Pokazywanie postów oznaczonych etykietą peeling. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą peeling. Pokaż wszystkie posty

12.10.2013

Orientana: Naturalny peeling z olejkami - jaśmin, szafran, zielona herbata

Peeling Orientany dostałam do przetestowania ze sklepu Blisko Natury. Przyznaję, że od początku wiązałam z nim spore nadzieje, tym bardziej, że to peeling naturalny, a do tego od Orientany, którą już zdążyłam poznać i docenić.
Czy ten peeling również mnie oczarował? Jeśli jesteście ciekawe, zapraszam do recenzji :)

Orientana: Naturalny peeling z olejkami - jaśmin, szafran, zielona herbata

Orientana Naturalny peeling z olejkami jaśmin szafran zielona herbata


Opakowanie: Peeling, który posiadam, znajduje się w maleńkim, plastikowym słoiczku, ZA maleńkim. Bardzo ciężko z takiego maleństwa aplikować peeling, jeszcze o takiej konsystencji, jaką mamy w tym przypadku. Ciężko również mówić o jakiejkolwiek estetyce; na słoiku naklejona jest zwykła, papierowa naklejka, która po już po jednym użyciu peelingu jest żółta i zatłuszczona.

Konsystencja: Peeling Orientany składa się z dwóch konsystencji, które nijak chcą się ze sobą łączyć. Na dole osiada warstwa soli, cukru i suszonych roślin, na górze dryfuje warstwa olei. Niby można połączyć te warstwy łyżeczką, ale na krótko i wciąż nie na tyle dokładnie, by mówić o jednej konsystencji.

Zapach: Peeling pachnie nieco inaczej niż opisywany przeze mnie TUTAJ jaśminowy balsam w kostce Orientany. W przypadku balsamu mieliśmy do czynienia z czystym zapachem jaśminu, w peelingu zdecydowanie króluje szafran. Jaśmin jest wyczuwalny dopiero w drugiej kolejności, czuć też trochę zieloną herbatę. Zapach uważam za udany - intensywny, korzenno-kwiatowy, bardzo przyjemny dla nosa, co najlepsze - utrzymuje się na ciele i to całkiem długo.

Skład: Sodium Chloride (sól morska), Sucrose  (cukier trzcinowy), Himalayan Rock Pink Salt (sól himalajska), Magnesium sulfate (sól gorzka), Plant glycerin (gliceryna roślinna), Isopropyl Myristate (mirystynian izopropylu), Helianthus Annuus Seed Oil (olej słonecznikowy), Prunus Amygdalus Dulcis Oil (olej migdałowy),  Triticum Vulgare Germ Oil (olej z kiełków pszenicy), Vitis Vinifera Seed Oil (olej  z pestek winogron), Sodium Benzoate (benzoesan sodu z jagód), Potassium sorbate (kwas sorbowy z jagód), Camellia Sinensis Leaf Extract (zielona herbata), Crocus Sativus flower extract (szafran), Jasminum Officilane Oil (olejek jaśminowy).

Działanie: Jak już wspomniałam - konsystencja tego peelingu jest trudna do ogarnięcia. Za każdym razem wyciągam ze słoiczka albo - przede wszystkim - cukier i sól, albo same oleje. Mało tego - peeling słabo przylega do skóry, opada na dno wanny i właściwie... tyle mamy naszego peelingu. Trzeba się nieźle nagimnastykować, by pomasować trochę nim ciało, bo właściwie jedynie o masowaniu możemy tu mówić, ja nie czuję, by moje ciało było po nim dobrze speelingowane. Do tego spomiędzy ziaren soli i cukru co rusz wypadają suszone liście zielonej herbaty, które może i są miłym gadżetem, ale mocno niepraktycznym - nie robią bowiem nic, a do tego trzeba uważać, żeby nie dostały się do odpływu i nie zapchały syfonu...
Peeling jest również szalenie niewydajny, 100 g opakowanie wystarcza na dwie aplikacje na całe ciało. To mało, zważywszy na całkiem sporą cenę. Czarę goryczy przelewa jednak fakt, że peeling Orientany niesamowicie brudzi i tłuści wannę. Porządne szorowanie gwarantowane! Szkoda tylko, że nie można tego powiedzieć o ciele...

