiany nie oczyszczająca, ale regenerująca. Skóra po aplikacji jest miękka, wygładzona, faktycznie zregenerowana.


Kremy i olejki:


Alva Rhassoul: Aktywny krem oczyszczający - stosuję stosunkowo od niedawna, ale na chwilę obecną postrzegam go jako świetny krem do stosowania i na dzień, i na noc. Bardzo dobrze utrzymuje w ryzach mieszaną skórę, w mig wygaja ewentualne niespodzianki. Wchłania się do matu, ale nie ściąga skóry, wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że jest ona świetnie nawilżona po nim. Ten krem zdecydowanie zachęcił mnie do dalszych przygód z tą serią Alvy.

Ziaja Liście Manuka: Krem mikrozłuszczający - jeden z niewielu kremów Ziai, który odważyłam się nałożyć na twarz (nie mam nic do Ziaji, natomiast mam problematyczną skórę, która najlepiej się czuje w towarzystwie naturalnych kosmetyków, stąd moja ostrożność) i właściwie jedyny kosmetyk z serii Manuka, który chciałam wypróbować. I cieszę się, że to zrobiłam. Nakładam go na noc, rano budzę się z odświeżoną, rozjaśnioną skórą, ma korzystne działanie na wypryski, przy regularnym stosowaniu stan cery ma szansę się poprawić. Muszę mu w końcu napisać recenzję, bo zasłużył na to ;)

Tołpa botanic amarantus: Nawilżający krem rozświetlający pod oczy - rozświetlenia żadnego nie zauważam, ale jest to naprawdę porządnie nawilżający krem. Nie zostawia tłustego filmu, jest dobry pod makijaż, nie podrażnia i nie uczula. Na pewno jeden z lepszych kremów, jakie stosowałam pod oczy, choć myślę, że ulubieniec w kategorii kremów pod oczy jeszcze przede mną.

Blisko Natury: Olejek bawełniany - bezzapachowy olejek, świetny do nocnego nawilżania. Wyraźnie odżywia skórę, wygładza ją i regeneruje tak, że rano budzimy się naprawdę piękni i wypoczęci :)


Kwasy:


Biochemia Urody: Tonik z kwasami AHA/BHA 10% - myślę, że za usunięcie zaskórników zamkniętych w mojej twarzy odpowiada w największym stopniu właśnie ten kosmetyk. Stopniowo, choć mało inwazyjnie (łuszczenie zdarzało mi się tylko przy zbyt częstym jego stosowaniu), wygładza skórę, oczyszcza ją i odnawia. To kolejny - po serum migdałowym - kosmetyk z kwasami z Biochemii Urody, z którego jestem bardzo zadowolona.



Oprócz tego, myślę, że warte uwagi są także kosmetyki kolorowe, które nakładam na twarz, a które bez wątpienia również wpłynęły na poprawę jej stanu, bo są w dużej mierze mineralne i naturalne.


Obecnie używam tylko podkładu mineralnego - aktualnie mam dla cery tłustej/mieszanej z Kolorowka.com, który nieco podrasowałam na własne potrzeby. Korektor również mam z Kolorowki, a na większe problemy do ukrycia (czyli dość rzadko) stosuję kamuflaż z Catrice. Jako primer nakładam także własną mieszankę półproduktów z Kolorowka.com (mikrosfery silikonowe+sfery velvetowe+puder jedwabny+antiredness mica+mica oriental beige+stearynian magnezu), który działa jak photoshop. Jedyny puder, jaki stosuję to zwykła skrobia ziemniaczana bez żadnych dodatków.


Nie używam również żadnych innych niż mineralne róży oraz bronzerów. Róże mam z Annabelle Minerals, bronzer własnej roboty z półproduktów z Kolorowka.com. Jeśli chodzi o rozświetlacz - od niedawna mam również własnej produkcji z półproduktów z Kolorowki, ale czasem zdarza mi się używać rakże drogeryjnego Essence z limitki Circus Circus, bo uwielbiam efekt jaki daje, a na szczęście nie zawiera on czerwonych, syntetycznych pigmentów.



