Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oczyszczanie twarzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oczyszczanie twarzy. Pokaż wszystkie posty

11.02.2015

Alva Rhassoul: Aktywy krem oczyszczający do cery tłustej i mieszanej

W kwestii kremów do twarzy jest niesamowicie wybredna. Wolę już nic nie używać, niż używać kremu, który mi nie w pełni odpowiada. Do tej pory znalazłam tylko jeden, który zadowalał mnie w 100%. Niestety, jak to w takich przypadkach zwykle bywa, został on wycofany z produkcji...

Zaczęłam więc znowu szukać swojego kremowego ideału. Z raczej marnym skutkiem. Równie dobrego kremu, jak ten z FlosLeka, nie było. I nieoczekiwanie ratunek przyszedł ze strony internetowej apteki i-apteka, która zaproponowała mi do przetestowania krem Alva Rhassoul. Zgodziłam się, bo tej serii przyglądałam się już od pewnego czasu, czytając w Internecie wiele pozytywnych opinii na jej temat.
I tak w moje ręce trafił krem oczyszczający.

 Alva Rhassoul: Aktywy krem oczyszczający do cery tłustej i mieszanej

Alva Rhassoul: Aktywy krem oczyszczający do cery tłustej i mieszanej

Na początku trochę się zdziwiłam, bo choć seria nazywa się "Rhassoul", to w składzie kremu nie znajdziemy ani grama glinki. Mogłabym się czepiać, ale machnę ręką na to, bo skład i bez glinki jest naprawdę dobry. Zaraz za wodą mamy: olej jojoba, aloes, olej rzepakowy, wosk pszczeli, witamina E, olej słonecznikowy, aromat, kwas hialuronowy, sól kwasu alginowego, kwas mlekowy, gliceryna, guma ksantanowa, bisabolol czyli składnik wyciągu z rumianku, mieszanina olejków eterycznych, olej manuka, sorbinian potasu czyli konserwant i ogonek zapachowych "-oli":)
Krem posiada certyfikat ECOCERT.

Skład: water, jojoba oil*, aloe vera*, rapeseed oil*, beeswax, vitamin E**, sunflower oil**, fragrance**, hyaluronic acid*, algin**, lactic acid**, glycerin**, xanthan, bisabolol**, mixture of etherial oils**, manuka oil***, potassium sorbate, limonene, citral, linalool, geraniol, citronellol.
*) składniki pochodzące z certyfikowanych ekologicznych upraw – 28,01% na 99,70% składników naturalnych
**) składniki pochodzenia naturalnego
***) składniki z roślin dziko rosnących

Krem opakowany jest w czerwoną, plastikową tubkę z klapką. Ma białą, bardzo kremową konsystencję. Pachnie czymś trudnym do określenia, taką mieszanką olejków roślinnych, ale jest to zapach całkiem miły dla nosa.
Krem może być stosowany zarówno rano, jak i wieczorem. W obu tych kombinacjach sprawdza się idealnie. Wsmarowuje się w skórę przepięknie, autentycznie uwielbiam go nakładać na twarz! Wchłania się idealnie do matu, ale nie jest przy tym ani odrobinę nawet wysuszający. Ba! Wprost przeciwnie - moja skóra jest po nim taka "pełna", dopieszczona, niesamowicie odżywiona, miękka i gładka. Ciężko mi nawet opisać efekt, jaki ten krem daje mi na skórze, bo z czymś takim jeszcze nigdy się nie spotkałam :) Jest cudnie zmatowiona, a jednocześnie tak dobrze odżywiona jak po najlepszej odżywczej maseczce, jaką można sobie wyobrazić. Jest też delikatnie rozjaśniona i zdecydowanie świeższa. Naprawdę uwielbiam to uczucie! Tym bardziej, że efekt takiej pięknej skóry trwa cały dzień, nieraz nawet nie nakładam podkładu i cieszę się tą miękką, matową i gładką skorą.
Dodatkowo krem ma bardzo dobroczynne działanie na wszelkie niespodzianki - wypryski, krostki, pryszcze. Goją się one bowiem zdecydowanie szybciej, skóra faktycznie staje się oczyszczona, czyli jest dokładnie tak, jak obiecuje producent.


Alva Rhassoul: Aktywy krem oczyszczający do cery tłustej i mieszanej


Niniejszym ogłaszam ten krem moim nr 1 spośród wszystkich kremów na twarz! :) Jest naturalny i rewelacyjnie pielęgnuje moją mieszaną skórę. Odkąd Flos-Lek rezygnował z serii BeEco długo szukałam godnego następcy dla tamtych kremów, no i w końcu się udało!
Choć bardzo chciałabym się do czegoś przyczepić, to naprawdę nie mam do czego. Oprócz tych wszystkich zalet, o których pisałam, dodatkowo na pochwałę zasługuje fakt, że krem opakowany jest higieniczną tubę, dobrze współgra z makijażem, jest pojemny i wydajny, bo ma aż 75 ml. No po prostu cudo, nie krem! :)

Krem kosztuje 50,96 zł i zdecydowanie jest wart tej ceny! Nabyć go można w internetowej aptece i-apteka.pl - KLIK.

Mam dla Was także kod rabatowy na zakupy w i-aptece: po wpisaniu kodu: 20141212-6574289 uzyskacie 7% rabat na całe zakupy. Kod jest ważny do końca grudnia 2015 i może być używany wielokrotnie.