Cena: 27 zł/100 g, 50 zł/250 g

Ocena: 2/6 (i to tylko za zapach)

Orientana Naturalny peeling z olejkami jaśmin szafran zielona herbata
Orientana Naturalny peeling z olejkami jaśmin szafran zielona herbata
Orientana Naturalny peeling z olejkami jaśmin szafran zielona herbata


Dawno już żaden kosmetyk nie okazał się u mnie takim bublem, jak ten peeling. Tym bardziej rozczarowuje, że to produkt naturalny. Nigdy nie byłam fanką peelingu z kawy (za dużo brudzenia jak dla mnie ;)), ale w tym wypadku naprawdę lepiej już zaparzyć sobie filiżankę i wyszorować porządnie fusami ciało. Też naturalnie, a przynajmniej skutecznie! I do tego dużo taniej :)

30.06.2013

Testuję z Maliną: Eveline Slim Extreme 4D Złoty peeling-masaż drenujący z kofeiną



Ostatnio pisałam o Złotym serum Eveline, dziś napiszę o Złotym peelingu tej firmy. Oba kosmetyki dostałam w ramach uczestnictwa w Malinowym Klubie.

Eveline Slim Extreme 4D Złoty peeling-masaż drenujący z kofeiną



Opakowanie: Duża, miękka i wygodna w używaniu tuba. Wizualnie także niczego sobie - podoba mi się ta złota kolorystyka, od razu przyciąga wzrok.

Konsystencja, zapach: Peeling ma gęstą konsystencję z zatopionymi drobinkami ścierającymi oraz drobinkami złota. Pachnie podobnie jak serum z tej serii - delikatnie owocowo i świeżo. Zapach jest bardzo ulotny i nie  utrzymuje się na skórze.

Działanie: Jest to bardzo delikatny zdzierak, a więc w sam raz nada się do antycellulitowego masażu, delikatne i małe drobinki z pewnością nie podrażnią skóry przy kilkuminutowym masowaniu. Efekt ścierający jest średni - szczerze przyznaję, że znam lepsze pod tym względem peelingi, które dają mi prawdziwe gładką skórę. Tu tego efektu nie ma - ale skoro to peeling-masaż, to jestem to w stanie wyobrazić. Złote drobinki, które są zatopione w peelingu nie zostają na skórze i właściwie to nie wiem, czemu służą, chyba tylko dekoracyjnie. Jeśli zaś chodzi o działanie antycellulitowe - sądzę, że w tej materii jest w stanie zdziałać tyle, co każdy inny peeling - pobudzić krążenie, ułatwić wchłanianie się kosmetyków i przez to w jakimś tam stopniu poprawia wygląd skóry.

Cena: 14,99 zł/250 ml

Ocena: 4/6 - jak ktoś szuka delikatnego peelingu, to polecam - jest naprawdę delikatny!


 

Znacie ten peeling? Jak Wasze wrażenia?

26.02.2013

Fennel Cukrowy peeling do ciała z kokosem

Kosmetyki tajlandzkiej marki Fennel bardzo mnie kusiły ze względu na opiewane przez blogerki, intensywne i bardzo smakowite zapachy. I muszę przyznać, że jeżeli o to chodzi, to nie zawiodłam się ani trochę. Zapachowo moje serce rozkochał bowiem:

Fennel Cukrowy peeling do ciała z kokosem



Opakowanie: Płaski, solidny słoiczek zabezpieczony folią. Na plus zaliczam także nakrętkę z wypustkami, dzięki którym łatwo odkręcić peeling nawet mokrą ręką pod prysznicem.

Konsystencja, zapach: Konsystencja jest dość zbita i przypomina gęstą pastę skrywającą kryształki cukru, co niestety przekłada się też na wydajność kosmetyku - znika on naprawdę szybko. Peeling nie pachnie czystym kokosem, a... kokosowym ciasteczkiem, serio! Aż chciałoby się go zjeść :)

Działanie: Peeling Fennel całkiem dobrze złuszcza naskórek, mimo że tarcie nie jest jakieś bardzo intensywne czy bolesne. Bałam się, że pozostawi po sobie parafinową powłoczkę na skórze, ale na szczęście nic takiego nie miało miejsca. Słodki, bardzo apetyczny zapach sprawia, że peeling tym kosmetykiem jest szczególnie przyjemny.
Jednak na opakowaniu można dostrzec pewne kłamstewko producenta - w opisie sugeruje, że peeling zawiera olej kokosowy, jednak w składzie go nie znajdziemy wcale - zerknijcie sami:

Cena: 29 zł/200 ml

Ocena: -5/6

Czy kupiłabym ponownie: BYĆ MOŻE skuszę się jeszcze kiedyś na inny zapach, bo lubię od czasu do czasu takie "ładnie pachnące kosmetyki" ;)




A jakie są Wasze wrażenia ze stosowania kosmetyków Fennel? :)

__________________________

Dziękuję Wam bardzo za Wasze opinie pod ostatnim postem! <3 Ostatecznie, po licznych przymiarkach, doszłam do wniosku, że żadna z tych dwóch sukni nie jest suknią dla mnie. Wybrałam całkiem inny model, który na żywo prezentuje się o wiele korzystniej niż na zdjęciach (w odróżnieniu do dwóch modeli z ostatniego posta :P). Ciekaw jestem, czy i Wam się spodoba:


2.01.2013

FlosLek BeECO Bio-certyfikowany peeling solny z oliwą z oliwek

Z naturalnej serii BeECO FlosLek-u przetestowałam już kremy: na dzień i na noc oraz maseczkę relaksująco-upiększającą. Dzisiaj czas na pielęgnację ciała, a konkretnie peeling solny. Zainteresowanych zapraszam do recenzji :)
naturalny organiczny peeling solny do ciała BeECO FlosLek sól morska oliwa ecocert


 FlosLek BeEco Bio-certyfikowany peeling solny z oliwą z oliwek

Opakowanie: Bardzo łady i estetyczny plastikowy słoik z metalową zakrętką. Słoiczek jest także zabezpieczony folią ochronną.

Zapach, konsystencja: Wyraźnie wyczuwam cytrynową nutę, osobiście za nią nie przepadam, ale co kto lubi :) Konsystencja peelingu FlosLek BeEco to nic innego niż drobinki soli zatopione w olejowej mieszance. Kosmetyk w opakowaniu dzieli się na dwie fazy: sól opada na dno, na wierzchu pozostaje faza oleista.

Działanie: To moje pierwsze podejście do peelingu solnego i - niestety - chyba ostatnie. Drobinki soli są na tyle ostre, że peeling staje się dla mnie naprawdę mało przyjemnym rytuałem. Rzadko odczuwam, by jakikolwiek peeling był dla mnie za ostry, nawet słynny kawowy peeling jest dla mnie ok, a tu takie zaskoczenie. Mało tego - jako iż jest to peeling solny, nie ma mowy by wykonywać go mając na ciele jakieś ranki. Sól wżera się i piecze - brrr. Konsystencja kosmetyku słabo trzyma się skóry i zamiast na ciele ląduje na dnie wanny. Mimo iż peeling jest taki ostry, wcale nie odczuwam po jego użyciu jakiegoś szczególnie mocnego wygładzenia skóry... O wiele lepsze efekty daje chociażby dużo delikatniejszy peeling Tołpa, o którym pisałam TUTAJ. Na plus zaliczam jedynie naturalny skład oraz fakt, że po peelingu pozostaje na skórze miła, olejowa warstewka i nie trzeba już używać balsamu.

Cena: 36 zł/420 ml

Ocena: 2/6

Czy kupiłabym ponownie: NIE





Znacie serię BeEco? Jakie peelingi do ciała polecacie?

23.12.2012

Tołpa Cellulite: maska modelująca oraz peeling 3w1


Od Maliny otrzymałam do przetestowania 2 kosmetyki Tołpa z serii Cellulite: peeling antycellulitowy 3w 1 oraz modelującą maskę antycellulitowe. Kosmetyki zużyłam razem, robiąc sobie przy okazji małe SPA borowinowe. Jak się sprawdziły? Zapraszam do recenzji :)