I to tyle. Kończę rok 2014 z naprawdę fajną cerą i mam nadzieję utrzymać ją w takim stanie również w przyszłym roku :) Wam również w nowym roku życzę pięknych, zadbanych cer i jak najmniej problemów skórnych :)


8.12.2014

Nowości kosmetyczne

Oj, dawno nie pokazywałam Wam moich nowości kosmetycznych ;) Część z nich mam już ponad 2 miesiące, więc na dniach pewnie będę je już recenzować, część to zupełne świeżynki, niektóre przyszły pocztą dosłownie przed chwilą. Także jak same widzicie, totalny misz-masz i niekoniecznie "nowości" w ścisłym tego słowa znaczeniu ;) Ale jako że sama bardzo lubię oglądać takie posty i zawsze coś fajnego w nich wypatrzę, to i Wam pokażę, co tam u mnie na przełomie kilku ostatnich miesięcy się nagromadziło.
Sporo rzeczy pokazuję też na Instagramie, więc jeśli jeszcze mnie nie śledzicie, to zapraszam - KLIK :)



Jedne z najwcześniejszych nowości to zestaw pielęgnacyjny od Evree, który dostałam w ramach współpracy. Krem i balsam do ciała idealnie wpisują się w obecną jesienno-zimową aurę. Z kolei przypadkiem kiedyś na facebooku wzięłam udział w mini rozdaniu na fanpage'u Gren Pharmacy i wygrałam taki oto balsam Owies i Rumianek Lekarski :)



Od jakiegoś też już czasu są ze mną minerały ze sklepu Kolorowka.com. Zrobiłam zamówienie za ok. 100 zł i w ramach tego otrzymałam całkiem pokaźną ilość kosmetyków mineralnych, bo i podkład, primer, korektor, rozświetlacz, bronzer i 4 sypkie pigmeny, a i tak wciąż jeszcze nieco woreczków z zawartością mam ;) Bez wątpienia jest to najbardziej ekonomiczna forma nabycia minerałów, choć szczerze powiem, że nie ze wszystkich produktów jestem w 100% zadowolona. Ale to już Wam opowiem kiedyś przy okazji recenzji :)



Pozostając w temacie kosmetyków samorobionych, postanowiłam zdradzić moją ulubioną Biochemię Urody i spróbować tym razem asortymentu sklepu e-naturalne.pl. Kupiłam kilka "luźnych" składników, które mi gdzieś tam do czegoś akurat były potrzebne, natomiast z gotowych zestawów postawiłam na Tonik do cery tłustej i łojotokowej oraz oczywiście - Olejek myjący :)



Ale to nie jedyny tonik, jaki się u mnie niedawno pojawił ;) Będąc akurat w pobliżu sklepu ze zdrową żywnością, skusiłam się na dwie wody: różana i z kewry, a w Rossmannie na promocji skusiła mnie woda z Mixy polecana zarówno dla dzieci jak i dla dorosłych:



Ta Mixa do koszyka tak naprawdę wpadła przypadkiem, ;)  bo do Rossmanna poszłam w innym celu, a mianowicie poszaleć na słynnej promocji kolorówki 1+1. Porwałam całą kolekcję brokatowych piasków Wibo, które już dołączyły do grona moich ulubieńców i szminkę z limitowanki Rock with me, która okazała się z kolei totalnym bublem. Paletka Nude od Lovely oraz Lakier WOW! Glamour Satin póki co są w fazie poznawania, ciężko mi jeszcze powiedzieć, czy będzie z tego miłość :)



Skoro już o Rossmannie mówimy, to jako recenzentka oczywiście otrzymałam do testów kolejną paczkę nowości, a w niej kosmetyki, które będą dostępne w drogeriach od stycznia:
- Wellness&Beauty: Sól do kąpieli Lawenda i oliwa
- Perfumy Bruno Banani: Absolute Woman
- Bielenda: Ultraodżywczy olejek do ciała Golden Oils
- Rival de Loop: Krem CC Revital Q10
- Dove: Szampon do włosów Nourishing Oil Care
- Scholl Velvet Smooth: Krem nawilżający do codziennej pielęgnacji stóp
- Scholl Velvet Smooth: Maska do stóp na noc

Póki co najbardziej polubiłam się z solą do kąpieli i produktami Scholla :)

