29.05.2013

Kreatywna środa! czyli garść inspiracji :) cz. 2

No to startujemy z kolejną Kreatywną środą :)


1. Zaczynamy kosmetycznie: oryginalny i bardzo praktyczny pomysł na toaletkę! Wystarczy kawałek oprawionego w ramę arkusza magnetycznego, kilka magnesów, klej i jakże zgrabna makijażowo-toaletowka kompozycja gotowa :)




2. Uwielbiam ciekawe zastawy stołowe. Wyjątkowy surrealizm tej ze zdjęć  poniżej okazał się jednak, niestety, tylko Photoshopem :(

3. Raj dla kotów istnieje! Oto dowód :) Znacie kota, który pogardziłby takim cudem? No właśnie ja też nie :)




4. Kolejny dowód na to, jak proste rozwiązania, ułatwiają codzienność. Marzę o takim właśnie parasolu, zza którego widać coś więcej niż tylko nogi i buty.

5. Ostatnio pokazywałam Wam kubek "wędkarza", który z miejsca podbił Wasze serca. Dziś kubek mniej praktyczny niż tamten, ale równie zabawny, więc nie mogłam go sobie odpuścić :)

6. Na koniec prosty, za to szalenie efektowny pomysł na deser. Ja lecę właśnie do sklepu po Nutellę i KitKata, ktoś jeszcze się skusi? :)


Udanego dnia! :)

28.05.2013

On Line: Żel pod prysznic i płyn do kąpieli olejek arganowy

Nie ma nic przyjemniejszego po całym męczącym dniu, niż relaksująca kąpiel bądź energetyzujący prysznic :) Tak się składa, że w moje ręce wpadł niedawno produkt, który może być stosowany zarówno jako żel pod prysznic, jak i jako płyn do kąpieli. A jak w rzeczywistości sprawdza się to połączenie 2w1?

On Line: Żel pod prysznic i płyn do kąpieli olejek arganowy



Opakowanie: Duża, prosta butla z wysuwanym dziubkiem. Mimo dużej pojemności, opakowanie jest poręczne i wygodne w używaniu.

Konsystencja, zapach: Płyn ma gęstą, żelową konsystencję, która świetnie się pieni. Pięknie pachnie - słodko i ciepło - coś jakby karmel - zresztą wizualnie również kojarzy się z karmelem właśnie :) Na pewno zapach ten nie ma nic wspólnego z olejkiem arganowym, ale to dobrze, bo olejek arganowy śmierdzi mówiąc wprost :P Zapach tego żelu - chociaż jest przyjemny - nie utrzymuje się jednak na ciele i nie wypełnia sobą  łazienki podczas kąpieli.

Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Glycerin, Cocamide DEA, Sodium Chloride, Cocamidopropyl Betaine, Cocamidopropylamine Oxide, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Argania Spinosa Kernel Oil, Parfum, Sodium Hydroxide, Tetrasodium DTA, Magnesium Nitrate, Magnesium Chloride, Methylochloroisothiazolinone, Methylisothiazolione, Citric Acid, Linalool, Hexyl Cinnamal, Limonete, Amyl Cinnamal, CI 19140, CI 14720, CI 42090.
(niestety, mocno chemiczny, olejek arganowy mniej więcej pośrodku składu)

Działanie: Osobiście o wiele częściej stosowałam go jako żelu pod prysznic - w tej roli dobrze się sprawdzał, skutecznie oczyszczał skórę i usuwał zabrudzenia. Nie zauważyłam, by nawilżał skórę (znacie jakiś żel, który naprawdę to robi?), ale też nie wysuszał jej. Producent rekomenduje go także jako płyn do kąpieli, ale moim zdaniem w tej roli wypada dość przeciętnie - nie daje piany, jakiej oczekiwać można do płynów do kąpieli, a i zapach w kąpieli nie jest szczególnie wyczuwalny.