Topła Cellulite: peeling antycelulitowy 3w1 + modelująca maska antycellulitowa

Na początek pochwalę wygląd opakowań. Design, jaki zastosowała obecnie Tołpa jest po prostu fenomenalny! Absolutnie trafia w mój gust - wyróżnia się oryginalnością, bowiem producent zawarł na nim mnóstwo informacji i wskazówek na temat tego, jak skutecznie walczyć z cellulitem. Nie obiecuje cudów na kiju i eliminacji cellulitu po użyciu jednej saszetki kosmetyku, ale sam zachęca do zmiany nawyków żywieniowych oraz systematyczności, informując, że:

kiedy mówimy "mała wielka pielęgnacja" mamy na myśli codzienne, drobne, ale przemyślane czynności, bo zauważamy, że suma małych rzeczy daje duży efekt

Szalenie podoba mi się to zbliżenie firmy do klienta: mam wrażenie, że kosmetyk stworzył ktoś specjalnie dla mnie, chcąc bym naprawdę skutecznie pozbyła się tego nieszczęsnego cellulitu, co sprawia, że bez wahania jestem w stanie zaufać tym kosmetykom. Do tego jeszcze na opakowaniu widnieje przeuroczy dopisek "p.s. - przechodząc koło restauracji typu fast food udawaj, że ich nie widzisz" :):):)



O peelingu antycellulitowym producent mówi tak:
wspomaga eliminację cellulitu, silnie wygładza i odnawia skórę. Usuwa zrogowaciały naskórek na 3 sposoby: mechanicznie, enzymatycznie i za pomocą kwasów AHA. Eliminuje nierówności, modeluje i wysmukla ciało. Ujędrnia i uelastycznia skórę. Zwiększa wchłanianie i wzmacnia działanie innych kosmetyków antycellulitowych i pielęgnacyjnych.
Kosmetyk mieści się w jednorazowej saszetce o pojemności 43 g i kosztuje 7,60 zł. Dla mnie ta porcja wystarczyła na dwa porządne użycia. Peeling ma bardzo fajne drobinki ścierające - dobrze masujące, ale nie za ostre, nie za duże - takie w sam raz. Konsystencja półpłynnej galaretki, bardzo dobrze trzyma się skóry, nie spływa, pozwala porządnie wymasować ciało. Podoba mi się bardzo 3-fazowe działanie, bo nie spotkałam jeszcze peelingu, który łączyłby w sobie cechy złuszczania mechanicznego, enzymatycznego i "kwasowego". Skóra po zastosowaniu jest naprawdę cudownie wygładzona (rzadko mi się zdarza zachwycać peelingiem do ciała, ale ten faktycznie robi kawał dobrej roboty!), delikatna i przyjemnie odświeżona.





Jeżeli zaś chodzi o maskę antycellulitową, to producent mówi o niej tak:


wspomaga eliminację cellulitu, wyszczupla i modeluje ciało. Redukuje nadmierne centymetry do - 1,5 cm. Wzmacnia strukturę i zwiększa spoistość skóry. Stymuluje eliminację toksyn i nadmiaru wody. Wysmukla sylwetkę. Odnawia, regeneruje i poprawia koloryt skóry. Przywraca sprężystość i ujędrnia. Maska wspomaga kuracje antycellulitowe, wyszczuplające i modelujące sylwetkę.kiedy skóra jest najbardziej chłonna. Zaraz po zastosowaniu optycznie wygładza, ujędrnia i wysmukla sylwetkę.
Jednorazowa saszetka maski to 38 g w cenie 7,60 zł. O ile peeling okazał się tak wydajny, że wystarczył na 2x, o tyle maski uważam, że jest w opakowaniu trochę za mało. Wystarczyło mi na nałożenie na uda, pupę i brzuch, ale bardzo cienką warstwę, a producent mówi, że warstwa powinna być 2-milimetrowa. Maska wygląda jak czarny smar i brudzi wszystko dookoła przy nakładaniu :P Nakładamy ją na skórę, po czym szczelnie owijamy ciało folią spożywczą i pozostawiamy tak na pół godziny. Ja dodatkowo wskoczyłam jeszcze do łóżka, żeby wygrzać ciało i aby składniki mogły się dogłębniej wniknąć w skórę. Po pewnym czasie czuć było delikatne pieczenie, ale nie było to w żaden sposób nieprzyjemne, ot - czułam po prostu, że kosmetyk działa. Po zmyciu skóra wygląda na odżywioną i napiętą, autentycznie czułam pod palcami gładkość, o jakiej na co dzień mogę raczej pomarzyć.





