Pokazywanie postów oznaczonych etykietą naturalna pielęgnacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą naturalna pielęgnacja. Pokaż wszystkie posty

11.02.2015

Alva Rhassoul: Aktywy krem oczyszczający do cery tłustej i mieszanej

W kwestii kremów do twarzy jest niesamowicie wybredna. Wolę już nic nie używać, niż używać kremu, który mi nie w pełni odpowiada. Do tej pory znalazłam tylko jeden, który zadowalał mnie w 100%. Niestety, jak to w takich przypadkach zwykle bywa, został on wycofany z produkcji...

Zaczęłam więc znowu szukać swojego kremowego ideału. Z raczej marnym skutkiem. Równie dobrego kremu, jak ten z FlosLeka, nie było. I nieoczekiwanie ratunek przyszedł ze strony internetowej apteki i-apteka, która zaproponowała mi do przetestowania krem Alva Rhassoul. Zgodziłam się, bo tej serii przyglądałam się już od pewnego czasu, czytając w Internecie wiele pozytywnych opinii na jej temat.
I tak w moje ręce trafił krem oczyszczający.

 Alva Rhassoul: Aktywy krem oczyszczający do cery tłustej i mieszanej

Alva Rhassoul: Aktywy krem oczyszczający do cery tłustej i mieszanej

Na początku trochę się zdziwiłam, bo choć seria nazywa się "Rhassoul", to w składzie kremu nie znajdziemy ani grama glinki. Mogłabym się czepiać, ale machnę ręką na to, bo skład i bez glinki jest naprawdę dobry. Zaraz za wodą mamy: olej jojoba, aloes, olej rzepakowy, wosk pszczeli, witamina E, olej słonecznikowy, aromat, kwas hialuronowy, sól kwasu alginowego, kwas mlekowy, gliceryna, guma ksantanowa, bisabolol czyli składnik wyciągu z rumianku, mieszanina olejków eterycznych, olej manuka, sorbinian potasu czyli konserwant i ogonek zapachowych "-oli":)
Krem posiada certyfikat ECOCERT.

Skład: water, jojoba oil*, aloe vera*, rapeseed oil*, beeswax, vitamin E**, sunflower oil**, fragrance**, hyaluronic acid*, algin**, lactic acid**, glycerin**, xanthan, bisabolol**, mixture of etherial oils**, manuka oil***, potassium sorbate, limonene, citral, linalool, geraniol, citronellol.
*) składniki pochodzące z certyfikowanych ekologicznych upraw – 28,01% na 99,70% składników naturalnych
**) składniki pochodzenia naturalnego
***) składniki z roślin dziko rosnących

Krem opakowany jest w czerwoną, plastikową tubkę z klapką. Ma białą, bardzo kremową konsystencję. Pachnie czymś trudnym do określenia, taką mieszanką olejków roślinnych, ale jest to zapach całkiem miły dla nosa.
Krem może być stosowany zarówno rano, jak i wieczorem. W obu tych kombinacjach sprawdza się idealnie. Wsmarowuje się w skórę przepięknie, autentycznie uwielbiam go nakładać na twarz! Wchłania się idealnie do matu, ale nie jest przy tym ani odrobinę nawet wysuszający. Ba! Wprost przeciwnie - moja skóra jest po nim taka "pełna", dopieszczona, niesamowicie odżywiona, miękka i gładka. Ciężko mi nawet opisać efekt, jaki ten krem daje mi na skórze, bo z czymś takim jeszcze nigdy się nie spotkałam :) Jest cudnie zmatowiona, a jednocześnie tak dobrze odżywiona jak po najlepszej odżywczej maseczce, jaką można sobie wyobrazić. Jest też delikatnie rozjaśniona i zdecydowanie świeższa. Naprawdę uwielbiam to uczucie! Tym bardziej, że efekt takiej pięknej skóry trwa cały dzień, nieraz nawet nie nakładam podkładu i cieszę się tą miękką, matową i gładką skorą.
Dodatkowo krem ma bardzo dobroczynne działanie na wszelkie niespodzianki - wypryski, krostki, pryszcze. Goją się one bowiem zdecydowanie szybciej, skóra faktycznie staje się oczyszczona, czyli jest dokładnie tak, jak obiecuje producent.


Alva Rhassoul: Aktywy krem oczyszczający do cery tłustej i mieszanej


Niniejszym ogłaszam ten krem moim nr 1 spośród wszystkich kremów na twarz! :) Jest naturalny i rewelacyjnie pielęgnuje moją mieszaną skórę. Odkąd Flos-Lek rezygnował z serii BeEco długo szukałam godnego następcy dla tamtych kremów, no i w końcu się udało!
Choć bardzo chciałabym się do czegoś przyczepić, to naprawdę nie mam do czego. Oprócz tych wszystkich zalet, o których pisałam, dodatkowo na pochwałę zasługuje fakt, że krem opakowany jest higieniczną tubę, dobrze współgra z makijażem, jest pojemny i wydajny, bo ma aż 75 ml. No po prostu cudo, nie krem! :)

Krem kosztuje 50,96 zł i zdecydowanie jest wart tej ceny! Nabyć go można w internetowej aptece i-apteka.pl - KLIK.

Mam dla Was także kod rabatowy na zakupy w i-aptece: po wpisaniu kodu: 20141212-6574289 uzyskacie 7% rabat na całe zakupy. Kod jest ważny do końca grudnia 2015 i może być używany wielokrotnie.

Wpisuję Alvę na listę marek wartych bliższego poznania i przy najbliższej okazji na pewno wypróbuję pozostałe produkty z serii Rhassoul. A krem zostaje ze mną na stałe :)

Alva Rhassoul: Aktywy krem oczyszczający do cery tłustej i mieszanej


Znacie? Lubicie? :)

24.10.2014

Bania Agafii: Biała glinka do mycia wlosow i ciala

Znacie maseczkę z glinki? Pff, każdy zna. A znacie glinkę do mycia włosów? Ciała? Twarzy? Jeśli nie, to zapraszam Was do recenzji :)


Bania Agafii: Biała glinka do mycia włosów i ciała

Bania Agafii: Biała glinka do mycia wlosow i ciala


Glinka umieszczona jest w charakterystycznej dla tej serii Agafii saszetce z zakrętką. Ja bardzo lubię te motywy szkiców roślin, jakie zdobią opakowanie, dlatego estetycznie wpisuje się jak najbardziej w mój gust. Niestety ten rodzaj opakowania ma jedną wadę - przeciera się przy zakrętce, co widzicie na zdjęciu poniżej. Ja zakleiłam to taśmą klejącą i po problemie ;)

Bania Agafii: Biała glinka do mycia wlosow i ciala


Skład jest naprawdę rewelacyjny - naturalny, bogaty w odżywcze oleje i ekstrakty, no i glinkowy (mamy tutaj do czynienia z kamczacką białą glinką wulkaniczną), czyli dokładnie taki jak lubię :)