Cena: ok. 8 zł/500 ml

Ocena: 4/6 - za przyjemny zapach, fajne działanie i nieprzesuszanie skóry

Podsumowując - żel wart wypróbowania, zwłaszcza jeśli ktoś lubi takie słodkie, ciepłe zapachy :)




Znacie tę markę? Co aktualnie można znaleźć pod Waszymi prysznicami? :)

24.05.2013

Szczotkowanie ciała na sucho + recenzja szczotki ze Szczotkarni

Jak pierwszy raz usłyszałam o szczotkowaniu ciała, popukałam się w głowę. Szczotkować to ja sobie mogę zęby, ewentualnie włosy, ale ciało? Po co? Co zwykła, drewniana szczotka może dać mi lepszego od aromatycznego peelingu wypełnionego tuzinem cudownych składników?
W końcu jednak spróbowałam. No i - przepadłam. Szczotkowanie uzależnia. A może nie tyle szczotkowanie, co jego efekty. Ale najpierw garść informacji :)


Na czym polega szczotkowanie ciała?

Szczotkowanie ciała jest prostym zabiegiem możliwym do wykonania w domu, który wspiera proces oczyszczania skóry poprzez jej stymulację oraz uwolnienie toksyn z układu limfatycznego.

Jak szczotkować?

Dobrze jest szczotkować ciało codziennie, najlepiej przed prysznicem. Ważne jest, by skóra była sucha, nie należy szczotkować skóry, na którą wcześniej nałożyliśmy balsam lub olej - utrudni to eliminację toksyn.
Masaż powinien być wykonywany zgodnie z kierunkiem przepływu krwi tj. w kierunku serca. Szczotkowanie zaczynamy od stóp idąc stopniowo ku górze. Każde pociągnięcie szczotki powinno być szerokie i zdecydowane. Ruchy powinny być posuwiste, a w przypadku miejsc narażonych na cellulit można masować okrężnymi ruchami. Wpierw szczotkujemy łydki, uda, pośladki, następnie plecy i kark. Kolejnym krokiem jest szczotkowanie rąk, nadgarstków i ramion. Można, ale nie trzeba, szczotkować także brzuch, piersi i szyję. Konieczne jest jednak użycie delikatniejszej szczotki. Można również ponowić masaż w miejscach, które najbardziej tego potrzebują np. na udach czy pośladkach.
Całe szczotkowanie nie powinno zająć więcej niż 7-10 minut, nie powinno być bardzo agresywne dla skóry, ale jednak odczuwalne - to w końcu szczotkowanie, a nie głaskanie skóry :)

Korzyści ze szczotkowania:

  • poprawia krążenie i przepływ limfy,
  • przyspiesza eliminację toksyn z organizmu,
  • pozwala pozbyć się martwego naskórka, odblokowuje pory, działa jak peeling,
  • pomaga się odstresować i rozluźnić mięśnie,
  • poprawia koloryt skóry,
  • zapobiega wrastaniu włosków po depilacji,
  • ujedrnia, napina i wygładza skórę, 
  • pomaga w walce z cellulitem,
  • dodaje energii,
  • a do tego - jet praktycznie darmowe :)

 

A teraz parę słów o moim szczotkowaniu i efektach :)



Ja używam szczotki z magicznego sklepu o nazwie... Szczotkarnia :)


Szczotkarnia zachwyciła mnie swoim pomysłem na biznes :) Nazwa przepięknie nawiązuje do staropolskiego szyldownictwa - od razu oczami wyobraźni widzę starą warszawską uliczkę, gdzie wśród przepięknych kamieniczek mijam urokliwe szyldy zakładów rzemieślniczych:  "mydlarnia", "wikliniarnia", "szczotkarnia"... Magia, prawda? Magiczne jest także to, że szczotki ze Szczotkarni są wytwarzane tylko ręcznie - przez Panią, która posiada 40-letnie doświadczeniem w tej dziedzinie.

Kto może znać się więc lepiej na szczotkach, jeśli nie Szczotkania? :)

Szczotka, której używam do szczotkowania to: Duża szczotka mieszana do ciała - KLIK



Szczotka jest bardzo estetycznie wykonana, włosie zaś dobrze osadzone. Jest solidna, poręczna i dobrze leży w dłoni. Umożliwiają to rowki po obu stronach szczotki. Drewno jest gładkie, nie pozostawia drzazg. Włosie także jest jak najbardziej w porządku - nie wypada i nie odkształca się wraz z upływem czasu.