Wpisuję Alvę na listę marek wartych bliższego poznania i przy najbliższej okazji na pewno wypróbuję pozostałe produkty z serii Rhassoul. A krem zostaje ze mną na stałe :)

Alva Rhassoul: Aktywy krem oczyszczający do cery tłustej i mieszanej


Znacie? Lubicie? :)

12.01.2014

Zioła i plony Agafii: Naturalne syberyjskie białe mydło - moja opinia

Cześć Dziewczyny!
Dziś będzie o kosmetyku, który kusił mnie od czasu, kiedy tylko po raz pierwszy o nim usłyszałam. Wiedziałam, że jeżeli coś z rosyjskich kosmetyków kiedyś wypróbuję - będzie to właśnie mydło Agafii :) Nic dziwnego: uwielbiam mydła, zwłaszcza te "inne", nietypowe, uwielbiam też piękne, bogate w naturę składy. Kiedy więc białe mydło Agafii znalazło się w moim domu, od razu przystąpiłam do testów. Mydełko jest już ze mną dwa miesiące, czas więc na podsumowanie. Zapraszam :)


Zioła i plony Agafii: Naturalne syberyjskie białe mydło 



Opakowanie: Duży, plastikowy słoik, dodatkowo zabezpieczony plastikowym wieczkiem pod nakrętką. W środku opakowania znajdziemy też ulotkę, ale niestety tylko po rosyjsku. Mydełko wygląda ładnie, biało-niebiesko-srebrny motyw bardzo trafnie wpisuje się w jego syberyjski charakter :)

Konsystencja, zapach: Białe mydło Agafii ma gęstą konsystencję pasty. Trochę ciężko nabiera się je ze słoika, ale idzie się przyzwyczaić. Zapach jest śliczny, delikatny, cudownie świeży, przypomina trochę polne kwiaty. Lubię sobie odkręcać to mydełko i wąchać je jak jestem w łazience ;)

Skład: Aqua, Cedrus Deodara Oil, Linum Usitassimum Oil, Amaranthus Caudatus Oil, Arcticum Lappa Oil, Cucurbita Pepa Oil, Chamomilla Recutita Oil, Rosa Canina Oil, Viburnum Prunifolium Oil, Triticum Vulgare Oil, Achillea Millefolium Intractum, Arnica Montana Intractum, Salvia Officinalis Intractum, Trifolium Pratense Intractum, Crataegus Cuneata Intractum, Jasminum Officinale Intractum, Padus Racemosa Intractum, Salix Alba Intractum, Chamomilla Recutita Intractum, Taraxucum Officinale Intractum, Sodium Laureth Sulfate, Sorbitol, Cocamide DEA, Melilotus Albus Extract, Ballota Nigra Extract, Leucojum Aestivum Extract, Adonis Vernalis Extract, Salix Alba Extract, Scutellaria Baicalensis Extract, Inula Helenium Extract, Althea Officinalis Extract, Glycyrrhiza Glabra Extract, Saponaria Alba Officinalis Extract, Soponaria Rubra Officinalis Extract, Pinus Palustris Extract, Lamium Album Root Extract, Goat Milk, Beeswax, Royal Jelly, Oryza Sativa Strach, Water Avena Sativa Kernel, Kathon CG.
(ale pięknie zielono, prawda? :))

 
Działanie: Uwielbiam takie wielozadaniowe kosmetyki! Mydło świetnie oczyszcza nie tylko ciało, ale także włosy i skórę twarzy. Można się nim umyć dosłownie od stóp do głów :) Mydełko dobrze się pieni, nie ściąga ani nie przesusza skóry. Jest ona bardzo ładnie oczyszczona, co szczególnie mnie cieszy, jeśli chodzi o skórę twarzy. Nie do końca - co prawda - jestem przekonana do tego SLSu w składzie, ale póki co nie zrobił mi krzywdy, więc uznaję, że jego zawartość jest na tyle niska, że nie działa na moją twarz drażniąco.
Jest to pierwsze mydło, które sprawdza się u mnie do mycia włosów, oczyszcza równie dobrze co szampon, nie podrażnia skalpu, nie plącze ani nie przesusza włosów. Świetnie sprawdza się na wyjazdy, bo nie musimy brać ze sobą kilku butelek, wystarczy przełożyć porcję mydła do mniejszego pojemnika i możemy spokojnie zastąpić nim żel pod prysznic, szampon i żel do twarzy :)
Mydełko trochę kosztuje, ale jest przy tym tak szalenie wydajne, że naprawdę nie szkoda na nie pieniędzy :)

Cena: 49,90 zł/500 ml

Ocena: +5/6 (daję maleńki minusik za SLS w składzie)






Z serii naturalnych mydeł Agafii są jeszcze: czarne (zachwalane m.in. przez Anwen i Imprevisivel) i kwiatowe. W niedalekim czasie chętnie wypróbuję również te dwie wersje i porównam je z wersją białą :)


Ciekawa jestem, czy znacie te mydła i które: białe, czarne czy kwiatowe lubicie najbardziej :)

25.07.2013

Phenicoptere: Rękawice Glov Comfort i Glov On-the-go - demakijaż samą wodą?

Gdybym miała wskazać czynność w ciągu dnia, jakiej najbardziej nie lubię, bez wahania wskazałabym na demakijaż. Mleczka, płyny, waciki, zamglone i podrażnione oczy, czyli mnóstwo zachodu po to, żeby i tak rano obudzić się z czarnymi obwódkami pod oczami...

Z dużą dozą rezerwy podeszłam więc do najnowszego, innowacyjnego rozwiązania w demakijażu, jakim są Rękawice Glov. No ale - oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie wypróbowała ich na własnej skórze.


Co to jest Glov?
Glov to specjalne rękawice, które pozwalają na wykonanie kompletnego demakijażu tylko przy pomocy wody. Nie potrzeba więc żadnych płynów, detergentów, żeli, mleczek i wacików.Wystarczy Glov i najzwyklejsza woda.


Jak to działa?
Włókna GLOV są 100 razy cieńsze od ludzkiego włosa i 30 razy cieńsze od włókna bawełny. Pozwala to  dokładnie usunąć makijaż i brud z twarzy. Dodatkowo kształt rozgwiazdy włókien zwiększa efektywność i szybkość działania. Dzięki nim zanieczyszczenia z powierzchni skóry trafiają prosto do rowków włókien i nie rozmazują się po całej twarzy.

http://glov.co


Glov są dostępne w dwóch wersjach: duża rękawica Glov Comfort (49,90 zł) z systemem 4 rogów, która dzięki dużej powierzchni pozwala na dokładne usunięcie mocnego makijażu  oraz mniejsza rękawica Glov On-the-go (39,90 zł), w sam raz do torebki i na wyjazd bądź też do usuwania delikatnego, lekkiego makijażu. 