Skład: Glycerin, Kaolin (glinka), Sodium Cocoyl Isethionate, Clay (kamczacka biała glinka), Linum Usitatissimum Seed Oil (olej lniany), Pinus Sibirica Seed Oil (olej cedrowy), Hippophae Rhamnoides Fruit Oil (olej z rokitnika), Rosa Canina Fruit Oil (olej z owoców dzikiej róży), Abies Sibirica Oil (olej z jodły syberyjskiej), Amaranthus Caudatus Seed Oil (olej z amarantusa), Sinapis Alba Seed Oil (olej z gorczycy białej), Ricinus Сommunis Seed Oil (olej rycynowy), Saponaria Officinalis Extract (ekstrakt z mydlnicy lekarskiej), Gypsophila Paniculata Extract (ekstrakt z łyszczca wiechowatego), Glycyrrhiza Glabra Extract (ekstrakt z lukrecji), Acanthophyllum Glandulosum Extract (ekstrakt z koliuczelistnika), Hyssopus Officinalis Extract (ekstrakt z hyzopa lekarskiego), Parfum.


Sama glinka ma gęstą, ale płynną konsystencję. Przypomina taką białą, gęstą emulsję. Pachnie przyjemnie, mydlano-ziołowo. Pieni się bardzo delikatnie.

Bania Agafii: Biała glinka do mycia wlosow i ciala



Tym co mnie w niej urzekło, to fakt, że jest produktem ogromnie uniwersalnym. Producent pisze o stosowaniu jej do włosów i na ciało, ja z powodzeniem dodałabym stosowanie jej jeszcze do skóry twarzy, bo również w tej roli sprawdza się rewelacyjnie! Ale po kolei:


Do ciała:
- dobrze oczyszcza skórę, nie wysusza, a dzięki dużej zawartości olejów i roślinnych ekstraktów, pozostawia ją po myciu na tyle miękką i odżywioną, że spokojnie można zrezygnować z balsamu.


Do włosów:
- tu obawiałam się klapy, bo moje włosy uwielbiają drogeryjne szampony i rzadko dobrze czują się w towarzystwie tylu olejów i ekstraktów. Brakowało mi też SLS, który jako jedyny jest w stanie dobrze odświeżyć moją przetłuszczającą się czuprynę. Tymczasem okazuje się, że jego łagodniejszy kuzyn - Sodium Cocayl Isethionate w towarzystwie glinki działa lepiej niż niejedno SLS. Po raz kolejny potwierdza się u mnie obserwacja, jakoby glinka w szamponie istotnie wpływała na świeżość moich włosów.
Biała glinka Agafii na włosach pieni się delikatnie, ale skutecznie oczyszcza włosy z codziennych zabrudzeń. Z olejami może sobie nie poradzić, ale jako szampon na co dzień będzie idealna. Włosy po myciu są czyste, świeże, miękkie i delikatne. Obawiałam się mega splątania, ale nic takiego nie miało miejsca - włosy nawet bez odżywki rozczesują się o niebo lepiej niż po wszystkich znanych mi szamponach ziołowych.
Tym co najbardziej jednak do mnie przemawia, jest przedłużona świeżość włosów. Zwykle muszę myć włosy codziennie, po białej glince Agafii moje włosy są na tyle świeże, że spokojnie wytrzymują dwa dni! To ogromny sukces! Polecam więc serdecznie jeśli macie problem z przetłuszczającymi się włosami :)

Na twarz:
- podobnie jak do ciała, glinkę Agafii często wykorzystuję do mycia twarzy. Sprawdza się wyśmienicie, skóra jest bardzo dobrze oczyszczona, miękka i świeża. Nie jest przy tym ani trochę sucha i ściągnięta. Od czasu do czasu stosuję też tę glinkę na twarz jako maskę - nakładam i zostawiam na skórze jakieś 10 min, po czym delikatnie masuję i spłukuję. Wtedy efekt oczyszczenia jest jeszcze lepszy.


Dla mnie jest to rewelacyjny kosmetyk podróżny - w jednej 100 ml saszetce mam szampon do włosów (który - od biedy - nawet nie wymaga odżywki!), żel do ciała (który zwalnia mnie z korzystania z balsamu), oraz oczyszczająco-odżywczy żel do mycia twarzy. Niestety jednak, ze względu na tę kruchość opakowania, o której pisałam wcześniej, warto zawczasu zabezpieczyć swoją saszetkę i obkleić ją taśmą klejącą w tym miejscu, gdzie folia została zgrzana z nakrętką. Będzie po prostu bezpieczniej :) Można też przelać zawartość do jakiegoś słoiczka, ale raczej nie do butelki, bo zawartość jest zbyt gęsta.


Za 100 ml tego funkcjonalnego kosmetyku zapłacimy ok. 6 zł - do nabycia TUTAJ - cena po prostu śmieszna i dlatego jestem w stanie wybaczyć nawet to pękające opakowanie. Kupiłam już kilka jego opakowań i porozdawałam je po rodzinie, bo uważam, że to naprawdę wart uwagi, uniwersalny kosmetyk w śmiesznie niskiej cenie :)


Bania Agafii: Biała glinka do mycia wlosow i ciala

Bania Agafii: Biała glinka do mycia wlosow i ciala


Ja oczywiście zapraszam na zakupy do sklepu SkarbySyberii, dzięki któremu sama poznałam ten produkt i w którym obowiązuje mój kod zniżkowy na zakupy -30%:

Jeśli jesteście ciekawe, jak sprawdziły się u mnie inne kosmetyki od rosyjskiej zielarki Agafii to zapraszam:
- Bania Agafii: Maseczki do twarzy
- Zioła i plony Agafii: Naturalne syberyjskie białe mydło
- Przepisy Babci Agafii: Syberyjski szampon na łopianowym propolisie
 

6.10.2014

Bania Agafii: Maseczki do twarzy - Witaminowa fitoaktywna, Daurska kojaca, Niebieska oczyszczajaca, Dziegciowa oczyszczajaca, Ekspresowa odswiezajaca - ktora wybrac?

