29.04.2013

Sylveco Łagodzący krem pod oczy

Lubię odkrywać fajne, naturalne kosmetyki. Z polskiej firmy Sylveco miałam już pomadki do ust (o cynamonowej pisałam TUTAJ), a że bardzo fajnie się sprawdziły, to sięgnęłam po kolejny kosmetyk Sylveco: Łagodzący krem pod oczy. Skład kremu bogaty jest w oleje: z winogron, sojowy, arganowy, masło shea i roślinne ekstrakty: z chabru bławatka, świetlika łąkowego i charakterystycznej dla firmy betuliny czyli ekstraktu z brzozy białej. Jak sprawdziło się to bogactwo naturyw pielęgnacji delikatnej skóry pod oczami? Zapraszam do recenzji :)

Sylveco Łagodzący krem pod oczy



Opakowanie: Opakowanie typu air-less, wygodne i higieniczne. Pompka nie zacina się, odmierza odpowiednią ilość kosmetyku. Dodatkowo opakowanie jest zapakowane w kartonik z wszystkimi niezbędnymi informacjami. Całość jest bardzo ładna i estetyczna. Warto dodać, że pojemność tego kremu jest 2-krotnie większa niż standardowo w przypadku kremów pod oczy.

Konsystencja, zapach: Krem ma przyjemną, lekką konsystencję, ani nie za gęstą ani nie za rzadką. Szybko się wchłania nie pozostawiając żadnego filmu. Krem jest bezzapachowy.

Działanie: Krem przyjemnie nawilża i koi zmęczoną skórę wokół oczu. Nie należy go sobie żałować - ja najlepsze efekty widziałam po nakładaniu solidnej warstwy kremu na noc. Krem nie lepi się i nie klei, szybko się wchłania, a do tego jest go dużo, więc nie ma co sobie żałować :) Lubię w nim także to, że świetnie sprawdza się pod makijaż, nie roluje cieni, nie przetłuszcza powieki. Nie ma również mowy o podrażnieniu oczu, nawet gdy przez nieuwagę trochę kremu dostałoby się pod powiekę. Niestety, nie zauważyłam, by krem zmniejszał cienie i obrzęki, niemniej i tak sprawuje się bardzo ok.

Cena: 25 zł/30ml

Ocena: 5/6

Czy kupiłabym ponownie:  TAK


Okazało się, że to kolejny, po pomadkach, kosmetyk Sylveco, który bardzo przypadł mi do gustu. Szczególnie cieszy fakt, że Sylveco to firma polska i naturalna. Brawo!

 *Znacie ten krem? Jak pielęgnujecie skórę pod oczami?*

24.04.2013

Algi morskie Fucus czyli niezwykła noc zwykłego morszczynu :)

Najpopularniejsze algi w blogerskim światku to zdecydowanie spirulina. Dziś opowiem Wam o algach mniej popularnych, ale równie ciekawych - algach fucus.

Algi morskie Fucus (Vesiculosus) to nic innego niż znany chyba wszystkim z zajęć biologi morszczyn pęcherzykowaty :)
Ten niepozorny organizm znajduje ogromne zastosowanie w kosmetyce: pomaga w walce z trądzikiem, łagodzi objawy łuszczycy, przywraca naturalne PH skóry, sprzyja gojeniu się ran, pomaga zwalczać rozstępy, działa antycellulitowo, przeciwmiażdżycowo, przeciwzapalnie, wspomaga odchudzanie, wzmacnia ścianki naczyń krwionośnych, poprawia koloryt skóry, a także regularnie stosowany sprzyja procesom regeneracji i odbudowy włosów  

Morszczyn zawiera jod organiczny i nieorganiczny, związki śluzowe: kwas alginowy, fukoidyna, laminaryna, mannitol oraz całą gamę witamin (B1, B2, C, D, E, H, K, kwas foliowy), mikroelementy (żelazo, mangan, kobalt). Jest bogaty w aminokwasy: glicynę, prolina, które są budulcem włókien elastynowych. Stosowanie morszczynu poprawia nawilżenie skóry i zwiększa elastyczność. Zawarte w morszczynie polimery działają higroskopijnie, tworząc na skórze nawilżającą warstwę, zapobiegającą utracie wody ze skóry.


