30.09.2014

Zapraszam na mój Instagram :-)

Kochani,

zapraszam Was na mojego Instagrama, gdzie będę dzieliła się migawkami z blogowego i prywatnego życia :)


http://instagram.com/balsamowo


Jeśli macie swoje profile, także chętnie Was odwiedzę, zostawcie tylko namiary na siebie :)

Do zobaczenia po drugiej stronie aparatu :)

24.09.2014

Kreatywna środa! czyli garść inspiracji :) - część 18

Witam Was w środę i zapraszam na kilka inspiracji, które mam nadzieję urzekną Was równie mocno jak i mnie :)

1. Bardzo oryginalny i urzekający pomysł na notatki ścienne :) Myślę, że spokojnie na eBayu można takie stick'i znaleźć :)

2. Śliczne i bardzo klimatyczne poręcze schodów skradły moje serce!

3.  Przeurocza, kocia leżanka zamontowana pod szklaną ławą ucieszy niejednego mruczka. A jak mruczkowi się znudzi, zawsze może ona posłużyć na przechowywanie czegoś innego :)

 4. Nietypowe podejście do fotografii :) Jeśli nudzą Was już zwykłe, klasyczne ramki, warto się zainspirować.

5.  Szalenie prosty i niesamowicie efektywny sposób na udekorowanie tortu. I nie trzeba być wcale utalentowanym cukiernikiem :)

Miłego dnia :)

21.09.2014

Sylveco: Krem brzozowo-rokitnikowy z betuliną vs. Lekki krem rokitnikowy

Tym kremom przyglądałam się bardzo długo w blogosferze, a że mam już swoich ulubieńców kremowych, to jednak na przyglądaniu się poprzestawałam. Aż w końcu trafiły do mnie na spotkaniu blogerek. Od początku byłam właściwie pewna, że wersja słoiczkowa, "bogata" nie będzie dla mnie odpowiednia. Moja skóra lubi lekkie konsystencje, pod ciężkimi zwykle się dusi, podeszłam więc sceptycznie do słoiczka oraz - co logiczne - z dużą dawką nadziei do air-less'a. Jesteście ciekawe, czy moje przeczucia potwierdziła też moja skóra? Zapraszam Was na porównawczą recenzję tych dwóch kremów :)



Opakowanie

Krem brzozowo-rokitnikowy z betuliną umieszczony jest w plastikowym, zgrabnym słoiczku, dodatkowo zabezpieczono go plastikowym wieczkiem. Całość zamknięta jest w kartoniku, pięknym i bardzo estetycznym - od dawna jestem fanką Sylveco-wego designu, więc i tym razem mnie nie zawiedli :) Krem jest ważny - UWAGA! - tylko 3 miesiące od otwarcia.




Lekki krem rokitnikowy zapakowano z kolei do pojemniczka air-less. Wiadomo, konsystencja inna niż u "bogatego" brata, więc można sobie pozwolić na pompkę ;) I dobrze, bo opakowania z pomkną osobiście bardzo lubię, choć wiadomo, mają one mały minus - nigdy nie wiadomo, kiedy krem się skończy. Pompka działa jak należy, nie zacina się. Krem również opakowano w kartonik i również on zachwyca mnie swoim zdobnictwem. Uwielbiam takie motywy roślinne :) Krem jest ważny dłużej niż jego brat, bo już 6 m-cy.




Konsystencja i zapach

Krem brzozowo-rokitnikowy ma gęstą, zbitą konsystencję, przypomina nieco masło. Jest także równie tłusty jak masło :) Dobrze się rozprowadza, pozostawia na skórze tłustą, ale ewidentnie odżywczą warstwę. Moim zdaniem taka konsystencja jest w sam raz na noc - na dzień może i też, ale pod warunkiem, że nie robimy makijażu. Krem pachnie dość naturalnie - ani ładnie, ani brzydko, też raczej niczym konkretnym.

Lekki krem rokitnikowy - jak sama nazwa wskazuje - ma konsystencję oczywiście lekką. Dobrze się wchłania, choć nie do pełnego matu. Bardzo dobrze współpracuje z makijażem. Pachnie tak jak jego poprzednik - ani ładnie, ani brzydko, ot, takim naturalnym kremem.