Szczotka przeznaczona jest do masażu na sucho i na mokro. Ma średnią twardość, wykonana jest z włosia końskiego i trawy morskiej. To połączenie jest naprawdę fajne - trawa morska silnie pobudza skórę, natomiast delikatniejsze w dotyku włosie końskie przyjemnie ją masuje.

Szczotkuję ciało zgodnie z zaleceniami praktycznie codziennie. Uwielbiam to uczucie, kiedy pobudzone receptory w skórze sprawiają, ze krew zaczyna szybciej krążyć :) Autentycznie czuć, jak szczotka pobudza krążenie, a ciało delikatnie się rozgrzewa. Tyle z samych odczuć.
I tu przychodzimy do rzeczy najistotniejszej, bo można sobie czytać, że szczotkowanie jest dobre dla ciała, bo pomaga w usuwaniu cellulitu, wygładzeniu skóry i inne takie bajki, ale czy to naprawdę działa?

Otóż naprawdę jest tak, że DZIAŁA. Serio! Byłam zaskoczona, że tak prosty (ale regularny) masaż szczotką może dać tak dobre efekty. A wiem, co mówię, bo cellulit miałam naprawdę spory i brzydki, a tymczasem - skóra robi się coraz gładsza i jędrniejsza! Ja dodatkowo, oprócz masażu szczotką, ćwiczę 3x w tygodniu Skalpel Ewy Chodakowskiej, ale dopiero kiedy dołożyłam szczotkę (najpierw zaczęłam ćwiczyć, później po jakimś czasie dołożyłam szczotkę) zobaczyłam zadowalające efekty. Powiem szczerze: nie sądziłam, że kiedykolwiek pozbędę się cellulitu. Szczotka zaskoczyła mnie na maksa.

Skóra jest  ujędrniona i mega-gładka, wręcz wypolerowana, a cellulit wyraźnie zmniejszony!

Warte podkreślenia jest to, że masaż szczotką nie zrobił żadnej krzywdy moim naczynkom na nogach.

Szczotka ze Szczotkarni, której używam, kosztuje 27 zł, co moim zdaniem jest ceną śmiesznie niską, jak za szczotkę naturalną i naprawdę dobrej jakości. Efekt gładkiej skóry i wolnej od cellulitu dostajemy w cenie, więc chyba warto, co? ;)


22.05.2013

Kreatywna środa! czyli garść inspiracji :)

Nie wiem, jak u Was, ale u mnie środa to taki dzień tygodnia, w którym mam mały kryzys :) Do weekendu wciąż jeszcze daleko, a tu przecież już człowiek zaczyna się robić zmęczony :) Dlatego postanowiłam, że w środy dostarczę Wam i sobie nieco inspiracji! Tak by pobudzić kreatywność, dodać energii i wykrzesać nieco optymizmu. Mam nadzieję, że spodoba się Wam taki cykl :)


Zamiast zwykłych haków na rower na ścianę - oryginalna półka! Niby prosto, ale szalenie pomysłowo!

Koniec kłopotu z kablowym bałaganem! Zaczepy do kabli Wire Blooms nie tylko są praktyczne, ale tworzą również uroczą dekorację.

Uwielbiam zieleń w mieszkaniu - także taką niebanalną jak ta poniżej. Sukulenty w klatce dla ptaków staną się świetną ozdobą nie tylko pokoju, ale także np. ganku czy ogrodu.


Ile razy podczas zalewania herbaty, papierowa etykieta wpadła Ci do środka? No właśnie... Z takiego kubka z pewnością ucieszyłby się więc nie tylko wędkarz!

Ciekawy pomysł dla dziewczyn, które posiadają niewielką kuchnię i mało miejsca do wykorzystania. W tych mini-słoiczkach umocowanych na lodówce za pomocą magnesu umieszczono przeróżne przyprawy :) Ciekawie i praktycznie!

A na deser - pyszny sernik z oryginalnym serduszkowym wzorem. Wystarczy sok malinowy, strzykawka, wykałaczka, trochę cierpliwości i gotowe!

21.05.2013

Komedogenność a... aknegenność kosmetyków

O komedogennych składnikach słyszała chyba każda z nas (a już na pewno te z nas, które mają mieszaną bądź tłustą skórę). Pewnie z marszu potrafiłybyście wymienić przynajmniej kilka komedogennych składników, których staracie się unikać.