Czy to naprawdę działa?
Działa! Glov rzeczywiście jest w stanie usunąć cały makijaż tylko przy użyciu wody. Byłam zaskoczona, kiedy wraz z każdym kolejnym machnięciem rękawicą, makijaż po prostu znikał z twarzy. Glov zmywa wszystko - od podkładu, przez puder, cienie i liner po tusz do rzęs. Co ważne - nie rozmazuje przy tym makijażu na całej twarzy, zebrany kosmetyk od razu cały zostaje na rękawicy. Po umyciu skóry Glov i przetarciu jej płatkiem nasączonym tonikiem, na płatku nie zostają żadne zanieczyszczania!

Demakijaż oczu z Glov jest dla mnie wybawieniem, nie cierpię tarcia oczu, mgły na oczach po użyciu mleczka czy płynu oraz podrażnień. Tu nic takiego się nie dzieje. Powieki są idealnie oczyszczone i nie budzę się rano z wciąż brudnymi oczami. 

Jeżeli zaś chodzi o skórę twarzy - ze względu ma moją problematyczną cerę - po użyciu Glov zawsze i tak oczyszczam jeszcze skórę olejkiem myjącym z BU albo Savon Noir. Co prawda, na wyjeździe używałam samego Glov i wody, i z moją skórą w tym okresie nic złego się nie działo, wolę jednak dla pewności pozostać przy dogłębnym oczyszczaniu porów. Nie znaczy to wcale, że Glov nie radzi sobie z oczyszczaniem skóry - ja po prostu wolę nie drażnić mojej kapryśniej skóry ;)

Glov używam więc zawsze do wstępnego oczyszczenia skóry twarzy i pełnego demakijażu oczu.

Demakijaż z Glov jest szybki i prosty. Wystarczy zmoczyć rękawicę w ciepłej lub zimnej wodzie i przykładając ją do twarzy delikatnie zmyć makijaż. Później Glov pierzemy ręcznie w zwykłym szarym mydle i odwieszamy do suszenia. Mydło idealnie i w oka mgnieniu usuwa z rękawicy cały brud, Glov jest czyściutkie jak przed pierwszym użyciem.

Okres przydatności Glov to ok. 3-4 miesiące. Ze względu na delikatność włókien nie należy rękawicy prać w pralce.

Może się wydawać, że Glov to zwykły kawałek mikrofibry - nic bardziej mylnego. Już pierwszy kontakt z Glov, przekonuje nas, że mamy do czynienia z o wiele bardziej delikatnym włóknem. Przesunięcie Glov po skórze rąk powoduje, że rękawica momentalnie "wyłapuje" każdą mikro-skórkę odstającą od skóry, nawet tę niewidoczną gołym okiem. Spróbujcie zresztą zmyć demakijaż mokrą ściereczką z mikrofibry - nie da rady - wiem, bo próbowałam ;)


Osobiście bardziej lubię rękawicę Glov Comfort, powierzchnia On-the-go jest dla mnie nieco zbyt mała. Uważam zresztą, że Glov Comfort jest na tyle leciutki i niewielkich gabarytów, że wcale nie potrzebuje zastępnika w podróży. A Glov do podróżowania nadaje się wyśmienicie - nie musimy zabierać ze sobą wacików i tysiąca buteleczek w postaci mleczek, żeli czy płynów micelarnych. Glov jest więc także świetnym rozwiązaniem do samolotu, zwłaszcza jeśli możemy sobie pozwolić tylko na bagaż podręczny. 






Ja na tyle przyzwyczaiłam się do łatwego i komfortowego demakijażu z Glov, że wpadłam w małą panikę kiedy ostatnio, jadąc na kilka dni do rodziców, zapomniałam o swojej rękawicy ;)



Glov możecie kupić tutaj:


 
Rewelacyjnym rozwiązaniem, dowodzącym, że twórcy Glov są w 100% pewni swojego produktu, jest możliwość skorzystania z Gwarancji satysfakcji. Jeśli nie będziecie zadowolone z działania Glov, możecie oddać go w ciągu 7 dni, a firma zwróci Wam pieniądze.





Jak same widzicie, pokochałam demakijaż z Glov, ale tym, co szczególnie mnie ujęło w przypadku Glov, to fakt, że ten innowacyjny produkt wymyśliły dwie Polki. Glov jest więc naszym rodzimym produktem, który naprawdę warto poznać i pokochać. A dla jego Twórczyń ogromne brawa za pomysł i uczynienie mojego codziennego demakijażu bardziej komfortowym! :)  

4.06.2013

Olejek z drzewka herbacianego czyli cudo dla problematycznej skóry :)

Tego, że moja skóra może pokochać olejek z drzewka herbacianego, domyślałam się już jakiś czas temu, kiedy zobaczyłam, jak pozytywnie reaguje na olejek myjący z BU z tym właśnie składnikiem (recenzja TUTAJ).

W końcu więc skusiłam się na moją pierwszą buteleczkę czystego olejku z drzewka herbacianego.Kupiłam go w Setare.pl za bodajże 14 zł (15 ml). Producentem jest rosyjska firma Nevskaya Korona (Aroma-Optima). Jest to 100% olejku naturalnego, bez żadnych zbędnych dodatków i takich olejków radzę Wam szukać. Dodam jeszcze, że olejek jest bardzo wydajny, bo zużywamy go w ilości kropelkowej. Takie 15 ml powinno wystarczyć spokojnie na pół roku, a może i dużej.




Kilka słów o samym olejku:

Olejek z drzewka herbacianego (Melaleuca alternifolia), podobnie jak samo drzewko, niewiele ma wspólnego z herbatą. Napar z liści tego olejku jest bowiem niezwykle obrzydliwy :) Prawdopodobnie nazwa "drzewko herbaciane" wzięła się z faktu, iż drzewo to rośnie zwykle nad wodą, którą spadające do niej liście barwią na brązowo, przez co przypomina kolor herbaty.
Drzewko herbaciane można spotkać przede wszystkim w Australii, a także gdzieniegdzie w Simabwe, Indiach i Indonezji. Aborygeni od tysięcy lat używali liści z tego drzewa na przeróżne dolegliwości i to oni jako pierwsi odkryli ich lecznicze właściwości. Do produkcji 10 litów esencji potrzeba ok. 1500 drzewek, co w przeliczeniu na powierzchnię plantacji stanowi 500 mkw upraw.