Algi fucus ze sklepu Setare.pl


Algi otrzymujemy w woreczku strunowym, dlatego dla własnej wygody dobrze jest je sobie przesypać; ja wsypałam je do słoiczka z masła BeECO.
Mają formę suszonych płatków, są twarde, niemal czarne, a po zalaniu wrzątkiem odzyskują sprężystość i miękkość. Forma płatków może nie dla wszystkich być wygodna, ale zawsze można pomóc sobie i zmielić je w młynku :) Algi fucus wydzielają intensywny, rybi zapach, typowy zresztą dla alg.
Ja najczęściej stosowałam napar z morszczyna w formie toniku do przemywania twarzy (łyżeczka alg na pół szklanki gorącej wody, odcedzamy i trzymamy w lodówce). Taki tonik  przyjemnie nawilża, ale przede wszystkim wyraźnie napina skórę. Mam również wrażenie, że pozytywnie działa na wszelkiego rodzaju skórne niespodzianki, bo goją się szybciej i bez większych problemów.
Od czasu do czasu stosowałam również maseczkę z alg fucus na bazie z żelu z siemienia lnianego. Płatki same w sobie do maseczki są raczej zbyt toporne, za to zmieszane z żelem lnianym dobrze trzymają się skóry. Taką papkę nakładamy na skórę, kiedy jest jeszcze ciepła i trzymamy ok. 15-20 min. Skóra jest zregenerowana, nawilżona i ma wyrównany koloryt. Jest z taką maską trochę "babrania", ale dla takich efektów myślę, że warto :)
Stosowałam także płukankę z alg na włosy - tutaj akurat nie zauważyłam żadnych odczuwalnych efektów, ale na moje włosy nie działa prawie nic, także już się przyzwyczaiłam :P
Nie odważyłam się natomiast stosować morszczynu w formie kuracji wewnętrznej, jako naparów do picia. Zapach skutecznie mnie odrzucał ;) Niemniej takie napary są również rekomendowane.

Algi fucus nabyć można w sklepie Setare.pl KLIK w cenie 9 zł/100 g.

A już jutro w sklepie Setare.pl będzie darmowa dostawa! :) Po szczegóły zapraszam TUTAJ



*Ciekawa jestem, czy znacie morszczyna z nieco innej strony niż tej szkolnej? :) Lubicie w ogóle algi?*


21.04.2013

Jak rozpoznać prawdziwe czarne mydło? Recenzja Savon Noir od e-Fiore + porównanie

Niedawno w moje ręce wpadło Savon Noir z olejkiem damasceńskim ze sklepu e-Fiore. Jego niezwykłe działanie zmotywowało mnie do opowiedzenia Wam, o tym jak wygląda i zachowuje się prawdziwe czarne mydło. Wpis ciut długi, ostrzegam, ale wart uwagi, jeśli chcecie odkryć kolejny naturalny kosmetyk o niezwykłych właściwościach :)


Czarne mydło to nic innego niż zmydlona pasta ze zmiażdżonych oliwek. Kosmetyk ten pochodzi z Maroka i wykazuje cudowne wręcz właściwości oczyszczające. Jest jednym z elementów tureckiego rytuału oczyszczającego: hammamu.
 
Właściwości czarnego mydła: 

- dogłębnie oczyszcza skórę,
- usuwa i rozpuszcza martwy naskórek,
- wygładza i nawilża skórę,
- przygotowuje twarz i ciało do znacznie lepszej wchłanialności kremów, olejków i maseł,
- regularne stosowanie mydła eliminuje: wypryski, nierównomierny koloryt skóry,
- mydło poprawia gładkość, poziom nawilżenia skóry oraz uelastycznia ją i ujędrnia.