Ja także byłam przekonana, że za całe zło (wypryski, krosty, wągry, pryszcze) naszej skóry odpowiadają owe nieszczęsne składniki komedogenne.

Niedawno jednak, za sprawą Italiany, dowiedziałam się, że istnieje jeszcze inne negatywne zjawisko, bardzo często mylnie odbierane jako komedogenność. Mowa o aknegenności. Postanowiłam trochę wgłębić się w temat, a nie było łatwo, bo polski internet milczy na ten temat jak zaklęty :)

Czym jest aknegenność?

Aknegenność (od łac. acne - trądzik) wyraża skłonność danego składniku do wywoływania bądź zaostrzania zmian trądzikowych. Jeżeli produkt zawiera składniki potencjalnie aknegenne, nasza skóra może zareagować dość szybko wypryskami i trądzikiem. Efekty działania składników aknegennych są zwykle szybkie - wystarczy kilkakrotna aplikacja kosmetyku ze składnikiem trądzikotwórczym, by móc oglądać na swojej skórze różnego rodzaju krostki i pryszczyki. Nie oznacza to, że kosmetyk nas zapchał, ale że wywołał trądzik.

Aknegennie mogą działać przede wszystkim te składniki, które w mniejszym lub większym stopniu odcinają skórze dopływ tlenu i pozwalają na rozwój bakterii beztlenowych. W ten sposób zanieczyszczony bakteriami łój (czyli naturalna wydzielina skóry) przedostaje się do tkanek skóry, wywołując stan zapalny (pryszcze, krostki, zaskórniki). Łatwo domyśleć się, że aknegennie na skórę mogą działać przede wszystkim różnego rodzaju treściwe oleje i emolienty m.in. parafina, gliceryna, lanolina czy stearyny. Ale to nie wszystko - aknegennie, trądzikotwórczo działają także inne substancje - np. syntetyczne aromaty, niektóre czerwone barwniki czy glikole.

Czym jest komedogenność?

Komedogenność oznacza skłonność danej substancji do zapychania porów skóry. W odróżnieniu do aknegenności, nie jest widoczna od razu - komedogenne działanie danej substancji może uwidocznić się po kilku tygodniach, a nawet - kilku miesiącach!

Efekt działania składników komedogennych jest dość oczywisty - zapchane pory i mnóstwo czarnych wągrów (zaskórników otwartych).

Lista składników potencjalnie komedogennych jest bardzo długa i oczywiście nie znajdzie zastosowania w pielęgnacji każdej cery. Tylko indywidualne i - niestety długotrwałe - obserwacje naszej skóry są w stanie dostarczyć nam wiedzy o tym, czy reaguje ona na dany składnik komedogennie czy nie.

Pamiętać również należy, że komedogenność składnika może zależeć od jego stężenia w kosmetyku - im wyżej jest na liście INCI, tym większe prawdopodobieństwo, że zapcha. Najsilniejszą komedogenność mają mają również składniki w produktach, które długotrwale pozostają na skórze (kremy, pudry czy podkłady). Użycie np. żelu do mycia, który ma krótki kontakt ze skórą i szybko jest zmywany nie jest już tak groźny.

Co daje nam rozróżnienie między aknegennością a komedogennością?

Różnica jest dość istotna dla posiadaczek tłustych i mieszanych cer, bowiem pozwala zrozumieć i ulepszyć istotę swojej pielęgnacji. Wiedząc, jakie składniki działają aknegennie, starajmy się ich po prostu unikać - jeśli Twoja skóra reagowała wysypem niespodzianek na krem z parafiną bądź wysoko umieszczoną w składzie gliceryną - nie ryzykuj i nie kupuj więcej kremu z podobnym składem. Lepiej poświęć trochę czasu i poszukaj czegoś, co nie bije po oczach aknegennymi składnikami.