Olejek jest przejrzysty, lekko słomkowy i ma bardzo intensywny zapach. Dla mnie pachnie niesamowicie świeżo, korzennie i ziołowo, choć wiem, że wiele osób nie lubi tego zapachu. Nie o zapach jednak tu się rozchodzi, ale o działanie :) 



Działanie olejku z drzewka herbacianego:

Olejek z drzewka herbacianego ma silne działanie bakteriobójcze i grzybobójcze. Nawet mocno rozcieńczony z wodą olejek wykazuje intensywnie bakteriobójcze działanie.  Działa również dezynfekująco, przeciwbólowo i przeciwświądowo. Lekko ściąga pory skóry, normalizuje pracę gruczołów łojowych i działa na skórę regulująco.
Dzięki swoim właściwościom wskazany jest do stosowaniu przy trądziku, łojotoku oraz łupieżu. Świetnie nadaje się do sporządzania preparatów oczyszczających skórę. Ogranicza powstawanie nowych wykwitów i przyspiesza regenerację ran.


Zastosowanie olejku:
  • w kominkach do aromaterapii
  • jako dodatek do kremu
  • jako dodatek do kąpieli stóp
  • w toniku do twarzy
  • jako dezodorant
  • do masażu
  • jako dodatek do maseczek
  • w płynie do płukania ust
  • do uszlachetniania szamponów


Moje wrażenia ze stosowania olejku z drzewa herbacianego:

Stosowałam olejek na kilka sposobów: do odświeżania powietrza, jako dodatek do toniku, czysty, na skórę, do dezynfekowania pryszczy oraz jako dodatek do maseczek. Oto jak się sprawdził:

  • Do odświeżania powietrza - do kominka wkraplam zwykle ok. 10 kropel olejku. Tak jak pisałam - lubię zapach olejku i podoba mi się efekt zapachowy, jaki daje. To fajna odskocznia od słodkich, kwiatowych zapachów, jakie zwykle wybieram do kominka. W mieszkaniu niemal od razu czuć świeżość i taką wręcz czystość :)
  • Jako dodatek do toniku - olejkiem możemy wzbogacić praktycznie każdy łagodny tonik bądź hydrolat. Ja swój pierwszy tonik z olejkiem z drzewa herbacianego zrobiłam na bazie toniku różanego, a niedawno wpadł mi w ręce hydrolat oczarowy z Fitomedu i bardzo jestem ciekawa, jak on sprawdzi się w połączeniu z drzewkiem herbacianym. Generalnie na 100 ml toniku dodajemy ok. 25 kropli olejku herbacianego, przed użyciem każdorazowo wstrząsamy, bo olejek nie rozpuszcza się w wodzie, więc trzeba tonik każdorazowo wymieszać. Efekty stosowania takiego toniku, przerosły moje najśmielsze oczekiwania. Z dnia z na dzień obserwowałam, jak moja skóra się oczyszcza. Tonik z olejkiem z drzewa herbacianego przepięknie oczyszcza pory skóry i sprawia, że wągry stają się dużo bledsze. Wizualnie również skóra staje się czystsza, gładsza, bardzo świeża i po prostu ładna. Mniej się przetłuszcza. Przede wszystkim jednak odkąd stosuję ten tonik, nie wyskoczyła mi ŻADNA, absolutnie ŻADNA, niespodzianka, nawet przed okresem, kiedy normalnie moja skóra "szaleje". Jestem zachwycona działaniem toniku z olejkiem z drzewa herbacianego i na stałe wpisuję go do swojej pielęgnacji.
  • Nierozcieńczony, miejscowo na zmiany skórne - pryszcze i wypryski pod wpływem olejku goiły się nieco szybciej, ale szału nie było. Mimo braku powalającego efektu, moim zdaniem, warto jednak w ten sposób odkażać niespodzianki, przede wszystkim by zapobiec namnażaniu i rozprzestrzenianiu się bakterii.
  • Jako dodatek do maseczek - dodaję zwykle 2-3 krople do maseczki z glinki, czasem mieszam go również z savon noir - skóra po takiej maseczce jest nie tylko pięknie oczyszczona, ale także zdezynfekowana.

Ja olejek z drzewka herbacianego uważam za hit mojej pielęgnacji i zachęcam Was do spróbowania, jeśli macie podobne problemy skórne!



Dajcie znać, czy próbowałyście tego olejku i jak się u Was sprawdza :)


Zachęcam do polubienia mnie na Facebooku, nagroda niespodzianka czeka :)

19.05.2013

BioNike Acteen: Regulujący płyn oczyszczający

Hej Dziewczyny :)
Dziś pora na ostatni produkt BioNike, który otrzymałam do testów. Pisałam Wam już o dwufazowym lotionie do demakijażu oczu oraz o kroplach do cery naczynkowej. Oba te produkty sprawdziły się u mnie bardzo pozytywnie, dlatego jeśli jeszcze nie czytałyście, zapraszam do zapoznania się z recenzjami :) Otrzymałam również krem oczyszczający, który niestety zadziałał na mnie aknegennie, więc oddałam go do przetestowania czytelnicce Kaśśś^^. Ostatni produkt to regulujący płyn oczyszczający przeznaczony do cery trądzikowej, zanieczyszczonej. Zapraszam więc do recenzji :)

BioNike Acteen Regulujący płyn oczyszczający



Opakowanie: Solidne i ładne opakowanie w ślicznym niebieskim kolorze. (A ponieważ jest to pojemnik pianotwórczy, można go później z powodzeniem wykorzystać do ulepszonej metody kubeczkowej, o której pisałam TUTAJ)

Konsystencja, zapach: Płyn BioNike przybiera postać pianki do mycia. Niestety, pianka dość szybko "znika" w trakcie mycia, więc na jednorazową aplikację trzeba min. 2 pompki. Płyn pachnie mało przyjemnie: mnie przypomina jakiś środek do czyszczenia łazienki.