Savon noir można stosować na kilka sposobów:
  • do codziennego mycia twarzy i ciała,
  • do gomażu (nakładamy mydło na zwilżone ciało, pozostawiamy na kilka minut, a następnie specjalną rękawicą lub myjką, delikatnymi ruchami masujemy skórę - taki zabieg złuszcza naskórek i dokładnie oczyszcza skórę),
  • jako maseczki do skóry tłustej, mieszanej (na zwilżoną skórę nakładamy Savon Noir, masujemy, a następnie pozostawiamy na ok. 5 minut i spłukujemy wodą).

Savon Noir z olejkiem z róży damasceńskiej 
ze sklepu e-Fiore




Czarne mydło z olejkiem damasceńskim od e-Fiore nie przypomina tradycyjnego mydła, do jakiego przywykliśmy tzw. kostki. Jest zapakowane w słoiczek, ma bardzo gęstą, jednolitą konsystencję, niemal jak pasta. Jest półprzezroczysta, zielonkawo-brunatna i przypomina... smar :) Pachnie naturalnie, mocno oliwkowo, z delikatnym różanym akcentem. Zapach jest dla mnie zupełnie niedrażniący.
W kontakcie z wodą mydło zamienia się w kremowy mus. Po umyciu nim skóra aż skrzypi :) Czuć, że jest czysta i odświeżona. Po gomażu z użyciem Savon noir skóra jest dodatkowo jedwabiście gładka. Aż nie można przestać jej dotykać :) Żaden peeling mechaniczny (a tym bardziej enzymatyczny) nie daje równie spektakularnych efektów. Mało tego - peeling wykonany czarnym mydłem jest bezpieczny dla skóry ze skłonnością do pękających naczynek.
Uwielbiam takie uniwersalne i świetnie działające kosmetyki! W przypadku czarnego mydła od e-Fiore dodatkowym atutem jest także dodatek pielęgnującego olejku z róży damasceńskiej.

Skład  czarnego mydła od e-Fiore jest perfekcyjnie krótki: Aqua, Olea Europea Oil, Potasium Hydroxyde, Rosa Damascena Oil. 

Ponieważ czarne mydło nie zawiera konserwantów, należy zadbać o to, by nie dostała się do niego woda. Najlepiej nabierać je z pojemnika czystą drewnianą lub plastikową łyżką, ewentualnie można porcję mydła potrzebną do gomażu odłożyć sobie na talerzyk czy miseczkę.

Mydło dostępne w pojemności: 150ml (28,50 zł) i 500ml (78 zł).

Można je kupić w sklepie e-Fiore KLIK






 Jak rozpoznać prawdziwe czarne mydło?

Tak się złożyło, że niedawno dostałam także w prezencie Czarne mydło produkowane przez firmę Avon. Zdziwiłam się mocno, że Avon wziął się za tak zobowiązujący kosmetyk, ale moje zdziwienie nie trwało długo... Wystarczył rzut oka na skład, by prawdziwie się przerazić. Dlatego też postanowiłam zrobić porównanie i pokazać Wam, jak rozpoznać prawdziwe czarne mydło.



Kolor i konsystencja: 
Zasada nr 1 - prawdziwe czarne mydło nigdy nie jest czarne!

Czarne mydło ma zwykle ciemną, brunatną konsystencję. W zależności od użytych składników może mieć nieco żółtawe bądź zielonkawe zabarwienie. Konsystencja jest "smarowata" - może być gęsta lub nieco rzadsza, ale zawsze jest delikatnie przejrzysta.

e-Fiore:
brunatno-zielonkawe, przypomina pastę, smar, 
jest przejrzyste
Avon: 
ewidentnie czarne, przypomina błoto, 
nie jest przejrzyste


Zapach: 
Zasada nr 2 - czarne mydło pachnie tym, z czego jest zrobione!

W czarnym mydle muszą być wyczuwalne oliwki, nie te chemiczne, drogeryjne, ale takie właśnie, jak prawdziwe oliwki spożywcze. Zapach nie przez wszystkich lubiany, ale tak właśnie pachnie Savon Noir. Spotkać można czarne mydła wzbogacane olejkiem różanym lub eukaliptusowym - tutaj oliwkowy zapach będzie nieco zmodyfikowany, ale zawsze wyczuwalny.

e-Fiore:
wyraźnie czuć oliwkę z delikatną domieszką róży

 Avon:
pachnie słodko, korzennie, czuć anyż i ani grama oliwki


Skład: 
Zasada nr 3 - Im krócej - tym lepiej!