Z własnego doświadczenia powiem, że miałam ogromny problem z wypryskami i zamkniętymi zaskórnikami na policzkach. Dopiero zrozumienie, że syntetyczne czerwone barwniki, które przecież są podstawą niemal wszystkich drogeryjnych róży, działają aknegennie, pozwoliło mi pokojarzyć mój problem ze stosowanymi do tej pory różami do policzków. Rezygnacja z drogeryjnych róży zmniejszyła mój trądzik niemal o 100%. Obecnie stosuję róże mineralne (o których niedługo Wam napiszę :), a moje policzki są w końcu gładkie i wolne od trądziku :)

Druga sprawa to komedogenność. O ile łatwo i szybko możemy bowiem zaobserwować, co nasila nasz trądzik, o tyle dużo trudniej stwierdzić, co działa komedogennie. Zbadanie, jaki składnik nie działa zapychająco na naszą skórę wymaga długofalowego, dokładnego przyglądania się jej. Nie sposób bowiem  stwierdzić po tygodniu testowania kremu, że nas nie zapycha (w ten sposób stwierdzić natomiast możemy, że nie działa na nas aknegennie:). Dla zbadania komedogenności konieczne jest kilkutygodniowe testowanie kremu (podkładu, różu, olejku, czegokolwiek), najlepiej bez włączania w tym samym czasie innych nowych kosmetyków.

Świetnym pomysłem jest prowadzenie dziennika obserwacji skóry i odnotowywanie w nim, kiedy wprowadziliśmy nowy produkt, jak nasza skóra na niego reaguje, ewentualnie - co w międzyczasie zmieniliśmy w naszej pielęgnacji czy też w diecie, i w efekcie - po pewnym czasie - odnotowanie również ewentualnego działania zapychającego kosmetyku na skóre. Może wydawać się to dosyć żmudne, ale jeśli chcecie zrozumieć, jak działa Wasza skóra i jak ją skutecznie pielęgnować - to po prostu warto.

Mieszanoskóre i tłustoskóre - pamiętajcie, że
piękna skóra w naszym przypadku sama się nie zrobi! ;)

19.05.2013

BioNike Acteen: Regulujący płyn oczyszczający

Hej Dziewczyny :)
Dziś pora na ostatni produkt BioNike, który otrzymałam do testów. Pisałam Wam już o dwufazowym lotionie do demakijażu oczu oraz o kroplach do cery naczynkowej. Oba te produkty sprawdziły się u mnie bardzo pozytywnie, dlatego jeśli jeszcze nie czytałyście, zapraszam do zapoznania się z recenzjami :) Otrzymałam również krem oczyszczający, który niestety zadziałał na mnie aknegennie, więc oddałam go do przetestowania czytelnicce Kaśśś^^. Ostatni produkt to regulujący płyn oczyszczający przeznaczony do cery trądzikowej, zanieczyszczonej. Zapraszam więc do recenzji :)

BioNike Acteen Regulujący płyn oczyszczający



Opakowanie: Solidne i ładne opakowanie w ślicznym niebieskim kolorze. (A ponieważ jest to pojemnik pianotwórczy, można go później z powodzeniem wykorzystać do ulepszonej metody kubeczkowej, o której pisałam TUTAJ)

Konsystencja, zapach: Płyn BioNike przybiera postać pianki do mycia. Niestety, pianka dość szybko "znika" w trakcie mycia, więc na jednorazową aplikację trzeba min. 2 pompki. Płyn pachnie mało przyjemnie: mnie przypomina jakiś środek do czyszczenia łazienki.

Skład: aqua, butylene glycol, pentylene glycol, PEG-80 glyceryl cocoate, propylene glycol, PEG-6 caprylic/capric glycerides, polysorbate 20, sodium myreth sulfate, sodium lauroyl glutamate, piroctone olamine, chlorhexidine digluconate, salicylic acid, taraktogenos kurzii oil, nigella sativa seed oil, leptospermum scoparium oil (leptospermum scoparium branch/leaf oil), potassium lauroyl wheat amino acids, magnolia grandiflora bark extract, PEG-60 almond glycerides, nordihydroguaiaretic acid, oleanolic acid, rosa centifolia extract, lactic acid, hydroxypropyl guar hydroxypropyltrimonium chloride, caprylyl glycol, glycerin, capryloyl glycine, palm glycerides, carbomer, trisodium ethylenediamine disuccinate, parfum.