Skład: aqua, butylene glycol, pentylene glycol, PEG-80 glyceryl cocoate, propylene glycol, PEG-6 caprylic/capric glycerides, polysorbate 20, sodium myreth sulfate, sodium lauroyl glutamate, piroctone olamine, chlorhexidine digluconate, salicylic acid, taraktogenos kurzii oil, nigella sativa seed oil, leptospermum scoparium oil (leptospermum scoparium branch/leaf oil), potassium lauroyl wheat amino acids, magnolia grandiflora bark extract, PEG-60 almond glycerides, nordihydroguaiaretic acid, oleanolic acid, rosa centifolia extract, lactic acid, hydroxypropyl guar hydroxypropyltrimonium chloride, caprylyl glycol, glycerin, capryloyl glycine, palm glycerides, carbomer, trisodium ethylenediamine disuccinate, parfum.

Działanie: Płyn BioNike dobrze odświeża i oczyszcza skórę. Niestety, stosowany 2x dziennie zaczął mi wysuszać skórę. Zaczęłam go więc używać tylko rano, na zmianę z olejkiem myjącym z BU (KLIK) i tak stosowany nie robił skórze krzywdy. Nie wpłynął też jednak na nią w żaden sposób korzystnie - ani nie regulował przetłuszczania, ani nie zmniejszył skłonności do powstawania wyprysków - ot, taki sobie płyn do mycia, ani dobry, ani zły. Przyjemnie odświeżający skórę, ale bez działania regulującego na skórę trądzikową.

Cena: 58,30zł/150 ml

Ocena: -3/6





*Znacie kosmetyki BioNike? Ciekawa jestem, czy lubicie w ogóle pianki do oczyszczania twarzy? A może wolicie żele lub olejki? :)*

21.04.2013

Jak rozpoznać prawdziwe czarne mydło? Recenzja Savon Noir od e-Fiore + porównanie

Niedawno w moje ręce wpadło Savon Noir z olejkiem damasceńskim ze sklepu e-Fiore. Jego niezwykłe działanie zmotywowało mnie do opowiedzenia Wam, o tym jak wygląda i zachowuje się prawdziwe czarne mydło. Wpis ciut długi, ostrzegam, ale wart uwagi, jeśli chcecie odkryć kolejny naturalny kosmetyk o niezwykłych właściwościach :)


Czarne mydło to nic innego niż zmydlona pasta ze zmiażdżonych oliwek. Kosmetyk ten pochodzi z Maroka i wykazuje cudowne wręcz właściwości oczyszczające. Jest jednym z elementów tureckiego rytuału oczyszczającego: hammamu.
 
Właściwości czarnego mydła: 

- dogłębnie oczyszcza skórę,
- usuwa i rozpuszcza martwy naskórek,
- wygładza i nawilża skórę,
- przygotowuje twarz i ciało do znacznie lepszej wchłanialności kremów, olejków i maseł,
- regularne stosowanie mydła eliminuje: wypryski, nierównomierny koloryt skóry,
- mydło poprawia gładkość, poziom nawilżenia skóry oraz uelastycznia ją i ujędrnia.



Savon noir można stosować na kilka sposobów:
  • do codziennego mycia twarzy i ciała,
  • do gomażu (nakładamy mydło na zwilżone ciało, pozostawiamy na kilka minut, a następnie specjalną rękawicą lub myjką, delikatnymi ruchami masujemy skórę - taki zabieg złuszcza naskórek i dokładnie oczyszcza skórę),
  • jako maseczki do skóry tłustej, mieszanej (na zwilżoną skórę nakładamy Savon Noir, masujemy, a następnie pozostawiamy na ok. 5 minut i spłukujemy wodą).

Savon Noir z olejkiem z róży damasceńskiej 
ze sklepu e-Fiore




Czarne mydło z olejkiem damasceńskim od e-Fiore nie przypomina tradycyjnego mydła, do jakiego przywykliśmy tzw. kostki. Jest zapakowane w słoiczek, ma bardzo gęstą, jednolitą konsystencję, niemal jak pasta. Jest półprzezroczysta, zielonkawo-brunatna i przypomina... smar :) Pachnie naturalnie, mocno oliwkowo, z delikatnym różanym akcentem. Zapach jest dla mnie zupełnie niedrażniący.
W kontakcie z wodą mydło zamienia się w kremowy mus. Po umyciu nim skóra aż skrzypi :) Czuć, że jest czysta i odświeżona. Po gomażu z użyciem Savon noir skóra jest dodatkowo jedwabiście gładka. Aż nie można przestać jej dotykać :) Żaden peeling mechaniczny (a tym bardziej enzymatyczny) nie daje równie spektakularnych efektów. Mało tego - peeling wykonany czarnym mydłem jest bezpieczny dla skóry ze skłonnością do pękających naczynek.
Uwielbiam takie uniwersalne i świetnie działające kosmetyki! W przypadku czarnego mydła od e-Fiore dodatkowym atutem jest także dodatek pielęgnującego olejku z róży damasceńskiej.

Skład  czarnego mydła od e-Fiore jest perfekcyjnie krótki: Aqua, Olea Europea Oil, Potasium Hydroxyde, Rosa Damascena Oil. 

Ponieważ czarne mydło nie zawiera konserwantów, należy zadbać o to, by nie dostała się do niego woda. Najlepiej nabierać je z pojemnika czystą drewnianą lub plastikową łyżką, ewentualnie można porcję mydła potrzebną do gomażu odłożyć sobie na talerzyk czy miseczkę.

Mydło dostępne w pojemności: 150ml (28,50 zł) i 500ml (78 zł).

Można je kupić w sklepie e-Fiore KLIK






 Jak rozpoznać prawdziwe czarne mydło?

Tak się złożyło, że niedawno dostałam także w prezencie Czarne mydło produkowane przez firmę Avon. Zdziwiłam się mocno, że Avon wziął się za tak zobowiązujący kosmetyk, ale moje zdziwienie nie trwało długo... Wystarczył rzut oka na skład, by prawdziwie się przerazić. Dlatego też postanowiłam zrobić porównanie i pokazać Wam, jak rozpoznać prawdziwe czarne mydło.



Kolor i konsystencja: 
Zasada nr 1 - prawdziwe czarne mydło nigdy nie jest czarne!