Czarne mydło to raptem kilka składników. Ot, w tym cały sekret i cała filozofia. Woda, zmiażdżone oliwki, wodorotlenek potasu + ew. dodatki o charakterze pielęgnacyjnym (np. naturalne olejki). Skład dłuższy niż 5 pozycji powinien już wzbudzić czujność. Absolutnie niedopuszczalne jest zastosowanie w Savon Noir konserwantów czy środków czyszczących!

e-Fiore:
Aqua, Olea Europea Oil, Potasium Hydroxyde,  Rosa Damascena Oil. 


  Avon: 
Aqua, Stearic Acid, Gycerin, PEG-6, Lauric Acid,
Potassium Hydroxide, Sodium Laureth Sulfate (!), Dipropylene Glycol,
Glycol Stearate, Polyethylene, Benzyl Alkohol, Parfum, Sodium Methyl Cocoyl Taurate, Cocamidopropyl Betaine, Glycereth-26, Disodium EDTA, Eucalyptus Globulus Leaf Oil, Moroccan Lava Clay, Amber Extract, Olea Europea Fruit Extract, Pottasium Benzoate, Phenoxyerhanol, Citric Acid, CI 77491, CI 77492, CI 77499


Działanie: 
Zasada nr 4 - Działa jak natura chciała!

Czarne mydło spełnia swe zadania dzięki zastosowanym w nim naturalnym składnikom - działa jak peeling enzymatyczny, świetnie oczyszcza i wyraźnie wygładza skórę.

e-Fiore:
naturalne składniki sprawiają, że kosmetyk
świetnie oczyszcza, złuszcza i wygładza
Avon:
oczyszcza - ale tylko dzięki chemicznym substancjom myjącym,
delikatnie złuszcza - ale tylko dzięki polietylenowym granulkom,
efekty nie są jednak spektakularne


Jak widać, "czarne mydło" od Avonu to tylko tani chwyt marketingowy powstały na fali rosnącej popularności Savon Noir. Avon wyprodukował zwykły polietylenowy peeling, do tego raczej kiepskiej jakości. Zafarbowanie go na czarno i umieszczenie oliwy z oliwek na końcu składu z pewnością nie uczyni go prawdziwym Czarnym mydłem prosto z tureckiej łaźni. Tytuł prawdziwego czarnego mydła otrzymuje Savon Noir od e-Fiore - bezapelacyjnie spełnia wszystkie wymagania, jakie pokładamy w czarnych mydłach!


*Ciekawa jestem o Wasze doświadczenia z czarnym mydłem? Znacie, lubicie?*


Krem BioNike wędruje do...

Ogłaszam, że krem BioNike, na który ogłosiłam na nabór w poprzedniej notce otrzyma do testowania:

Kaśśś^^

Mam nadzieję, że będzie Ci służył :) Proszę o adres do wysyłki na maila: balsamowo@gmail.com

Wszystkim zaś życzę ciepłego, niedzielnego popołudnia :)

18.04.2013

Kto chce przygarnąć kremik?

Hej dziewczyny  :)

Czy któraś z Was byłaby chętna wypróbować krem oczyszczający BioNike Defence Pure? Krem jest świeży, użyty raptem 3 razy. Niestety na mnie ewidentnie działa komedogennie, wiec nie jestem go w stanie zużyć :( (Z tym, że na mnie komedogennie działa 90% kremów, także radzę mną się nie sugerować). Jeśli macie skórę tłustą bądź mieszaną, skłonną do zanieczyszczeń, być może kremik będzie w sam raz dla Was :) Więcej o kremie można przeczytać TUTAJ
W zamian prosiłabym jedynie o jego recenzję :)
Gdyby któraś była chętna, proszę o informację w komentarzu.



Pozdrawiam Was serdecznie!