Ci, co mnie śledzą już od dłuższego czasu, wiedzą, że maseczki do twarzy uwielbiam i zużywam namiętnie. Nie byłabym więc sobą, gdybym - jak tylko odkryłam saszetki z serii Bania Agafii - od razu nie zapragnęła ich mieć.
Dwie maseczki dostałam na wypróbowanie w ramach współpracy ze sklepem Skarby Syberii i zachęcona ich działaniem dokupiłam kolejne trzy :) Osobiście uważam te maski za największe pielęgnacyjne odkrycie tego roku. A dlaczego - dowiecie się z dalszej lektury :)

Bania Agafii Maseczki do twarzy porównanie


Maski te zachwycają wieloma rzeczami:
Po 1 - składami - piękne, naturalne, pełne dobroczynnych ekstraktów, z nutką charakterystycznej dla Agafii "rosyjskości".
Po 2 - opakowaniem - zakręcana saszetka wielorazowego użytku to absolutny strzał w 10! Do tego opakowania są oczywiście utrzymane w pięknej, babuszkowo-roślinnej estetyce :)
Po 3 - stosunkiem cen do pojemności - ok. 6 zł/100 ml naturalnej maski? Brzmi wręcz niewiarygodnie, a dzieje się naprawdę! ;)
Po 4 - zapachami - każda z tych masek pachnie zupełnie inaczej, ale każda pachnie wyjątkowo ładnie, co dodatkowo uprzyjemnia pielęgnację.
Po 5 i chyba najważniejsze - działaniem. Każda z 5 przetestowanych przeze mnie masek jest warta uwagi, choć - wiadomo - nie każda sprawdzi się u każdego.

Opowiem Wam więc dziś o wszystkich pięciu, jakie poznałam i mam nadzieję, że zarażę Was miłością do tych uroczych saszetek :) Układam przy okazji moją listę, od najmniej, do najbardziej lubianej :)

Bania Agafii Maseczki do twarzy porównanie



Miejsce 5. zajmuje...
Bania Agafii: Maseczka do twarzy Daurska - kojąca 

Bania Agafii: Maseczka do twarzy Daurska - kojąca

Daurska - od regionu Dauria na pograniczu Rosji i Chin, skąd pochodzą zioła wykorzystane w tej masce.
Ma usuwać podrażnienia, nawilżać, tonizować, wyrównywać koloryt, regenerować i usuwać uczucie ściągnięcia.


Ma śliczną liliową barwę i bardzo ładnie pachnie, nieco kwiatowo, świeżo. Mimo glinki w składzie to maska o delikatnej, przejrzystej, płynnej konsystencji. Nie zasycha i świetnie się zmywa.

Z tą maską jednak polubiłam się najmniej, ze względu na to, że przytrzymana zbyt długo na skórze, powoduje jej zaczerwienienie. Brak co prawda podrażnienia, pieczenia itp., niemniej zaczerwieniona skóra utrzymuje się przez kilka minut. Nie polecam jej więc do wrażliwych cer, nie polecam jej też trzymać dłużej niż zalecane przez producenta 10 min. Po 10 min nic się złego ze skórą nie dzieje, jest za to bardzo ładnie wygładzona, miękka i delikatna. Nawilżenie jest niewielkie, ale odczuwalne.

Skład: Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Butyrospermum Parkii (masło shea), Cetearyl Alcohol, Glycerin, Organic Chamomilla Recutita Flower Extract (organiczny ekstrakt z rumianku), Kaolin (glinka), Lilium Davuricum Flower Extract (ekstrakt z lilii daurskiej), Organic Citraria Nivalis Extract (organiczny ekstrakt z cladonii śnieżnej), Borago Officinalis Juice (sok z ogórecznika), Xanthan Gum, Sodium Cetearyl Sulfate, Carbomer, Parfum, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Citric Acid



Miejsce 4. zajmuje...
Bania Agafii: Witaminowa Fitoaktywna Maseczka do twarzy "Multinawilżanie"

Bania Agafii: Witaminowa Fitoaktywna Maseczka do twarzy "Multinawilżanie"


Wygląda... jak truskawkowy dżem (ma w sobie nawet zatopione drobinki sproszkowanych owoców), pachnie ślicznie malinowo-truskawkowym musem. Ma właściwości rozgrzewające, czuć przyjemne ciepło na skórze praktycznie przez cały czas aplikacji. Nie zasycha, szybko się zmywa.

Jest maseczką odżywczą, pozostawia skórę miękką i delikatną, odżywioną i zadbaną. Dla mnie dużą zaletą jest jest rozgrzewające działanie, naprawdę przyjemnie ogrzewa skórę, nie powodując przy tym nawet najmniejszego zaczerwienienia.  Myślę, że polubią ją cery suche, delikatne, zmęczone i wymagające regeneracji.

Jest to najdroższa spośród maseczek Bani Agafii - kosztuje ok. 10 zł/100 ml, co i tak wciąż jest ceną bardzo atrakcyjną.

Skład: Glycerin, Vaccinium Vitis-Idaea Fruit Powder (sproszkowane nasiona borówki brusznicy), Rubus Idaeus  Seed Powder (sproszkowane nasiona maliny), Sucrose Palmitate, Sorbitane Caprylate, Organic Rosa Canina Fruit Oil (organiczny olej z owoców dzikiej róży), Hippophae Rhamnoides Friut Oil (olej z rokitnika ałtajskiego), Fragaria Vesca Fruit Juice (sok truskawkowy), Rubus Idaeus Fruit Juice (sok z dzikiej maliny), Lonicera Caerulea Fruit Juice (sok z jagody kamczatskiej), Parfum, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Citric Acid.


Miejsce 3. zajmuje...
Bania Agafii: Niebieska oczyszczająca maseczka do twarzy "Cera tłusta i mieszana"

Bania Agafii: Niebieska oczyszczająca maseczka do twarzy "Cera tłusta i mieszana"


To typowo glinkowa maseczka. Pachnie bardzo delikatnie, ale przyjemnie, lekko i kwiatowo. Ma błękitno-szarawą barwę, zwartą konsystencję pasty, zasycha na skórze i zmywa się dość topornie, jak glinka.
Jest bardzo dobrą maseczką oczyszczającą i używam jej do oczyszczania zamiennie z maską dziegciową. Na kilku blogach spotkałam się z opinią, że nie działa, ale ja absolutnie się z tym nie zgadzam. Wg mnie działa - co prawda - nieco słabiej niż dziegciowa, ale wciąż super oczyszcza i wygładza skórę, pozostawia ją miękką, matową i delikatną. Nie podrażnia.
Będzie w sam raz do mieszanej i tłustej skóry.
 
Skład: Aqua, Kaolin (glinka), Glycerin, Organic Centaurea Cyanus Flower Water (organiczna woda bławatkowa), Cetearyl Alcohol, Zinc Oxide (tlenek cynku), Bentonite (and) Xanthan Gum, Olea Europaea Fruit Oil (oliwa z oliwek), Organic Malva Sylvestris Flower Extract (organiczny ekstrakt z malwy), Avena Sativa Kernel Powder (proszek z płatków owsianych), Sodium Cetearyl Sulfate, Benzyl Alcohol, Parfum.