Działanie: Płyn BioNike dobrze odświeża i oczyszcza skórę. Niestety, stosowany 2x dziennie zaczął mi wysuszać skórę. Zaczęłam go więc używać tylko rano, na zmianę z olejkiem myjącym z BU (KLIK) i tak stosowany nie robił skórze krzywdy. Nie wpłynął też jednak na nią w żaden sposób korzystnie - ani nie regulował przetłuszczania, ani nie zmniejszył skłonności do powstawania wyprysków - ot, taki sobie płyn do mycia, ani dobry, ani zły. Przyjemnie odświeżający skórę, ale bez działania regulującego na skórę trądzikową.

Cena: 58,30zł/150 ml

Ocena: -3/6





*Znacie kosmetyki BioNike? Ciekawa jestem, czy lubicie w ogóle pianki do oczyszczania twarzy? A może wolicie żele lub olejki? :)*

14.05.2013

Babydream: Krem ochronny do opalania z filtrem SPF 50+

Ponieważ lato zbliża się wielkimi krokami, zdecydowałam się poszukać jakiegoś porządnego filtru do ciała i twarzy. Wybór padł na krem Babydream z filtrem SPF 50+, który zbiera nienajgorsze opinie w internecie, posiada filtry UVA i UVB, jest wodoodporny, łatwo dostępny i kosztuje grosze. Czy wybór okazał się słuszny. Hmm... I tak, i nie. Przeczytajcie same ;)

Babydream Krem ochronny do opalania SPF 50+


Opakowanie: Miękka i wygodna tubka - mała, poręczna, świetna do torebki.

Konsystencja, zapach: Zapach jest może i mało przyjemny, ale też mało wyczuwalny, więc raczej krzywdy nikomu nie zrobi. Konsystencja dość rzadka, biaława, fajnie się rozsmarowuje, ale - niestety - pozostawia bardzo tłusty film na skórze... W wielu recenzjach czytałam, że bieli, ale ja się z tym nie zgadzam - u mnie nie widać żadnego bielenia.

Działanie: Moim zdaniem, krem nie nadaje się do twarzy, bo jest stanowczo za tłusty. Pomijam już kwestie czysto estetyczne, iż buzia po nim świeci się niczym latarnia w nocy i żaden puder nie jest w stanie ukryć tego blasku. Najgorsze jest to, że tak tłusta warstwa wywołuje na mojej twarzy po prostu dyskomfort, mam wrażenie, że skóra nie oddycha i się dusi. Wiem, że idea filtru jest taka, by utworzyć warstwę ochronną na powierzchni skóry, zwłaszcza kiedy mamy do czynienia z filtrem tak silnym, jak tutaj. Niemniej, ani ja, ani tym bardziej moja twarz nie dają rady aż takiej tłustości. Efektem kilkutygodniowego użycia były niestety zapchane pory...
Stosowałam również filtr Babydream na ciało - a konkretnie - miejsca dla mnie latem szczególnie problematyczne. Jestem alergikiem i mam uczulenie na słońce objawiające się mocno swędzącą wysypką po dłuższej niż kilka minut ekspozycji słonecznej. Miejsca, które zwykle atakuje wysypka smarowałam więc Babydream-em i muszę przyznać, że w bardzo dużym stopniu zmniejszał on u mnie odczyn alergiczny. Z pełną odpowiedzialnością mogę więc stwierdzić, że filtr swoje zadanie spełnia bardzo dobrze - skutecznie chroni bowiem skórę przez promieniami słonecznymi.

Cena: 14 zł/75 ml

Ocena: +3/6

Czy kupiłabym ponownie: do twarzy na pewno poszukam czegoś innego, ale do ciała, które potrzebuje dużej ochrony przed słońcem jest jak najbardziej ok!

 Skład:


*Ciekawa jestem, czy znacie ten filtr? Stosujecie w ogóle filtry? Jakie możecie polecić do twarzy?*

10.05.2013

Drewniany grzebień z The Body Shop

Czy można zachwycać się grzebieniem do włosów? Ano można! :)


