Przeczytałam na którymś blogu o wodzie pietruszkowej - domowym zamienniku hydrolatu czy toniku. Uwielbiam kosmetyki hand made, "kuchenny" puder ze skrobii ziemniaczanej to mój wielki hit kosmetyczny, więc koniecznie musiałam sprawdzić tę nowinkę. Przepis śmiesznie prosty, więc spróbowałam :)
Potrzebna jest natka pietruszki i przegotowana woda. Natkę pietruszki (niewielką porcję) siekamy i zalewamy ok. 50 ml wody. Odstawiamy na noc do lodówki. Następnego dnia przecedzamy otrzymany napar i stosujemy go tak jak zwykły tonik. Wodę pietruszkową przechowujemy w lodówce ok. 5 dni.
Tyle teorii. Z moich obserwacji wynika, że wody tej nie warto robić za dużo. 30 ml to naprawdę wystarczająca porcja. Po 2 dniach czułam, że woda zaczyna tracić swoją świeżość, zmienia się zapach i jak sądzę - także właściwości. Przyznaję, że choć nie jestem fanką konserwantów, to jednak trochę się bałam tej wody używać. Nie jestem chemiczką, więc nie mam pewności jak długo naprawdę taka woda utrzyma świeżość. Wychodziłoby na to, że aby czuć się w miarę bezpiecznie z tym, co nakładam na buzię, musiałabym codziennie przygotowywać nową porcję. Na początku bawiłam się w to, bo chciałam na własnej skórze przekonać się o właściwościach tej wody, ale z czasem, kiedy żadnych odczuwalnych właściwości nie zaobserwowałam, porzuciłam wodę pietruszkową. Moim zdaniem, taką domową wodę pietruszkową najlepiej byłoby "wzbogacić" odrobiną konserwantu. Tutaj już jednak potrzebna jest nieco większa niż przeciętna znajomość alchemii kosmetycznej ;) Dochodzę więc do wniosku, że to chyba nie dla mnie. Wolę sprawdzone hydrolaty czy toniki.
A co do samej pietruszki - myślę, że więcej pożytku będzie, jak ją po prostu zjemy :) A jak ktoś nie lubi natki w tradycyjnej postaci, to na pewno pokocha ją w postaci takiego zielonego szejka. Na zdrowie! :)
źródło zdjęcia: http://zdrowie.gazeta.pl/Zdrowie/1,105912,12111126,Nowa_moda__zielone_koktajle_podbijaja_serca_.html

.jpg)
.jpg)
.jpg)