Miejsce 2. zajmuje...
Bania Agafii: Ekspresowa maseczka do twarzy Odświeżająca



 
Bania Agafii: Ekspresowa maseczka do twarzy Odświeżająca

Maska o półprzejrzystej, żelowej, delikatnej konsystencji. Pięknie pachnie miętą i ziołami. Bardzo fajnie chłodzi i odświeża. Nie zasycha, łatwo się zmywa.
To prawdziwa torpeda pod względem odświeżenia. Rewelacyjna latem na zmęczoną słońcem skórę, bo przez cały proces aplikacji zapewnia orzeźwiające chłodzenie.
Skóra po zmyciu maski jest przepięknie rozjaśniona, niesamowicie świeża i czysta, ma wyrównany koloryt, jest miękka, delikatna i matowa. To jedna z tych niewielu chwil, kiedy jestem w stanie wyjść z domu bez podkładu, taką mam ładną wówczas skórę.
I pomyśleć, że 10 minut wystarcza, by ze skórą zrobić takie cuda! ;)
Moim zdaniem, to naprawdę świetna maseczka dla zmęczonej, poszarzałej, mieszanej i tłustej cery.

Skład: Aqua, Glycerin, Olea Europaea Fruit Oil (oliwa z oliwek), Organic Spiraea Ulmaria Extract (organiczny ekstrakt wiązówki błotnej), Iris Sibirica Extract (ekstrakt z irysa syberyjskiego), Mentha Piperita Leaf Extract (ekstrakt z mięty pieprzowej), Alchemilla Vulgaris Extract (ekstrakt z przewrotnika pospolitego), Mentha Piperita Leaf Oil (olejek z mięty pieprzowej), Xanthan Gum, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Sodium Hydroxide, Parfum, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid


Miejsce 1. zajmuje...
Bania Agafii: Maseczka do twarzy Oczyszczająca dziegciowa

Bania Agafii: Maseczka do twarzy Oczyszczająca dziegciowa


O niej już Wam pisałam KLIK, ale napiszę jeszcze raz, bo ją po prostu uwielbiam! ;) Mój absolutny faworyt spośród maseczek Banii, ale też ogólnie - spośród masek oczyszczających. Pachnie ładnie, ziołowo-mydlano. Ma porcelanowo-beżowy kolor, gęstą konsystencję pasty i jest maską typowo glinkową. Zasycha na skórze i topornie się zmywa.
Po zmyciu jednak skóra jest pięknie i porządnie oczyszczona, zmatowiona i wygładzona. Wypryski są uspokojone i "podsuszone". Skóra jest tak dobrze oczyszczona, ale jednocześnie jest miękka i delikatna, nie wysuszona na wiór i nie woła o nawilżenie. 
Polecam tłustym i bardzo tłustym cerom, mieszanym i mocno zanieczyszczonym.


Skład: Aqua, Dicaprylyl Ether, Butirospermum Parkii (masło shea), Organic Salvia Officinalis Leaf Extract (organiczny ekstrakt z szałwii), Mel (ałtajski miód), Rapa Salt (sól rapa), Pix Liquida Betula (dziegieć brzozowy), Kaolin (glinka porcelanowa), Glyceryl Stearate, Organic Borago Officinalis Oil (organiczny sok z ogórecznika ), Cetearyl Alcohol, Sorbitane Stearate, Sodium Cetearyl Sulfate, Xanthan Gum, Benzyl Alcohol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum, Citric Acid.





Z serii tych maseczek do twarzy są jeszcze dwie: maseczka na mleku łosia oraz maseczka liftingująca, ale niestety nie było ich na stanie, kiedy robiłam zakupy. Na pewno z kolejnym zamówieniem skuszę się na nie, jeśli tylko będą dostępne, na pewno też kupię ponownie aż 4 maski z dzisiejszego posta, bo naprawdę gorąco je polubiłam :)

Znacie te maseczki? Która jest Wasza ulubiona? :)



16.05.2014

Bania Agafii: Maska oczyszczająca do twarzy - dziegciowa

Cześć dziewczyny,

w twarzowej pielęgnacji mam dwie wielkie miłości: toniki i właśnie maseczki. Maseczek mam w łazienkowej szafce naprawdę sporo. Nie tak dawno zagościły tam kolejne. Jak tylko zobaczyłam nowości z Banii Agafii - saszetkowe maski o całkiem sporych pojemnościach - wiedziałam, że muszę je wypróbować. Dziś pokażę Wam jedną z nich:

Bania Agafii: Maska oczyszczająca do twarzy - dziegciowa

Bania Agafii: Maska oczyszczająca do twarzy - dziegciowa


Opakowanie: Duża saszetka z zakrętką, dzięki czemu możemy odmierzyć potrzebną porcję, a później w higieniczny sposób zakręcić i odstawić. Sama estetyka produktu również bardzo mi się podoba. Na opakowaniu znajdują się tylko napisy w rosyjskim języku.

Konsystencja, zapach: Maska ma jasnobeżowy kolor, typowo glinkową konsystencję, zasycha również jak glinka i zmywa się równie topornie. Ma delikatny, ziołowy, przyjemny zapach. 

Skład: Aqua, Dicaprylyl Ether, Butirospermum Parkii (masło shea), Organic Salvia Officinalis Leaf Extract (ekstrakt szałwii), Mel (ałtajski miód), Rapa Salt (sól rapa), Pix Liquida Betula (dziegieć brzozowy), Kaolin (glinka porcelanowa), Glyceryl Stearate, Organic Borago Officinalis Oil (organiczny sok ogórecznika ), Cetearyl Alcohol, Sorbitane Stearate, Sodium Cetearyl Sulfate, Xanthan Gum, Benzyl Alcohol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum, Citric Acid.
 
Działanie: Maska pozostawia skórę porządnie oczyszczoną i naprawdę niesamowicie wygładzoną. Skóra jest cudowna, odświeżona, czuć porządną moc glinki. Maska jest przy tym delikatna, nie wysusza jak klasyczna glinka, pozostawia skórę miękką i nieściągniętą.

Cena: 5,90 zł/100 ml 

Taka ilość naturalnej maski o rewelacyjnym działaniu za raptem 6 zł? Dawno nie byłam w tak pozytywnym szoku :) Absolutnie polecam!

Bania Agafii: Maska oczyszczająca do twarzy - dziegciowa

Bania Agafii: Maska oczyszczająca do twarzy - dziegciowa

Bania Agafii: Maska oczyszczająca do twarzy - dziegciowa


Znacie już nowe maski Agafii w pokaźnych saszetkach? Które możecie polecić?