Odkąd posiadam drewniany grzebień z The Body Shop, wszystkie inne poszły w odstawkę. A trzeba przyznać, że mam fioła na punkcie grzebieni i zawsze miałam wokół siebie przynajmniej z 5 :)
Drewniany grzebień z TBS jest antystatyczny, dlatego też jest polecany do włosów z tendencją do elektryzowania. I faktycznie - odkąd używam drewniaka z TBS, moje włosy nie elektryzują się WCALE, co wcześniej było wręcz nie do pomyślenia - elektryzowały się jak szalone.
Grzebień świetnie rozczesuje włosy, i te suche, i te mokre. Ma szeroko rozstawione ząbki, dzięki czemu jest delikatny, nie szarpie i nie wyrywa włosów, tylko gładko po nich sunie. Nadaje się również do rozprowadzania masek, odżywek i olei. Na dłuższą metę wpływa pozytywnie na wygląd i jakość włosów.
Jest bardzo starannie wykonany, nie ma mowy o drzazgach czy zadziorach. Jest również trwały - raczej nie zapowiada się, żeby kiedykolwiek miał mi się zniszczyć. 
Posiada certyfikat FSC (Forest Stewardship Council), co oznacza, że drewno z którego jest wykonany pochodzi z lasu, w którym gospodarka uwzględnia zasady ochrony środowiska, aspekty społeczne i ekonomiczne.

Można go kupić w sklepach firmowych The Body Shop za ok. 20 zł bądź na Allegro.

Dla porównania dodam, że miałam wcześniej inny drewniany grzebień, marki no name, kupiony kiedyś na eBayu. Zdecydowanie nie może się równać z tym grzebieniem z TBS! Ten przewyższa go jakością wykonania, ale także samym działaniem - naprawdę dużo lepiej czesze włosy, bo tamtemu mimo iż był drewniany zdarzało się elektryzowanie i szarpanie.



Ja z tym grzebieniem na pewno się już nigdy nie rozstanę i również Wam serdecznie go polecam! Zwłaszcza jeśli tak jak ja, macie problem z elektryzującymi się i plączącymi włosami :)


Udanego weekendu Wam życzę! :)

09.05.2013

Dentofresh - płyn do płukania jamy ustnej bez alkoholu

Z alkoholowymi płukankami do ust jest taki problem, że jedni je kochają, inni wręcz nienawidzą. Osobiście jestem w tej pierwszej grupie i lubię kiedy mi alkohol porządnie odkaża buzię :) Ciekawa byłam jednak od dłuższego czasu, czy uda mi się przekonać do czegoś łagodniejszego i tak w moje ręce wpadł płyn Dentofresh.



Dentofresh to bezalkoholowa płukanka do ust zawierająca naturalne olejki eteryczne: miętowy, tymiankowy, eukaliptusowy, szałwiowy i ich składniki: eukaliptol, tymol, mentol. Przeznaczona jest dla dorosłych i dzieci powyżej 6. lat.
 
Płyn zapakowany jest w buteleczkę z korkiem i miarką do odmierzania potrzebnej ilości. Pachnie świeżo i miętowo, wyraźnie czuć olejki eteryczne. Delikatnie odświeża jamę ustną, nie piecze i jest naprawdę łagodny. Problem w tym, że dla mnie - za łagodny...
Płyn do płukania jamy ustnej DentoFresh co prawda odświeża oddech, ale nie daje mi tak silnego poczucia czystości i odświeżenia, jakiego oczekuję od płukanek dentystycznych. Pozostanę więc zwolenniczką mocno alkoholowego Listerinu, który co prawda nieco piecze, ale ja dopiero wtedy czuję, że płyn naprawdę działa :)

Płyn DentoFresh polecam jednak serdecznie tym, którzy alkoholu w płukankach nie tolerują, bo to naprawdę przyjemny płyn dla "abstynentów" ;)

 Skład:
 
Więcej o nim przeczytacie tutaj: www.dentofresh.pl

A Wy, moje Drogie,  jakie płyny lubicie? Te z procentami, czy bez? :)

06.05.2013

Mythos Fluid nawilżający do twarzy - skóra mieszana i tłusta

Wbrew temu, co może sugerować tytuł, nie będę pisała dziś o kolorówce. Fluid Mythos nie jest bowiem żadnym podkładem, a lekkim kremem przeznaczonym specjalnie do pielęgnacji skóry mieszanej i tłustej :) Moja mieszana skóra nienawidzi ciężkich, tłustych i gęstych kremów, dlatego taki fluid od razu wydał mi się strzałem w dziesiątkę. I faktycznie - powiem Wam od razu, że się bardzo polubiliśmy :) 

Mythos Fluid nawilżający do twarzy - skóra mieszana i tłusta


Opakowanie: Buteleczka typu air-less, dodatkowo zapakowana w kartonik. Całość ładna i miła dla oka, pompka nie zacina się i fajnie dozuje kosmetyk.