Skład

Oba kosmetyki są kosmetykami hipoalergicznymi oraz wegańskimi. W obu przypadkach składowo jest bardzo ładnie i naturalnie. Skład bogatszej wersji to praktycznie same oleje, lekka wersja musiała zostać już nieco zmodyfikowana, co doskonale rozumiem z uwagi na potrzebę otrzymania lżejszej konsystencji.

Krem brzozowo-rokitnikowy

Lekki krem rokitnikowy


Cena

Oba kosmetyki kupimy w cenie ok. 30 zł/50 ml, w sklepach internetowych, na stronie producenta, w różnego rodzaju mydlarniach i sklepach z naturalnymi kosmetykami.


Moja opinia

Zacznę od tego, co najbardziej zaskakujące. Moja skóra dużo bardziej polubiła wersję bogatą czyli krem brzozowo-rokitnikowy z betuliną! Krem nałożony na noc sprawiał, że rano budziłam się z miękką, porządnie odżywioną skórą. Myślę, że jeżeli sprawdził się tak fajnie u mnie, na mieszanej cerze, tym bardziej będzie świetnym odżywczym kremem przy skórze suchej i normalnej. Dodatkową zaletą jest dla mnie fakt, że mimo dość ciężkiej konsystencji, krem mnie zapchał ani nie wpłynął na ilość pojawiających się wyprysków.

O dziwo - z lekkim kremem rokitnikowym już nie było tak różowo. Początkowo byłam z niego zadowolona, dobrze sprawdzał się pod makijaż, a przy tym delikatnie nawilżał. Na noc jest za słaby, a przynajmniej ja nie widziałam żadnych efektów budząc się rano po jego aplikacji. Z czasem jednak zaobserwowałam, że pojawia mi się po nim nieco więcej wyprysków niż zwykle, zmniejszyłam więc częstotliwość stosowania i smarowałam się nim nieregularnie, co 2-3 dni i było jakby lepiej. Największe zdziwienie przeżyłam jednak wtedy, gdy krem z dnia na dzień zmienił swoją konsystencję i zapach... Formuła kremu ewidentnie się rozwarstwiła, z dozownika wraz z kremem wypływała woda, całość zmieniła zapach na delikatnie mleczno-migdałowy. Ze zdziwieniem sprawdziłam, że data ważności jest jak najbardziej w porządku, w porządku był również termin przydatności, bo krem używałam wówczas dopiero 4 m-ce, a producent mówi o 6 m-cach jego prawidłowego działania! Niestety, z sporym smutkiem muszę przyznać - mimo całej mojej sympatii do marki Sylveco - że to nie pierwszy raz, kiedy coś złego dzieje się z formułami ich kosmetyków, podczas gdy termin przydatności jest jak najbardziej prawidłowy... (wcześniej podobny przypadek miałam przy żelu do twarzy oraz pomadce brzozowej). Może warto nad nimi popracować, a może ja po prostu mam pecha do tej marki...






Podsumowując

Moja mieszana cera wybrała bardziej tłusty krem brzozowo-rokitnikowy z betuliną. Nie stał się co prawda moim must have, ale jest to bez wątpienia wart uwagi krem z pieknym, naturalnym składem.
Nie polubiłam się z lekkim kremem rokitnikowym, ale dużo bardziej niż samo działanie rozczarowała mnie jednak jego niestabilna formuła... Ponieważ darzę Sylveco dużym sentymentem i kibicuję im praktycznie od początku ich istnienia (mają też zresztą w swojej ofercie produkty, które bardzo lubię np. pomadkę cynamonową czy balsam kojący), nie chcę skreślać kremów ich marki i może spróbuję dać im jeszcze szansę w przyszłości. Zobaczymy ;)



Ciekawa jestem czy znacie te kremy i co o nich sądzicie? Jakie macie doświadczenia z marką Sylveco?