27.04.2014

Lavera: Kuracja na pryszcze 2w1 z wyciągiem mięty i cynku

Cześć dziewczyny,

Dziś przychodzę do Was z recenzją naturalnego specyfiku na pryszcze :) Mowa o kosmetyku marki Lavera: Kuracji na pryszcze 2 w 1.
Na szczęście, dzięki świadomej i mocno naturalnej pielęgnacji, udało mi się kilka lat temu pozbyć  uporczywego trądziku. Nie zmienia to oczywiście faktu, że wciąż mam mieszaną skórę, która lubi - od czasu do czasu - wyprodukować jakieś niespodzianki ;) Zdarza się to zwłaszcza przed okresem, a szczególnie wtedy, kiedy potrzebuję dobrze wyglądać... Niestety, zwykle są to dość bolesne i długo gojące się podskórne gule. Kilka razy próbowałam stosować tzw. punktowe specyfiki na pryszcze, ale okazywało się, że mają one działanie tylko doraźne - zmniejszały zaczerwienienia i obrzęk, natomiast pryszcz wciąż tkwił pod skórą, był wyczuwalny pod palcami i po jakimś czasie uaktywniał się na nowo.
Dałam więc sobie spokój z tego typu produktami, ale jakiś czas temu w moje ręce trafiła wspomniana wyżej kuracja Lavery. Tym, co spowodowało, że postanowiłam ją wypróbować, jest przemyślany, naturalny skład.
Czy Kuracja na pryszcze faktycznie zwalcza pryszcze, czy także - jak jej poprzednicy - jedynie wycisza je na chwilę? Zapraszam na recenzję :)

Lavera: Kuracja na pryszcze 2w1 z wyciągiem mięty i cynku

Lavera: Kuracja na pryszcze 2w1 z wyciągiem mięty i cynku


Opakowanie: W niewielkim kartonowym pudełeczku znajdziemy "różdżkę" z dwoma końcówkami - jedna część - etap 1- zawiera płynną, przezroczystą substancję (roboczo nazwę ją "wysuszaczem") i zakończona jest roll-on'em (który niestety, czasem się zacina), druga końcówka - etap 2 - to korektor z aplikatorem w formie gąbeczki.

Konsystencja, zapach: Wysuszacz na płynną, rzadką konsystencję, dlatego roll-on jest tu dobrym rozwiązaniem. Pachnie intensywnie miętą i rozmarynem, wchłania się bardzo szybko i nie zostawia żadnej warstwy na skórze. Niemal od razu można nałożyć krem albo zrobić makijaż. Korektor jest gęsty, ale dobrze rozsmarowuje się na skórze. Może jednak podkreślać suche skórki. Delikatnie czuć w nim cynk i zioła.

Skład: 
Etap 1: Aqua, Alcohol, Salix Alba (Willow) Bark Extract, Zinc Lactate, Xanthan Gum, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Oil, Mentha Piperita (Peppermint) Leaf Extract, Sodium Hyaluronate, Citric Acid, Tartaric Acid, Fragnance (Parfum), Limonene, Citral, Linalool, Geraniol, Citronellol

Etap 2: Aqua, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Cocos Nucifera Oil, Titanium Dioxide (CI 77891), Zinc Oxide, Alcohol, Silica, Salix Alba (Willow) Bark Extract, Glyceryl Stearate Citrate, Glycerin, Stearic Acid, Palmitic Acid, Cetearyl Alcohol, Iron Oxide (CI 77492), Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Oil, Mentha Piperita (Peppermint) Leaf extract, Xanthan gum, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Magnesium stearate, Hydrogenated Lecithin, Bismuth Oxychloride (CI 77163), Mica (CI 77019), Iron Oxides (CI 77499), Chromium Oxide Green (CI 77289), Tocopherol, Helianthus Annus (Sunflower) Seed Oil, Ascorbyl Palmitate, Fragnance (Parfum), Limonene, Citral, Linalool, Geraniol, Citronellol

Działanie: Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona działaniem "wysuszacza". Nie daje szans pryszczom - te drobne podsusza i łagodzi tak, że znikają w okamgnieniu, te większe, trudniejsze - wyciąga na wierzch - a następnie szybko i bezproblemowo goi (w przeciągu 4 dni po takiej większej "guli" nie ma już śladu). Co dla mnie absolutnie ważne - nie usypia on pryszczy, a faktycznie leczy - niespodzianki znikają i nie pojawiają się na ich miejsce podskórne grudki, które za jakiś czas znowu atakują. Czyli jest dokładnie tak jak być powinno! :) Choć nazwałam go roboczo "wysuszaczem", możecie być spokojni - nie wyczyni on na Waszej skórze spustoszenia. Wysusza on niespodzianki jedynie w takim stopniu, w jakim jest to niezbędne do ich wygojenia :)
Druga część - niestety - dla mnie okazała się niewypałem. Korektor ma tak ciemny, pomarańczowy kolor, że nie ma szans bym była w stanie go używać. Próbowałam rozcierać najcieniej jak to możliwe - nic z tego, wyglądałam jak upstrzona pomarańczowymi plackami :( Jestem trochę zawiedziona, że Lavera nie wypuściła dwóch wariantów kolorystycznych - ten dostępny jest naprawdę tak ciemny, iż sądzę, że mało komu będzie odpowiadał... Szkoda, u mnie druga końcówka pozostaje bezużyteczna. Na szczęście pierwsza - daje radę! :)

Dostępność: KLIK

Cena: 44,90 zł/5,5 ml + 5 ml

Ocena: 4/6

Lavera: Kuracja na pryszcze 2w1 z wyciągiem mięty i cynku

Lavera: Kuracja na pryszcze 2w1 z wyciągiem mięty i cynku

Lavera: Kuracja na pryszcze 2w1 z wyciągiem mięty i cynku

Lavera: Kuracja na pryszcze 2w1 z wyciągiem mięty i cynku

Lavera: Kuracja na pryszcze 2w1 z wyciągiem mięty i cynku


 Znacie tę kurację? A może znacie inne produkty Lavera godne polecenia? :)

14.12.2013

Masło shea z Fitomed + DIY Glinkowa pasta do mycia twarzy z dodatkiem masła shea

Cześć Dziewczyny!

Dzisiaj opowiem Wam trochę o maśle shea, które stosuję w swojej pielęgnacji już od kilku miesięcy, a także zdradzę Wam przepis na genialną glinkową pastę z masłem shea do mycia twarzy, którą możemy samodzielnie i prosto wykonać w domu :) No to zaczynamy:



Masło shea, znane także jako masło karite, wytłaczane jest z orzechów drzewa masłosza. Posiada szereg cennych składników pozytywnie oddziałowywujących na skórę  m.in. kwasy tłuszczowe (oleinowy, stearynowy, palmitynowy i linolenowy) i fitosterole (kamesterol, stigmasterol, beta-sitosterol, alfa-spinosterol). W maśle shea znajdziemy także kwas cynamonowy, który działa antybakteryjnie oraz chroni skórę przed promieniowaniem UV.

Masło karite polecane jest do każdego rodzaju skóry. Szczególnie korzystnie działa na skórę suchą i słabo nawilżoną, łuszczącą się, pękającą i spierzchniętą. Dzięki temu, że nie jest komedogenne, działa łagodząco i kojąco także na cerę trądzikową i tłustą. Masło goi drobne ranki i pęknięcia naskórka, łagodzi zaczerwienienia i oparzenia, w tym posłoneczne.