Konsystencja, zapach: Krem faktycznie przypomina fluid, jest lekki i bardzo przyjemny. Idealnie rozsmarowuje się i błyskawicznie wchłania. Pachnie jak... szpitalna szafka z lekami :P (nie wiem, czy kojarzycie ten zapach, ale jest on nieporównywalny z niczym innym, ja jak tylko pierwszy raz użyłam fluidu, od razu miałam tę szafkę przed oczami i tak jest za każdym razem, gdy go używam :P)

Działanie: Fluid Mythos bardzo fajnie nawilża moją mieszaną skórę, świetnie sprawdza się pod makijaż, nie roluje się ani nie powoduje ważenia podkładu. Po aplikacji skóra wygląda ładniej, zdrowiej, nie jest tłusta, bo krem szybko się wchłania, a nawet lekko matuje. Skóra nie świeci się po nim bardziej niż zwykle. Mogę uczciwie przyznać, że ten fluid daje skórze zdrową dawkę nawilżenia, bez uczucia tłustości i jakiegokolwiek dyskomfortu. Jest fajny, lekki, w sam raz na lato. Uwielbiam w nim także to, że nie zapycha mojej skóry nic a nic! (a przypominam, że jest wyjątkowo kapryśna i zapycha ją 90% kosmetyków).

Skład: Bardzo przyjemny, mocno roślinny, naturalny, wolny od parabenów, silikonów, oleju mineralnego, EDTA, PEG, glikolu propylenowego i syntetycznych barwników:

Cena: 53 zł/50 ml

Ocena: +5/6

Czy kupiłabym ponownie:  TAK, to jeden z najlepszych kremów, jaki używałam :) Serdecznie polecam do cery mieszanej i tłustej!






Fluid nawilżający do skóry mieszanej i tłustej można kupić TUTAJ:


To drugi, obok TEGO kremu BeEco, krem naturalny, który w pełni polubiła moja skóra.

A Wy odkryłyście już swoje ulubione kremy do twarzy? :)

03.05.2013

Manhattan: Soft Mat Lipcream - Intensywna pomadka w kremie

Matową pomadkę z Manhattana kupiłam przy okazji promocji rossmanowskiej -40% na kolorówkę. Od dawna chciałam wypróbować efekt matu na ustach, no i się udało :) Jesteście ciekawe, czy mnie Manhattan Soft Mat Lipcrem podbił moje serce i usta? Zapraszam do recenzji :)

Manhattan: Soft Mat Lipcream (Intensywna pomadka w kremie) -
odcień 56K


Opakowanie: Niewielkie, poręczne w formie błyszczyka z aplikatorem. Kolor opakowania fajnie oddaje rzeczywisty kolor pomadki.

Konsystencja, zapach: Pomadka ma dość gęstą, kremową konsystencję i rozprowadza się bardzo fajnie.  Nie klei ust. Chwilę po nałożeniu widać lekki połysk, ale zaraz później pojawia się matowe wykończenie. Kosmetyk pachnie ładnie, delikatnie owocowo.
 
Działanie: Posiadam odcień 56K - dość intensywny, średnio jasny róż. Na plus oceniam bardzo fajny, intensywny pigment, który faktycznie jest widoczny na ustach. Podoba mi się także matowe wykończenie - jest właśnie takie, jakiego szukałam! Trwałość pomadki również jest nienajgorsza - pigment dość mocno wsiąka w usta, przez co nie zjada się szybko i nie zlizuje. Niestety, pomadka podkreśla suche skórki, dlatego należy ją nakładać tylko na naprawdę starannie wypielęgnowane usta... Zauważyłam także, że pomadka wysusza usta, dlatego nie nadaje się do ciągłego noszenia.

Cena: 15 zł/6,5 ml

Ocena: -4/6

Czy kupiłabym  ponownie: NIE WIEM, spodobało mi się świetne matowe wykończenie, tylko to wysuszanie ust jest mało przyjemne...





*Znacie te pomadki? Ciekawa jestem, jak je oceniacie?*