17.04.2013

Alterra Aloesowy krem na dzień do skóry suchej i wrażliwej

Aloesowy krem Alterra kupiłam któregoś razu na promocji w Rossmannie, będąc ciekawa, jak sprawdzi się w porównaniu do mojego ulubionego kremu na dzień z serii BeEco FlosLeku. Krem ma zachwycający skład i certyfikat BDiH, więc zapowiadał się naprawdę super. Jak się sprawdził w rzeczywistości? Zapraszam do lektury :)

Alterra Aloesowy Krem na dzień do skóry suchej i wrażliwej



Opakowanie: Bardzo ładne, żywe, niemal wiosenne :) Tubka jest miękka i  łatwo wydobyć z niej kosmetyk. Dodatkowo zapakowana została w kartonik.

Konsystencja, zapach: Konsystencja kremowa, acz nieco ciężkawa. Wchłania się szybko, jednak pozostawia na skórze coś w rodzaju ochronnej warstewki (podejrzewam, że to zasługa wosków). Krem pachnie dość intensywnie, mało naturalny jest to zapach, lekko słodki, z czasem nieco drażniący.

Działanie: Nawilża naprawdę przyzwoicie, buzia po aplikacji jest miękka i wygładzona (znów wyczuwam tutaj działanie pszczelego wosku). Nie roluje się i jak najbardziej nadaje się pod makijaż. Niestety, mam wrażenie, że zapycha mnie delikatnie, więc nie sięgnę po niego ponownie. Zużyłam go za to chętnie do zabezpieczania końcówek, bo skład ma naprawdę godny uwagi :)

Skład:  (na zielono zaznaczyłam naturalne olejki i ekstrakty) Aqua, Alkohol, Glycerin, Vitis Vinifera Seed Oil (olej z pestek winogron), Glycine Soya Oil (olej sojowy), Cera Alba (wosk pszczeli), Glyceryl Stearate Citrate, Sorbitan Stearate, Simmondsia Chinensis Seed Oil (olej jojoba), Butyrospermum Parkii Butter (masło shea), Parfum, Rhus Verniciflua Peel Cera (wosk z sumaka lakierodajnego), Sodium Citrate, Xanthan Gum , Sucrose Cocoate, Bisabolol, Linalool, Citric Acid, Prunus Armeniaca Kernel Oil(olej arganowy), Aloe Barbadensis Leaf Juice Powder (sok aloesowy) , Limonene, Tocopherol, Geraniol, Helianthus Annuus Seed Oil (olej słonecznikowy), Citronellol, Citral

Cena: 10 zł/50 ml

Ocena: +3/6

Czy kupiłabym ponownie: NIE, chociaż uważam, że na cerach mniej podatnych na zapychanie, mógłby sporo zdziałać

W dalszym ciągu moim nr 1 w kategorii kremów na dzień pozostaje więc TEN krem :)



*Ciekawa jestem, czy znacie ten krem i jak sprawdził się u Was? Co lubicie z Alterry?*

15.04.2013

Zapraszam do Lili! Same cudowności czekają :)

Znacie Lili Naturalną? Jeśli nie, to tracicie naprawdę sporo! Osobiście uwielbiam tego bloga, bo trzeba to przyznać, ze jego Autorka ma cudowny dar do wynajdywania perełek w internetowym światku :) A do tego to naprawdę przesympatyczna osoba ze śliczną córeczką i przystojnym mężem w pakiecie - hihihi ;)

Dlaczego o tym piszę? Otóż Lili zadała sobie sporo trudu i zorganizowała:
I Wiosenny Lili Plebiscyt na najlepsze kosmetyki naturalne! Dzięki niemu, to właśnie my - internautki - możemy wybrać najlepsze kosmetyki naturalne i pokazać sobie nawzajem, co naprawdę jest godne polecenia. Pomysł rewelacyjny i absolutnie wart rozpropagowania, dlatego serdecznie Was zapraszam do Lili Naturalnej, gdzie trwa właśnie II etap plebiscytu! Głosować można do 6 maja :)