Czarne mydło ma zwykle ciemną, brunatną konsystencję. W zależności od użytych składników może mieć nieco żółtawe bądź zielonkawe zabarwienie. Konsystencja jest "smarowata" - może być gęsta lub nieco rzadsza, ale zawsze jest delikatnie przejrzysta.

e-Fiore:
brunatno-zielonkawe, przypomina pastę, smar, 
jest przejrzyste
Avon: 
ewidentnie czarne, przypomina błoto, 
nie jest przejrzyste


Zapach: 
Zasada nr 2 - czarne mydło pachnie tym, z czego jest zrobione!

W czarnym mydle muszą być wyczuwalne oliwki, nie te chemiczne, drogeryjne, ale takie właśnie, jak prawdziwe oliwki spożywcze. Zapach nie przez wszystkich lubiany, ale tak właśnie pachnie Savon Noir. Spotkać można czarne mydła wzbogacane olejkiem różanym lub eukaliptusowym - tutaj oliwkowy zapach będzie nieco zmodyfikowany, ale zawsze wyczuwalny.

e-Fiore:
wyraźnie czuć oliwkę z delikatną domieszką róży

 Avon:
pachnie słodko, korzennie, czuć anyż i ani grama oliwki


Skład: 
Zasada nr 3 - Im krócej - tym lepiej!

Czarne mydło to raptem kilka składników. Ot, w tym cały sekret i cała filozofia. Woda, zmiażdżone oliwki, wodorotlenek potasu + ew. dodatki o charakterze pielęgnacyjnym (np. naturalne olejki). Skład dłuższy niż 5 pozycji powinien już wzbudzić czujność. Absolutnie niedopuszczalne jest zastosowanie w Savon Noir konserwantów czy środków czyszczących!

e-Fiore:
Aqua, Olea Europea Oil, Potasium Hydroxyde,  Rosa Damascena Oil. 


  Avon: 
Aqua, Stearic Acid, Gycerin, PEG-6, Lauric Acid,
Potassium Hydroxide, Sodium Laureth Sulfate (!), Dipropylene Glycol,
Glycol Stearate, Polyethylene, Benzyl Alkohol, Parfum, Sodium Methyl Cocoyl Taurate, Cocamidopropyl Betaine, Glycereth-26, Disodium EDTA, Eucalyptus Globulus Leaf Oil, Moroccan Lava Clay, Amber Extract, Olea Europea Fruit Extract, Pottasium Benzoate, Phenoxyerhanol, Citric Acid, CI 77491, CI 77492, CI 77499


Działanie: 
Zasada nr 4 - Działa jak natura chciała!

Czarne mydło spełnia swe zadania dzięki zastosowanym w nim naturalnym składnikom - działa jak peeling enzymatyczny, świetnie oczyszcza i wyraźnie wygładza skórę.

e-Fiore:
naturalne składniki sprawiają, że kosmetyk
świetnie oczyszcza, złuszcza i wygładza
Avon:
oczyszcza - ale tylko dzięki chemicznym substancjom myjącym,
delikatnie złuszcza - ale tylko dzięki polietylenowym granulkom,
efekty nie są jednak spektakularne


Jak widać, "czarne mydło" od Avonu to tylko tani chwyt marketingowy powstały na fali rosnącej popularności Savon Noir. Avon wyprodukował zwykły polietylenowy peeling, do tego raczej kiepskiej jakości. Zafarbowanie go na czarno i umieszczenie oliwy z oliwek na końcu składu z pewnością nie uczyni go prawdziwym Czarnym mydłem prosto z tureckiej łaźni. Tytuł prawdziwego czarnego mydła otrzymuje Savon Noir od e-Fiore - bezapelacyjnie spełnia wszystkie wymagania, jakie pokładamy w czarnych mydłach!


*Ciekawa jestem o Wasze doświadczenia z czarnym mydłem? Znacie, lubicie?*


28.01.2013

Ziołowe mydło Kapha ze sklepu BliskoNatury

Kiedy kupujemy kosmetyki, zwykle dobieramy je pod naszą skórę i jej wymagania. Okazuje się jednak, że można dobrać kosmetyk zgodnie... z naszym żywiołem! Taki pomysł podsuwa ajurweda i oparte na jej założeniach produkty z serii Wild Earth Formuła Ajurwedyjska dostępne w sklepie bliskonatury.pl.

O co chodzi? Otóż zgodnie z ajurwedą, starożytnym systemem uzdrawiania, każda istota ludzka ma przewodni żywioł natury - kapha, vata albo pitta - który w największym stopniu wpływa na nasz umysł, ciało i emocje. Każdy z nas także ma jeden żywioł, który łatwiej wytrącić z równowagi niż pozostałe. To jest właśnie nasza dosha, dosłownie: "to, co zawodzi". Produkty Wild Earth Formuła Ajurwedyjska są przygotowane przy użyciu znanych od starożytności formuł ziołowych tak, aby pomóc zrównoważyć Twoją doshę i przywrócić równowagę umysłowi i ciału.

Żeby przekonać się, jaką doshą jesteśmy wystarczy zrobić króciutki test dostępny TUTAJ

Mnie z owego testu wyszło, że moja dosha to Kapha (czyli ziemia/woda). Dlatego też najlepsze miało być dla mnie mydełko ziołowe Kapha - polecane także jako doskonałe do tłustej i zanieczyszczonej skóry.

Jesteście ciekawe, czy ajurwedyjskie mydło wprowadziło w moje życie równowagę i harmonię? :) Zapraszam do recenzji!

 

Wild Eearth: Ajurwedyjskie ziołowe mydło Kapha

Opakowanie: Mydełko jest przepięknie zapakowane w bawełniany woreczek, a dodatkowo także w folię ochronną. Same mydełko to całkiem spora kostka z wytłoczonym wzorem charakterystycznym dla doshy Kapha - kwadratem. W mydle zatopione są drobinki ziół - jest ich naprawdę sporo!

Zapach: pachnie mocno ziołowo, bardzo charakterystycznie i intensywnie. Podobno ten ostry zapach ma łamać moją naturalną skłonność do ospałości ;) Coś w tym jest, bo przyznaję, że zapach tak mnie kręci w nosie, że nawet jak rano budzę się mega zaspana, po przemyciu twarzy mydełkiem, czuję się w pełni rozbudzona.