Masło, które posiadam, pochodzi z Fitomed-u. Dostajemy je zamknięte w plastikowym słoiczku, widać, że jest cięte z bloku.
Masło ma postać gęstej, twardawej, białawej pasty, która topi się pod wpływem ciepła. Wystarczy przez chwilę potrzymać kawałeczek masła w palcach i już masełko zamienia się w olejek. Masło jest bezwonne, nie ma także żadnego smaku.

Sięgam po nie w ciągu dnia wielokrotnie, kiedy chcę natłuścić spierzchnięte usta albo odżywić zmęczoną i suchą skórę rąk. Zawsze odrobinę wcieram także w skórki wokół paznokci. Cienką warstwą nawilżam również łokcie i na noc stopy. Masło błyskawicznie wygładza i odżywia, pozostawiając na skórze delikatną, tłustawą warstewkę, która wcale nie jest uciążliwa.

Kosztuje raptem 10 zł za 50 g, a jest naprawdę wyjątkowo wydajne. Można je kupić poprzez stronę Fitomedu KLIK.


Masło shea, jak każdy surowiec kosmetyczny, świetnie sprawdzi się do produkcji własnych kosmetyków. Genialnie sprawdza się np. w balsamach do ciała i kremach, jednak tym razem postanowiłam zrobić z niego coś co uwielbiam najbardziej, czyli myjadło do twarzy :) Do tego eksperymentu zainspirowała mnie Ada z bloga LiliNaturalna (KLIK), której bloga uwielbiam i serdecznie Wam polecam. Polecam Wam także tę glinkową pastę; odkąd ją zrobiłam, wszystkie moje myjadła do twarzy zeszły na dalszy plan, nawet ukochany olejek myjący z BU, którego używałam od lat :)



Glinkowa pasta do mycia twarzy z dodatkiem masła shea


Do produkcji swojej pasty użyłam:
  • 3 łyżki masła shea z Fitomed
  • 3 łyżki mydła kokosowego z Mydlarni Tuli
  • 3 łyżki glinki ghassoul
  • 1 łyżeczkę miodu
  • 6 kropelek olejku herbacianego (więcej o olejku pisałam Wam TUTAJ)

Sposób przygotowania jest następujący:
Mydełko ścieramy na tarce i wraz z masłem shea przekładamy do porcelanowej miseczki. Rozpuszczamy w kąpieli wodnej, kiedy oba składniki rozpuszczą się i połączą, wsypujemy glinkę i dokładnie mieszamy aż do uzyskania jednolitej konsystencji. Kiedy poczujemy, że pasta gęstnieje, dodajemy miód, olejek herbaciany i ponownie wszystko dokładnie mieszamy.
Gotową pastę przekładamy do czystego pojemniczka i zakręcamy. Jak używać? Bardzo prosto - bezpośrednio przed użyciem wydłubujemy kawałek pasty i mieszamy na ręce razem z małą ilością wody albo bezpośrednio rozcieramy na na wilgotnej skórze twarzy, myjemy skórę, a następnie spłukujemy.


Pasta doskonale oczyszcza, a jednocześnie nie przesusza skóry, delikatnie ją wręcz nawilża. Skóra po myciu jest niesamowicie przyjemnie wygładzona i miękka, wygląda jak w HD :) Dodatek masła shea sprawia, że skóra nie jest ściągnięta i nie woła o krem. Naprawdę polubiłam tę pastę i dłuuugo się z nią nie rozstanę. Gwarantuję Wam również, że myjadełka z tak delikatnym składem i tak dobrym działaniem, nie znajdziecie w żadnej drogerii :)

Wypróbujcie koniecznie! :) 




Znacie masło shea? Jak najczęściej je wykorzystujecie? :)

5.07.2013

Love Me Green: Organiczny releksujący olejek do masażu

Dziś pora na jednego z moich czerwcowych ulubieńców. Przyszedł do mnie w paczce od Love Me Green i z całej paczki to właśnie on najmocniej podbił moje serce. Mowa o Organicznym relaksującym olejku do masażu. Zapraszam Was na niezwykle pachnącą recenzję :)

Love Me Green: Organiczny releksujący olejek do masażu




Opakowanie: Prosta, mała i poręczna plastikowa butelka. Dobre dozuje, olejku nie wylewa się ani za dużo, ani za mało.

Zapach: Olejek ma tę samą nutę zapachową, co szampon i krem do rąk - kwiatów frangipani - jednak w przypadku olejku jest ona, moim zdaniem, najładniejsza. Ciepła, otulająca, bardzo przyjemna.

Skład: SESAMUM INDICUM (SESAME) SEED OIL, PRUNUS ARMENIACA (APRICOT) KERNEL OIL, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, OLUS (VEGETABLE) OIL, HEXYLDECYL LAURATE, HEXYLDECANOL, SQUALANE, PARFUM (FRAGRANCE), ARGANIA SPINOSA KERNEL OIL, HELIANTHUS ANNUUS (SUNFLOWER) SEED OIL, TOCOPHEROL, GLYCINE SOJA (SOYBEAN) OIL, PLUMERIA ALBA FLOWER EXTRACT

Działanie: Pokochałam ten olejek za jego uniwersalność - świetnie sprawdza się bowiem nie tylko do masażu, ale także do zwykłego natłuszczania ciała, skóry twarzy, nawilżania rąk czy olejowania włosów. Skóra po jego użyciu jest miękka i nawilżona, a włosy lśniące i zadbane. Wchłania się przyzwoicie - ani nie za szybko, ani nie za wolno. Wystarczająco, żeby zrobić masaż, ale nie jest na tyle tłusty, żeby nie można było położyć się spać ;) Do tego rewelacyjny zapach, który uprzyjemnia aplikację i dość długo utrzymuje się na skórze - nigdy nie miałam tak ładnie pachnącego olejku i może stąd mój zachwyt :) Lubię nawet czasem rozetrzeć kroplę olejku na nadgarstkach i rozkoszować się samym tym zapachem - jest śliczny!

Cena: 69,90zł/100 ml

Ocena: +5/6 - mały minus za cenę, bo jest ona dość wysoka jak na 100 ml olejku bez certyfikatu



Koniecznie napiszcie, jakich olejków Wy używacie i co możecie polecić :)

19.06.2013

Fitomed: Hydrolat oczarowy - recenzja

Gdybym miała wskazać produkt kosmetyczny, bez którego nie wyobrażam sobie życia, bezapelacyjnie byłyby to toniki. Uwielbiam przemywać nimi buzię :) Ostatnio jednak tradycyjne toniki staram się zastępować hydrolatami. Hydrolaty mają podobne właściwości, ale są bardziej naturalne, co dla mnie jest istotne.