16.09.2014

Moja aktualna pielęgnacja twarzy (cera mieszana)

Dziś przedstawię Wam produkty, których aktualnie używam do pielęgnacji twarzy. Sama bardzo lubię takie posty, bo zawsze można czymś nowym, ciekawym się zainspirować i mam nadzieję, że Wam także posłuży jako inspiracja. Niektóre z tych produktów znam bardzo dobrze, inne są jeszcze w fazie testów, bo cały czas staram się udoskonalać swoją pielęgnację.
Będę starała się wrzucać aktualizację mojej pielęgnacji raz na jakiś czas, w miarę zużycia kosmetyków i uzupełniania jej o nowe perełki. Mam nadzieję, że seria Wam się spodoba :)


Jaką mam skórę?
Mieszaną, skłonną do zanieczyszczeń, z roku na rok coraz mniej się przetłuszczającą w strefie T, na policzkach natomiast dość normalną. Mam tendencję do zaskórników otwartych w okolicach nosa, zamkniętych w okolicach brody i czoła, okazjonalnie pojawiają się pryszcze. Bardzo rzadko zdarzają mi się przesuszenia skóry. Mam również cerę naczynkową z widocznymi w kilku miejscach rozszerzonymi naczynkami. Podrażnienia zdarzają mi się sporadycznie.

No to zaczynamy:


Do demakijażu używam najczęściej 4 produktów:

Bourjois: Woda micelarna - jeden z niewielu płynów, który nie podrażnia mi oczu i do którego regularnie wracam. Świetnie radzi sobie z większością znanej mi kolorówki, nie szczypie w oczy, nie zostawia lepkiej warstwy, a do tego jest niedrogi :) Więcej pisałam o nim TUTAJ.

Sylveco: Rumiankowy żel do twarzy - używam go tylko rano, wg mnie do wieczornego demakijażu jest zbyt delikatny i nie usunąłby wszystkich pozostałości kosmetyków kolorowych. Cieszy mnie w nim dodatek 2% kwasu salicylowego, który - w co gorąco wierzę - przy regularnym stosowaniu przyniesie efekty. Jego recenzja już niebawem.

Biochemia Urody: Olejek myjący Drzewko herbaciane - mój ulubieniec do wieczornego makijażu od wielu już lat, nawet jeśli go zdradzam, to na bardzo krótko i zaraz znów do niego wracam. Niezwykle skuteczny w usuwaniu makijażu, a dodatek olejku z drzewka herbacianego dodatkowo działa antybakteryjnie i wspomaga oczyszczanie skóry. Więcej pisałam o nim TUTAJ.

Eva Natura: Tonik do twarzy Czerwona koniczyna - kupiłam go zachęcona pozytywnymi opiniami. Faktycznie jest to bardzo przyjemny tonik z wcale gorszym składem. Pachnie koniczyną, łąką, dzieciństwem :) Skutecznie domywa pozostałości kosmetyków oraz przygotowuje skórę na przyjęcie kremów.



Od czasu do czasu pozwalam sobie na bardziej dogłębne oczyszczanie. Aktualnie testuję dwa peelingi:

Apis: Enzymatyczny peeling do twarzy z żurawiną - używam go do częstego stosowania, bo jako enzymatyczny jest mało inwazyjny dla naczynek, a jednocześnie skuteczny. Na pewno pojawi się jego recenzja.

Soraya: So pretty! Peeling orzechowo-morelowy - naprawdę dobry peeling mechaniczny, choć niestety ma w składzie SLS, więc pozwalam sobie na niego tylko od czasu do czasu. Buzia jest po nim cudownie wygładzona, miękka i dobrze oczyszczona. Będzie recenzja niebawem :)

Drugim kosmetykiem z SLS, jakim od czasu do czasu sobie pozwalam sobie umyć twarz jest:

Zioła i plony Agafii: Naturalne syberyjskie białe mydło - gdy zależy mi na naprawdę skutecznie oczyszczonej i zmatowionej skórze twarzy sięgam właśnie po nie. Pięknie oczyszcza i rozjaśnia cerę. Cudnie pachnie. Więcej pisałam o nim TUTAJ.

Oprócz tego, korzystając z okazji, że idzie jesień i mogę sobie w końcu pozwolić na większe "kwasy" w pielęgnacji całkiem niedawno ukręciłam:

Biochemia Urody: Tonik z kwasami AHA/BHA 10% - lubię produkty BU z kwasami, ale tego toniku jeszcze nie stosowałam. Użyłam go dopiero parę razy, więc na szerszą recenzję będziecie musieli jeszcze trochę poczekać :)

Do oczyszczania twarzy stosuję też ostatnio najczęściej dwie maski od Babuszki Agafii:

Bania Agafii: Maska oczyszczająca do twarzy dziegciowa - obecnie mój nr 1 jeśli chodzi o maski oczyszczające. Uwielbiam jej skuteczność i na pewno kupię ją ponownie. Więcej pisałam o niej TUTAJ.