Cellulitu oczywiście się nie pozbyłam i szczerze mówiąc - nie liczyłam na to, niemniej jednorazowa aplikacja skutecznie zachęciła mnie do tego, by sięgać po nie regularnie. Wydatek jest spory, bo na miesięczną kurację potrzebujemy po 8 opakowań każdego kosmetyku, ale chyba warto zaoszczędzić te kilkadziesiąt złotych na słodyczach, fast foodach czy innych naszych małych grzeszkach i pomóc naszej skórze cieszyć się na nowo tą boską gładkością? ;)

______________

Kochane!

Korzystając z okazji życzę Wam wesołych, rodzinnych Świąt pełnych ciepła i pogody ducha.

A pod choinką oczywiście mnóstwa kosmetycznych prezentów! :)


20.11.2012

Nowości w mojej kosmetyczce :)

Trochę nowości u mnie :) Przepraszam, że zdjęcia takie różnorodne, ale na chwilę obecną nie mam aparatu i posiłkuję się trochę zdjęciami sprzed 2 tygodni, a trochę na chybcika wykonanymi komórką :)

Moja pielęgnacja cery poszerzyła się o:

Ziaja Pro Peeling z mikrogranulkami bardzo mocny (21 zł/270 ml) - ma same pozytywne opinie na wizażu, a ja akurat potrzebowałam porządnego zdzieraka :)



Mydełko arganowe ze sklepu Skarby Afryki (12 zł/75 g) - kolejne naturalne mydełko w mojej kolekcji, to mój pierwszy kosmetyk z olejem arganowym w jakiejkolwiek postaci, zobaczymy, czy zachęci mnie do dalszych eksperymentów.



Poszukiwania idealnej maskary wciąż trwają...

Maskara Maybelline Volum' Express Colossal Smoky Eyes (30 zł/10 ml) - całkiem nieźle wspominam oryginalnego żółtego Colossala, ciekawe więc jak sprawdzi się ta podrasowana wersja.

Maskara Bourjois Queen Attitude (50 zł/10 ml) - to moja pierwsza maskara Bourjois, sama nie wiem, dlaczego tak późno, bo kosmetyki tej firmy darzę sporą sympatią.


A z konkursu wygranego u Naturalnie :) dotarły do mnie takie cudeńka:

Lavea Balsam z masłem shea czekoladowy (9zł/50 g) - ma obłędny zapach, wydaje się być baaardzo porządnie natłuszczający, czuję, że będzie to całkiem przyjemny jesienny umilacz :)

Lavea Mydło Czekolada Gold (11,70zł/100 g) - mydło pachnie jak najprawdziwsza czekolada, a połyskuje jak złoto - już wiem, że nie ma sposobu, żebyśmy się nie polubili!



Znacie coś z tych kosmetyków? Coś Was zaciekawiło?

1.09.2012

Royal Alepp Savon Noir - naturalny peeling

Odkąd usłyszałam o niezwykłych właściwościach czarnego mydła, wiedziałam, że muszę je mieć. Czarne mydło, w nietypowej formie pasty zamkniętej w słoiczku, uwielbiane przez klientki mydlarni intrygowało mnie niesamowicie. I tak trafiło do mnie Royal Alepp Savon Noir - Czarne mydło peelingujące, które testuję od jakiegoś czasu.


Opakowanie: Niestety, opakowanie jest bardzo słabe. Już po 2 tygodniach zakrętka pękła, mimo że obchodziłam się z nią delikatnie. Myślę, że w przypadku kosmetyku naturalnego, który w składzie nie zawiera żadnych konserwantów, opakowanie powinno być solidniejsze...

Konsystencja, zapach: Czarne mydło tak naprawdę nie jest czarne, tylko żółte, ale duża ilość zamknięta w słoiczku przybiera ciemnawy, brunatny kolor ;) Konsystencją i zapachem przypomina... smar samochodowy, niektórym może więc śmierdzieć, ale ja już w pełni przyzwyczaiłam się do tego zapachu.