Dotychczas hydrolaty kojarzyły mi się ze sklepami typu Biochemia Urody czy Mazidła. Ze zdziwieniem odkryłam, że w swojej ofercie ma je także polska firma kosmetyczna Fitomed, która posiada całą serię kosmetyki naturalnej: m.in. maseczki, hydrolaty, oleje czy kremobazy. Zerknijcie same na ich ofertę: KLIK

Ja skusiłam się na hydrolat oczarowy, o którym wiele dobrego słyszałam :) No i wygląda na to, że dobrze słyszałam ;)

Fitomed: Hydrolat oczarowy



Opakowanie: Typowe dla półproduktów, a więc bardzo proste: butla, nalepka z nazwą i składem + kartonik :)

Zapach: Hydrolat pachnie delikatnie, nieco ziołowo i leśnie. Zapach jest jednak dość słabo wyczuwalny, więc nawet jeśli ktoś jest wrażliwy na zapachy, to hydrolat Fitomedu krzywdy mu nie zrobi.

Skład: Hamamelis Virginiana Leaf Water, Citric Acid, Aqua, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate

Działanie: Hydrolat oczarowy miałam okazję używać po raz pierwszy i zrobił na mnie naprawdę świetne wrażenie. Bardzo przyjemnie oświeża skórę. Rozjaśnia ją, koi i delikatnie nawilża. Nieco zwęża pory, mógłby lepiej, no ale i tak robi w tej materii więcej niż niejeden tonik ;) Świetnie nadaje się także do różnych zastosowań kosmetycznych np. maseczek czy serów. Ja stosuję go solo rozrobiony z wodą, ale też przygotowałam na jego bazie specjalny tonik na naczynka (z Koncentratem na naczynka z liposomami Fitomedu, o którym niedługo Wam też napiszę).
Uwaga! Producent zaleca, by hydrolat rozrabiać z wodą w proporcjach co najmniej 1:  i ja również pod tym zaleceniem się podpisuję - nierozcieńczony hydrolat może podrażniać!

Cena: 15 zł/150  ml

Ocena: 5/6 - z pewnością sięgnę po niego ponownie!





Ciekawa jestem, czy Wy korzystacie z hydrolatów? Jeśli tak, jakie są Wasze ulubione?

4.06.2013

Olejek z drzewka herbacianego czyli cudo dla problematycznej skóry :)

Tego, że moja skóra może pokochać olejek z drzewka herbacianego, domyślałam się już jakiś czas temu, kiedy zobaczyłam, jak pozytywnie reaguje na olejek myjący z BU z tym właśnie składnikiem (recenzja TUTAJ).

W końcu więc skusiłam się na moją pierwszą buteleczkę czystego olejku z drzewka herbacianego.Kupiłam go w Setare.pl za bodajże 14 zł (15 ml). Producentem jest rosyjska firma Nevskaya Korona (Aroma-Optima). Jest to 100% olejku naturalnego, bez żadnych zbędnych dodatków i takich olejków radzę Wam szukać. Dodam jeszcze, że olejek jest bardzo wydajny, bo zużywamy go w ilości kropelkowej. Takie 15 ml powinno wystarczyć spokojnie na pół roku, a może i dużej.




Kilka słów o samym olejku:

Olejek z drzewka herbacianego (Melaleuca alternifolia), podobnie jak samo drzewko, niewiele ma wspólnego z herbatą. Napar z liści tego olejku jest bowiem niezwykle obrzydliwy :) Prawdopodobnie nazwa "drzewko herbaciane" wzięła się z faktu, iż drzewo to rośnie zwykle nad wodą, którą spadające do niej liście barwią na brązowo, przez co przypomina kolor herbaty.
Drzewko herbaciane można spotkać przede wszystkim w Australii, a także gdzieniegdzie w Simabwe, Indiach i Indonezji. Aborygeni od tysięcy lat używali liści z tego drzewa na przeróżne dolegliwości i to oni jako pierwsi odkryli ich lecznicze właściwości. Do produkcji 10 litów esencji potrzeba ok. 1500 drzewek, co w przeliczeniu na powierzchnię plantacji stanowi 500 mkw upraw.


Olejek jest przejrzysty, lekko słomkowy i ma bardzo intensywny zapach. Dla mnie pachnie niesamowicie świeżo, korzennie i ziołowo, choć wiem, że wiele osób nie lubi tego zapachu. Nie o zapach jednak tu się rozchodzi, ale o działanie :) 



Działanie olejku z drzewka herbacianego:

Olejek z drzewka herbacianego ma silne działanie bakteriobójcze i grzybobójcze. Nawet mocno rozcieńczony z wodą olejek wykazuje intensywnie bakteriobójcze działanie.  Działa również dezynfekująco, przeciwbólowo i przeciwświądowo. Lekko ściąga pory skóry, normalizuje pracę gruczołów łojowych i działa na skórę regulująco.
Dzięki swoim właściwościom wskazany jest do stosowaniu przy trądziku, łojotoku oraz łupieżu. Świetnie nadaje się do sporządzania preparatów oczyszczających skórę. Ogranicza powstawanie nowych wykwitów i przyspiesza regenerację ran.


Zastosowanie olejku:
  • w kominkach do aromaterapii
  • jako dodatek do kremu
  • jako dodatek do kąpieli stóp
  • w toniku do twarzy
  • jako dezodorant
  • do masażu
  • jako dodatek do maseczek
  • w płynie do płukania ust
  • do uszlachetniania szamponów


Moje wrażenia ze stosowania olejku z drzewa herbacianego:

Stosowałam olejek na kilka sposobów: do odświeżania powietrza, jako dodatek do toniku, czysty, na skórę, do dezynfekowania pryszczy oraz jako dodatek do maseczek. Oto jak się sprawdził:

  • Do odświeżania powietrza - do kominka wkraplam zwykle ok. 10 kropel olejku. Tak jak pisałam - lubię zapach olejku i podoba mi się efekt zapachowy, jaki daje. To fajna odskocznia od słodkich, kwiatowych zapachów, jakie zwykle wybieram do kominka. W mieszkaniu niemal od razu czuć świeżość i taką wręcz czystość :)
  • Jako dodatek do toniku - olejkiem możemy wzbogacić praktycznie każdy łagodny tonik bądź hydrolat. Ja swój pierwszy tonik z olejkiem z drzewa herbacianego zrobiłam na bazie toniku różanego, a niedawno wpadł mi w ręce hydrolat oczarowy z Fitomedu i bardzo jestem ciekawa, jak on sprawdzi się w połączeniu z drzewkiem herbacianym. Generalnie na 100 ml toniku dodajemy ok. 25 kropli olejku herbacianego, przed użyciem każdorazowo wstrząsamy, bo olejek nie rozpuszcza się w wodzie, więc trzeba tonik każdorazowo wymieszać. Efekty stosowania takiego toniku, przerosły moje najśmielsze oczekiwania. Z dnia z na dzień obserwowałam, jak moja skóra się oczyszcza. Tonik z olejkiem z drzewa herbacianego przepięknie oczyszcza pory skóry i sprawia, że wągry stają się dużo bledsze. Wizualnie również skóra staje się czystsza, gładsza, bardzo świeża i po prostu ładna. Mniej się przetłuszcza. Przede wszystkim jednak odkąd stosuję ten tonik, nie wyskoczyła mi ŻADNA, absolutnie ŻADNA, niespodzianka, nawet przed okresem, kiedy normalnie moja skóra "szaleje". Jestem zachwycona działaniem toniku z olejkiem z drzewa herbacianego i na stałe wpisuję go do swojej pielęgnacji.
  • Nierozcieńczony, miejscowo na zmiany skórne - pryszcze i wypryski pod wpływem olejku goiły się nieco szybciej, ale szału nie było. Mimo braku powalającego efektu, moim zdaniem, warto jednak w ten sposób odkażać niespodzianki, przede wszystkim by zapobiec namnażaniu i rozprzestrzenianiu się bakterii.
  • Jako dodatek do maseczek - dodaję zwykle 2-3 krople do maseczki z glinki, czasem mieszam go również z savon noir - skóra po takiej maseczce jest nie tylko pięknie oczyszczona, ale także zdezynfekowana.