Bania Agafii: Maska oczyszczająca do twarzy z niebieską glinką - dobrze oczyszcza, choć nie tak dobrze jak jej siostra wyżej ;) Na pewno będzie jeszcze recenzja.




Kolejne trzy maski od Agafii, które również królują obecnie u mnie w łazience to:

Bania Agafii: Maseczka do twarzy Daurska kojąca
Bania Agafii: Maseczka do twarzy odświeżająca
Bania Agafii: Maseczka do twarzy witaminowa Fitoaktywna 

Spośród  tych trzech, moją ulubioną jest odświeżająca, ale o wszystkich maskach niedługo napiszę Wam obszerną recenzję, bo naprawdę na to zasługują :)

Z kremów:

Ziaja: Oczyszczanie Liście manuka - Krem mikrozłuszający z kwasem migdałowym  - uzupełniająco do kuracji kwasami, przyjemny krem na noc, który na pewno również doczeka się niebawem recenzji.

Gold Water Blue: Gen Factor No 2 - bardzo bogaty, odżywczy krem o zadziwiająco lekkiej konsystencji, świetny pod makijaż, jest na tyle skuteczny, że właściwie nic więcej odżywczego w pielęgnacji nie potrzebuję.

Sylveco: Krem brzozowo-rokitnikowy - jedyny natłuszczacz, jaki obecnie stosuję od czasu do czasu na noc, moja skóra lubi tę wersję bogatą o wiele bardziej niż jego "lekki" odpowiednik. Recenzja i porównanie obu kremów niebawem.

Krem z ekstraktem z zielonej herbaty i wit. E - moja pierwsza samoróbka :) i prawdziwy strzał w 10 - krem idealny dla mojej cery, na dzień, na noc, pod makijaż, dla zmatowienia, dla nawilżenia, naprawdę super :) Minimum składników - maksimum pielęgnacji :)

Tołpa Botanic: Rozświetlający krem pod oczy Amarantus - stosuję go obecnie zbyt krótko, by wydać opinię, ale mogę powiedzieć, że zapowiada się dobrze.

Uzupełniająco:

Biochemia Urody: Serum antyoksydacyjne flavo+C15EF - stosuję je po raz pierwszy, zależy mi na rozjaśnieniu skóry, wyrównaniu kolorytu i delikatnym spłyceniu pierwszych zmarszczek. Z opinią poczekam do końca buteleczki.

Lavera: Kuracja antybakteryjna 2w1 z wyciągiem z mięty i cynku - skuteczny pogromca nagłych niespodzianek. Więcej pisałam o nim TUTAJ.


I to tyle. Ciekawa jestem, czy znacie któreś z tych kosmetyków? Może i Wy zechcecie pochwalić się Waszą pielęgnacją? :)

10.09.2014

Kreatywna środa, czyli garść inspiracji! - część 17

Dzień dobry :)

Jak Wam mija tydzień? Mam nadzieję, że kreatywnie i pomysłowo. A jeśli nie, to może uda mi się Was czymś zainspirować? Zapraszam :)



1. Banalnie prosta w wykonaniu, śliczna i pomysłowa torba-worek z... chusty! Czy nie prezentuje się ślicznie?


2. Pomysł na stary wazon - zamiast wyrzucać, warto go delikatnie przerobić! Efekt murowany :)



3. Schody w tym mieszkaniu sprawiają niesamowicie lekkie wrażenie, nie przytłaczają pokoju, a do tego są naprawdę śliczne i oryginalne.

4. Stare opony, kilka puszek sprayu i śliczny ogrodowy kwietnik gotowy. Znów bardziej na wiosnę, ale znów - nie mogłam się już dziś oprzeć przed podzieleniem z Wami ;)
  
5. I na koniec coś dla tych, którzy uważają się za wybitne antytalenty w kwestiach cukierniczych. Teraz już nie będzie wymówki by nie przygotować ukochanemu tortu! ;)


Miłego dnia!