Jakby tego było za mało, Lili zatroszczyła się o naprawdę genialne nagrody dla głosujących - właściwie każda nagroda w tym plebiscycie to prawdziwa uczta dla ciała i ducha :)

To co - zachęcone? Klikamy więc ładnie w obrazek i przenosimy się do tego cudownego świata! Warto! :)


14.04.2013

Super trwały eyeliner w żelu z Essence :)

Eyeliner w żelu z Essence kupiłam już jakiś czas temu i myślę, że żal byłoby Wam gonie przestawić. Kreska wykonana tym linerem to absolutna podstawa mojego codziennego makijażu. Dodatkowo, ten kosmetyk to chyba najlepszy produkt, jaki udało się wyprodukować Essence, więc warto zwrócić na niego uwagę, nawet jeśli zwykle omijacie szafę Essence szerokim łukiem ;) Uczciwie przyznaję, że odkąd go kupiłam, wszystkie moje pozostałe eyelinery poszły w odstawkę. Osobiście najbardziej lubię właśnie eyelinery w żelu - nakładane ściętym pędzelkiem są szalenie precyzyjne i wygodne w użyciu. A ten to już w ogóle :)

Essence Eyeliner w żelu


Opakowanie: Szklany słoiczek z plastikową zakrętką. Solidy, ciężki, trwały mimo upadków.

Konsystencja: Miękka, musowa, delikatna. Łatwo się nabiera na pędzelek i równie łatwo rozprowadza. Mimo dosyć długiego już używania, nie zauważyłam by eyeliner zaschnął, nadal pracuje się na nim tak super jak na początku.

Działanie: Posiadam kolor nr 02 London Baby, ciemnobrązowy (niestety już niedostępny w sprzedaży, a szkoda, bo jest świetny do dziennego makijażu). Pigmentacja eyelinera jest świetna i bardzo intensywna, wystarczy raz przejechać pędzelkiem, by otrzymać oczekiwany efekt. Eyeliner nie kruszy się, nie maże, nie odbija na powiece, perfekcyjnie przylega do skóry i wytrzymuje na niej w stanie nienaruszonym aż do demakijażu. Jest naprawdę niesamowicie trwały, nigdy nie musiałam robić jego poprawek. Mimo tak świetnej trwałości, nie sprawia jednak większych problemów przy demakijażu, schodzi ładnie czy to pod wpływem dwufazówki, czy też micela.

Cena: 12 zł/3ml

Ocena: 6/6 - nie umiem się w nim doszukać żadnych wad :)

Czy kupiłabym ponownie: TAK



Znacie ten produkt? Jakie eyelinery są Waszymi ulubionymi?

10.04.2013

BioNike Defence Rosys Intensywne krople do cery naczynkowej

Rozszerzone naczynka - w myśl zasady, że nieszczęścia chodzą parami - szczególnie mocno lubią chodzić w parze z cerą mieszaną. Jakby jednych kłopotów z cerą było mało :P Moja cera także jest i mieszana, i naczynkowa. Ciężko mi dobrać do niej jakiś krem, bo to co przeznaczone jest dla skóry naczynkowej zwykle mnie zapycha, a z kolei mój ulubiony niezapychający krem na dzień niewiele sobie z naczynek robi.
BioNike Defence Rosys w postaci kropelek wydały mi się więc rozwiązaniem w sam raz. Czy się sprawdziły? Zobaczcie :)

BioNike Defence Rosys Intensywne krople do cery naczynkowej



Opakowanie: Bardzo estetyczne - szklana buteleczka wykonana z grubego, pół-przezroczystego szkła z pipetką, prosta i elegancka zarazem. Dodatkowo zapakowana w kartonik.

Konsystencja, zapach: Konsystencja płynna, lekka, nieklejąca się, wchłania się od razu po posmarowaniu nie pozostawiając żadnego filmu. Świetne pod krem czy pod makijaż! Produkt - tak jak obiecuje producent - jest faktycznie bezzapachowy.