Bardzo lubię zapachy B&BW i ogromnie ubolewam, że są dostępne tylko w stolicy! Podczas ostatniej wizyty w Warszawie miałam tak napięty harmonogram, że dosłownie w ostatniej chwili przed odlotem wpadłam do Bath and Body Works w Złotych Tarasach, chwyciłam pierwsze lepsze mydełko, którego zapach mi odpowiadał i wybiegłam ;) Więcej wąchań już nie zdążyłam zrobić ;)



W grudniu już wzbogaciłam się od dwie mikołajkowe przesyłki, jedną od Eweliny z bloga http://lusia22.blogspot.com/, w tym cudowną matową szminkę Golden Rose Velvet Matte w kolorze przepięknej fuksji (nr 11) oraz równie cudowny lakier tej marki w kolorze tak głębokiego fioletu, że oczu nie mogę oderwać :)


Drugim Mikołajem był sklep Blisko Natury, który obdarował mnie zestawem świątecznym pomarańcza-bawełna-kawa. Olejek z nasion bawełny już zdążył rozkochać moją skórę, pomarańczowy olejek eteryczny wzbogaca niejedną aromoterapię, a z kolei mini masełko kawowe ukryte w pięknej metalowej puszce pójdzie do siostry, która uwielbia takie gadżety, a ja mam to szczęście, że mogę się cieszyć już od jakiegoś czasu pełnowartościowym opakowaniem tego masełka :)



Z pozostałych naturalnych kosmetyków, na jakie skusiłam się w ostatnim czasie, muszę wymienić oczyszczająca maskę hibiskusową z BalmBalm (Matique.pl), która jest rewelacyjna i na pewno wkrótce doczeka się recenzji. Oprócz tego postanowiłam w końcu przekonać się na własnej skórze, jak działa mydło Aleppo, do tej pory moje doświadczenia z myciem twarzy mydłem nie były najlepsze, ale fakt, że Aleppo jeszcze nie próbowałam. Krem na noc i Serum ochronne z Absolute Organic mam nadzieję, że dzielnie zastąpią mi wycofaną, a moją ulubioną do tej pory serię BeEco z FlosLeku, bo produkuje je ta sama marka i składowo też są dość podobne.



A, zapomniałabym jeszcze o jednym naturalnym gagatku - peelingu z korundem od Sylveco :) Z Sylveco miewam różne przypadki, niektóre kosmetyki bardzo lubię, innych kompletnie wcale, ale powiem Wam, że jeśli chodzi o peeling to jest mooooc! :)



No i pora na Dzień Darmowej Dostawy, tutaj skusiły mnie rosyjskie smakołyki w sklepie mazidelka.pl - chciałam wypróbować 2 pozostałe maski z serii Banii Agafii, których jeszcze nie znam, ale tylko jedna z nich - liftingująca - była dostępna. Na odmładzającą z mlekiem łosia będę musiała jeszcze polować ;) Dla mojej siostry do prezentu świątecznego dokupiłam z kolei saszetkowy peeling gryczany do ciała oraz szampon odżywczy.



No i czas kończyć, więc oto przesyłka, która dosłownie przed chwilą do mnie trafiła, czyli też zakupy przy okazji DDD w sklepie ezebra. Skusiłam się na próbę na dwie mini buteleczki kultowego wysuszacza SecheVite, by zobaczyć, czy faktycznie jest tak dobry, jak o nim mówią. Akurat kończy mi się zmywacz, więc kliknęłam pierwszy lepszy z Essence, a kremowe cienie Manhattana i zielenie z NYC uśmiechały się tak ładnie, że po prostu nie mogłam ich tam samych zostawić ;)


I to koniec, więcej grzechów nie pamiętam. Możecie mnie teraz wysłać na odwyk ;) Zresztą sama się wyślę, bo zdaje się, że w styczniu Balbina Ogryzek powtórzy akcję "Miesiąc bez zakupów kosmetycznych" i ja bardzo chętnie dołączę :) 
Jedyne, co mnie usprawiedliwia to fakt, że nie są to nabytki z ostatniego miesiąca tylko, ale co najmniej dwóch, jak nie trzech ostatnich;)


A co tam u Was nowego, kosmetycznego? :)