06.09.2014

Alverde: Puder mineralny sypki

Cześć dziewczyny,

Będąc na wakacjach w Niemczech, musiałam odwiedzić również słynną drogerię DM. A jak DM, to wiadomo - Alverde, Balea, p2 i co tam jeszcze wygrzebać można :) Zakochana w mineralnych kosmetykach, postanowiłam skusić się m.in. na zielony słoiczek od Alverde, który skrywać miał puder mineralny. 



Trochę się łudziłam, kupując go, że będzie stanowił świetny zamiennik na lato dla podkładu mineralnego. O tym jednak nie może być mowy. Podkład to to zdecydowanie nie jest.
Występuje w 2 kolorach: 01 porcelain oraz 02 natural. Porcelana była zdecydowanie za jasna, nawet jak na moją bladą skórę, coby więc latem nie wyglądać jak kościotrup, wybrałam drugi, ciemniejszy odcień. Odcień natural jest kolorem neutralnym i powinien dość fajnie stapiać się z kolorytem skóry większości Europejek.
Kosztuje nieco ponad 20 zł w przeliczeniu na nasze i  można kupić go w Drogeriach DM. Pytanie tylko, czy warto.



Skład: nie są to czyste minerały, jak sugeruje nazwa, ale skład jest całkiem w porządku - przerażać może jedynie glinka na pierwszym miejscu - suche skóry niech podchodzą do tego pudru ostrożnie:
Kaolin, Mica, Zink Stearate, Silica, Parfum (Essential Oils)**, Isoamyl Laurate, Tocopherol, Tourmaline, Aloe Barbadensis Leaf Juice Powder*, Prunus Armeniaca Kernel Oil*, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil*, Magnesium Silicate, Ascorbyl Palmitate, [+/- CI 77891, CI 77492, CI 77499, CI 77491, CI 77163]

Plusy:
+ wydajność,
+ trwałe opakowanie.

Minusy:
- właściwości kryjące - żadne,
- właściwości matujące - przeciętne, większość pudrów posiada podobne.,
- trwałość: znikoma.
Jest jednak jedna najpoważniejsza wada, która sprawia, że nie jestem tego pudru w stanie znieść na mojej twarzy. Otóż: puder Alverde na mojej twarzy wygląda zwyczajnie brzydko. I z każdą godziną jest jeszcze gorzej. Puder włazi w pory, rozszerza je, twarz wygląda na zmęczoną i nieświeżą. Brrr, naprawdę żaden inny puder nie robi mi z twarzą takiej masakry.
Stokroć lepiej czuję się mając na twarzy najzwyklejszy puder z mąki ziemniaczanej...

I cóż - po raz nie pierwszy i pewnie nie ostatni - okazało się, że wśród naturalnych kosmetyków także zdarzają się te lepsze i te gorsze. W kwestii pudrów kończę poszukiwania, zostaję przy mojej sprawdzonej, ultranaturalnej mące ;)







Znacie ten kosmetyk? Co z Averde uważacie za godnego uwagi?

04.09.2014

Denko z ostatnich miesięcy

Cześć dziewczyny,

nazbierało mi się tych śmieci, oj nazbierało ;) Pora opróżnić magiczne, czerwone pudełko, w którym trzymam moje pustaki ;) Większość z tych kosmetyków nie doczekała się pełnej recenzji, dlatego dziś kilka słów o nich - ku pamięci mojej i rozwadze Waszej :) Zapraszam:




Kosmetyki do włosów



1. Ziaja Med:  Kuracja przeciwświądowa - Szampon łagodzący
Bardzo dobrze oczyszczający szampon, cudownie pachnie miętą :) Nie mam większych problemów ze skórą głowy, jedynie po farbowaniu trochę mnie swędzi i wtedy faktycznie dobrze łagodził swędzenie. Jednak jak dla mnie jego największą zaletą jest fakt, że po umyciu włosy dłużej pozostają świeże, niż w przypadku większości znanych mi szamponów.

2. Fitomed: Szampon ziołowy do włosów tłustych
Moje włosy nie lubią się z szamponami bez SLSu i niestety, to kolejny przykład na to. Włosy błyskawicznie się przetłuszczały po tym szamponie i wyglądały wyjątkowo brzydko. Niestety, szampon nie dla mnie :( Więcej pisałam o nim TUTAJ.