Działanie: Używałam ich sumiennie przez całą zimę - wiadomo: mrozy, śniegi, wiatr, różnice temperatur - okazji do rozdrażnienia naczynek było naprawdę sporo. Jeśli dołożymy do tego moją wrodzoną niechęć do nakładania tłustych kremów na twarz i w efekcie używanie jedynie lekkich kremów nawilżających, to wydawać by się mogło, że naczynka szczególnie mocno dadzą mi się we znaki. Tymczasem nic takiego się nie stało. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że nie przybyło mi żadne nowe naczynko na twarzy. Do tego skóra naprawdę ładnie reagowała na mrozy - bywała jedynie delikatnie zaróżowiona, ale absolutnie nie zaczerwieniona! Produkt nie wpłynął natomiast w żaden sposób na obecne naczynka - jak były tak są, koniec, kropka. Warto jeszcze dodać, że kosmetyk mnie nie zapchał, nie podrażnił ani nie uczulił. Mimo iż pojemność buteleczki wydaje się znikoma, krople BioNike są również szalenie wydajne - ja stosowałam je całą zimę aż do teraz i ubyła mi dopiero połowa buteleczki.

Skład: aqua, butylene glycol, pentylene glycol, diglycerin, glycerin, sorbitol, hydroxyethyl urea, capryloyl glycine, carnosine, sodium carboxymethyl betaglucan, sodium hyaluronate, xanthan gum, sodium hydroxide, algin, peg-18 glyceryl oleate/cocoate, serine, palmitoyl tripeptide-8, ascophyllum nodosum extract, asparagopsis armata extract, acacia senegal gum, troxerutin, dextran, lonicera japonica extract (wyciąg z kwiatów wiciokrzewu), disodium edta

Cena: 109,90 zł/15 ml

Ocena: 5/6 - fajnie działa, konsystencja świetna, tylko ta cena niestety...

Czy kupiłabym ponownie: TAK; produkt jest co prawda drogi, ale jest też wydajny i - co najważniejsze - skuteczny









***Krople do cery naczynkowej oraz inne włoskie dermokosmetyki firmy BioNike można zakupić TUTAJ ***
Więcej o firmie i jej produktach dowiecie się po kliknięciu w obrazek:




Ciekawa jestem, czy są wśród Was naczynkowcy i jak Wy radzicie sobie z rozszerzonymi naczynkami?

07.04.2013

Biochemia Urody - Olejek myjący Drzewko herbaciane

Dziś czas na recenzję Olejku myjącego drzewko herbaciane z Biochemii Urody. Pisałam o nim przy okazji moich ulubieńców 2012 KLIK.

Dawno, dawno temu, kiedy odkryłam Biochemię Urody i dokładnie przejrzałam ich ofertę, wiedziałam, że na pewno muszę wypróbować dwóch rzeczy: serum z kwasem migdałowym KLIK i olejku myjącego. Olejek myjący BU to coś, co o dziwo w dalszym ciągu jest sporą nowością na polskim rynku, za to z uwielbieniem jest stosowany w krajach azjatyckich. Swoją skuteczność  zawdzięcza formule olejku higrofilnego, czyli - "lubiącego wodę". Zawiera emulgator, dzięki czemu pomimo oleistej formy, świetnie łączy się z wodą i skutecznie usuwa zanieczyszczenia. 

Nie zawiera żadnych wysuszających SLS-ów i ich pochodnych, jest przepięknie naturalny i... piekielnie skuteczny. Gdybym miała wskazać jeden najbardziej ulubiony kosmetyk, z pewnością byłby to właśnie:

Biochemia Urody Olejek myjący Drzewko herbaciane


Opakowanie: Olejek otrzymujemy prawie gotowy – do mieszanki olejowej wystarczy dodać emulgator, wymieszać i można już używać. Opakowanie to prosta butelka z ciemnego, półprzezroczystego plastiku, dzięki czemu widać, ile kosmetyku zostało. Na butelce nalepiamy etykietkę, na której zapisujemy datę ważności samorobionego kosmetyku - gotowe!