Działanie: Mydełko dobrze się pieni, tworząc kremową, przyjemną pianę. Bardzo dobrze oczyszcza skórę, pozostawiając ją czystą i miłą w dotyku. Po myciu nie czuć ściągnięcia ani typowego dla niektórych mydeł "osadu" na skórze. Zauważyłam też, że mydełko naprawdę dobrze wpływa na moją mieszaną skórę - zdecydowanie zmniejszyła się jej skłonność do wyprysków! Z radością zaobserwowałam także, że mydełko nie przyczynia się do powstawania zaskórników. W moim odczuciu, to najlepsze mydełko do twarzy, jakie miałam okazję stosować. Myślę, że śmiało może zostać porównane do słynnego mydła Aleppo!

Cena: 28,18 zł/100 g

Ocena: 6/6

Czy kupiłabym ponownie: TAK, mojej skórze to mydełko zdecydowanie przywróciło równowagę







Wild Earth stworzyło 3 rodzaje mydełek ajurwedyjskich: Kapha czyli ziemia i woda, Vata czyli wiatr, Pitta czyli ogień.

Mydełka można nabyć TUTAJ

O każdej z dosh, a także o samych produktach z serii Wild Earth więcej przeczytacie: TUTAJ

Lubicie naturalne mydełka? Ja serdecznie  polecam Wam czasem zrobić skórze odmianę od wszystkich drogeryjnych żeli i płynów i przekonać się jak zareaguje ona na dotyk natury - może nawet tej nepalskiej? :) 

14.01.2013

ISIS AquaRuboril - Woda micelarna do skóry naczynkowej, skłonnej do rumienia

Ten kosmetyk otrzymałam kiedyś od Maliny, jeszcze w czasach kiedy nie było Malinowego Klubu :P Ponieważ produkt przeznaczony jest do cery naczynkowej i skłonnej do rumienia, zależało mi szczególnie, żeby sprawdzić, jak radzi sobie z moimi zaczerwieniami. Dziś w końcu przyszedł czas na jego recenzję:


ISIS AquaRuboril, Woda micelarna do skóry skłonnej do rumienia


Opakowanie: Prosta, niewyszukana butla. Odpowiednio duży wlot dozuje właściwą ilość wody, nic się nie wylewa niepotrzebnie.

Zapach: Zapach niestety jest średnio przyjemny i przypomina on klej biurowy - taki biały w metalowych tubkach, jakich kiedyś się używało w podstawówce, nawet nie wiem, czy jeszcze są w użyciu, ale to ewidentnie ten zapach ;)

Działanie: Micel całkiem dobrze oczyszcza skórę, radząc sobie z podkładem i pudrem. Jeżeli chodzi o demakijaż oczu, tu niestety jest już gorzej, nie do końca radzi sobie z tuszem do rzęs i trochę trzeba się natrudzić, by usunąć tusz całkowicie. Woda po użyciu nie pozostawia żadnego filmu na skórze, ale czasem zdarza się, że pozostawia skórę nieprzyjemnie ściągniętą. Nie mogę także napisać nic dobrego o podstawowej właściwości tej wody, czyli o tym, jak sprawdza się przy cerze naczynkowej. Ja nie zauważyłam żadnego kojącego wpływu na moje naczynka, w dalszym ciągu w takim samym stopniu pozostawały widoczne. Na plus zaliczam to, że nie podrażnia, nie szczypie w oczy i ogólnie nie robi skórze krzywdy.

Skład: Aqua, PEG-60 Almond Glycerides, Butylene Glycol, Glyceryl Polymethacrylate, Sorbitol, Phenoxyethanol, PEG-40 Glyceryl Cocoate, Imidazolidinyl Urea, Sodium Coceth Sulfate, Methylparaben, Disodium EDTA, Iris Florentina Root Extract, Triethanolamine, Ethylparaben, Butylparaben, Propylene Glycol, Propylparaben, Isobutylparaben, PVM/MA Copolymer.

Cena: 40-70 zł/250 ml (nie wiem, skąd taka rozbieżność w cenach)

Ocena: -3/6

Czy kupiłabym ponownie: NIE, o wiele tańszy micel Bourjois zrobił na mnie o wiele lepsze wrażenie

A Wy lubicie wody micelarne? Jakie polecacie?

14.11.2012

Ziaja Ulga: Kremowy olejek myjący - recenzja

Odkąd stosuję bardziej świadomą pielęgnację skóry, z mojej kosmetyczki zniknęły wszelkiego rodzaju środki do mycia twarzy zawierające silne detergenty w postaci SLSu i SELSu. Wcześniej używałam przeróżnych żeli, zwykle bardzo silnych, bo borykałam się z trądzikiem i wydawało mi się, że im silniej działający żel, tym lepiej (oj głupia, ja głupia...). Wraz z odstawieniem żeli do mycia twarzy, skończyły się moje problemy z trądzikiem. Nie chcę twierdzić, że żele z SLS przyczyniają się do powstania trądziku, ale jeśli walczycie z nim bezskutecznie od dłuższego czasu, może warto zamienić żele na coś łagodniejszego?

Ja żele zamieniłam na mydła i olejki. Jeden z olejków opiszę dzisiaj. A mowa o:


Ziaja Ulga Kremowy dla skóry wrażliwej - Kremowy olejek myjący do twarzy i ciała


Opakowanie: Biała butelka, prosta, wygoda i bardzo estetyczna.

Konsystencja, zapach: Olejek Ziai nie jest typowym olejkiem (jak np. olejek myjący z BU) - konsystencją i kolorem bardziej przypomina mleczko. Nie pieni się za bardzo, w kontakcie z wodą tworzy coś w rodzaju emulsji. Co do zapachu - nie jest on zbyt przyjemny, niemniej po czasie zauważyłam, że nie przeszkadza mi on wcale, dziś go w ogóle nie wyczuwam podczas mycia.