3. Garnier Ultra Doux: Szampon oczyszczający Cytryna i biała glinka
Podobnie jak poprzednik ma tę zaletę, że wyraźnie wpływa na dłuższą świeżość naszej czupryny. Podoba mi się bardzo dodatek glinki w szamponie - to niespotykane wśród drogeryjnych szamponów. Do tego miły, cytrusowo-słodki zapach. Chętnie do niego wrócę.

4. CeCe Med: Lakier do włosów z proteinami jedwabiu
Z racji zupełnie nie do ułożenia włosów, zmuszona jestem sięgać po lakier, kiedy chcę zrobić sobie jakąkolwiek fryzurę inną  niż rozpuszczone włosy ;) CeCe Med trochę mnie rozczarował - słabo utrwala, właściwie już na etapie pryskania miałam wątpliwości czy pryskam lakierem czy jakąś niewidzialną mgiełką... Na plus na pewno można zaliczyć fakt, że nie skleja włosów, ale co z tego, skoro też praktycznie wcale nie utrwala.

5. Kallos: Maska do włosów farbowanych Argan
Wbrew pozorom to maska bez olejku arganowego w składzie - więcej pisałam o niej TUTAJ. Mimo to w działaniu nie była aż taka zła, chociaż bardziej przypominała mi zwykłą odżywkę niż konkretnie działającą maskę. Na początku urzekł mnie jej zapach - pachnie gumą balonową - pod koniec używania jednak stał się tak masakrycznie chemiczny, że z ulgą odetchnęłam kiedy zobaczyłam denko...

6. Taft: Suchy szampon
Opakowanie 150 ml wystarczyło mi raptem na 4 razy,  więc dość słabo oceniam wydajność. Działanie również oceniam jako średnie - doraźnie jest w stanie odświeżyć fryzurę, jednak na krótko. Po kilku godzinach fryzura wygląda mało atrakcyjnie i człowiek żałuje, że jednak tych włosów nie umył normalnie...

7. Joanna: Kremowy żel pod prysznic Zielone jabłuszko (przez pomyłkę zapodział się do włosowych)

Ot, żel i tyle. Nie będę się rozpisywać, bo nic specjalnego mnie w nim nie zachwyciło, nic też nie rozczarowało. Zapach dość chemiczny, ale dał się lubić.


Kosmetyki do twarzy


8. Ziaja Med: Kuracja lipidowa Fizjoderm Krem pod oczy
Liczyłam na większe nawilżenie i odżywienie, tymczasem było zupełnie zwyczajnie. Krem w sam raz na początek kremowanie okolic oczu, ja już wolę czuć bardziej intensywne działanie w tych okolicach ;)

9. Eveline: Serum nawilżająco-wygładzające 100% kwas hialuronowy
Początkowo byłam pewna, że pokocham ten jednoskładnikowy, zaskakujący jak na Eveline, produkt. Niestety, nie zauważyłam żadnych efektów stosowania serum. Mogę się jedynie domyślać, że sekret działania kwasu hialuronowego tkwi nie w składzie, ale jego strukturze...

10. Fitomed: Płyn lawendowy do twarzy
Uwielbiam lawendę i liczyłam bardzo na jej zapach w tym płynie, niestety został on zabity przez dodatek cytrusowych olejków na końcu składu. Niewiele więc myśląc, poprawiłam zapach i wkropiłam kilka kropel olejku lawendowego do środka. Tym samym zyskałam dobrze działający i przyjemnie pachnący tonik do twarzy.

11. Apis: Maseczka wygładzająco-oczyszczająca z minerałami z Morza Martwego
Fajna, oczyszczająca maska, choć niestety, nie jest to mój ulubieniec w tej kategorii. Minusem jest niestety opakowanie - zbyt twarde by wydobyć pozostałości, których spokojnie wystarcza jeszcze na 3 porządne użycia. Pisałam o niej niedawno, o TUTAJ.

12. Dr Duda: Acne mineral - Żel do pielęgnacji cery trądzikowej
Niestety, żel ten nie działa zupełnie na moją skórę. Mam wrażenie, że smaruję się wodą. Nie sprawdził się ani do stosowany po myciu jako uzupełnienie pielęgnacji, ani stosowany punktowo. 


13. Tołpa: Łagodny płyn micelarny do mycia twarzy i oczu
Bardzo porządny płyn i faktycznie łagodny. Moje oczy nie z każdym micelem się lubią - przykładowo po biedronkowym (nomen omen: też podobno produkowanym przez Tołpę) niemiłosiernie pieką mnie oczy. Tutaj nie ma mowy o żadnym podrażnieniu, do tego płyn jest bardzo skuteczny i szybko pozwala pozbyć się makijażu i zanieczyszczeń.