Konsystencja, zapach:  Konsystencja olejowa, która w kontakcie z wodą zmienia się w mleczną, delikatną emulsję. Olejek pachnie ziołowo-goździkowo, czyli po prostu drzewkiem herbacianym – ja ten zapach zwyczajnie lubię :)

Skład: Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Glyceryl Cocoate (emulgator), Melaleuca Alternifolia (Tea Tree) Leaf Oil, Mixed Tocopherols (witamina E), Rosmarinus Officinalis Leaf Extract

Działanie: Absolutnie i niezaprzeczalnie jest to najlepszy środek myjący, jaki miałam okazję używać! Rewelacyjnie oczyszcza skórę z wszelkich zanieczyszczeń, zmywa makijaż twarzy i oczu – bez większego tarcia i problemów. Fenomenalne jest to, jaką pozostawia skórę po myciu – miękką, delikatną i – uwaga! – nawilżoną. Żaden inny preparat, czy to żel, czy pianka, czy nawet ten kremowy olejek z Ziaji nie daje takich efektów. Mało tego – olejek naprawdę korzystnie wpływa na stan mojej skóry, pojawia się na niej mniej wyprysków i wszystko szybciej się goi. Olejek myjący nie zapycha skóry i nie zostawia na jej powierzchni żadnej tłustej warstwy. Ten olejek – chociaż skład ma rewelacyjnie krótki – naprawdę zawiera wszystko to, czego potrzebuje skóra. Jakby tego wszystkiego było mało – olejek jest niesamowicie wydajny, jedna buteleczka wystarcza mi na ok. 5 miesięcy, co przy pojemności 120 ml naprawdę robi wrażenie!

Cena: 11,80 zł/120 ml

Ocena: 6/6

Czy kupiłabym ponownie: TAK, TAK, TAK! <3

W ofercie BU ma jeszcze czysty olejek myjący bezzapachowy i olejek myjący pomarańczowy.


Jestem ciekawa, czy stosowałyście ten produkt? A może macie swoje hity z BU?

01.04.2013

Mythos - Szampon do włosów farbowanych



Jakiś czas temu otrzymałam do testów 3 kosmetyki greckiej firmy Mythos. A skoro Grecka to oczywiście drzewo oliwne! Dziś pora na pierwszą recenzję z tej oliwkowej serii:

Mythos - Szampon do włosów farbowanych



Opakowanie: Prosta butelka z wysuwanym dziubkiem – wygodna w użyciu i estetyczna.

Konsystencja, zapach: Konsystencja szamponu odpowiednia, nie za rzadka, nie za gęsta, przejrzysta, ale niestety - dość słabo się pieni. Na jednorazowe umycie włosów zużywam go całkiem sporo, co przekłada się na słabą wydajność. Szampon pachnie delikatnie i przyjemnie, zapach nie utrzymuje się na włosach.

Skład: W składzie dużo ciekawych roślinnych wyciągów - m.in. wasabi (:D), czerwone winogrono, pastwin trójpręcikowy, miód, likopen, proteiny pszenicy czy pro-witaminę B5



Działanie: Szampon dzięki zawartości SLS dobrze oczyszcza włosy. Nie zauważyłam, by przyspieszył ich przetłuszczanie. Z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że chroni kolor - zaczęłam używać go zaraz po farbowaniu i faktycznie kolor dłużej pozostał ładny i świeży. Szczerze dziwiłam się, że moje włosy, które zwykle po 3-4 tyg. domagały się już ponowienia koloryzacji, teraz nawet po 5 tyg. wciąż wyglądały naprawdę dobrze. Niestety, szampon ma też wadę - dość mocno plątał moje cienkie włosy i za każdym razem musiałam się trochę namęczyć przy rozczesywaniu, nawet mimo użycia odżywki.

Cena: 32zł/300 ml

Ocena: +4/6


Czy kupiłabym ponownie: BYĆ MOŻE, staram się często zmieniać szampony, by skóra głowy się nie przyzwyczajała, ale ten szampon z pewnością jest godny uwagi





Szampon zakupić można TUTAJ: 



Znacie kosmetyki Mythos? Macie swoje ulubione szampony do włosów farbowanych?

____________________________________________________

Przy okazji zapraszam na wiosenne rozdanie do Eco Piekno!