Skład: Olea europea oil, Lauris nobilis (Laurel) oil, Aqua, Potassium hydroxide - cały sekret czarnego mydła tkwi w jego składzie, który musi być absolutnie naturalny, maksymalnie prosty i zawierać tylko 3-4 składniki. Jeżeli więc spotkacie gdzieś czarne mydło, które zawiera więcej niż 4 składniki, lepiej go nie bierzcie, bo prawdziwe mydło naprawdę nie potrzebuje niczego więcej niż następujące składniki: zmiażdżone oliwki, olej laurowy, woda i chlorek potasu.

Działanie: Zaskakujące jest to, że nasze mydło działa jak peeling enzymatyczny. Osobiście nie jestem fanką takiego peelingu, ale spróbowałam. Początkowo mydło kupiłam z zamiarem stosowania na twarz i tak też robiłam. Mydło peelingowało, ale właśnie tak delikatnie, enzymatycznie, czego niestety za bardzo nie lubię. Już miałam pożegnać się z tym mydełkiem, ale postanowiłam dać mu szansę i użyć go zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem - do ciała. I tutaj mój szok był maksymalny! Czarne mydło wmasowane w wilgotne ciało dało taki efekt gładkości, że każdy peeling, jaki stosowałam wcześniej, chowa się! Ciało w dotyku jest jedwabiście gładkie, z prawdziwą przyjemnością go dotykam, bo nie potrafię nazachwycać się efektami. Nie wiem, jak zwykłe oliwki potrafią sprawić takie cuda, że każdy drogeryjny zdzierak się chowa, ale robią to naprawdę doskonale :)

Czarne mydło poleciłam także mojemu narzeczonemu, który ma problem z zapaleniem mieszków włosowych na przedramionach (chropowate, czerwone grudki niemożliwe do usunięcia). Efekt? Prawie całkowicie pozbył się stanu zapalnego! Skóra zyskuje gładkość i zdrowy wygląd - super!

Cena: ok. 20 zł/150 g

Ocena: 5/6 (minus daję za słabe opakowanie, na przyszłość poszukam mydła zapakowanego jakoś solidniej)

Czy kupię ponownie: TAK





Znacie Savon Noir? Jeśli nie, a lubicie naturalną pielęgnację, to serdecznie Wam polecam :)

14.08.2012

Biochemia urody - Peeling enzymatyczny z bromelainą

Dziś kolejny produkt z Biochemii Urody. Wcześniej pisałam o serum migdałowym, z którego byłam bardzo zadowolona, dziś będzie o peelingu enzymatycznym, który niestety mojego serca nie podbił. Przeczytajcie dlaczego:



Opakowanie: Plastikowy, płaski słoiczek - zawsze coś mi się rozsypie, jak go odkręcam...

Konsystencja, zapach: peeling ma postać drobno zmielonego proszku, który rozrabiamy docelowo z wodą/hydrolatem. Zapach, niestety, jest dla mnie prawdziwą zmorą. Niesamowicie mnie drażni nałożony na twarz, a trzeba z nim wytrzymać przynajmniej 10 min. Jak dla mnie peeling śmierdzi... kupą :] Rzadko który kosmetyk mnie tak drażni swoim zapachem jak ten.

Skład: koloidalna mączka owsiana, mleko+serwatka w proszku, bromelaina - enzym z ananasa
Działanie: Skóra jest miękka, ale szału nie ma. Nie da się ukryć, że peeling mechaniczny daje o niebo lepsze efekty. Co więcej - peeling po nałożeniu lekko szczypie, co nie jest wcale przyjemne, a parę razy zdarzyło mi się nawet, że miałam po jego zmyciu podrażnione policzki.

Wydajność: Mam wrażenie, że on się nigdy nie skończy... A może to dlatego, że z uwagi na zapach używam go dość nieregularnie.

Cena: 15,50 zł/36 g

Ocena: 2/6

Czy kupię ponownie: NIE (ten zapach to jego najważniejsza wada, która u mnie go całkowicie dyskwalifikuje)




Po moich przygodach z peelingami enzymatycznymi, utwierdziłam się w przekonaniu, że niestety, nie dadzą nigdy tak dobrego efektu jak peelingi mechaniczne. Szukam więc obecnie dobrego mechanicznego peelingu, zastanawiam się nad korundem stosowanym w mikrodermabrazji. A może my możecie mi polecić jakiś fajny mechaniczny peeling?