Działanie: Po wypróbowaniu olejku myjącego z Biochemii Urody, byłam bardzo ciekawa jak sprawdzi się Ziajowy olejek, który podobnie jak ten z BU powstał na bazie oleju słonecznikowego. I przyznać muszę, że jestem bardzo zadowolona. Olejek świetnie usuwa makijaż, pozostawia skórę czystą i świeżą. Nie podrażnia, nie przesusza. Nieźle radzi sobie także z makijażem oczu, choć trzeba uważać, by nie dostał się do oczu (ja wolę go stosować do oczyszczania skóry twarzy). Moja skóra naprawdę się z nim polubiła! Brakuje mi w nim jednak tego świetnego efektu miękkości i nawilżenia, jaki odczuwałam po umyciu twarzy olejkiem z BU. Niemniej, naprawdę nic nie można Ziajowemu olejkowi zarzucić. Jest bardzo fajną alternatywą dla olejku z Biochemii.

Cena: 8 zł/200 ml

Ocena: 5+/6

Czy kupiłabym ponownie: TAK




Znacie ten olejek? A może możecie polecić inne łagodne środki do mycia twarzy niezawierające SLSu?

Buziaki :)

13.10.2012

Avon Planet SPA Maseczka błotna z minerałami + ZACHĘTA :)

Śpieszę z recenzję kolejnej maseczki, jako że październik miesiącem maseczek ;)

Ponieważ akurat się przeprowadziłam i nie mam jeszcze przyłączonego internetu na nowym mieszkaniu, nie ma mnie tu ostatnio za często i nie mam też możliwości odwiedzać Waszych blogów :( Mam nadzieję, że nie pogniewacie się na mnie, a ja obiecuję, że jak tylko będę miała już internet, to wszystko wróci do normy :)

Tymczasem dzisiaj maseczka, która skusiła mnie glinką na drugim miejscu :)

Avon Planet SPA Maseczka błotna z minerałami z Morza Martwego


Opakowanie: Miękka, wygodna tubka, prosta, ale bardzo estetyczna.

Konsystencja, zapach: Ma gęstą konsystencję, która nie spływa z twarzy, dobrze się rozprowadza. Zasychając nie tworzy skorupy, ale dość ciężko się ją zmywa. Zapach - męski, mnie nie przypadł do gustu.

Działanie: Delikatnie oczyszcza skórę, lekko ją matuje i zwęża pory. Efekt nie jest długotrwały - do kilku godzin. Nie wysusza, nie podrażnia. Niby nie jest zła i mogłabym ją nawet pochwalić, gdyby nie fakt, że znam działanie maseczek z czystych glinek. I niestety, ta maska pozostaje daleko w tyle pod względem oczyszczania skóry. Zwróćcie także uwagę na skład - minerały morskie, którymi kusi producent, są dopiero na samym końcu, po zapachu...

Cena: ok. 30 zł/75 ml (dość często można kupić za ok. 10 zł na promocji)

Ocena: 3/6

Czy kupiłabym ponownie: NIE


Widzę, że u Was na blogach także królują maseczki :) Myślę, że Malina miała świetny pomysł z tą akcją, dlatego jeszcze raz ukłony w jej stronę. U mnie jeszcze kilka maseczek czeka na swoją recenzję - m.in. Dermiki, FlosLeku i Lierac.

ZACHĘTA :)

Mam dla Was jeszcze zachętę do wzięcia udziału w konkursie :) Sklep Skarby Afryki (w którym do nabycia są m.in. glinki, o których pisałam tutaj) organizuje konkurs, w którym można wygrać arabskie perfumy pochodzenia naturalnego Al-Rehab. Zadanie jest proste: wystarczy polubić do 31 października ich profil na facebook'u (tutaj), a jeden z fanów otrzyma wybrany przez siebie zapach :) Serdecznie Was zapraszam :) Więcej informacji na stronie głównej sklepu - tutaj.



29.08.2012

Pianka oczyszczająca Rival de Loop - recenzja

Znowu mnie trochę nie było, bo akurat mam w pracy szkolenia i nie ma mnie w domu. Ale postaram się trochę sprężyć i coś napisać :)

Ponieważ dziś skończył mi się jeden kosmetyk, to pomyślałam, że właśnie o nim napiszę. A skończyła mi się:
Rival de Loop Clean&Care Pianka oczyszczająca z wyciągiem z gingko i ogórka (Milder Reinigungsschaum mit Gingko&Gurke).



Opakowanie: Nie ukrywam, że opakowanie to najważniejszy powód, dla którego ją kupiłam :P Na wizażu przeczytałam kiedyś o udoskonalonej metodzie kubeczkowej, do której właśnie potrzebne jest takie "piankowe" opakowanie. Ponieważ powoli przestawiam się na bez SLSowe szampony taki pojemnik na pewno mi się przyda. O samym opakowaniu - bardzo wygodne w użytkowaniu, "wypluwa" właściwą ilość pianki, nie zacina się, jest proste i estetyczne.

Zapach, konsystencja: Pachnie bardzo delikatnie, ale ładnie, świeżo. Konsystencja - jak na piankę przystało - lekka i przyjemna.

Działanie: Generalnie uważam, że jest to dobry produkt, bo przyjemnie oczyszcza twarz i pozostałości makijażu, ale ja jednak muszę czuć oczyszczenie bardzo dogłębne. Tu takiego uczucia nie mam, dlatego - moim zdaniem - pianka świetnie sprawdzi się do bezproblemowej, normalnej cery albo jako lekki oczyszczacz na rano. Pianka jest dość wydajna :)

Cena: ok. 10 zł/150 ml

Ocena: 4/6

Czy kupię ponownie: NIE (a to dlatego, że mam już swój ulubiony kosmetyk do oczyszczania twarzy, na pewno kiedyś Wam go opiszę :))

Na pewno warto docenić skład pianki - bez SLSu bez zbędnej chemii, oznaczony nawet wegańskim znaczkiem:
Skład: Aqua, Sodium Coco Sulfate, Sorbitol, Betaine, Caprylyl/Capryl Glucoside, Cucumis Sativus (cucumber) Fruit Extract, Gingko Biloba Leaft Extract, Coco Glucoside, Glyceryl Oleate, Glycerin, Coco Alkohol, Sodium Sulfate, Sodium Chloride, Citric Acid, Sodium Benzoate, Methylparaben, Potasium Sorbate, Parfum.





Za to na pewno mam już opakowanie, które mogę wykorzystać do metody kubeczkowej. Zobaczę i dam na pewno znać jak się sprawuje :)