Ja olejek z drzewka herbacianego uważam za hit mojej pielęgnacji i zachęcam Was do spróbowania, jeśli macie podobne problemy skórne!



Dajcie znać, czy próbowałyście tego olejku i jak się u Was sprawdza :)


Zachęcam do polubienia mnie na Facebooku, nagroda niespodzianka czeka :)

6.05.2013

Mythos Fluid nawilżający do twarzy - skóra mieszana i tłusta

Wbrew temu, co może sugerować tytuł, nie będę pisała dziś o kolorówce. Fluid Mythos nie jest bowiem żadnym podkładem, a lekkim kremem przeznaczonym specjalnie do pielęgnacji skóry mieszanej i tłustej :) Moja mieszana skóra nienawidzi ciężkich, tłustych i gęstych kremów, dlatego taki fluid od razu wydał mi się strzałem w dziesiątkę. I faktycznie - powiem Wam od razu, że się bardzo polubiliśmy :) 

Mythos Fluid nawilżający do twarzy - skóra mieszana i tłusta


Opakowanie: Buteleczka typu air-less, dodatkowo zapakowana w kartonik. Całość ładna i miła dla oka, pompka nie zacina się i fajnie dozuje kosmetyk.

Konsystencja, zapach: Krem faktycznie przypomina fluid, jest lekki i bardzo przyjemny. Idealnie rozsmarowuje się i błyskawicznie wchłania. Pachnie jak... szpitalna szafka z lekami :P (nie wiem, czy kojarzycie ten zapach, ale jest on nieporównywalny z niczym innym, ja jak tylko pierwszy raz użyłam fluidu, od razu miałam tę szafkę przed oczami i tak jest za każdym razem, gdy go używam :P)

Działanie: Fluid Mythos bardzo fajnie nawilża moją mieszaną skórę, świetnie sprawdza się pod makijaż, nie roluje się ani nie powoduje ważenia podkładu. Po aplikacji skóra wygląda ładniej, zdrowiej, nie jest tłusta, bo krem szybko się wchłania, a nawet lekko matuje. Skóra nie świeci się po nim bardziej niż zwykle. Mogę uczciwie przyznać, że ten fluid daje skórze zdrową dawkę nawilżenia, bez uczucia tłustości i jakiegokolwiek dyskomfortu. Jest fajny, lekki, w sam raz na lato. Uwielbiam w nim także to, że nie zapycha mojej skóry nic a nic! (a przypominam, że jest wyjątkowo kapryśna i zapycha ją 90% kosmetyków).

Skład: Bardzo przyjemny, mocno roślinny, naturalny, wolny od parabenów, silikonów, oleju mineralnego, EDTA, PEG, glikolu propylenowego i syntetycznych barwników:

Cena: 53 zł/50 ml

Ocena: +5/6

Czy kupiłabym ponownie:  TAK, to jeden z najlepszych kremów, jaki używałam :) Serdecznie polecam do cery mieszanej i tłustej!






Fluid nawilżający do skóry mieszanej i tłustej można kupić TUTAJ:


To drugi, obok TEGO kremu BeEco, krem naturalny, który w pełni polubiła moja skóra.

A Wy odkryłyście już swoje ulubione kremy do twarzy? :)

29.04.2013

Sylveco Łagodzący krem pod oczy

Lubię odkrywać fajne, naturalne kosmetyki. Z polskiej firmy Sylveco miałam już pomadki do ust (o cynamonowej pisałam TUTAJ), a że bardzo fajnie się sprawdziły, to sięgnęłam po kolejny kosmetyk Sylveco: Łagodzący krem pod oczy. Skład kremu bogaty jest w oleje: z winogron, sojowy, arganowy, masło shea i roślinne ekstrakty: z chabru bławatka, świetlika łąkowego i charakterystycznej dla firmy betuliny czyli ekstraktu z brzozy białej. Jak sprawdziło się to bogactwo naturyw pielęgnacji delikatnej skóry pod oczami? Zapraszam do recenzji :)

Sylveco Łagodzący krem pod oczy



Opakowanie: Opakowanie typu air-less, wygodne i higieniczne. Pompka nie zacina się, odmierza odpowiednią ilość kosmetyku. Dodatkowo opakowanie jest zapakowane w kartonik z wszystkimi niezbędnymi informacjami. Całość jest bardzo ładna i estetyczna. Warto dodać, że pojemność tego kremu jest 2-krotnie większa niż standardowo w przypadku kremów pod oczy.

Konsystencja, zapach: Krem ma przyjemną, lekką konsystencję, ani nie za gęstą ani nie za rzadką. Szybko się wchłania nie pozostawiając żadnego filmu. Krem jest bezzapachowy.

Działanie: Krem przyjemnie nawilża i koi zmęczoną skórę wokół oczu. Nie należy go sobie żałować - ja najlepsze efekty widziałam po nakładaniu solidnej warstwy kremu na noc. Krem nie lepi się i nie klei, szybko się wchłania, a do tego jest go dużo, więc nie ma co sobie żałować :) Lubię w nim także to, że świetnie sprawdza się pod makijaż, nie roluje cieni, nie przetłuszcza powieki. Nie ma również mowy o podrażnieniu oczu, nawet gdy przez nieuwagę trochę kremu dostałoby się pod powiekę. Niestety, nie zauważyłam, by krem zmniejszał cienie i obrzęki, niemniej i tak sprawuje się bardzo ok.

Cena: 25 zł/30ml

Ocena: 5/6

Czy kupiłabym ponownie:  TAK


Okazało się, że to kolejny, po pomadkach, kosmetyk Sylveco, który bardzo przypadł mi do gustu. Szczególnie cieszy fakt, że Sylveco to firma polska i naturalna. Brawo!

 *Znacie ten krem? Jak pielęgnujecie skórę pod oczami?*