14. AA Collagen Hial + Micelarny płyn do demakijażu twarzy i oczu
Płyn delikatny i niepodrażniający moich wrażliwych oczu. Pod względem skuteczności jednak nieco pozostaje w tyle, w porównaniu chociażby do wspomnianej wyżej Tołpy. Trzeba się nieco więcej natrzeć i więcej wacików zużyć.

15. Virtual: Fluid kryjący Perfect Cover
Na piątym miejscu parafina - zupełnie nie do zaakceptowania u mnie w produktach do twarzy. Nałożyłam raz, drugi, trzeci bez większego wgłębiania się w skład, zaobserwowałam wysyp, poczytałam skład i... wyrzuciłam do kosza. Szkoda życia (i twarzy) na buble.

16. Sylveco: Tymiankowy żel do mycia twarzy
Zakochałam się w jego ślicznym tymiankowym zapachu, krótkim, naturalnym składzie i... to tyle. Działania nie polubiłam. Moim zdaniem zbyt delikatnie oczyszcza skórę, w efekcie czego jej stan się pogarszał.

17. Miss Sporty: Maskara Pump Up Booster Curve it!
Maluje i pogrubia rzęsy całkiem przyzwoicie, ale niestety, szybko się kruszy i tworzy mało estetyczną pandę pod oczami.

18. Virtual: Splash Wodoodporny tusz do rzęs
Bubelek, który szybko wylądował w koszu. Maluje bardzo byle jak, prawie że wcale. Po cóż mi więc wodoodporność, skoro nie czuję bym miała pomalowane rzęsy?

19. Rimmel: Maskara SkandalEyes Rockin' Curves
Ciekawa, nietypowa szczoteczka daje radę, choć moim numerem 1 ta maskara na pewno nie zostanie. Rzęsy są delikatnie wydłużone i pogrubione, a ja przy moich marnych kikutach liczę na bardziej spektakularny efekt.



Kosmetyki do ciała






20. Butterfly: Skarpetki złuszczające
Kupiłam je za grosze na eBayu chcąc sprawdzić, czy bardzo różnią się od polskich, kilkakrotnie droższych skarpet. No i faktycznie różnica jest, nie złuszczają tak spektakularnie i tak szybko jak np. skarpety Cosmabell... Choć rzecz jasna,efekt jest widoczny, i na mniejsze zgrubienia i zrogowacenia na stopach będzie jak znalazł.

21. Melaleuca: Nawilżająco ochronny krem do rąk
Nietrafiony prezent. Krem do rąk na bazie parafiny jeszcze jakoś zniosę, ale z dodatkiem SLSu?! Moja cierpliwość się wyczerpała, tym bardziej, że działanie mocno znikome. Trafił do kosza.

22. All about beauty: Zmywacz do paznokci
Zwykły zmywacz do paznokci z Tesco albo innego Auchan. Dobrze zmywa i jest go dużo, ale niestety, śmierdzi i wysusza nieco paznokcie.

23. For Your Beauty: Maseczka do rąk z masłem shea
Nowość, która pojawi się w Rossmannach już we wrześniu. Przyjemna, baaaardzo mocno nasączona maska w formie rękawiczek. Po zastosowaniu dłonie są mięciutkie i nawilżone, producent poleca trzymać ją ok. 15 min, jednak rękawiczki są tak mocno nasączone, że jak ktoś ma tyle czasu, to mógłby trzymać ją nawet i godzinę.

24. Mydlarnia Tuli: Mydełko owsiane
Najlepsze mydło z Mydlarni Tuli, jakie testowałam, ale bez większych achów i ochów. Fajne w charakterze peelingu, jako myjadło - zupełnie zwyczajne i niczym się nie wyróżniające.




Znacie któreś z tych kosmetyków? Jak Wasze wrażenia?

03.09.2014

Kreatywna środa, czyli garść inspiracji! - część 16

Cześć dziewczyny,

w tą już prawie jesienną środę, zapraszam Was na kilka inspirujących różności wygrzebanych z czeluści Internetu:


1. Ile ja się naszukałam idealnego stolika do mojego salonu! Gdyby tylko wcześniej wpadła mi w ręce ta inspiracja, byłoby o wiele łatwiej. Czyż taki prosty design nie wygląda zjawiskowo?

2. Banalny sposób, jak szybko i efektownie wykonać organizer na kosmetyki, gazety, długopisy... cokolwiek chcecie!


 3. Znudziły Ci się stare szpilki? Może by dodać im zupełnie nowego charakteru?

 4. Prosty, ale urzekający sposób na mini-doniczki z niczego. Bardziej co prawda na wiosnę, ale już dziś nie mogłam się oprzeć, by Wam pokazać :)

5. A teraz ręka w górę ten, kto marzył w dzieciństwie o takim cudzie! Jak widać jest to jak najbardziej wykonalne :)



6. Na koniec - stylowy deser. Tak dostojnych "babeczek" pewnie jeszcze nie widzieliście :)

Miłego dnia! :)

01.09.2014

Apis: Maseczka błotna do twarzy oczyszczająco-wygładzająca z minerałami z Morza Martwego

Cześć dziewczyny,
Jednym z najchętniej kupowanych przeze mnie kosmetyków są maseczki do twarzy. Na tę chwilę mam ich w domu ok. 10, z czego większość rzecz jasna oczyszczająca ;) Nie lubię babrać się w saszetki, więc zwykle wybieram tubki, albo przynajmniej większe opakowania, wystarczające na kilka(naście) użyć. Tak też trafiłam na maskę błotną Apisa, marki zupełnie mi nieznanej, ale - co zaskakujące - całkiem porządnej składowo. Zobaczcie, jak się sprawdziła :)

Apis: Maseczka błotna do twarzy oczyszczająco-wygładzająca z minerałami z Morza Martwego



Opakowanie: Całość opakowana jest w kartonowe pudełeczko (nomen omen, niepotrzebnym moim zdaniem zupełnie, informacje spokojnie zmieściłyby się na tubie). Sama maseczka mieści się w długiej, plastikowej tubie. Materiał jest dość twardy jak na maskę o błotnej konsystencji, w efekcie czego na ściankach opakowania pozostaje sporo produktu, którego nie sposób wycisnąć. Po przecięciu opakowania nożyczkami okazało się, że jest tam maski tyle, że spokojnie wystarczyłoby jej jeszcze na 3 użycia.

Konsystencja, zapach: Konsystencja bardzo gęsta, ale smarowna, rozprowadza się bez większych problemów. Zasycha nieco dłużej niż tradycyjna glinka, ale zmywa się równie ciężko i topornie ;) Zapach ani ładny ani brzydki, lekko słodki z błotną nutą.

Skład: aqua, dead sea mud, kaolin, cetearyl alcohol & ceteareth 20, zinc oxide, aloe extract, grape seed oil, potassium alum, thyme extract, chestnut extract, ginkgo biloba extract, allantoin, almond oil, methylchloroisothiazolinone, methylisothiazolinone, benzyl alcohol, parfum

Działanie: Maseczka spełnia obietnice producenta - fajnie oczyszcza skórę oraz faktycznie pozostawia ją gładką. Cera jest świeższa i ładnie oczyszczona. Należy kontrolować czas użycia, gdyż pozostawiona za długo może podrażnić skórę (jak to glinka). Zabrakło mi efektu WOW, bo w kwestii masek jestem dość wymagająca, ale też nic zarzucić jej nie mogę, bo jest zwyczajnie dobra i - co ważne - faktycznie skuteczna.

Cena: 21,70 zł/100 ml (do kupienia np. TUTAJ)

Ocena: +4/5 - to dobra maska oczyszczająca z fajnym składem, warto wypróbować zwłaszcza przy mniej zanieczyszczonych cerach :)

Debiut z marką Apis uważam za udany, więc ochoczo przystępuję do poznania ich kolejnego produktu - tym razem padło na peeling enzymatyczny z żurawiną. Dotychczasowe moje doświadczenia z peelingami enzymatycznymi nie należą do udanych (np. KLIK peeling śmierdziuszek z BU ;)), może akurat Apis zmieni mój punkt widzenia?





A Wy znacie tę markę? Co możecie polecić? A może macie jakieś ciekawe maski warte polecenia? Maskom nigdy nie mówię dość :)